Bleach OtherWorld PBF
Sala obrad - Wersja do druku

+- Bleach OtherWorld PBF (http://www.bleachow.eu)
+-- Dział: Soul Society (/forum-5.html)
+--- Dział: Dywizje (/forum-22.html)
+---- Dział: Kompleks Centrali 46 (/forum-73.html)
+---- Wątek: Sala obrad (/thread-965.html)

Strony: 1 2 3


Sala obrad - Skye - 03-01-2016 13:03

[Obrazek: latest?cb=20110517222336&path-prefix=en]

Pomieszczenie, w którym odbywają się spotkania całej Rady Czterdziestu Sześciu. Tutaj jej członkowie debatują nad sprawami kluczowymi dla Seireitei, omawiają decyzje, które podjęła Straż Królewska wraz z Królem Dusz oraz przeprowadzają najważniejsze posiedzenia sądownicze. Sala, jak zresztą cały sektor wydzielony dla Radnych, znajduje się pod ziemią i dostęp tutaj mają tylko ściśle wydzielone persony.
Kształtem pomieszczenia jest foremny ośmiokąt i jest ono zdecydowanie wyższe, aniżeli szersze. Radni zasiadają natomiast w kilku rzędach ułożonych jeden ponad drugim, a ich twarze są zawsze zasłonięte z perspektywy osób znajdujących się w centrum sali.



RE: Sala obrad - Skye - 13-01-2016 22:12

Kilkanaście dni minęło od wyprawy Bogów Śmierci do Świata Żywych w celu zbadania tajemnicy na dnie Rowu Mariańskiego. W tym czasie ranni oficerowie zostali stosownie opatrzeni przez czwarty oddział, a raporty oraz wszelkie dowody w sprawie pewnego incydentu zdążyły przejść w trybie przyspieszonym przez wszystkie konieczne instytucje wprost do Rady Czterdziestu Sześciu. Sprawa, której dotyczył ów incydent, nie byłą byle jaka, szczególnie w obliczu ostatnich wydarzeń. Zdrady Fujimori'ego Kuchiki, Hijikaty Toshizou, knowań Maresuke Kajahary i Izumi'ego Aizena, a także niedawnych wybryków Ryunosuke Shinry, które doprowadziły go do kary śmierci. W tym przypadku głównym "bohaterem - winowajcą" okazał się być niedawno zdegradowany za brak należytego wykonywania swoich obowiązków z pozycji porucznika Ryuichi Kagawa. Jako trzeci oficer również zdążył już sobie napytać biedy.
Sayamaka Asagi oraz Araki Mina, osoby odpowiedzialne za misję w Rowie Mariańskim, złożyły stosowne dokumenty, które miały jednoznacznie uznać Kagawę za Boga Śmierci niegodnego wykonywania przez niego swych obowiązków. Szybko zdecydowano jednak, że taka decyzja zostanie podjęta na rozprawie sądowej. Rzadko kiedy Rada Czterdziestu Sześciu decydowała się na taki krok, pozostawiając głównodowodzącemu wolną rękę, lecz nie w tym przypadku. W najważniejszych dla Seireitei kwestiach, bądź tych niejasnych, w których należało wziąć pod uwagę wpływ zewnętrznych czynników, sama brała sprawy w swoje ręce. Ta zdecydowanie należała do pierwszej kategorii, choć dla wielu również i druga wchodziła w grę. Zarówno oskarżony Ryuichi Kagawa, jak i oskarżyciel Sayamaka Asagi bardzo wyraźnie zapisali się w kronikach Trzynastu Oddziałów, zyskując więcej popleczników, aniżeli przeciwników. Ostatnie wydarzenia mogły tę proporcję przechylić na korzyść obecnego porucznika, jednakże nadal sprawa wzbudzała wiele kontrowersji.
W tym celu na salę zostali wezwani właśnie główni zainteresowani, ale prócz nich także oficer dwunastej dywizji Araki Mina, dysponująca istotnym materiałem dowodowym, oraz Kisuke Koizumi - bezpośredni zwierzchnik wszystkich tych Shinigami. Otrzymali nakaz stawienia się na rozprawie z kilkudniowym wyprzedzeniem, a każde spóźnienie oznaczało kary dyscyplinarne. Rada Czterdziestu Sześciu oczekiwała już całego kwartetu, zasiadając na swych miejscach w komplecie na pół godziny przed czasem.
Jedynie Ryuichi Kagawa, aresztowany od razu po wyjściu ze szpitala, został doprowadzony przez oddział Onmitsukido, nie mając szczególnego wyboru. Był pierwszy z całej czwórki.

[Zgadzacie się na termin 48h? Szybko raczej postujemy, więc chyba sobie poradzimyJęzyk]



RE: Sala obrad - Sayamaka Asagi - 13-01-2016 22:43

Niebieskooki szlachcic rzadko kiedy miał okazję spotkać całą rade 46. Nawet jako głowa jednego ze średnich rodów, blisko spokrewnionego z rodziną Kuchiki nie był zapraszany, ani nawet wzywany na rozprawy prowadzone przez organ najwyższej władzy w Soul Society. Tak w każdym razie było przez ostatnie sto lat, bowiem dzisiaj nastąpiła jego druga, w ciągu półrocza wizyta w tym miejscu...
Asagi ostatni raz stanął przed Radą jako świadek w sprawie ex-porucznika Hijikaty, gdzie musiał złożyć obszerne zeznania na temat tego, co zaszło na terenach VIII Dywizji, gdy najsłynniejszy zdrajca ostatniego stulecia omal nie odebrał jego życia. Stając wtedy przed Radą niebieskooki nie był do końca pewien, czy on sam nie zostanie skazany na śmierć za niedopełnienie obowiązków - jakby nie było, nie udało mu się powstrzymać zdrajcy, którego sam szkolił. Pan Sayamaka nie miał złudzeń, w obliczu takiej katastrofy jak inwazja, mógł podobnie jak Hijikata zostać uznanym za zdrajce, wszak wszyscy wiedzieli, że przewyższał go kunsztem szermierczym...
Czy dzisiaj będzie podobnie? Wiedział, że nie. Tym razem nie był tylko świadkiem, obecnie był oskarżycielem. Jako dowódca drużyny, odpowiadał za swoich ludzi, którzy zostali mu powierzeni i byli mu winni posłuszeństwo. Kagawa, cóż... Nie tylko wykazywał rażące uchybienia w służbie, ale przede wszystkim targnął się na życie dowódcy, mimo jego usilnych prób uniknięcia starcia.
Pan Sayamaka stawił się na zebranie w odświętnym mundurze - takim, który ubiera się jedynie na najważniejsze zebrania i parady, a nigdy na pole walki. Dodatkowo, tradycyjnie zarzucił na plecy haori w rodowych barwach, wraz z mon'ami i z kwiatem swej dywizji na plecach. Nie zabrał natomiast swojego kapelusza, który chociaż stanowił swoistą integralną część wizerunku Asagi'ego, to jednak tym razem postanowił pozostawić go w domu. Rozważał zabranie jakiejś igły kanzashi, ale ostatecznie zdecydował się nie wnosić na salę rozpraw "więcej" broni.
W przeciwieństwie do większości shinigami, zanpakutou Asagi'ego było w formie daisho. Nie tylko zwiększało mu to możliwości walki, dając dostęp do technik 2 mieczy, ale przede wszystkim pozwalało mieć zanpakutou tam, gdzie inni nie mogli. Stare prawo zabraniało posiadania długich ostrzy w sądach i wielu pomieszczeniach urzędowych, ale wakizashi było ogólnie akceptowane jako symbol szlacheckiego stanu. Asagi bardzo chętnie korzystał z tego przywileju, zawsze pewniej czując się mając przy boku miecz...
Niebieskooki nie zamierzał kazać Radzie czekać. Jako główny oskarżyciel miał przed sobą ważną funkcję, nie zdziwiłby się też, gdyby ostatecznie to on został kaishaku Kagawy, bowiem suma jego wykroczeń kwalifikowała go na karę śmierci. Przygotowując się do procesu, zebrał wszystkie materiały i zasięgnął opinii swojej żony, która lepiej od niego znała ex-porucznika IV Dywizji. Dzisiaj miał ze sobą odpowiedni zestaw dokumentów i wszystko przygotowane na ostatni guzik. Wszystko miało być jak pod sznurem. I nie było w tym żadnej osobistej zawiści, czy też antypatii, chociaż nie oszukujmy się, dawniej wspaniały szermierz jakim był Kagawa, nie był dla Asagi'ego osobą, którą wspomina się z uśmiechem. Odsuwając jednak prywatne animozje na bok, niebieskooki wiedział jedno - Ryuichi jest niebezpieczny i nieobliczalny, na zaburzone poczucie hierarchii oraz niechęć do wykonywania rozkazów, a przy tym mocą dorównywał silniejszym wojownikom Gotei 13 - podsumowując, był osobnikiem który nie może tej sali opuścić inaczej, jak skazany wyrokiem który sprawi, że nie będzie stanowił zagrożenia dla innych.
Gdy już nadszedł odpowiedni moment, niebieskooki wszedł do sali u ukłonił się Radzie, odpowiednio nisko, tak jak nakazywała tego etykieta.
- Sayamaka Asagi, porucznik IX Dywizji. - przedstawił swą osobę, zgonie z wymogami protokołu, po czym gdy tylko otrzymał zgodę, niespiesznym, ale przy tym nie ociągającym się krokiem skierował się na swoje miejsce. Odnotował obecność Kagawy w towarzystwie oddziału specjalnego, jednakże nie posyłał mu żadnego spojrzenie. Starał się zachować pełen profesjonalizm.


RE: Sala obrad - Ryuichi Kagawa - 13-01-2016 23:20

Czerwonowłosy Shinigami, medyk z kilkuletnim stażem, były porucznik IV Dywizji, oskarżony został o atak innego Shinigami, a także działania na niekorzyść misji. Podczas misji w Świecie Żywych, której początek miał miejsce ponad miesiąc temu, a która zakończyła się niespełna półtorej tygodnia temu, zniszczył sprzęt należący do XII Dywizji, a pod sam koniec wyprawy dopuścił się ataku na dowódcy, Sayamaka Asagim. Po rozmowie z Araki w szpitalu, która odbyła się niedługo po jego operacji, zrozumiał, w jakiej sytuacji się znajduje. Jego życiu nic nie zagrażało, podobnie jak Asagiemu, jednak kilka dni po jego wypisaniu ze szpitala, został od razu aresztowany przez członków Sił Specjalnych podlegających pod II Dywizję, należącą do Trzynastu Oddziałów Obronnych. To było dla niego zrozumiałe, ba! Spodziewał się, że kiedy tylko będzie w stanie poruszać się o własnych siłach, zostanie doprowadzony do aresztu śledczego. Tak też się stało. Niczym go nie zaskoczono, przewidział taki ciąg wydarzeń w chwili, w której dotarło do niego, czego się dopuścił.
W areszcie spędził niewiele, bo zaledwie kilka dni. W tym czasie nie miał dostępu do jakichkolwiek informacji zewnętrznych - nie wiedział, co dzieje się w Soul Society, strażnicy niechętnie podejmowali z nim rozmowę, nie odpowiadali na większość jego pytań, a jeśli już, to zbywali go, bądź mówili półsłówkami. Nic dziwnego, spodziewał się takiego traktowania. Trochę bardziej smucił go fakt, że przez tych kilka dni nie miał dostępu do bieżącej wody, nie podawano mu stosownych posiłków, ani też nie pozwolono mu zadbać o czystość swojego ciała. Cieszył się, że przynajmniej dwa razy dziennie witali go ludzie z jego dywizji, którzy w dalszym ciągu dbali o gojenie jego ran. To, że był w stanie się poruszać nie oznaczało bowiem, że czuł się znakomicie, że wszystkie rany zostały zagojone tak, jak powinny były. W dalszym ciągu odczuwał dyskomfort przy poruszaniu się, a także ból przy nadwyrężaniu prawej strony swojego ciała. Rana zadana mu przez Asagiego tego pamiętnego dnia, w Rowie Mariańskim, była dotkliwa.
W niewielkiej klatce, w której spędził ostatnich kilka dni czuć było odór potu, który utrzymywał się na jego ciele. Włosy były potargane, nieświeże, na twarzy zawitał delikatny, ostry zarost, który niemiłosiernie gryzł go w szyję przy najdelikatniejszym poruszaniu głową. Irytowało go to, jednak nic nie mógł poradzić. Znalazł się w takiej, a nie innej sytuacji. Musiał wytrzymać do dnia, w którym wszystko się wyjaśni.
W końcu jednak ten dzień nadszedł. Nie spał od kilku godzin, nie potrafiąc zasnąć. Po jego głowie walały się różne myśli. Stracę życie? - myślał. - Nie chcę umierać. W dalszym ciągu mam wiele rzeczy do zrobienia... ludzie z IV Dywizji potrzebują mnie... Soul Society potrzebuje mnie... Jestem wykwalifikowanym medykiem, bardzo dobrym medykiem... nie mogą od tak stracić jednego z medyków, to byłoby nieporozumienie. Poza tym, w dalszym ciągu muszę zająć się swoją misją... - doskonale pamiętał, co musi zrobić. Kiedy rozmyślał o Gintokim Sakacie, który każdego kolejnego dnia rośnie w siłę, gdy on stoi w miejscu, nie czyniąc żadnych szczególnych postępów, czuł się z tym źle. Żałował tego, czego się dopuścił... lecz tylko z tego jednego, jedynego powodu. Areszt i brak możliwości trenowania, zwiększania swoich możliwości był najboleśniejszą rzeczą. Raz na jakiś czas miał wrażenie, że poza sobą wykrywa obecność kogoś jeszcze... kogoś, kto siedzi głęboko w nim, w jego ciele. Tęsknił również za Ametsuchi. Jej głos zawsze go uspokajał. Przypominała mu o Terumi, była niemalże taka sama. Czuł smutek, samotność, rozżalenie... nie mógł się jednak poddawać. Musiał walczyć. Pamiętał doskonale, jak obiecał Vayi Vesper, że nigdy, ale to przenigdy się nie podda, że nigdy nie opuści broni, że będzie walczył. Kiedy przypominał sobie o tej czerwonowłosej, kapryśnej, nieznośnej wręcz kobiecie, otrzymywał zastrzyk nowych sił. Czuł, jak jego ciało płonie żywym ogniem, jak pali się do wyjścia na świeże powietrze, byle by tylko zacząć trening.
Po godzinie ciągłego rozmyślania, drzwi do jego celi otworzyły się trzaskiem, a do wnętrza wpadło odrobinę świeżego powietrzu. Nigdy wcześniej tak bardzo nie cieszył się z powodu tego zapachu. Teraz radował się jak małe dziecko, któremu wręczono nową zabawkę. Mężczyzna, który stanął w progu, spojrzał na niego z ukosa.

- Wstawaj - warknął. Ryuichi nie miał zamiaru komentować tego podejścia. Doskonale wiedział, że na jego miejscu zachowałby się dokładnie tak samo. Szkoda tylko, że zapomnieliście, kim kiedyś byłem... porucznikiem, osobą stojącą nad Wami...

Wstał posłusznie, wspomagając się prawą dłonią, którą oparł na chłodnej ścianie swojej celi. Rozprostował kości, które cicho chrupały w jego całym ciele. Mięśnie były zastane, jego ciało było sprawne, jednak poziom energii duchowej nie należał do imponujących. Regeneracja zasobów jego Reiryoku nie przebiegała sprawnie, szczególnie, że posiłek, który był mu podawany raz dziennie, miał tylko i wyłącznie zaspokoić jego wewnętrzny głód duszy, nie sprawić, by był w pełni sił. Wiedział, że nie znajduje się w szpitalu i rozumiał doskonale takie traktowanie ze strony Onmitsukido. Nie chcieli, aby wywinął jakiś kolejny numer. Jeśli był zagrożeniem dla Soul Society, lepiej nie pomagać mu w odzyskaniu siły, którą utracił. Westchnął jedynie, kiedy zaczął powoli iść w kierunku wyjścia. Kiedy znalazł się przy wyjściu z aresztu, mężczyzna szarpnął go za prawe ramię.

- Szybciej! Nie mamy całego dnia! - zagrzmiał gniewnym głosem. Nie wiedział jednak, jak wiele bólu sprawił przy tym szarpnięciu Kagawie. Poczuł, jak prąd przechodzi przez jego prawe ramię, paraliżując na chwile jego ruchy.

- Mógłbyś puścić to ramię? - wycedził przez zaciśnięte z bólu i złości zęby. Mężczyzna nie zareagował jednak na jego prośbę, całkowicie ją olewając.

Siłą został wyprowadzony przed celę, w której się znajdował. Nie miał nawet chwili odpoczynku po tym, jak przez jego ciało przemknął promień bólu. Pokręcił jedynie przecząco głową, starając się iść dalej, nie zważając na ból w okolicach żeber. Musiał pogodzić się z takim traktowaniem, nie było innego wyjścia. Poszli dalej, wzdłuż korytarza. Po jego lewej i prawej stronie znajdowały się inne cele, zagrodzone przez żelazne drzwi. Weszli po schodach w górę, po czym znaleźli się na kolejnym korytarzu. Otoczenie nie zmieniło się, w dalszym ciągu przechadzali się tylko i wyłącznie między celami. Ruszyli na wprost, skręcając w korytarz po lewej stronie. Prowadził on prosto do jakichś żelaznych drzwi. Po prawej stronie, na ścianie, znajdował się dziwny mechanizm, umiejscowiony nieopodal przejścia. Mężczyzna prowadzący go zbliżył się do mechanizmu, przystawił do niewielkiego czytnika - jak się domyślił - jakąś kartę, po czym rozległ się chwilowy pisk, a następnie trzask.

- Ruszaj się - rzucił oschle do czerwonowłosego medyka, dźgając go w plecy. Kagawa rzucił mu nienawistne spojrzenie, nie odezwał się jednak. Po prostu ruszył na przód, posłusznie wykonując rozkaz.

Po drugiej stronie drzwi znajdowała się dziwna bramka, pod którą musiał przejść. Mężczyzna minął ją, czekając na niego po drugiej stronie. Kagawa przeszedł przez nią; nie było żadnej reakcji. Spodziewał się kolejnego pisku jakiegoś mechanizmu, jednak nie było takowego. Mężczyzna wskazał mu miejsce pod ścianą. Znajdowała się tam niewielka półka, przytwierdzona do ściany za pomocą uchwytów. Domyślił się, o co chodzi. Odruchowo położył dłonie w niewielkiej odległości na blacie. Usłyszał śmiech.

- Bystry jesteś - to nie było miłe. Kagawa odpowiedział wzruszeniem ramion oraz cichym westchnięciem. Przyjebałbym Ci, gdybym nie miał wystarczająco przejebane... - pomyślał, kiedy mężczyzna zacisnął kajdanki wokół jego nadgarstków. Uścisk sparaliżował go na początku, gdyż mechanizm zatrzaskowy wbił mu się boleśnie w skórę.

- Możesz trochę luźniej? - spytał, rzucając mężczyźnie poirytowane spojrzenie.

- Ależ oczywiście! - odparł, dociskając mechanizm trochę mocniej. - Klient, nasz Pan! - zaśmiał się. - Idziemy

Ruszyli dalej. Mijali przechadzających się Shinigami. Drewniane maski ukrywały twarze większości z nich. Szli prosto, następnie przeszli przez drzwi i skręcili w prawo. W tym momencie zatrzymali się na dłużej. Do mężczyzny zbliżyła się kobieta odziana w mundur. Jej krótkie włosy w kolorze blond spięte zostały gumką przy samym karku. Spojrzała na Kagawę, prędko przenosząc spojrzenie na mężczyznę, który go prowadził.

- Potrzebuję dwóch wolnych ludzi, którzy doprowadziliby go przed oblicze Rady - zakomunikował.

- Zaraz kogoś przyślę - odpowiedziała, wracając na miejsce przed niewielkim biurkiem. Pstryknęła w klawisze na klawiaturze, po czym zaczęła wpatrywać się w monitor. - Możesz go tutaj zostawić. Niebawem przyjdzie dwójka z Keigun, aby go odebrać - poinformowała, uśmiechając się w jego kierunku.

- świetnie! - klasnął w dłonie, usadawiając Kagawę na krześle pod ścianą. - Powodzenia, przystojniaczku - zwrócił się do czerwonowłosego medyka w nonszalancki sposób, po czym odszedł tą samą drogą, którą przemierzyli, śmiejąc się.

Cóż, prawdą było to, że Kagawa do najprzystojniejszych nie wyglądał. Jego prawy policzek zdobił niewielki plaster, z pod przepoconych ciuchów wystawał natomiast bandaż, pod którym znajdowało się lekarstwo, mające uśmierzyć ból. Nie mógł powiedzieć, że nie działało. Byłoby jednak na pewno lepiej, gdyby nie szturchano go w prawą stronę jego ciała. Dlaczego wszyscy muszą mnie, kurwa, napierdalać w prawą część ciała... Boże, jakie to wkurwiające! Najpierw Vaya, potem Asagi, potem medycy, teraz ten nadęty chuj. Co z nimi?! - rozmyślał, siedząc na krześle.
Pomieszczenie, w którym się znalazł, było niewielką poczekalnią. Zapewne kobieta była odpowiedzialna za wyprowadzenia oraz doprowadzenia do aresztu. Zabawne, że nawet takie miejsce posiadało swoją poczekalnię. Zawsze myślał, że takie rzeczy, to tylko w szpitalach. Białe ściany i podłoga wyściełana szarym dywanem przywodziła na myśl jakieś biura ze Świata Żywych. Zupełnie tak, jakby budynek był częścią gigantycznego biurowca. Uśmiechnął się na myśl o tym, że brakuje tylko butli z wodą oraz kubeczków, aby więźniowie częstowali się w oczekiwaniu na przybycie odpowiednich służb. Mina jednak zrzedła mu, kiedy usłyszał kroki. Chwilę później zza drzwi znajdujących się po jego prawej stronie, stricte naprzeciw miejsca pracy blondynki, wyszło dwóch mężczyzn. Ich twarze zasłaniały drewniane maski, zupełnie tak jak w przypadku tych Shinigami, których mijali wcześniej. Ciekawe po co im ten kawałek drewna... ma chronić nos przed połamaniem, czy światło dzienne przed ich szpetnymi mordami?

- To ten? - spytał wyższy mężczyzna. Charakteryzowała go nadmierna opalenizna na jego skórze.

- Tak. Ryuichi Kagawa, więzień numer 41059. Ma zostać niezwłocznie doprowadzony przed oblicze Rady Czterdziestu Sześciu. Za godzinę odbędzie się jego sąd - poinformowała ich blondynka.

- Dostarczymy go, spokojna głowa - powiedział wesołym tonem niższy mężczyzna, znacząco wyróżniający się przez swoją jasną karnację skóry.

Kagawa wstał o własnych siłach, gdy tylko wyższy z mężczyzn zbliżył się do niego. Spojrzał na niego w wymowny sposób, po czym poczekał, aż jeden z nich ruszy przodem. Niższy wyprzedził ich, ruszając wzdłuż kolejnego korytarza, Ryuichi szedł jako drugi, a za nim wyższy mężczyzna. Po kilku kolejnych zakrętach znaleźli się w przestronnym holu, który opuścili głównym wejściem do budynku. Następnie skierowali się w kierunku budynku, w którym miał odbyć się sąd. Dotarli do niego po dwudziestu minutach. Po kolejnych dziesięciu Kagawa znajdował się już przed wejściem na salę. Na nic nie czekali - po prostu wprowadzili go na salę.
Kagawa od razu dostrzegł oblicza Rady Czterdziestu Sześciu. Nie znał żadnego z tych ludzi, nie kojarzył ich. Nigdy nie miał z tymi ludźmi do czynienia. Dostrzegł również osobę, na której widok poczuł, że serce zakołatało w jego piersi. Asagi... - pomyślał. - Gdybym tylko mógł zapytać się Ciebie, jak się czujesz... - zdusił w sobie chęć wyrwania się i podejścia do porucznika IX Dywizji. Po prostu westchnął, spuścił głowę i pozwolił swoim nogom iść na przód, na sam środek sali. W końcu zatrzymał się, a dwójka Onmitsukido stanęła po jego lewej oraz prawej stronie, łącząc dłonie za plecami i prostując się. Czekają na rozkazy... - pomyślał, uśmiechając się pod burzą czerwonych włosów zasłaniających w tym momencie jego twarz. - Albo takie mają zadanie...


RE: Sala obrad - Vaya Vesper - 15-01-2016 09:17

Araki dostarczyła wszystko, co było potrzebne. Tak jej się przynajmniej wydawało. Sam fakt, że sprawa nie zostanie zamknięta przez Soutaichou i tylko przez niego sprawiała, że szła tam z duszą na ramieniu. Gdyby szła tylko i wyłącznie do biura Głównodowodzącego, może by się tak nie stresowała,a le Rada 46...aż ją ciarki przechodziły. W połach shikakusho chowała swój nieśmiertelny notes i coś do pisania, wątpiła, by było jej to potrzebne, skoro odpowiednie dokumenty dostarczyła już wcześniej. Nie rozumiała też powodu, dla którego została wezwana, zapewne nic nowego im nie powie, a może chodziło o streszczenie tego, co tam napisała? Albo przetłumaczenie? Może znowu trochę przesadziła i język, którego używała nie był zbyt zrozumiały? Pokręciła machinalnie głową docierając na czas chwilę po Asagim. Jej spojrzenie wpierw powędrowało ku niemu, później zaś pomknęło do stojącego w otoczeniu Onmitsukidou Kagawy, na samym końcu zwiesiła na członkach Rady zgromadzonych przed nią.
- Mina Araki, Piąta Oficer XII. Dywizji... - powiedziała cicho kłaniając się z szacunkiem, a jej głos z całą pewnością mógł dawać do zrozumienia, że stojąca na dole drobna Shinigami z całą pewnością nie jest zbyt dobrą osobą w przemówieniach publicznych. Jakichkolwiek. A co dopiero, gdy w grę wchodziła Rada? Pomagała sobie już wcześniej herbatką, która chyba za wiele i tak nie dawała. Stanęła w przeznaczonym dla niej miejscu głośno przełykając ślinę. Wyglądała przynajmniej tak, jakby to ją tutaj sądzić mieli, nie Ryuichi'ego, do którego mimowolnie uciekały jasnoniebieskie oczy. Było jej go żal, gdyby była trochę odważniejsza, powiedziałaby, co myśli na ten temat, ale nie była. Być może kiedy dane jej się będzie w końcu odezwać, słowa popłyną same jak woda, już przecież tak robiła. Ale w chwili obecnej całą sobą starała się po prostu nie zapaść pod ziemię czekając, aż zacznie się właściwa rozprawa. Minęło sporo czasu od wyprawy do Rowu Mariańskiego i choć przesiadywała nad tym wszystkim dniami i nocami, nie wszystkie elementy układanki wciąż były jasne. Na pewno będą wymagali od niej odpowiedzi, tak, jak stojący nieopodal Asagi. Co miała im powiedzieć? Przecież nie wiedziała wszystkiego, nawet teraz...wierzchem dłoni otarła czoło odgarniając jasne włosy z twarzy. Było naprawdę kiepsko, bo zaczynała się pocić, a im dłużej tam stała, tym coraz silniejsze miała wrażenie, że to ją będą tutaj sądzić.
Oczami wodziła po zgromadzonych wokół Shinigami, raz czy dwa uniosła spojrzenie do góry, jednak twarze członków Rady były skryte w cieniu, jak zawsze. Nie stawała przed nimi pierwszy raz, w całym swoim życiu takich sytuacji było kilka, na pewno więcej, niż innego przeciętnego Oficera, a mimo tego nie była w stanie przezwyciężyć strachu. Bo zwyczajnie się bała, choć przy głębszym zastanowieniu, sama nawet nie wiedziała czego. Zacisnęła palce na połach własnego munduru uspokajając się tym samym nieco. Nie wyglądało to może zbyt estetycznie, ale w tej chwili czuła się o wiele lepiej.



RE: Sala obrad - Skye - 16-01-2016 12:08

Na wszystkie mające co wnieść do sprawy osoby nie trzeba było długo czekać. W międzyczasie zjawił się także głównodowodzący Gotei, czyli sam Kisuke Koizumi. Cały kwartet o czasie już był w okrągłym, rozległym pomieszczeniu. Blisko samego środka sali, choć bliżej drzwi wejściowych, przystanął Ryuichi Kagawa, oskarżony. Dwójka oficerów Onmitsukido przypilnowała go, zgodnie ze swoimi obowiązkami. Były porucznik czwartej dywizji musiał przy tym znajdować się w niewielkim zamkniętym boksie, sięgającym mu mniej więcej na wysokość pasa. Można rzec, że to było na swój sposób karne miejsce, w którym sądzono poszczególne osoby. Sayamaka Asagi natomiast, jako główny poszkodowany oraz oskarżyciel, miał stanąć naprzeciwko niego. Także na wydzielonym miejscu. Różniło ich dobrych kilka metrów. Pozostały duet, czyli Kisuke Koizumi oraz Araki Mina, został wezwany w charakterze świadków. Oni po wywołaniu mieli stawiać się na wydzielony niewielki placyk pomiędzy dwoma stronami oraz zeznawać.
Głównodowodzący nierzadko uczestniczył już w tej roli. Jego pozycja sprawiała, że brał udział niemal we wszystkich tego typu posiedzeniach. Kątem oka dostrzegł także zdenerwowanie Araki Miny, stojącej obok niego. Stresowała się i ciężko było się kobiecie dziwić. Sala obrad Centrali Czterdziestu Sześciu wyglądała mało zachęcająco. Przyciemnione ławy radnych, których twarze dodatkowo zasłaniały płyty z różnymi emblematami określającymi pozycję, miały w założeniu stawiać w niepewności wszystkich odwiedzających to miejsce. Dzięki temu kłamstwo przychodziło z większą trudnością. Generał położył swoją dłoń na lewym ramieniu Miny.
- Spokojnie. To nie Ciebie dotyczy.
Rzekł, niczym stoik. Po Koizumim nie było absolutnie nic widać. Żadnego przejęcia, uśmiechu, złości, zupełnie, jakby się wyłączył. Parę chwil dzieliło już ich od rozpoczęcia tej skromnej rozprawy, lecz właśnie w takim charakterze były one przeprowadzane. Bez zbędnej publiki oraz nic nie wnoszących świadków.
- Rozpoczynamy posiedzenie w sprawie Ryuichi'ego Kagawy, trzeciego oficera czwartej dywizji! - Nagle rozległ się głos jednego z sześciu sędziów zasiadających w radzie. Zasiadali oni w środkowym rzędzie za Asagim, na wprost Kagawy. Po sekundzie rozległ się dźwięk przekładanych kartek i arbiter kontynuował. - Oficer oskarżony jest o atak na dowódcę swojego oddziału podczas misji, porucznika Asagiego Sayamaki, zniszczenie mienia dwunastej dywizji, niewypełnianie poleceń, a także werbalną napaść na innych członków tego samego oddziału. Tym samym nie tylko zaniedbał własne obowiązki, jako Bóg Śmierci, ale także utrudniał pracę innym.
Po tych słowach nastąpiła jeszcze chwila ciszy, po której najwyraźniej ustąpił głosu mężczyźnie siedzącemu obok. Miał on nieco słabszy głos, ale raczej był młodszy od sędziego, który otworzył rozprawę.
- Na początek chcemy, aby wypowiedział się dowódca jednostki, pod którego jurysdykcją doszło do tych wszystkich ychybień. Poruczniku Sayamaka Asagi. Przysięgnij, że będziesz mówić prawdę i słowa kieruj bezpośrednio do Rady, nie oskarżonego. Prosimy o komentarz oraz ponowne przedstawienie zarzutów z własnej perspektywy.
Zgodnie z tym poleceniem, arystokrata mógł skierować swoje słowa praktycznie w dowolnym kierunku, jako że całą salę otaczali radni.

[Kolejka: Sayamaka Asagi -> GM]



RE: Sala obrad - Sayamaka Asagi - 17-01-2016 16:51

/Wybaczcie poziom, nie będzie ambitnie, a nie chcę przeciągać/
- Hai. odpowiedział Radzie, jednocześnie potwierdzając przedstawione mu warunki i zasady, a jednocześnie potwierdzając zrozumienie polecenia. Nakaz przysięgi prawdy był oczywisty, dlatego niebieskooki dokładnie wszystko sobie przemyślał i nawet spisał, by przypadkiem nie narazić się na zarzuty poświadczania nieprawdy. Pan Sayamaka doskonale wiedział, że Araki przekazała wszelkie materiały, dlatego bardzo nie chciał czegoś pominąć, lub źle przedstawi.
- Ja, Sayamaka Asagi przysięgam mówić jedynie zgodne z mą wiedzą rzeczy i nie zataję, ani nie przeinaczę żadnych znanych mi faktów. – powiedział formułując odpowiednią przysięgę. Nawet tutaj, stojąc przed Radą 46 Asagi wiedział, że etykieta i zasady panujące w tym świecie nie zmieniły się, a nawet bardziej zaostrzyły. Niebieskooki nie miał wątpliwości, że każde słowo jakie wypowie może zostać wykorzystane przeciwko niemu, nawet jeśli nie on był w tej chwili sądzony.
- Byłem dowódcą misji rozpoznawczej w Rowie Mariańskim, której celem było zbadania anomalii zarejestrowanych przez oficer Araki. – zaczął przypominając to, co w zasadzie było dla wszystkich oczywiste. Chwilowo, niebieskooki nie zamierzał streszczać przebiegu całe misji, która znajdowała się ładnie opisana w raportach, postanowił od razu skupić się na kwestiach istotnych dla sprawy.
- Problemy z oficerem Kagawa rozpoczęły się po ponownym skompletowaniu drużyny, po uprzednim ataku jakiemu ulegliśmy, a który doprowadził do rozdzielenia oddziału i opanowaniu oficer Dragonii przez wrogą istotę. – niebieskooki przerwał na oddech, po czym kontynuował – W momencie gdy znaleźliśmy się wewnątrz kuli na dnie, oficer Kagawa pierw oddalił się od grupy celem zwiadu, po czym wrócił i po złożeniu raportu zniszczył urządzenie skanujące reiatsu. Chciałbym od razu nadmienić, że drugie straciliśmy w czasie tajemniczego ataku wroga. Po wyrażonej przez całą grupę dezaprobacie, Kagawa obraził mnie, następnie pozostałych członków drużyny. Oficer Dragonia postanowiła zaatakować go uwalniając shikai, na co nie pozwoliłem jej, poprzez wyprzedzenie jej ruchów i rozbrojenie. W tym czasie, oficer Kagawa zniknął za pomocą shunpo, porzucił słuchawkę komunikacyjną i ukrył się. – niebieskooki zakończył beznamiętnie redagując to, co i tak wszyscy wiedzieli z akt. Starał się przy tym nie wyrażać najmniejszych emocji, zimno i jasno referując to, co zaszło, ale oczywiście, nie był to koniec.
- Po tym zajściu skontaktowaliśmy się z Kisuke-Soutaichou, który przekazał nam iż oficer Kagawa ma zostać znaleziony, a następnie jeśli będzie stawiał opór, sprawę mam rozwiązać osobiście. Jeśli jednak wykaże ochotę powrotu do drużyny, należy mu to umożliwić. - znów przerwa na oddech, kilka sekund na ułożenie myśli i ciąg dalszy – Kagawe-san znaleźliśmy rannego, niewątpliwie stoczył walkę. Przedstawiłem mu warunki, na które przystał. Następnie zajął się ranami oficer’a Frey’a oraz Dragonii, a po ich powrocie do Soul Society został moim jedynym wsparciem. W czasie walki z Fibonaccim, działał regulaminowo. Wykonywał moje polecenia i byłem pewien, że najgorsze za nami. Niestety, ostatecznie Kagawa-san zdecydował się wyrazić dezaprobatę na mój sposób dowodzenia misją, ostatecznie atakując mnie gdy stałem do niego plecami. Następnie, dwa razy próbowałem odwieść go od starcia, ale nie udało mi się to. Dodatkowo, Kagawa-san nazwał mnie Gintokim Sakatą. Nie wiedząc, czy Kagawa-san znajduje się pod wpływem cudzej mocy, czy też działa sam musiałem z nim walczyć na śmierć i życie. Starcie to było trudne, bowiem Kagawa-san walczył tak, jakby coś dodawało mu sił. Niezależnie od tego, co to było, jego intencja zabicia mnie była w mojej ocenie szczera. W efekcie starcia o mało nie straciłem prawej ręki, nadal nie mogę nią poprawnie władać. – zakończył niebieskooki, w duszy wspominając, że nadal nie odzyskał pełnej sprawności, co martwiło go. Zanjutu było jego życiem, bez możliwości korzystania z rodowych technik czuł się jak ptak ze złamanym skrzydłem.
– To wszystko jeśli chodzi o przebieg wydarzeń. Co się zaś tyczy oskarżeń, oskarżam oficera Kagawa o niesubordynację, obrazę oficera, zniszczenie sprzętu, samowolne oddzielenie się od drużyny. Dodatkowo, napaść na oficera dowódcę, chociaż w tej kwestii nie mam pewności, czy był świadom tego, co robi. Prawdopodobnie, strata kapitan Terumi pozostawiła w nim głębszą ranę, niż pierwotnie uważało dowództwo, opieram to o fakt, że nazwał mnie imieniem zabójcy swej kapitan. Dodając do tego, że jest on wykwalifikowanym i potężnym wojownikiem, domagam się odsunięcia go od pełnionych obowiązków oraz odizolowania i unieszkodliwiania do czasu dokładnego określenia źródła jego zaburzeń. – po tych słowach niebieskooki ukłonił się na znak, że zakończył.


RE: Sala obrad - Skye - 17-01-2016 19:40

Wypowiedź Asagiego do najkrótszych nie należała, ale całkowicie wypełniła oczekiwania sędziów oraz radnych. Nikt mu nie przerywał, praktycznie wszyscy obecni na sali obrad słuchali, co miał do powiedzenia porucznik dziewiątej dywizji na temat oskarżonego oraz jego wykroczeń. W końcu zakończył on podsumowaniem zarzutów, jakie przedstawili już sędziowie z własnej perspektywy, zgodnie z raportem, który złożył krótko po powrocie z misji.
- Dziękujemy za bardzo obszerne wyjaśnienia. - Podsumował mężczyzna, który otwierał rozprawę. Dało się usłyszeć głośniejszy ruch pióra, które śmignęło po powierzchni kartki. - Koizumi - sotaichou - dono... jako zwierzchnik Trzynastu Oddziałów Obronnych, będziesz pytany o detale, które dotyczą zeznań oskarżonego, pokrzywdzonego oraz pozostałych świadków. Zwracaj się bezpośrednio do Rady i przyrzeknij przedstawienia tylko prawdy.
Głównodowodzący pozostawił Araki Minę oraz wystąpił na środek. Swoje spojrzenie utkwił w dowolnie wybranej pionowej ściance przysłaniającej jednej z zasiadających tutaj osób.
- Przyrzekam składać wszystkie zeznania zgodne z prawdą. - Oznajmił krótko.
- Czy to prawda, że porucznik Sayamaka Asagi kontaktował się w sprawie zachowania oficera Ryuichi'ego Kagawy?
- Owszem. Wydałem to samo polecenie, które przedstawił przed chwilą porucznik. Po ostatnich wydarzeń nie możemy sobie pozwolić na utratę żadnego podkomendnego Shinigami, czy to na korzyść wroga, czy też nie. Zależało mi na tym, aby sprowadzić oficera Kagawę do Seireitei wszelkim kosztem.
- Rozumiem. Dziękujemy, Koizumi - sotaichou - dono. - Zakończył dialog, choć wiadome było, że rola białowłosego kapitana się na tym nie skończy. Zapewne będzie proszony do udzielenia odpowiedzi na wszelkie detale, nie wspominając także o przedstawieniu własnego zdania na temat obecnych tutaj Bogów Śmierci.
- Teraz prosimy o wypowiedź oskarżonego, oficera Ryuchi'ego Kagawę. Odnieś się do oskarżeń naszych oraz porucznika Sayamaki i przedstaw zdarzenie z własnej perspektywy. Przyrzeknij o zeznawaniu zgodnie z prawdą oraz kieruj słowa bezpośrednio do Rady. - Tradycyjna formułka musiała być dodawana za każdym razem. Czerwonowłosy oficer mógł dostrzec, że stojący obok członkowie Onmitsukido poruszyli się, gotowi do natychmiastowej interwencji. Kagawa wyrobił sobie opinię narwanego, nadpobudliwego. W razie jakiegoś wybryku momentalnie zostałby uziemiony.

[Kolejka: Sumi -> GM]



RE: Sala obrad - Ryuichi Kagawa - 17-01-2016 20:26

Ryuichi w skupieniu słuchał tego, w jaki sposób przebiega cały proces sądowy. Najpierw poproszony został Asagi Sayamaka, osoba prawnie stojąca w świetle pokrzywdzonego. Rada poprosiła go o przedstawienie wszystkiego ze swojej własnej perspektywy. Czerwonowłosy medyk, choć początkowo chciał pędem ruszyć w kierunku Asagiego, teraz stał po prostu w niewielkiej odległości od niego. Głowę miał zwieszoną, a czerwone, zlepione potem włosy opadały swobodnie w dół. Medyk nie wydawał z siebie żadnego głosu, nie poruszał się, ani nie myślał. Po prostu słuchał. Mina mu zrzedła jeszcze bardziej, kiedy usłyszał ponowne oskarżenia skierowane pod swoim adresem. Wysłuchując ich, westchnął jedynie, choć prędko został utemperowany przez stojącego po lewej stronie członka Onmitsukido. Szturchnął go nieznacznie w lewy bok, dając tym samym do zrozumienia, aby siedział cicho. Zacisnął jedynie zęby jeszcze mocniej, czując paraliżujący ścisk przechodzący przez jego szczękę. Nie wkurwiaj mnie... - pomyślał jedynie.
Kiedy Asagi skończył, Rada poprosiła Koizumiego Kisuke, obecnego Głównodowodzącego. Miał jednak wyjaśniać ewentualne detale, o których będzie mowa w trakcie przesłuchania.
I wtedy poprosili jego o powiedzenie kilku słów od siebie. Miał opisać wszystko ze swojej perspektywy. On jednak zamilkł. Poczuł, że zaczyna się pocić, że nie jest w stanie wydusić z siebie ani jednego słowa. Podniósł głowę. Błądził spojrzeniem po całej sali, aż w końcu odnalazł kobietę, której się spodziewał. Dostrzegł Araki Minę. Posłał w jej kierunku ciepłe spojrzenie. Spoglądając w jej kierunku, zaczął mówić.

- Przyrzekam mówić prawdę... i tylko prawdę - zawahał się w połowie wypowiedzi, kiedy przeniósł spojrzenie na stojącego przed nim Asagiego. Mina mu zrzedła. Poczuł narastający gniew, który momentalnie został ukazany na jego twarzy. Czuł, jak krew zaczyna w nim wrzeć na samą myśl o tym człowieku. To przez Ciebie stoję teraz tutaj... - zaczął myśleć.

I wtedy właśnie uniósł dłonie, chcąc złapać się za głowę, która momentalnie zaczęła go boleć. Zaczął się trząść, zupełnie tak, jak gdyby było mu po prostu zimno. Czuł jednak, jak jego ciało rozpalone jest do najwyższej możliwej temperatury. Gdyby tylko nie był osłabiony przez warunki, w których był przetrzymywany, wszyscy poczuliby wzbierającą w nim energię duchową, która zaczynała rosnąć. Członkowie Onmitsukido zareagowali momentalnie, kiedy tylko dostrzegli ruch. Oboje chwycili go w żelazny uchwyt po obu stronach, powstrzymując go przed ruchem, który chciał wykonać.

- Wiesz w ogóle, gdzie się znajdujesz?! - syknął mu do ucha mężczyzna stojący po jego lewej. - Co Ty sobie wyobrażasz?!

- Chciałem tylko... ugh... głowa mnie boli... - odszepnął przez zaciśnięte zęby.

- Lepiej, żeby przestała Cię boleć, jeśli nie chcesz jej stracić! - syknął mężczyzna po prawej, prostując się. Podobnie uczynił mężczyzna po jego lewej.

Czuł, że powoli się uspokaja. Potrzebował jednak kilku dodatkowych chwil. Nie wiedział, czy może pozwolić Radzie czekać, czy może powinien raczej udzielić natychmiastowej odpowiedzi, jak zrobili to Asagi i Koizumi Kisuke. Nie wiedział też, co się dzieje z jego ciałem. Nie kontrolował się w momentach, w których powinien zachować kontrolę nad swoim własnym ciałem, nad myślami, czynami. Nie wiedział, co jest z nim nie tak. Czy to są skutki uboczne posiadania w sobie Hollowa? Czy ktokolwiek w sali wykrył choć odrobinę aury, która na chwilę zagościła w jego ciele? On ją wyczuł... jednak nie wiedział, czy mogli to zrobić inni.
Odetchnął z ulgą, kiedy tajemniczy uścisk puścił wnętrze jego głowy, całkowicie odchodząc. Ciało przestało się trząść, a gorączka odeszła w niepamięć. Czuł przyjemny chłód oplatający swoje ciało.

- Przepraszam Szanowną Radę... To... drobne komplikacje, wynikające z etapu leczenia, na którym jestem - skłamał, choć miał nadzieję, że nikt tego nie wykryje. Starał się zachować poważną minę. Wzrok podniósł na pierwszego lepszego członka Rady Czterdziestu Sześciu, nie chcąc patrzeć w tym momencie na Asagiego. Udawał, że jego tam po prostu nie ma. Tak było mu lepiej. Znacznie, znacznie lepiej... - Wszystko szło świetnie do momentu, aż nie dotarliśmy do drugiego wymiaru na dnie Rowu Mariańskiego. Tego dnia mieliśmy zbadać to właśnie miejsce. Naszym bezpośrednim kontaktem z Soul Society była obecna tutaj na sali Mina Araki. Ja byłem jednym z oficerów na misji. W skład oddziału wchodzili Darien Frey, Rapier Kyouraku-Langley, Kadria Dragonia oraz Asagi Sayamaka. Asagi, jako "jedyny" porucznik w oddziale został mianowany dowódcą tego oddziału - przerwał na moment. Kolejne słowa wylewające się z jego słów były pozbawione emocji. Potwierdzał jedynie to, co i tak wszyscy już wiedzieli. - Zwyzywałem ich, wszystkich. Dopuściłem się zniszczenia sprzętu należącego do Instytutu Badań i Rozwoju. Oddzieliłem się od grupy - wzruszył ramionami, zupełnie tak, jak gdyby to nie miało żadnego, nawet najmniejszego znaczenia. - Wykonałem dla nich patrol, sprawdziłem, czy wszyscy są żywi. Uznałem, że skaner już nigdy więcej się nie przyda - i tak w rzeczywistości było, wszak przeżyliśmy, czyż nie? - tutaj spojrzał na Asagiego, jak gdyby to bezpośrednio do niego kierowane były te słowa. - Zostałem w zamian potraktowany nie jak ex-porucznik, a jak zwyczajny pies. Nikt nie potraktował mojej oceny na poważnie. Dlaczego więc ja miałem traktować ich wszystkich na poważnie? "Oddałem" - delikatnie mówiąc - komunikator, po czym oddaliłem się. Nie wiem co dalej działo się z grupą. Chciałem na własną rękę dowiedzieć się, o co chodzi w tym świecie. Natrafiłem na liczne przeszkody, które udało mi się pokonać. Dalej było dokładnie tak, jak mówi Asagi - spotkaliśmy Fullbringerów, walczyliśmy ramię w ramię z Fibonaccim - władcą tamtego wymiaru, jak się okazywało. Od chwili, w której zostałem odnaleziony nie usłyszałem dobrego słowa na swój temat. Ani jednego - nie czuł gniewu, po prostu mówił tak, jak uważał. Bez ogródek i niepotrzebnego owijania w bawełnę. - Asagi Sayamaka wielokrotnie wymagał ode mnie, abym komuś pomógł, abym ocenił sytuację, abym pomógł jemu, a ostatecznie, abym pomógł tym, których uratowaliśmy przed Fibonaccim. Było tego dla mnie za wiele. Jak ktoś taki mógł zostać mianowany na dowódcę? Jak może nazywać siebie porucznikiem? Dla mnie jest nikim - pokręcił przecząco głową. - Pod wpływem emocji rzuciłem się na niego, stoczyliśmy walkę. Tyle pamiętam


RE: Sala obrad - Skye - 17-01-2016 22:27

Nieznaczny incydent poprzedził wypowiedź Ryuichi'ego. Z jakiegoś powodu nie tylko długo wahał się on przed rozpoczęciem zeznania, ale również uwolnił z własnego ciała porcję energii duchowej - szybko ukróconej przez interwencję służb specjalnych. Zwrócenie uwagi przez Onmitsukido wystarczyło, aby oskarżony się uspokoił, a następnie przeszedł do składania wyjaśnień. Rozpoczął od przeprosin, które zostały uznane. Sędzia w trakcie jednej z przerw, jakie uczynił na początku monologu Kagawa, zwrócił się do niego.
- Kontynuuj.
Mógł zgadywać, czy Araki zawarła w raporcie wzmiankę na temat jego problemów oraz jakie wnioski wyciągnęła na podstawie wyników badań. Dlatego też nie był również świadomy, jak wiele teraz wie Rada Czterdziestu Sześciu. Musiał zatem przejść do własnych zeznań, uformowania linii obrony. Odpowiednio silnej, aby oprzeć się zarzutom. Jego słowa zaskakiwały. Wśród zasiadających w radzie mężczyzn oraz kobiet rozległy się niewielkie szmery, gdy Ryuichi niejako sam przyznawał się do popełnionych wykroczeń, lecz na każde znajdował wytłumaczenie. Jego przemowa jednak nie została przez nikogo zakłócona w poważniejszy sposób. Koizumi natomiast zachowywał stoicki spokój, wysłuchując cały czas kolejnych zdań z niezmienionym wyrazem twarzy.
- Dziękujemy. - Stwierdził jeden z sędziów, odczekując niecałe dziesięć sekund po ostatnich słowach oficera. Były porucznik czynił dłuższe pauzy w swojej wypowiedzi, więc wolał mieć pewność. Ten sam człowiek podniósł nieco dłonie, przypatrując się pewnemu dokumentowi. Nie zadał jednak żadnego dodatkowego pytania. Nie teraz.
Zamiast tego, sześcioro arbitrów uznało, że można przejść do następnej fazy, czyli przesłuchania głównego świadka tego zdarzenia.
- Poprosimy oficer Araki Minę. Wystąp proszę na środek, złóż przysięgę prawdomówności, a zeznania kieruj bezpośrednio w stronę Rady. Złożyłaś bardzo obszerny raport z misji mającej miejsce w Rowie Mariańskim. Jak rozumiemy, nadzorowałaś tę wyprawę. - Uczynił chwilową przerwę, aby odkaszlnąć. Jeden z arbitrów miał już najwyraźniej swoje lata. - Chcielibyśmy się dowiedzieć, jakie nieprawidłowości zaszły Twoim zdaniem w wykonywaniu obowiązków przez oficera Kagawę lub któregokolwiek z członków oddziału, do którego przynależał. Czy zdarzyło się tam cokolwiek, co mogłoby sprowokować oskarżonego do podjętych działań? Powiedz także, jakie skutki za sobą niosła ta misja i w jaki sposób mogła odbić się na zdrowiu oficera.
Ostatnia kwestia miała oczywisty wydźwięk, który prawdopodobnie każdy wyłapał. Ryuichi nie zachowywał się do końca normalnie, co zostało wzięte pod uwagę w trakcie rozprawy. Jednakże, czy będzie mieć wpływ na ostateczny werdykt, to się dopiero okaże.
Gdy tylko Araki Mina zakończyła składanie własnych zeznań, sędziowie nie oznajmili przejścia do kolejnej fazy przesłuchania. Zamiast tego, w pierwszej kolejności skierowali się do oficerów stanowiących dwie główne strony tego konfliktu prawno-militarnego. Wpierw skierowali się do Asagiego.
- Czy porucznik Sayamaka ma jakieś pytania do oficer Miny?
W tej samej manierze później zapytali o to samo Ryuichi'ego Kagawę.
- Czy oskarżony, oficer Kagawa ma jakieś pytania do oficer Miny?

[Kolejka: Vaya -> Asagi -> Sumi -> Vaya (jeśli potrzeba) -> GM]



RE: Sala obrad - Vaya Vesper - 18-01-2016 15:04

Nie byłoby kłamstwem stwierdzenie, że Araki najchętniej by się stamtąd ulotniła. Musiała stać, bo nie było na Sali miejsc siedzących, choć gdyby usiadła, wtedy raczej by już nie wstała. Przestraszonym spojrzeniem wodziła po różnych elementach wystroju wnętrza, jednak nie miała na czym oka zawiesić zbyt długo. Prawie podskoczyła, kiedy Soutaichou położył jej rękę na ramieniu, a jasnoniebieskie oczy spojrzały na niego w taki sposób, jakby miała się zaraz popłakać. Chciał dobrze, cieszyła się z tego, dlatego skinęła tylko głową czując, że ten mały, ale cholernie istotny gest, dodał jej otuchy.
W pierwszej kolejności wypowiedział się członek Rady, później kolejno Asagi, po nim Kagawa. W kompletnej ciszy słuchała ich słów, każdej wersji wiedząc, że jej własna, choć z całą pewnością powinna być taka sama, będzie nieco inna choćby ze względu na fakt, że tak do końca, to jej tam nie było. To znaczy była, była dzięki Chi, ale nie fizycznie.
Serce podeszło jej do gardła, bo wiedziała doskonale, co zaraz nastąpi, a kiedy usłyszała czyjś głos wywołujący ją na środek, zbladła. Nogi miała jak z waty, za żadne skarby nie chciały się ruszyć nawet na centymetr, ale wiedziała doskonale, że stojąc tak, zaraz ją ktoś ponagli. Dlatego powoli, ale sukcesywnie, krok za krokiem stanęła w wyznaczonym miejscu przełykając głośno ślinę. Na jej czole momentalnie pojawiły się kropelki potu, a w pierwszej chwili jej głos nawet lekko drżał. Stresowała się, nie trzeba było być geniuszem, żeby to zauważyć.
- P-przysięgam mówić prawdę i tylko prawdę... - zaczęła mając nadzieję, że dalej już pójdzie z górki. Nic bardziej mylnego. W ustach jej zaschło, myśli plątały się, a całe ciało zdawało się być daleko, daleko poza nią. Przymknęła na chwilę oczy, skupiła się. Przecież to nie jej dotyczyło, Koizumi-soutaichou sam tak przecież powiedział. Więc dlaczego to było takie trudne? Otworzyła oczy spoglądając na ciemniejsze miejsca, gdzie przesiadywali członkowie Rady. Nie widziała ich twarzy i chyba głównie to zadecydowało o tym, że postanowiła się w końcu odezwać - Od samego początku nadzorowałam misję w Rowie Mariańskim tutaj, z Soul Society. Jak napisałam w raporcie, wysłałam z uczestnikami robota własnego projektu, który pozwolił mi na wzięcie udziału w ekspedycji, może nie fizycznie, ale widziałam i słyszałam wszystko to, co oni - odetchnęła głębiej, a z każdą kolejną chwilą jej słowa spływały z ust w sposób naturalny, choć wciąż widać było po niej stres, zdołała opanować głos na tyle, by się nie wahać - Jeśli chodzi o nieprawidłowości u Oficera Kagawy...w pierwszej chwili na myśl nasuwa mi się zniszczenie jednego ze skanerów reiatsu, który im powierzyłam. Już pomijając fakt, że sprzęt do najtańszych nie należał, mógł im się przydać, na tamtą chwilę Oficer Kagawa nie mógł o tym wiedzieć. Zaginął również komunikator, którego pozbył się zaraz przed odłączeniem się od grupy. Do tej pory go nie znalazłam, odcięłam go całkowicie od nas, jednak nie wiem, naprawdę nie wiem, kto go zabrał i w jakim celu. Kagawa-seki w sposób wulgarny zwracał się do pozostałych członków wyprawy, co, jak napisałam wcześniej, nie uznałam za nieprawidłowość, a raczej stres związany z tym, czego do tamtej chwili doświadczyli. Zaraz do tego wrócę - złapała oddech na chwilę, by zaraz kontynuować - Odłączył się również od grupy, co choć było niezwykle pochopne, zwłaszcza w świecie, o którym nic praktycznie nie wiedzieliśmy, poniekąd sprawiło również, że zyskałam wiele istotnych informacji już po samej misji. Na tamtą chwilę uważałam, że to odłączenie się jest tylko i wyłącznie popchniętym złością głupim działaniem, dzięki temu jednak wyjaśniło się wiele spraw, o których bez tego "wybryku" nie miałabym pojęcia. Wszystko jest w raporcie.
Umilkła zastanawiając się, czy powinna w ogóle powiedzieć coś jeszcze. W gardle jej zaschło, przetarła dłonią czoło tylko i ponownie spojrzała na członków Rady.
- Na sam koniec zaś, Oficer Kagawa zaatakował Porucznika Sayamaka zwracając się do niego imieniem i nazwiskiem Gintoki'ego Sakaty. Prócz tych "nieprawidłowości" w jego zachowaniu, nie zauważyłam nic więcej. Postępował zgodnie z rozkazami, wykonywał polecenia, nie zrobił nic, co sugerowałoby, że finał będzie taki, jak teraz. Co zaś się tyczy pozostałych członków wyprawy...przeciwko Darienowi Frey niczego nie znalazłam, Kadria Dragonia natomiast...pod wpływem emocji zaatakowała wskazanego tu Oficera Kagawę, została jednak powstrzymana przez Porucznika Sayamaka. Jej intencje z całą pewnością nie polegały na chęci poklepania go po ramieniu, jednak ona nie jest teraz za to sądzona. Ją miał kto powstrzymać, Ryuichi'ego Kagawę, nie. Porucznik Sayamaka natomiast...jego działanie od samego początku polegało na minimalizacji strat, już przy pierwszym problemie za wszelką cenę starał się ponownie połączyć grupę, ograniczyć obrażenia, jakich mógłby doznać poszczególny jej członek. Jedyną nieprawidłowością w jego działaniu, jaką dostrzegłam, to tak, jak wspomniał chwilę wcześniej oskarżony, jego zachowanie względem niego. Prowadzę również badania nad oddziaływaniem snu na nasz umysł, mam dzięki temu sporą wiedzę na temat ludzkiego mózgu i jego działania. Dlatego właśnie uznałam to za nieprawidłowość głównie dlatego, że wszyscy uczestnicy ekspedycji od dłuższego czasu męczeni byli przez koszmary, które sprawiały, że sen nie był ukojeniem po ciężkim dniu, a koszmarem, z którego jak najprędzej chcieliby się obudzić. Brak snu równa się rozdrażnienie, zmęczenie, czasem też, zwłaszcza przy notorycznym jego braku, prawdopodobieństwem nieprawidłowej oceny sytuacji, w której się dana osoba znajduje. W tej chwili docieram właśnie do momentu, w którym mam nadzieję szczegółowo przedstawię prawdopodobny motyw działań oskarżonego. Po pierwsze, brak snu, który jednoznacznie mógł wpłynąć na psychikę nie tylko oskarżonego, ale również wszystkich członków wyprawy, po drugie, już na samym początku natrafili na przeszkodę, która również sprawiła, że ich morale nieco podupadło, po trzecie, relacje w grupie, choć nie powinny być rzeczą aż tak istotną, nie były prawidłowe. Zwłaszcza na linii Porucznik Sayamaka i Oficer Kagawa. Odniosłam wrażenie, że choć kiedyś obaj piastowali to samo stanowisko, nie ma między nimi nici porozumienia, szacunku, czy też zwykłej chęci, by wspólnie rozwiązać tą sprawę. Z początku miała to być tylko misja rozpoznawcza, mieli się rozejrzeć, nic więcej. Sądzę jednak, że wszystkie te wydarzenia złożone w jedną całość mogły sprawić, że nie tylko obecny tutaj oskarżony, ale i cała grupa była narażona na skrajne zachowania wywołane tylko i wyłącznie stresem i rozdrażnieniem powodowanym przez brak snu. W późniejszym czasie Oficer Kagawa został zmuszony do podjęcia decyzji o odesłaniu Oficera Frey i Oficer Dragonii, korzystając ze swoich umiejętności opatrzył ich rany, ale odsyłając ich pozbawił pozostałą dwójkę możliwości wsparcia. To było spore brzemię, które dodało się do wcześniejszych przeżyć. Na sam koniec zaś zarówno Porucznik Sayamaka jak i Oficer Kagawa, zostali postawieni przed wyborem - Stwórca tamtego miejsca został opanowany przez nieznaną siłę, znajdująca się tam garstka Fullbringerów poprosiła ich o pomoc, a decyzja była dość prosta - jeśli im nie pomogą, ta siła może się wydostać i sięgnąć gdzieś dalej, jeśli im nie pomogą, musiałabym szukać jakiegoś innego rozwiązania na wydostanie stamtąd Oficera Kagawy, jako że posiał gdzieś swój komunikator, który pozwalał na bezpieczny powrót do Soul Society. Nie przedłużając, obaj stoczyli walkę, w której mogli równie dobrze zginąć, pokonali przeciwnika, a oskarżony, chyba nie mogąc już wytrzymać tego wszystkiego, najwidoczniej wciąż pogrążony po stracie Termi Mei-taichou, zaatakował Porucznika Sayamaka nazywając go tak, jakby widział tam właśnie Gintoki'ego. Tutaj nasuwa mi się kolejna myśl, jeśli Syamaka-fukutaichou istotnie nie wiedział, czy oskarżony znajduje się pod wpływem działania wrogiej siły, Zjawy, której umiejętności zdążyli już dobrze poznać, nie postanowił go wpierw rozbroić i zmusić "pasożyta" do opuszczenia jego ciała? Działanie Zjawy również szczegółowo opisałam w raporcie, wystarczyło naprzeć własną energią duchową na "opętanego"... - tutaj umilkła zdając sobie sprawę, że chyba powinna już skończyć - Na początku misji nikt nie wiedział, jakie będą jej skutki. W miarę jej postępowania sytuacja zaczynała się klarować, jednak takiego zakończenia nikt się nie spodziewał, a już na pewno nie przebywający tam Shinigami. To chyba wszystko.
Odetchnęła głębiej, jednak zamarła ponownie, kiedy usłyszała, że zarówno Asagi jak i Ryuichi mogą jej zadać jakieś pytania. Tego się najbardziej obawiała. Pytań, na które nie będzie znała odpowiedzi, albo tych, na które nie mogła im odpowiedzieć. Serce waliło jej jak oszalałe, a jasnoniebieskie oczy spojrzały to na jednego, to na drugiego. Chciała już stąd iść, myślała, że wystarczy, że powie, co miała do powiedzenia i ją puszczą. Ale nie ma tak dobrze, musiała postać tam jeszcze chwilę, jeszcze tylko troszeczkę...



RE: Sala obrad - Sayamaka Asagi - 18-01-2016 19:18

Oho, robiło się coraz ciekawiej. Wypowiedź Kagawy nie specjalnie zdziwiła niebieskooki’ego, w zasadzie sprowadzała się do krótkiego „nikt mnie nie kocha i nie rozumie”, a postać dowódcy tej misji została sprowadzona do roli wrednego nadzorcy niewolników…
Tak, Asagi poczuł jak powoli podnosi mu się ciśnienie, oczywiście wszystko zamykając w sobie, jednakowoż miał wrażenie, że wszystkim się w głowach zaczynało przewracać. Zaczynał się istotnie czuć jak antybohater z durnego anime typo shonen, gdzie wszystkich ratuje „power of friendship”, a popieprzony i nie mający łączności z rzeczywistością autor daje bonusy bohaterom w krytycznym momencie, by mogli wygrać. Oczywiście, ów głównym bohaterem zawsze musiał być jakiś gówniarz, o mniej lub bardziej skomplikowanej przeszłości, który w tyłku mając zasady udowadnia złemu światu, że jego metoda jest jedyna słuszna.
Do wizji takiego świata, a raczej wiary w taki obraz świata, dorzuciła Araki swoje trzy grosze. Początkowo Asagi słuchał jej wypowiedzi w skupieniu, ale im dalej brnęła, tym bardziej stawała się niemerytoryczna. Ba! Jej zdaniem, wszystkiemu był winny brak snu, Kagawa swoim zagrażającym wszystkim zachowaniem dostarczył jej cenne dane no i oczywiście, to Asagi zawalił nie próbując go rozbroić…
W zasadzie tylko lata doświadczenia, powaga miejsca i własna ogłada powstrzymały Asagi’ego, przed odcięciem tej gówniarze głowy. Od dawna już nie rozumiał, jak w jednostce badawczej mogą posiadać stopnie wojskowe, ale to co zaprezentowała Araki jedynie dobitnie udowadniało, jakim błędem jest traktowanie ich na równi z wojownikami – wpatrzeni w swoje cyferki, niewyściubiający nosa z laboratoriów i o mięśniach zwiotczałych do cna, mieli prawo wypowiadać się na temat tego, co należało zrobić i w jaki sposób.
Tak, niebieskooki wszystko ładnie sobie zestawił. Dawny porucznik dywizji IV uważał, że należy go chwalić, bo jako oficer numer 3 w dywizji IV jest niedowartościowanym i zakompleksionym gówniarzem, który nie rozumie, że jego stan psychiczny i zdrowie jest niczym wobec możliwości zapadnięcia się całego wymiaru wraz z setkami bezbronnym ludzi, o narażaniu Soul Society nie wspominając. On po prostu potrzebował „zrozumienia” – no jedna wielka kpina. Zdaniem Asagi’ego, Kagawa dobitnie udowodnił, jak wielką pomyłką ze strony Terumi było mianowanie go porucznikiem i jak wiele mu do tej rangi brakowało. Moc to nie wszystko, prawda…
Do powyższego dochodziła jeszcze Araki, dla której wszystko to miało na celu jedynie zebranie informacji i to w ogóle ich wina, że wpadli w pułapkę, to jego wina, że Kagawa poczuł się niekochany i w ogóle jego największą winą był fakt, że nie dał się tam na miejscu zabić. Po prostu, cudowny melodramat, dokładnie jak z jakiegoś durnego animca. Tylko czekać, aż on sam zostanie skazany za nieumiejętne dowodzenie oddziałem, najlepiej na śmierć a główny bohater nie tylko mu wybaczy, ale i go uratuje i zmieni serce…
W końcu przyszła pora na zadawanie pytań oficer Araki i w zasadzie Asagi zamierzał z tego skorzystać, bo ta blondwłosa dziewczynka poszła zdecydowania za daleko w swoich problemach egzystencjalnych.
- Jeśli można, za pozwoleniem szanownej Rady wyjaśnię wątpliwość pani oficer Araki dotyczącą mojego sposobu postępowania w przypadku Kagawy-san. – zaczął niebieskooki, bo chociaż podobno tylko winni się tłumaczą, a prawda broni się sama, należało wyjaśnić tej jak widać, na swósj sposób zagubionej dziewczynce, jak wygląda prawdziwe życie, prawdziwa walka na pierwszej linii, gdzie sekundy decydują o losie.
– Pragnę przypomnieć oficer Araki, że do wyparcia „Zjawy” z oficer Dragonii potrzebowaliśmy trzech, w pełni silnych shinigami na poziomie oficerskim. Wyparcie „Zjawy” z Fibonacci’ego nie udało się nawet przy zmasowanym ataku kilkudziesięciu osób i nas obu ze wzmocnioną mocą, o czym pani oficer wie. – wyraźnie zaakcentował słowo Oficer, a noszenie tego miana przez Araki coraz bardziej było przez niego traktowane jako swoista obraza dla stopnia. By to jeszcze była oficer 20-sta, ale nie, ta była 5 w kolejności do kierowania całą dywizją, obecnie nawet czwarta.
– Po walce oboje byliśmy wyczerpani i wyzbyci z energii, a pan Kagawa próbował mnie szczerze zabić. Doceniam wiarę w moje umiejętności… – Asagi bardzo starał się, by sarkazm nie był nad wyraz brutalny, nie raz nie dwa musiał korzystać takich umiejętności w czasie długich rozpraw z innymi arystokratami - Ale oficer Kagawa to szermierz technicznie nie wiele mi ustępujący. W sytuacji jakiej się znalazłem, nie miałem możliwości by go rozbroić. ”o czym doskonale powinnaś wiedzieć.” – zakończył w myślach, po czym nabrał wdechu i postanowił jednak zadać pytanie, bowiem po to tu byli.
– Chciałbym zadać Pani dwa pytania. Po pierwsze, czy udało się pani określić, co dodawało sił oficerowie Kagawie w czasie jego walki ze mną, oraz czy posiada pani doświadczenie z kierowania zespołem w czasie walki na pierwszej linii frontu na terenie opanowanym przez wroga. – o ile pierwsze pytanie wydawało się być oczywiste, to drugie już takie nie było, ba! Wydawało się nawet nie być związane ze sprawą, ale skoro Araki tak bardzo chciała główkować na temat tego, co to by należało zrobić i dlaczego, to niech pokaże, że ma do tego podstawy, a nie jej wydumane widzimisię. Nie ukrywajmy, bardzo „zachwalała” wkład samowoli w Kagawy w rozpoznawczy cel misji, bo przecież tam szło tylko o dane…


RE: Sala obrad - Ryuichi Kagawa - 18-01-2016 20:17

Ryuichi był naprawdę zadowolony z zeznań Araki. Przez cały ten czas nie spoglądał na nią. Zwiesił swoją głowę, wpatrując się w podłogę pod swoimi stopami, słuchając jedynie tego co mówi młoda oficer XII Dywizji. Nikt tego nie widział, on jednak uśmiechał się. Cieszył się, że wiedza, którą jej powierzył, nie ujrzała światła dziennego. Nawet, jeśli kiedykolwiek miałaby je ujrzeć - nie chciał, aby stało się to teraz, tutaj, przed obliczem Rady Czterdziestu Sześciu, Koizumiego oraz Asagiego, w dniu, w którym miał zapaść wyrok w jego sprawie. Początkowo, kiedy Mina Araki została wezwana na kolejnego świadka, serce biło mu szybciej, a na jego złączonych dłoniach i szyi pojawił się pot i oznaki zdenerwowania. Nerwowo zacierał palce. Ulżyło mu jednak, kiedy nawet słowem nie wspomniała o ich sekrecie. Wiedziałem, że mogę na Ciebie liczyć... dziękuję, Mina - był to pierwszy raz, kiedy skorzystał z jej imienia. Zawsze myślał o niej jak o "Araki" i tak było nawet w trakcie ich rozmowy, w szpitalu. Naprawdę mu ulżyło. Cieszył się również, że dziewczyna stanęła po jego stronie, nie obwiniając przy tym Asagiego. To na pewno było mu na rękę i służyło jego sprawie. Być może Rada rozpatrzy jego wyrok nieco łagodniej, wspierając się na jej obszernych zeznaniach.
Z drugiej jednak strony, było mu przykro. Nie wiedział, czy wywierał jakąkolwiek presję na tej drobnej blondwłosej dziewczynie, czy może raczej miała zupełnie inny cel w tym, że nie wyjawiła tego sekretu. Kilkoma słowami mogła bez problemu wydać wyrok na czerwonowłosego medyka - ona tego jednak nie zrobiła. Było mu przykro, że musiała dla niego kłamać. A może zrobiła to tylko i wyłącznie dla siebie? - pomyślał Kagawa, starając się zrzucić z siebie to brzemię odpowiedzialności. - Może po prostu chce mnie wykorzystać jako królika doświadczalnego? - zastanawiał się, przypominając sobie sposób, w jaki wyrażała się początkowo o Fullbringerach ze Świata Żywych. Patrzyła na nich jak na kolejne obiekty, które bardzo chciałaby dostać pod swoją opiekę. Obawiał się, że mógł skończyć w podobny sposób, jednak... nie czuł się z tym źle. Jeśli taka ma być cena za utrzymanie tego sekretu... niech tak będzie - przyznał się przed samym sobą, jednocześnie wiedząc, na jaki temat będzie musiał porozmawiać z dziewczyną, kiedy tylko zostanie wypuszczony.
O ile zostanie wypuszczony. Nie mógł czuć się bezpieczny nawet na moment, szczególnie, że słyszał nie raz o przypadkach, w których za podobne przewinienia karą była śmierć. On jednak nie obawiał się takiego wyroku. Jeśli miał zostać stracony za swoje występki - nie będzie się opierał. Zostanie mu tylko i wyłącznie wiara w upadek rodu Sayamaka. Oraz życzenie sobie lepszego życia po życiu. Zabawnym był ten cykl wśród Shinigami. Jeśli dobrze rozumiał to, co działo się z duszą i tym dziwacznym cyklem, którego strzegą, powinien narodzić się jako nowy człowiek zaraz po swojej śmierci. A może moja dusza zostanie unicestwiona? Co dzieje się w takich przypadkach? Czy wówczas Shinigami nie naginają kodeksu i nie zaprzeczają swojemu istnieniu? - raz jeszcze zaczął się zastanawiać, ostatecznie porzucając te myśli po paru chwilach. Muszę być dobrej myśli. Wyrok jeszcze nie zapadł - dodawał sobie otuchy. Westchnął ciężko.
Kiedy Mina Araki skończyła swoje przemówienie, nadszedł czas na Asagiego Sayamakę, który mógł zadać świadkowi jakieś pytania. Ryuichi podniósł głowę, spoglądając na porucznika IX Dywizji, jeszcze zanim ten zaczął cokolwiek mówić. No, słucham - zaczął, a ciśnienie znowu zaczęło w nim rosnąć. - Popisz się przed wszystkimi
Nie musiał długo czekać. Tak jak się tego spodziewał - Asagi Sayamaka, niby porucznik, niby szlachcic z rodu o wieloletniej tradycji... a taki buc, nie potrafiący utrzymać szastających nim nerwów na wodzy. Kto by pomyślał, że to nadejdzie tak szybko? - zapytał samego siebie. Słuchał uważnie jego słów, wpatrując się w jego oblicze. I kiedy dalej nie słyszał żadnych pytań, po prostu nie wytrzymał; prychnął. Następnie zachichotał, a ostatecznie roześmiał się na cały głos, tym samym przerywając dalszą część wypowiedzi, choć wydawało się, że skończył on już swój monolog.

- No proszę, proszę. Szlachcic, porucznik... a nie potrafisz nawet zadać pytań, tak jak Rada Cię o to poprosiła - powiedział na głos, tak, by wszyscy to słyszeli.

Członkowie Onmitsukido, którzy stali przy nim, raz jeszcze chwycili go za oba ramiona, tak mocno, że syknął z bólu. Szybko obrócił głowę w kierunku mężczyzny stojącego po jego prawej, gdy ten spojrzał w jego kierunku. Przez otwory na oczy w jego masce dostrzegł jego ciemne spojrzenie obrzucające Kagawę.

- Uspokój się, albo zostaniesz wyprowadzony z sali. Rozprawa może odbyć się bez Ciebie - powiedział, również na głos.

- Już Wam powtarzałem nie jeden raz, abyście przestali mnie tykać w to jebane, prawe ramię... - wyszeptał przez zaciśnięte zęby.

- Zamilcz! - warknął mężczyzna, potrząsając jego prawą stroną.

Kagawa posłał mu nienawistne spojrzenie, po czym bez słowa obrócił się w kierunku Asagiego. W dalszym ciągu chichotał jednak z głupoty porucznika, którą okazywał na każdym kroku. Jeśli każdy w Twojej rodzinie jest na tyle głupią osobą, to jednak żałuję, że nie udało mi się Ciebie zabić... zawsze to o jednego idiotę mniej - pomyślał, nie zwracając zupełnie uwagi na upomnienia ze strony Onmitsukido, którzy nakazywali mu zachować spokój. Ostatecznie przestał chichotać. Na jego twarzy pozostał jednak szeroki uśmiech, który kierował prosto na Asagiego, śmiejąc się z niego w głębi siebie. Kiedy natomiast skończył zadawać pytania, spojrzał na oficer XII Dywizji, uśmiechając się do niej nieco łagodniej. Nie bój się, Mina... - pomyślał. - Już niebawem to się skończy

- Nie mam żadnych pytań do świadka - rzucił w jej kierunku, po czym ponownie spojrzał w wymowny sposób na Asagiego, podziwiając prawdziwą tępotę w pełnej krasie.


RE: Sala obrad - Vaya Vesper - 20-01-2016 12:40

przeczuwała, że kiedy odezwie się Asagi, sprawa się skomplikuje. Odetchnęła głębiej co prawda, udzieliła szczegółowych informacji, przedstawiła swoją opinię. Źle. Najwidoczniej powinna wszystkiemu przytaknąć, a najlepiej jeszcze, w ogóle się nie odzywać. Na jej twarzy pojawił się dość nieciekawy wyraz, ni to zamyślenia, ni to złości, choć jasnowłosa nigdy nie okazywała złości w sposób, w jaki okazywała ją większość ludzi. W jej jasnoniebieskich oczach pojawiła się złowroga nutka, kiedy spoglądała na Porucznika, jednak cała jej postawa jasno wskazywała, że wciąż jest spięta tą sytuacją. Nie podobało jej się stanie na środku, chciałaby już stąd iść. Podświadomie chyba szukała w kimś silniejszym wsparcia, a Asagi najwidoczniej zamierzał jeszcze ją wbić w ziemię.
Zamarła, kiedy usłyszała jego pierwsze słowa, a dalej wcale nie było lepiej. Zbladła, o ile to jeszcze było możliwe, a serce podeszło jej do gardła. To naprawdę wyglądało tak, jakby nie Kagawa był tutaj sądzony, a jasnowłosa. Jego kolejne słowa jednak momentalnie sprawiły, że otrzeźwiała. Spojrzała na niego hardo i choć wciąż wyglądała na taką, co to się zaraz może przewrócić, w jednej chwili odpowiedziała na słowa dotyczące Zjawy.
- Masz rację Fukutaichou... - zaczęła normalnym tonem, bo w przeciwieństwie do niego nie chowała żadnej urazy, którą na każdym kroku starał się zaakcentować Asagi - Wiem o tym doskonale, jednak Porucznik zapomina, że wyparcie Zjawy z Fibonacci'ego nie powiodło się głównie dlatego, że nie byliście w stanie się do niego zbliżyć, unieruchomić, a pan, Poruczniku, z jedną osobą na swoim poziomie powinien sobie na tamten czas poradzić. Obaj byliście zmęczeni, to fakt, ale czy wokół nie było wystarczająco dużo rąk chętnych do pomocy, żeby wspólnie coś zdziałać? Alex-san stanął między wami, wystarczyło to wykorzystać... - urwała nie zamierzając dłużej drążyć tego tematu, bo najwidoczniej Asagi wychodził z założenia, że wszystko należy robić samemu. Fullbringerzy mogli mu wtedy pomóc, posiadali umiejętności, jakich im było trzeba, ale potrzebowali jakiegoś bodźca do działania, nie rozkazu, ale czegoś, co sprawi, że mu pomogą, choćby słowa. Nie miał możliwości, by go rozbroić, no tak, przecież ona była nic nie wartym naukowcem, którym trzeba było sobie twarz wytrzeć...
Kolejne słowa wydawały się, że przelały już czarę goryczy. Nie dość, że Araki nie była przyzwyczajona do takich sytuacji, była chorobliwie nieśmiała, a już sam fakt, że musiała tu wyjść na środek, przed Radę 46 sprawiał, że zapadała się sama w sobie. Wciąż na jej twarzy widać było skutki niedospania podczas misji, choć waga zaczęła wracać do normy, mundur wisiał jej na ramionach zatrzymywany przed opadnięciem na ziemię tylko przez nie. Zmrużyła lekko oczy spoglądając na Porucznika, dłonie zacisnęły jej się w pięści i w pierwszej chwili wydawało się, że kierowana jakimś wewnętrznym instynktem po prostu do niego podejdzie i mu przyłoży. Wiedziała jednak, że nie ma na to najmniejszych szans, była od niego słabsza, o wiele słabsza fizycznie. Fizycznie, ale nie umysłowo...
- Odpowiadając na pierwsze pytanie - nie, nie udało mi się określić. Na tamten czas wokół było zbyt wiele energii i zbyt mało czasu, by wyselekcjonować poszczególne. Porucznik powinien to czuć na własnej skórze, ale przypomnę, że krążyła tam wtedy nie tylko energia Fibonacci'ego, Zjawy, czy wasza, ale Fullbringerów. Także każdy z was miał na sobie jej ślady, a czas nie pozwolił na to, by sprecyzować źródło zwiększonej mocy. Podejrzewam, że to po prostu adrenalina, w skrajnych przypadkach ciało jest zdolne do pracy na wyższych obrotach, całkiem prawdopodobne, że tak było w przypadku Oficera Kagawy - powiedziała rzeczowo poprawiając okulary na nosie i choć wyglądała, że zaraz żyłka jej na czole pęknie, mówiła spokojnym, typowym dla siebie, naukowym tonem - Odpowiadając na drugie pytanie...posiadam, pewnikiem nie takie, jak pan Poruczniku, ale kilka razy byłam zmuszona do przejęcia dowództwa na problematycznym terenie, ponieważ ktoś nade mną nie dał rady. A pan Poruczniku? Ma pan doświadczenie w analizie naukowej nieznanych nam energii i świata, który widzieliśmy po raz pierwszy? Odnoszę wrażenie, że za wszelką cenę chce mi pan udowodnić moją nieudolność, podczas gdy sama sprawa dotyczy czegoś innego. Moje wcześniejsze słowa wyrażały jedynie opinię i nie były atakiem w pańskim kierunku Poruczniku, a jeśli je pan w taki właśnie sposób odebrał, polecałabym odpoczynek.
Serce waliło jej jak oszalałe, ta wymiana zdań naprawdę wiele ją kosztowała. Nie obwiniała przecież Asagi'ego, zadała mu pytanie, którego okazji zadać nie mogła podczas ich poprzedniej rozmowy w szpitalu. Przez kilka chwil czuła się po prostu tak, jakby zaraz miała się popłakać. Sięgnęła dłonią oczu i roztarła powieki delikatnie palcami. Robiło się coraz gorzej, a sądziła, że cała ta farsa potrwa jeszcze tylko kilka minut.
Kątem oka obserwowała Kagawę zastanawiając się, o czym myślał. Nie czuła na sobie jego presji, w jakiś chory sposób chciała mu pomóc, jednak to, co powiedziała, było prawdą przecież. Mimowolnie spojrzała w jego kierunku, dostrzegła lekki uśmiech, pokrzepiający, sama jednak nie zareagowała w żaden widoczny sposób. Chciała się uśmiechnąć, ale umysł podpowiadał jej, że to nie będzie dobrze wyglądało, zaraz ktoś rzuci hasło, że jej zeznania nie są obiektywne, bo uśmiecha się do oskarżonego. Ale przyznać musiała, że zrobiło jej się lepiej, lżej przede wszystkim. Dlatego skinęła nieznacznie głową mając nadzieję, że zrozumie ten gest, zaraz jednak spojrzała na członków Rady oczekując dalszych pytań, bądź też pozwolenia na oddalenie się. Tego najbardziej chciała w tej chwili.



RE: Sala obrad - Skye - 20-01-2016 13:10

Głos został udzielony świadkowi Araki Minie. Oficer dwunastej dywizji równie obszernie zaczęła przedstawiać sytuację, jaka zaistniała na misji w Świecie Żywych, skupiając generalnie na tajemniczych zjawiskach oraz wpływie niejakiego Fibonacciego. Opowiedziała o zjawach, nieznanej energii, niekontrolowanych zachowaniach oficerów, a także reakcjach Ryuichi'ego i Asagiego. Dookoła panowała jedynie cisza, a gdy skończyła mówić, nie spotkała się na razie z żadnym komentarzem ze strony Rady. Arbitrzy poprosili natomiast oskarżonego oraz poszkodowanego do zadania ewentualnych pytań. Pierwszeństwo otrzymał porucznik Sayamaka, lekko podirytowany, ale nie okazujący tego zanadto. Wytłumaczył własne działania, jakie podjął w Rowie Mariańskim. Następnie sam zakwestionował prawdomówność oficer Araki oraz dopytał, czy udało się jej ustalić źródło siły, którą otrzymał Kagawa na czas walki z nim. Spięcie między blondwłosą kobietą, a arystokratą nabierało coraz wyraźniejszych barw. Szczególnie Mina teraz nie mogła powstrzymać swoich nerwów na wodzy, ostatnie zdania zamieniając w oskarżenie wobec Asagiego.
- Proszę o spokój! - Rozległ się donośny głos jednego z sędziów prowadzących rozprawę. Wiedział, że ta wymiana argumentów może doprowadzić zaraz do ostrzejszej debaty, która jednak nie wnosiła wiele do samej sprawy. Sądzono tutaj Ryuichi'ego Kagawę, nie Araki Minę lub Sayamakę Asagiego. - Pytanie zadane przez porucznika było poprawne i nie insynuowało niczyjej nieudolności, pani oficer. - Upomniał on blondynkę, której atmosfera sądowa absolutnie nie służyła.
W drugiej kolejności głos otrzymał sam oskarżony, który - miast zadać pytania lub wnieść do sprawy coś nowego - skupił się na wyśmianiu swojego oponenta. Rozległo się uderzenie o blat czymś ciężkim. Może młotem, może pięścią, ale na pewno skupiło uwagę wszystkich.
- Jeszcze jedno niepotrzebne słowo lub zachowanie, a utracisz wszelką możliwość obrony, oficerze Kagawa. Jeśli nie masz nic do dodania, po prostu to powiedz i nie zakłócaj porządku! Ten incydent zostanie dopisanie jednak dopisany do protokołu z rozprawy i zostaną wyciągnięte stosowne konsekwencje.
Podczas przesłuchania świadka Araki Miny doszło do paru spięć, podczas których musiał zainterweniować jeden z Radnych, aby cała ta rozprawa nie zamieniła się w wielką farsę. Oni tutaj pilnowali porządku i mieli nadzieję, że te upomnienia wystarczą, aby pozostała część procesu została przeprowadzona w spokoju, zgodnie z procedurą.
- Dziękujemy, oficer Araki. Możesz zająć swoje miejsce. Koizumi - sotaichou - dono, poprosimy teraz Pana o wypowiedzenie się na temat swoich podwładnych. Po pierwsze, w jaki sposób ocenia Pan pracę oficera Ryuichi'ego Kagawy na stanowisku niegdyś porucznika, a później oficera. Terumi Mei przez wiele lat służyła w piątym oddziale na stanowisku porucznika pod pańską komendą; czy jej decyzja o awansie oskarżonego była wówczas zbyt pochopna, biorąc pod uwagę jego niestabilność w zachowaniu? Po drugie, proszę o przybliżenie incydentu, który miał miejsce tuż po ataku na Seireitei, gdy oskarżony sprzeciwił się radzie kapitańskiej na spotkaniu, po raz pierwszy dając upust emocji oraz niesubordynacji względem przełożonych. Na koniec chcielibyśmy także poznać pańską opinię, jako zwierzchnika sił zbrojnych Seireitei, na temat porucznika Sayamaka Asagiego. Oskarżony oraz świadek Araki Mina uznali, że zachował się zbyt impulsywnie, nie próbując pomóc lub wesprzeć oficera Kagawę, podczas gdy sam twierdzi, że starał się uniknąć walki. Z tego, co widzimy... w jego aktach nie widnieją żadne nagany za wykonywanie swoich obowiązków, zarówno za pracę w Akademii Shino, jak i aktywność w środowisku arystokracji oraz na stanowisku vice-dowódcy dziewiątego oddziału.
Rada Czterdziestu Sześciu przygotowała się bardzo dokładnie przed procesem. Praktycznie mieli życiorysy wszystkich biorących udział w rozprawie Shinigami przed sobą do podpierania się. Ich służbowe dokonania oraz porażki praktycznie nie miały przed nimi nic do ukrycia.

Kolejka: Kisuke -> GM



RE: Sala obrad - Koizumi Kisuke - 23-01-2016 10:30

- Biorąc ówczesne zachowanie oraz opinię jaką posiadał wśród ludzi swojego otoczenia oficer Kagawa, nie uważam aby dokonany przez kapitan Terumi Mei był błędny. Wówczas nie przejawiał żadnej niestabilności w swoim zachowaniu, bądź też nie podważał otwarcie rozkazów wydanych przez wyższych rangą... wręcz można było go uznać za przyzwoitego oficera. A także kandydata na porucznika, gdy się go odpowiednio pokieruje. Dlatego podjętą wówczas decyzje nawet dziś uważam za słuszną. - Odpowiedział Koizumi na pierwsze pytanie zadane przez prowadzącego, pozwalając chwilą ciszy aby zostały należycie przetrawione przez wszystkich obecnych. - Jednakże jak wszyscy doskonale wiemy, niestety zabrakło jej czasu na odpowiednie poprowadzenie przygarniętego pod swoje skrzydła oficera, toteż był on zupełnie nieprzygotowany na wytrzymanie presji samodzielnego prowadzenia dywizji po utracie bliskiej dla siebie osoby. Pewnie dlatego podczas zwołanego spotkania oficerskiego miał miejsce wspomniany wybuch emocji oskarżonego, co jest całkiem zrozumiałe gdy weźmiemy pod uwagę jak krótko po batalii je zwołałem. - Kolejna przerwa w wypowiedzi miała oddzielić jedną sprawę, związaną z wybuchem Ryuichi'ego od decyzji jaką wówczas podjął w stosunku do jego osoby. - Zamieniłem wówczas z nim kilka słów, postanawiając zaufać decyzji kapitan Terumi pozostawiając go na stanowisku porucznika czwartej dywizji. Z czasem jednak musiałem podjąć stosowne kroki, gdyż jak się nie radził sobie z obowiązkami a jak wszyscy doskonale rozumiemy czwarta dywizja jest kluczowa dla Oddziałów Obronnych.

Kolejny raz Koizumi urządził krótką przerwę w swej wypowiedzi, aby wszyscy mogli spokojnie przeanalizować wypowiedziane przez niego słowa a protokolant mógł spokojnie je spisać. A sam mógł spokojnie zastanowić się nad oceną obecnego tutaj porucznika dziewiątej dywizji, który sprawował dowództwo na misją która poszła do wszystkich diabłów. Jak chyba zdecydowana większość na jakie Koizumi wysyłał swoich podwładnych, gdyż posłana do Pustki grupa kapitanów także przyniosła raport którego białowłosy wolałby nie słyszeć. Wysłani aby dowiedzieć się czegoś o innym wymiarze, utłukli jednego z tamtejszych liderów przynosząc szczątkowe informacje. Tutaj miał do czynienia z nie mniejszym burdelem, którego nie sposób było ogarnąć w sposób należyty.

- Porucznika Sayamaka uważam za w pełni kompetentnego dowódcę polowego. O bogatym doświadczeniu który ma świadomość zagrożeń oraz celów misji, na których podstawie wraz w posiadanymi informacjami podejmuje decyzje mające doprowadzić do jej realizacji. Oraz ochrony Społeczności Dusz. - Zaczął od wygłoszenia swojej opinii o dowódcy jakiego wyznaczył na poprowadzenie tej misji. - Doskonale rozumiem okoliczności związane ze stanem umysłowym wysłanego Oddziału jakie przedstawia oficer Araki, jednakże watro nie zapominać że na dowódcy misji spoczywa nie mniejsza presja oraz odpowiedzialność. Z którymi porucznik Sayamaka radził sobie niejednokrotnie i nie mam podstaw aby sądzić żeby w tym przypadku było inaczej. W przeciwieństwie do pozostałej części grupy był wypoczęty, więc na jego decyzje oraz zachowanie nie wpływał negatywny stan psychiczny. Był także cały czas na polu bitwy, w przeciwieństwie do oficer Araki która jak sama przyznała ustępuje mu w doświadczeniu dowodzenia na polu walki. Dlatego jego opinię uznałbym za najbardziej obiektywną. - I znowu przerwa. Niektórych mogło to już powolutku irytować, lecz Koizumi uparcie oddziałał swoje myśli kolejnymi pauzami. - Najważniejszą kwestią w mojej ocenie jest wyjaśnienie jakimi pobudkami kierował się oficer w momencie podjęcia decyzji o oddzieleniu się od wyznaczonej przeze mnie grupy. O zignorowaniu rozkazów zarówno dowódcy polowego, jak również mojego rozkazu nakazującego działanie w grupie pod przywództwem porucznika Sayamaka.


RE: Sala obrad - Skye - 23-01-2016 11:08

Głównodowodzący odpowiedział na wszystkie pytania sędziów Rady Czterdziestu Sześciu w niezwykle spokojnej manierze. I niczemu w sumie nie można się było dziwić. Zajmował najwyższą pozycję w Gotei, a do tego w przeszłości służył w najwyższej arystokracji, gdzie podłapał trochę tej charakterystycznej doktryny. Zakończył swoją przemowę, po czym odsunął się na bok, do miejsca, gdzie przebywali świadkowie. Było ich raptem dwóch, lecz tylko oni zostali uznani za wnoszące do sprawy osoby, na których słowach werdykt mógłby zostać oparty. A do pomocy jeszcze mieli raporty z misji, a także nagrania z urządzeń Araki Miny.
- Dziękujemy, Koizumi - sotaichou - dono. - Rzekł jeden z arbitrów. Przez chwilę wówczas zapanowała chwila ciszy, w której słychać było pojedyncze, bardzo krótkie, szepty między zasiadającymi w Radzie mężczyznami i kobietami.
- Wysłuchaliśmy relacji poszkodowanego, oskarżonego, a także świadków oficer Araki Miny i głównodowodzącego Kisuke Koizumi'ego. Ze wszystkich relacji oraz nagrań wynikało, że oficer Ryuichi Kagawa w rzeczywistości nie zastosował się do poleceń swojego polowego dowódcy. Oddalił się, narażając grupę na niebezpieczeństwo, a także zniszczył sprzęt dwunastej dywizji mający pomóc im w wykonywaniu misji oraz zaatakował porucznika Sayamakę Asagi'ego. Do tych czynów przyznał się sam. Pobudki, jakimi się kierował oraz wytłumaczenia jednakże różnią się od siebie diametralnie, dlatego też zarządzam krótką przerwę na naradę między arbitrami głównymi w celu ustalenia werdyktu. - Tą przemowę wygłosił jeden z tych sędziów, który do tej pory się nie odzywał. Miał on chyba najłagodniejszy głos ze wszystkich swoich kolegów po fachu. O dziwo, wśród tej szóstki zasiadali akurat sami mężczyźni.
Sześcioro sędziów następnie wstało ze swoich miejsc, oddalając się do pomieszczenia, które znajdowało się za nimi. Tam mogli w spokoju i ciszy zastanowić się nad ostatecznym werdyktem oraz karą, jaką nałożyć na oskarżonego Kagawę. Natomiast na sali sądowej zapanowała po prostu cisza, przerywana przez pojedyncze głosy, poruszanie się kartek papieru, czy też chrząknięcia. Natenczas Asagi, Ryuichi, Araki i Kisuke pozostawieni zostali ze swoimi myślami.

[Kolejka: dowolna, może postować także Kisuke, jeśli chce. Odpis finalny dam jutro pod wieczór (ok. 20-21) lub wcześniej: gdy dostanę komplet od wszystkich lub gdy dostanę trzy odpisy, a Kisuke zrezygnuje z tej możliwości.]



RE: Sala obrad - Ryuichi Kagawa - 23-01-2016 12:06

Czerwonowłosy medyk westchnął ciężko, przewracając oczami. Była to jego reakcja na ostrzeżenie ze strony arbitrów. Nie powiedzieli niczego nowego, członkowie Onmitsukido poinformowali go już o wyprowadzeniu z sali. Jeszcze jakieś straszenie, że dopiszą do protokołu z dzisiejszej rozprawy fakt o jego zachowaniu podczas tego "zebrania". Nuda... - skwitował, ze znużeniem wpatrując się w drewniane zakładki. Członkowie Rady Czterdziestu Sześciu korzystali z nich, aby ich tożsamość nie została odkryta. Mało który Shinigami zna tożsamość chociażby kilku z nich. Czuł się jak gdyby bawił się w "Zgadnij, kto to?". Równie nużąca zabawa co stanie w miejscu i wysłuchiwanie kolejnych potoków słów wylewających się z ust kolejnych osób; Koizumiego, Radnych.
Na słowa Koizumiego Ryuichi nie zareagował w żaden szczególny sposób. Po prostu wpatrywał się w niego bez jakichkolwiek szczególnie wyeksponowanych emocji. Po prostu zachowywał zimną krew. Nie podobał mu się fakt, że zarówno Asagi jak i Koizumi uważają Araki Minę za gówno. O ile Asagi dość otwarcie wyraził tą myśl w swojej wypowiedzi, o tyle Koizumi Kisuke zachował się nieco bardziej subtelnie, po prostu przyznając rację Asagiemu, nie jej. Zmrużył jedynie oczy w geście nieukrywanego, gniewnego spojrzenia skierowanego na Głównodowodzącego. Pokręcił jednak głową, wzdychając ciężko. Rączka rączkę myje... - pomyślał, uśmiechając się na ułamek sekundy.
Po wypowiedzi Koizumiego dotyczącej czerwonowłosego medyka oraz czarnowłosego wojownika arbitrzy postanowili zarządzić przerwę. Musieli się naradzić, zebrać dowody oraz ich zeznania. Wzruszył jedynie ramionami. Otwarcie spojrzał w kierunku Araki. Uśmiechnął się do niej pogodnie, raz jeszcze chcąc dodać jej otuchy. Nie przejmuj się - pomyślał. Chciał powiedzieć jej to osobiście, pocieszyć ją w jakikolwiek szczególny sposób. Wiedział jednak, że dwójka goryli stojących po jego lewej i prawej nie pozwolą mu na ruszenie się nawet o milimetr. Nawet nie próbował reagować w jakikolwiek inny sposób.
Ziewnął, dość głośno i przeciągle, czekając na dalszy rozwój wydarzeń. Nie został szturchnięty w bok, co musiało świadczyć o tym, że wolno było mu ziewać albo członkowie Onmitsukido mieli już go serdecznie dosyć; nie mieli siły na dalsze uciszanie go i tłumaczenie mu jak powinien zachowywać się w tym miejscu.


RE: Sala obrad - Sayamaka Asagi - 24-01-2016 17:56

/Wybaczcie zwłokę, Ayame mi zdechła, szału nie będzie.../

"Ja nie, ale Pani jest." - odpowiedział w myślach na "pytanie" Araki, które w istocie było jedynie odbiciem piłeczki w jego stronę. Myśl ta jednak była czymś zdecydowanie więcej, niż rzucaniem się jak ryba w sieciach, które prezentowała oficer XII Dywizji. Nie, ta myśl zagnieździła w się w umyśle pana Sayamaka i uwierała niczym drzazga, domagając się odpowiedzi...
Zachowanie Kagawy zupełnie nie interesowało Asagi'ego, ani jego wybuchy "śmiechu", ani ten pełne pogardy spojrzenie. Nie miało to dla niego żadnego znaczenia, w przeciwieństwie do tego malutkiego, pozytywnego jakim obdarzył Araki. Araki, która, co było dla wszystkich oczywiste, z jakiegoś powodu próbowała możliwie najbardziej złagodzić jego karę, a nawet obciążyć winą za to zachowanie niewyspanie i Asagi'ego. Tak, Mina kręciła na siebie bata nieustannie, coraz głębiej brnąc w bagno. Może i miała się za lepszą, tą mądrzejszą, ale w istocie chciała przechytrzyć tych, przed którymi nie było tajemnic. Asagi wbrew temu, co Kagawa i Araki próbowali wykazać (no i temu, co sami myśleli), nie był idiotą. Doskonale pamiętał, że to do Kagawy Araki przyszła w pierwszej kolejności. Sama też przyznała, że zdobyła dzięki niemu cenne dane, że aura zjawy była im dobrze znana, jemu powiedziała że odkryła niewykrywalną przez miesiąc iluzję nałożoną na instytut, by ostatecznie potwierdzić, że jest najbieglejszą osobą od analizy nieznanej energii, która nadal nie wie, co sprawiło, że moc Kagawy skoczyła o kilka poziomów w górę. Co więcej, próbowała to zrzucić na adrenalinę, chociaż dla wszystkich było oczywiste, że to bzdura i takim twierdzeniem oficer obrażała samą siebie i jej inteligencję.
Tak, musiało chodzić o coś innego. Araki, dotąd przestraszona i przepraszająca za to, że żyje, nagle zebrała się w sobie, by walczyć o niebezpiecznego typa, poznanego chwilkę temu przed samą Radą 46. To mogło oznaczać tylko jedno - musiała mieć w tym jakiś cel, ale jaki? Tego nie wiedział. Może po prostu chciała się na nim odegrać za ich "rozmowę" w szpitalu? Czyżby na prawdę myślała, że jej się to uda? Cóż...
Dobrze więc, cokolwiek by to nie było, Asagi nie zamierzał się w to głębiej bawić, w każdym razie teraz. Wiedział jedno, coś mu tutaj, delikatnie mówiąc, śmierdzi. Słowa generała podniosły go na duchu, bowiem w przeciwieństwie do tej dwójki rozumiał, że dowodzenie i podejmowanie decyzji w obliczu potencjalnej zagłady jednego i zagrożenia drugiego wymiaru wymaga czegoś więcej, niż "zrozumienie niewyspanego" ex-porucznika.
Tak, Asagi nie komentował już nic więcej. Pewne było jedno, przyjrzy się jej jeszcze. Sprawa tutaj nie zostanie zamknięta jedynie wyrokiem, na który zamierzał czekać spokojnie, ze spokojem na twarzy i spojrzeniu. Tej dwójce się już więcej wyprowadzić go z równowagi nie uda, a to, co się im udało, to zdobycie jego szczególnej uwagi w przyszłości.


RE: Sala obrad - Vaya Vesper - 24-01-2016 20:42

Drgnęła, kiedy jeden z arbitrów przywołał ich do porządku, właściwie ją. Momentalnie spotulniała i tym samym jasno dała wszystkim do zrozumienia, że nie lubi, kiedy się na nią krzyczy. Zdawała się zapaść w sobie, już sama sytuacja nie wpływała na nią zbyt korzystnie, spojrzała jedynie przed siebie, na miejsce, z którego dobiegał głos i skinęła głową. Zastanawiała się, czy tylko ona to odebrała jako atak? Może była przewrażliwiona, może była zmęczona, może wszystko na raz, swoje natomiast wiedziała i choć nie zamierzała się odzywać w tej kwestii, w jej umyśle na stałe już zaszczepiła się wizja, że nigdy nie polubi Porucznika. Może i był dobrym wojownikiem, miał swoją dumę, umiejętności, ale w jego obecności, tak, jak w obecności wielu innych Shinigami, czuła się jak ścierwo. Uśmiechnęła się jedynie pod nosem słuchając dalszej części, a kiedy pozwolono jej się oddalić kawałek, zrobiła to z ogromną wdzięcznością. Odetchnęła nawet głębiej stając na swoim poprzednim miejscu, teraz nadeszła kolej Koizumi'ego.
Tak, jak myślała. Mówił o presji, mówił o odpowiedzialności u osoby, która szczyciła się swoimi umiejętnościami, która pewnikiem wykonała setki misji i choć nie uważała, że to wszystko było w stanie przygotować Asagi'ego na działanie pod taką presją, to szczerze wątpiła, by miała ona na niego większe działanie, niźli kwestie, które poruszyła wcześniej. Cały czas podpierali się doświadczeniem na polu walki, podczas gdy jej umysł podpowiadał jej, że wiele spraw można było załatwić w zupełnie inny sposób. Westchnęła cicho tak, żeby nikt nie słyszał, ale miała żal do samej siebie, że nie potrafiła im udowodnić swej wartości, a raczej wartości swoich spostrzeżeń. Rozumiała, że często trudno było uwierzyć w to, co mówiła, wystarczyłaby jednak odrobina zaufania, nauczyła się jednak przez wszystkie lata swojego życia, że tak już po prostu jest i z tym nie wygra. Zamiast przejmować się tym wszystkim jeszcze bardziej, po prostu słuchała czekając na koniec rozprawy.
Zarządzono chwilową przerwę, ale nie śmiała się nawet ruszyć, odezwać, cokolwiek. Spojrzała mimowolnie na Asagi'ego zastanawiając się, czy naprawdę nie chciał zrozumieć tego, co mówiła? A może źle się wyraziła...nie rozumiała tego, może faktycznie odbierała to zbyt personalnie, ale naprawdę wydawało jej się, jakby na każdym kroku chciał udowodnić jej nieudolność. Spojrzała również na Koizumi'ego, który wcześniej dodał jej otuchy. Może nie zrobił tego w sposób jawny, ale on również uważał, że jej tłumaczenie nie było wystarczające. Nie chciała przecież za wszelką cenę obronić Kagawy przed sądem, wyraziła swoją opinię, naukową opinię, a odnosiła wrażenie, jakby wszyscy tutaj wiedzieli zdecydowanie więcej od niej.
Kagawa natomiast, cóż...uchwyciła jego spojrzenie zwłaszcza, że nie było ukradkowe, spojrzała w bok na Kisuke, jakby sprawdzała, czy czasem nie było kierowane do niego. Upewniwszy się wróciła do niego, nawet uśmiechnęła się lekko, praktycznie niezauważalnie. Pewnikiem zastanawiał się, czy robiła to specjalnie, czy miała w tym jakiś większy cel, czy działała zupełnie bezinteresownie. Cóż, jakiś interes do niego miała, na pewno, ale nie był to ani odpowiedni czas, ani miejsce na tego typu rozmowy. Gdyby się jednak nad tym zastanowić dłużej, działała bezinteresownie, polubiła go, jako jedna z niewielu osób nie dawał jej do zrozumienia na każdym kroku, że jest nic nie warta, że wszystkie inne Dywizje są lepsze, że Dwunastka to chłam, że nie powinna w ogóle zaliczać się do Gotei...Westchnęła cicho i choć jego spojrzenie nieco podniosło ją na duchu, to wciąż wyglądała jak przestraszona trusia. Tak już miała, nie nadawała się do takich przesłuchań, zdecydowanie wolała zacisze własnego laboratorium, niż takie wystąpienia.