Bleach OtherWorld PBF
USA, Los Angeles - Wersja do druku

+- Bleach OtherWorld PBF (http://www.bleachow.eu)
+-- Dział: Świat Żywych (/forum-6.html)
+--- Dział: Reszta Świata (/forum-39.html)
+---- Dział: Ameryka Pn. (/forum-62.html)
+---- Wątek: USA, Los Angeles (/thread-600.html)

Strony: 1 2


USA, Los Angeles - Chester - 07-07-2014 20:57

Los Angeles to najludniejsze miasto amerykańskiego stanu Kalifornia, a zarazem drugie pod względem liczby mieszkańców miasto w Stanach Zjednoczonych. Zwane często City of Angels lub po prostu L.A., Los Angeles stanowi światowe centrum biznesu, handlu międzynarodowego, rozrywki, kultury, mediów, mody, nauki, sportu, technologii i edukacji.


---

Podczas jego nieobecności narobiło się sporo zaległości w papierach i z braku lepszego zajęcia postanowił się tym zająć. Na pierwszy rzut oka wydawało się to zadaniem nie do wykonania, lecz już po paru godzinach stos zaczął się zmniejszać. Miał sobie właśnie zrobić przerwę, gdy do jego gabinetu wszedł gość.
-Przynoszę panu zadanie, Homecide-taichou. W okolicach Los Angeles straciliśmy łączność z czterema patrolami. Wysłany oddział ratunkowy również podzielił ich los. Potrzebny nam ktoś kto zbada sprawę, ktoś kto w razie problemów pożyje wystarczająco długo by poinformować dowództwo.
-Chętnie się tym zajmę. Dawno nie byłem w świecie żywych, a przy okazji rozprostuje kości.
Wysłany shinigami skinął głową i podał kartę z dokładniejszymi informacjami, po czym zniknął. Kapitan zaczął czytać. Wszystko zaczęło się przed miesiącem, kiedy trzyosobowy patrol zniknął. Tak po prostu. Pierwszym podejrzanym byli puści. Ściągnięto trzy inne patrole, które były najbliżej.Niestety nie odnaleźli zaginionych a jedynie do nich dołączyli. Również nie dali żadnych informacji o ataku na ich osoby. Wysłano specjalnie uformowany oddział składający się z najzdolniejszych Bogów Śmierci. Mieli odnaleźć i ewakuować poprzedników, a przy okazji dowiedzieć się co jest grane.Przed trzema dniami stracono łączność. Utrata tylu silnych shinigami zmusiła głównodowodzącego do podjęcia poważniejszych kroków. Chester zgniótł kartkę i cisnął w jeden z kątów. Musiał wyruszyć natychmiast. Każda sekunda zwłoki zmniejszała szansę jego pobratymców. Przyda mu się do pomocy kilku chłopaków, a przy okazji sprawdzą się w boju. Czwórka powinna w zupełności wystarczyć. Chwycił swoje zanpautou i udał się do baraków by odnaleźć chętnych. Z tym nie było problemów. Chłopaki rwali się do zadania. Od czasu ataku na Społeczność Dusz nie mieli podobnej okazji. Gdy już udało mu się wybrać całą piątką udali się do senkaimonu, by przenieść się do świata żywych.
Brama otworzyła się na jednej z wielkich liter postawionych na wzgórzu. Tworzyły one napis "Hollywood" i były wizytówką Los Angeles. Grupka jednak nie przybyła tu by podziwiać miejscowy folklor. Mieli misję i to ważną.Początek był taki sam jak każdy inny. Kapitan skoncentrował się i spróbował wykryć jakieś reiatsu - bez rezultatu, poza drobnymi źródłami które nie mogły być poszukiwanymi.W końcu westchnął i podzielił swoich podwładnych na dwie grupy, sam tworzył trzecią. Musieli niezwłocznie rozpocząć eksploracje terenu, a takie rozwiązanie pozwalało na efektywniejszą pracę.Gdy podwładni oddalili się w dwóch przeciwległych kierunkach Chester zwrócił się w stronę miasta. Jeszcze nigdy tu nie był i wcale nie znał okolicy. Miał nadzieję że to mu zbytnio nie utrudni pracy.W końcu i on ruszył.Krótkie i szybkie skoki w jednej chwili przybliżyły go do najbliższych zabudowań. Stanął na jednym z dachów i ponownie się rozejrzał, starając się dostrzec jakąś nieprawidłowość.Znał dokładne miejsce ostatniego pobytu każdej z drużyn, jednak nie wiadomo ile czasu od ostatniego kontaktu z Seireitei nastąpił atak.Nie sądził by w tych właśnie miejscach znalazł coś ciekawego, ale mimo to jego ludzie mieli się rozejrzeć. Po pół godziny bez efektywnego skakania po budynkach w końcu coś zaczęło się dziać. Pojawiła się energia duchowa hollowa. Nie była wyjątkowo silna, ale musiał się tym zająć.
-Załatwię tego pustego, wy kontynuujcie swoje zadania.
Nadał przez komunikator do swoich ludzi i ruszył w stronę zamieszania. Było to zaledwie kilka przecznic i już po chwili ujrzał swojego przeciwnika. Przypominał on olbrzymiego goryla, tyle że nosił maskę. Gdy Chester stanął przed nim hollow zaryczał przeraźliwie i zaatakował bez chwili wahania. To takie typowe dla tych stworzeń. Kapitan z łatwością uniknął ataku podskakując do góry, a silnym kopnięciem sprowadził rywala do parteru. Leniwie wyciągnął katanę i zadał cięcie. To z pewnością nie on był przyczyną zaginięcia Bogów Śmierci. Tak słaby pusty nie byłby wyzwaniem nawet dla grupki dywizjonistów. Poszukiwania trzeba było kontynuować. Nim zdążył się za to zabrać usłyszał znajomy głos z komunikatora.
-Zostaliśmy zaatakowani! To...to...shinigami! Przestań! Co Ty rob....
Szum. Połączenie z nadającym zostało zerwane, Chester odczuł zanik dwóch punkcików energii duchowej jednak nie wyczuwał nikogo trzeciego. Przeklął w myślach i ruszył na ratunek swoim podwładnym nadając jednocześnie do drugiej grupki.
-Spotkamy się na miejscu i uważajcie do cholery! Nie podejmujcie żadnej walki, dopóki się nie pojawię!
Przyspieszył do granic swojej wytrzymałości, jednak nałożone na niego ograniczenia nie pozwalały mu na pełny pokaz szybkości. Nie było sensu dyskutować o odgórnie nałożonych rozporządzeniach, nawet jeśli zwyczajnie były głupie i niepotrzebne.
Miejscem walki okazała się niewielka polana. Bez problemu rozpoznał swoich ludzi i pospieszył im z pomocą zachowując ostrożność. Napastnika nigdzie nie było widać, ale już wyczuwał niewielkie ilości nieznanego reiatsu. Niepokojące było to, że ktoś potrafił w tak sprawny sposób wyciszyć swoją moc i stać się praktycznie niewidzialnym. Na szczęście dwójka Bogów Śmierci jeszcze oddychała, choć mieli głębokie rany. Nie było innego wyjścia jak odstawić ich do IV dywizji. Gdy na miejscu pojawiła się reszta jego podwładnych wyciągnął komunikator.
-Tu Homecide-taichou. Moi ludzie zostali zaatakowani i potrzebują natychmiastowej pomocy. Napastnik pozostaje nierozpoznany. Będę dalej badał tą sprawę.
Polecił sprawnym shinigami by opatrzyli w miarę możliwości rany swoich kolegów. Pozostawione ślady reiatsu wydawały mu się dziwnie znajome, jakby kiedyś miał już z czymś takim styczność. Białe haori lekko falowało w rytm nadany przez wiatr. Chester musiał znaleźć sprawcę, bo mogło ucierpieć więcej osób. Ktoś taki nie powinien swobodnie panoszyć się po okolicy. Popełnił błąd zadzierając ze Społecznością Dusz i już niedługo przekona się jak wielki, przynajmniej taką miał nadzieję. Kątem oka dostrzegł błysk światła i w ostatniej chwili uniknął kuli energii wystrzelonej prosto w niego. Pocisk trafił w jedno z drzew powodując niewielki wybuch, ale wystarczający by drzewo się przewróciło. Dywizjoniści oderwali się od swojego zajęcia i stanęli z mieczami w dłoniach. Dokładnie dwa pociski poleciały w ich stronę. Chester mógł wyczuć, że są silniejsze niż ten lecący w niego. Jego ludzie nie mieli najmniejszych szans, więc musiał zareagować. Biorąc pod uwagę jak niewiele miał czasu musiał działać natychmiast. Nie dość, że musiał obronić stojącą dwójkę, to jeszcze rannych. Stal błysnęła przy wysunięciu podczas skoku. Przeciął obie kule doprowadzając do ich eksplozji. Silniejszy wybuch niż się spodziewał odrzucił go na ziemię i przypalił haori. Jego podwładni również nie obyli się bez obrażeń i zostali odrzuceni w tył. Jednym ruchem zrzucił palący się materiał.
-Zawsze masz w zwyczaju atakować słabyszch?
Krzyknął w stronę zarośli, a gdy napastnik z nich wyszedł, zamurowało go.
-Przecież dobrze znasz moje sposoby walki, Chess.
Yuuki we własnej osobie. Jego stara znajoma i przyjaciółka. Kobieta z którą spędzał większość czasu, dopóki nie postanowiła zdradzić Seireitei. Wspomnienia wróciły niczym zimna stal wbijana w trzewia. Jej ostatni atak, który miał na celu unicestwienie go. Do dziś nie miał pojęcia czy przeżył dzięki swojej sile woli..
To był koniec rozmowy, nawet jeśli Chester chciałby powiedzieć coś więcej - nie dostał na to szansy. Dziewczyna wystrzeliła kolejne pociski. Tym razem były szybsze. Kapitan na moment zapomniał o swoich ograniczeniach i mało co, a znalazłby się w tarapatach. Wykorzystując shunpo uniknął wszystkich. Po mimo swojej determinacji nie był w stanie podjąć walki ze starą znajomą. Nie był przygotowany na to starcie psychicznie. Myślał, że już nigdy jej nie zobaczy.
-Lepiej mnie zaatakuj, bo marnie skończysz.
Yuuki ponownie zaatakowała, tym razem za pomocą katany. Bez trudu można było stwierdzić, że jej poziom wzrósł przez te kilka lat. Sparował pierwsze uderzenie i następne, jednak jego przeciwnik zaczynał przyspieszać i ciąć z większą siłą. Chester musiał zacząć się cofać i w końcu nie zdążył podnieść miecza. Stal rozcięła mu rękaw, później bok szaty i policzek. Odskoczył do tyłu ratując się przed kolejnymi ranami. Co stało się z jego starą przyjaciółką? Niestety nie znał odpowiedzi na to pytanie. Teraz była jego wrogiem i tak musiał ją zacząć traktować.
-Przez tyle czasu się ukrywałaś... Czemu zaczęłaś teraz zabijać Bogów Śmierci?
-To był pomysł Vilain'a. Chciał odwrócić uwagę od swoich działań. Ups, chyba nie powinnam była tego mówić.
-Zaiste, nie.
Do gry włączyła się kolejna postać. Vilain Yasujiro we własnej osobie. Posłał jedynie przelotne spojrzenie Chesterowi i zbliżył się do kobiety. Nie miał na sobie czarnego kimono, a odziany był w zwykłe ludzkie ciuchy. W dłoni dzierżył swoje zanpakutou. Powiedział coś do niech, ale kapitan nie był w stanie tego dosłyszeć. Dwójka renegatów odwróciła się i udała się w stronę zarośli.
-Nie pozwolę wam tak odejść! Zaciągnę was do Społeczności Dusz siłą!
-Pomyśl racjonalnie taichou. - Vilain lekko odchylił głowę w jego stronę. - Twoi ludzie umierają, masz nałożony limit, a nas jest dwójka. Spotkamy się jeszcze. Obiecuję. Wtedy pokażesz jak bardzo mnie nienawidzisz.
Homecide-taichou stał i nie był w stanie zareagować. On miał rację. Cholerną rację. Mógł jedynie bezsilnie patrzeć jak się oddalają. Jego towarzysze rzeczywiście potrzebowali pomocy, a Seireitei jak zwykle spóźniało się z przysłaniem posiłków. Dwójka była mocno poparzona, a pozostali dwaj tylko lekko potłuczeni. Kapitan wolał nie ryzykować w próbach wyleczenia ich, mogło się to skończyć jeszcze gorzej niż teraz. Pozostało im jedynie wracać do domu i zdać pełny raport.


RE: USA, Los Angeles - Cassandra De La Fuente - 24-11-2020 21:20

Kolejny dzień, kolejna podróż, kolejna akcja charytatywna. Cassandra niby latała dużo samolotami, jeździła dużo w trasy i pomagała wielu ludziom, jednak każdy kolejny raz zawsze był w pewien sposób świeży, nowy. Biegaczka doceniała to co miała i to, na co było ją stać - W końcu nie zawsze tak było. Doceniała również pozycję, w której przyszło jej stawać - Możliwość pomocy innym w taki sposób. Tego dnia miała spełnić marzenia pewnej dziewczyny, której może na tym świecie wkrótce zabraknąć. Dać jej mentalnego kopa, siły i wolę do dalszej walki o swoją przyszłość i sprawić jej przyjemność. Fundacja "Make A Wish" zdecydowanie była jedną z tych, z którymi Cassandrze bardzo dobrze się pracowało. Wszystko było najczęściej dobrze dograne, a radość na twarzy osób które przyszło jej spotkać była nagrodą samą w sobie. Takie wyjazdy, mimo, iż męczące fizycznie, ładowały ją mentalnie.

Gdy wylądowała w Los Angeles, przy lotnisku złapała taksówkę, którą udała się pod Kindred Hospital, gdzie miała spotkać się z kilkoma osobami organizującymi dzisiejszy dzień. Na miejsce przybyła dziesięć minut przed czasem, nie lubiła zmuszać ludzi do czekania na nią. Jako, iż był to późnojesienny poranek, było dość chłodno. Z tego powodu Cassandra miała na sobie kurtkę. W miasteczku, w którym mieszkała tego typu temperatura była najwyższą w ciągu dnia, jednak chłód nadal dawał się Cassandrze we znaki. Wolała cieplejsze dni i miejsca.


RE: USA, Los Angeles - Erma Voelker - 28-11-2020 15:46

To nie była nowość dla białowłosej, co nie znaczy, że nie traktowała tego przyjazdu poważnie. Znana była ze swojej działalności charytatywnej, chętnie pomagała, jeśli zaszła taka potrzeba i miała przede wszystkim czas. Czas był cenniejszy od pieniędzy, które choć ważne w jej życiu, nigdy nie były najważniejsze.
Pięć minut przed umówionym spotkaniem pod szpital zajechał luksusowy i z całą pewnością cholernie drogi Rolls-Royce. Czarny lakier odbijał światło słoneczne błyszcząc się w nim jak bożonarodzeniowa gwiazdka. Samochód zatrzymał się na uboczu, by nie blokować innym przejazdu, kierowca, sensownej budowy mężczyzna odziany w czarny garnitur wysiadł prędko zmierzając do drzwi pasażera. Sprawnym ruchem dłoni otworzył je wypuszczając na światło dzienne kobietę odzianą w czarny, elegancki, damski garnitur skryty pod cieplejszym, ale rozpiętym, czarnym płaszczem. Białe włosy natychmiast zostały rozwiane przez silniejszy podmuch wiatru, bordowe wargi wygięły się w łuk poruszając się bezgłośnie. Z tej odległości Cassandra nie słyszała słów, ale z całą pewnością dziękowała kierowcy. Ten skinął jej głową lekko wracając do samochodu i odjeżdżając, białowłosa kobieta natychmiast wychwyciła stojącą na uboczu dziewuchę o latynoskiej karnacji kierując kroki w jej stronę. Poprawiła przewieszoną przez ramię czarną, skórzaną torebkę, a odgłos butów na nieco wyższym obcasie niknął pośród zwyczajowych odgłosów szpitala.
- Panna De La Fuente, miło mi poznać - odezwała się jako pierwsza uśmiechając się delikatnie i wyciągając dłoń na przywitanie. W jej ruchach była jakaś niewyjaśniona gracja kobiety z wyższych sfer, na pierwszy rzut oka nie panoszyła się, była po prostu...miła. Białe włosy, bardzo jasna, blada karnacja i kontrastujące z nimi bordowe wargi, srebrne oczy podkreślone czarną kreską. Gdyby nie makijaż wydawałoby się, że wrzucona naga do śniegu byłaby całkowicie niewidoczna - Erma Voelker. Skoro jednak obie jesteśmy poniekąd autorkami tego projektu, nie pogniewam się, jeśli będziesz mi mówiła po imieniu - znów ten uśmiech idealnie podkreślonych bordowych warg, pewność siebie, pewność wypowiadanych słów. Była wręcz perfekcyjna, przede wszystkim szczera i przyjacielska, zmysły Cassandry od razu podpowiedziały jej, że nie jest z tych typowych, nadętych, rozpieszczonych panienek z dobrych rodów - Zwłaszcza, że mamy spędzić w towarzystwie Marianne cały dzień. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko, ale poprosiłam prasę, by pojawili się dopiero na sam koniec. Nie lubię, kiedy tak kręcą się pod nogami, w końcu to ma być jej dzień, prawda? Swoją drogą, jestem pod wrażeniem twoich osiągnięć, rekord świata w biegu na sto metrów nie jest czymś, czego byłabym w stanie kiedykolwiek dokonać.
Wyciągnęła dłoń w dość zrozumiałym geście wskazując główne drzwi szpitala. Ruszyłaby dopiero, gdy Cassandra zadeklarowała się również ruszyć, w innym przypadku zaczekała po prostu na nią.


RE: USA, Los Angeles - Cassandra De La Fuente - 28-11-2020 19:31

Cassandra nadal czuła się odrobinę niezręcznie w towarzystwie osób dysponujących tak dużym majątkiem. Sama nie była biedna, lecz zdecydowanie nie była AŻ tak bogata i nie afiszowała się tym co miała. Gdy tylko pod szpital zajechał TEN samochód, przełknęła ślinę. Co jeżeli zrobi coś nie tak? Co, jeżeli palnie jakąś głupotę? To był całkowicie inny świat. Gdy białowłosa przemówiła do niej, była jednak przyjemnie zaskoczona.

- Cassandra, miło mi poznać, też mów mi po imieniu. Cass wystarczy. - biegaczka uścisnęła dłoń kobiecie. Przedstawiła się, by wypadało, ale była pewna, że białowłosa znała jej imię. Na wspomnienie o dziennikarzach, miała ochotę klepnąć się w czoło. Ciągle zapominała, że sama również była osobą, którą chętnie mogli "zaatakować" fotografowie - Bardzo dobry pomysł. Mam nadzieję, iż uszanują twoje prośby. Szczerze powiedziawszy, jeżeli chodzi o mnie, mogliby nie pojawiać się wcale. - w jej głosie nie było słychać żadnej pogardy lub nienawiści do fotografów, a przede wszystkim to, że nie uważa się za osobę, której codzienne życie było na tyle ciekawe by je dokumentować w ten sposób. Cassandra była osobą wybitnie "normalną", sława lub osiągnięcia nie uderzały jej do głowy.

Zarumieniła się, gdy Erma zaczęła chwalić jej osiągnięcia. Sama nie wiedziała, czym zajmuje się białowłosa, więc nie była w stanie nic powiedzieć na jej temat ale... Czy to nazwisko nie znajdowało się przez przypadek na części kosmetyków?

- Bardzo dziękuję. Wierzę, iż każdy jest w stanie osiągnąć sukces w swojej dziedzinie, jeżeli poświęci się sprawie. - uśmiechnęła się delikatnie w stronę Ermy, niebezpośrednio nie zgadzając się z jej stwierdzeniem o tym, iż sama nie byłaby w stanie osiągnąć tego pułapu - Zastanawiam się nad tym, czy zwrócić się do Marianne po angielsku, czy może rozpocząć nasze spotkanie od zwrócenia się do niej w jej rodzimym hiszpańskim. Może byłaby to dla niej przyjemna niespodzianka, znajdując się w obcym kraju?


RE: USA, Los Angeles - Erma Voelker - 29-11-2020 14:02

Erma uśmiechnęła się delikatnie, uścisnęła dłoń Cass miękko, ale pewnie. Srebrne oczy skupione były na niej i tylko na niej, nie wodziła spojrzeniem po tłumie całkowicie oddając swoją uwagę rozmówczyni.
- Prawdę powiedziawszy byłabym zdumiona, gdyby odmówili - zaśmiała się cicho jak ktoś, kto miał spore doświadczenie z prasą. Doświadczenie i układy, ale nie to było teraz najważniejsze - Wiesz doskonale, że muszą, po to cały program. Właśnie po to, by ludzie dowiedzieli się, że są na tym świecie osoby, które chcą pomóc i pomagają. Nie można tego bagatelizować, jeśli możesz dać dobry przykład, wykorzystaj każdą możliwość.
Białowłosa puściła jej nawet oko, a wspomniane wcześniej słowa zabrzmiały bardziej jak dobra rada, niż jakakolwiek forma rozkazu. Na temat prasy wypowiadała się względnie dobrze, albo raczej neutralnie, co od razu powinno zwrócić uwagę Cassandry. Choć dopiero zaczęły rozmowę mogła odnieść wrażenie, że Erma w stosunku do bardzo wielu kwestii jest neutralna, jakby jej własna opinia nie miała zostać wypuszczona na światło dzienne. Owszem, była szczera, jednak był to zabieg, który stosowało wielu terapeutów, jeśli Cass kiedykolwiek do takiego uczęszczała. Obiektywizm, postawienie siebie obok wydarzeń, spoglądanie na problem globalnie, nie zaś jednostkowo.
- A owszem, jeśli tylko ktoś jest w stanie włożyć serce w to, co robi, jest w stanie osiągnąć wszystko - potwierdziła po chwili dodając - Niektórzy mają jednak zupełnie inne predyspozycje i mogliby na to poświęcić całe życie nie osiągnąwszy zadowalających efektów. Co zaś się tyczy Marianne... - kobieta wraz ze swoją towarzyszką powoli zmierzała w kierunku głównego wejścia - To bardzo dobry pomysł, sama nie będę w stanie pomóc w tym temacie, jednak Marianne na pewno zrobi się miło. To nie jest twoja pierwsza współpraca z tą organizacją, ale masz do mnie jakieś pytania, zanim tam wejdziemy?


RE: USA, Los Angeles - Cassandra De La Fuente - 30-11-2020 08:07

Cassandra zastanowiła się przez chwilę nad słowami Ermy.
- Zawsze traktowałam tego typu sytuacje przede wszystkim jako pomoc osobie, bądź osobom potrzebującym. Nigdy nie pomyślałam o nich jako o możliwości szerzenia dobrego przykładu i nadziei. - spojrzała nieco w bok, a jej dłoń odruchowo powędrowała do jej brody, zastanawiając się przez kolejny moment - W sumie to prawda.

Białowłosa była kobietą bardzo... dyplomatyczną. Odpowiednio używała wszystkich słów, widać i czuć było, że należy do wyższych sfer, w których prawdopodobnie liczył się najdrobniejszy ruch. Mimo to, Erma nie patrzyła na nią z góry, a traktowała bardziej jako współpracowniczkę, co podobało się Cassandrze. Ruszyła wraz z nią powoli w kierunku wejścia.

- Wydaje mi się, że póki co wszystko jest jasne. Jeżeli będę miała jakiekolwiek wątpliwości, będę pytała. - odpowiedziała, uśmiechając się delikatnie do Ermy.


RE: USA, Los Angeles - Erma Voelker - 07-12-2020 22:44

Białowłosa również uśmiechnęła się przyjaźnie, bordowe wargi błysnęły delikatnie, gdy obie wchodząc do szpitalnego holu zostały oświetlone sztucznym światłem wielu lamp. Panował tu typowy dla szpitala zgiełk i gwar rozmów, sterylny, charakterystyczny zapach unosił się w powietrzu, a białe ściany rozświetlały przestrzeń przed nimi.
Erma podeszła do lady jako pierwsza skinąwszy lekko głową na przywitanie siedzącej tam pielęgniarce. Korpulentna kobiecina spojrzała w pierwszej chwili na obie kobiety nerwowo, jakby chciała je już z góry opieprzyć za przeszkadzanie jej, a gdy dostrzegła białowłosą, w jej spojrzeniu w pierwszej chwili pojawiło się zaskoczenie.
- Dzień dobry, my po Marianne Garcia, mam nadzieję, że jest już gotowa? - uśmiechnęła się nie zważając na wstępujące na twarz pielęgniarki zakłopotanie. Rozpoznawała przede wszystkim Ermę, spojrzawszy na Cassandrę od razu skojarzyła fakty i zaśmiała się nerwowo. Jak ktoś, kto po prostu popełnił gafę, jednak Quincy zdawała się w ogóle tym nie przejmować. Wspierając dłonie na ladzie wydawała się być całkiem...wyluzowana, o ile można tak powiedzieć o kobiecie jej pokroju.
- Tak, tak, proszę wybaczyć... - zaczęła kobieta najwidoczniej chcąc się wytłumaczyć. Gdzieś obok jej dłoni dzwonił właśnie telefon, którego chyba nie zamierzała w tej chwili odebrać. Białowłosa pokręciła jedynie głową posyłając jej ciepłe spojrzenie, które momentalnie przełamało pierwszą barierę - Ubiera się, doktor musiał wykonać kilka dodatkowych badań. Ta winda, trzecie piętro i od razu w lewo, prawie do samego końca. Doktor Knowles odbierze was na górze... - poinstruowała kobiecina sięgając po drugi telefon, ten o niebieskiej słuchawce. Erma nie czekała na dalsze instrukcje, grzecznie podeszła do windy wystukując równy rytm obcasami.
Musiały przepuścić starszego jegomościa na wózku, ale po kilku kolejnych chwilach drzwi windy otworzyły się, a tuż przed nimi stał wysoki, ciemnoskóry mężczyzna w wieku około czterdziestu lat. Uśmiechnął się na ich widok, przywitał, przedstawił i momentalnie pokierował w odpowiednią stronę wyrażając oczywiste zadowolenie ze współpracy. Napomknął też, że uda się razem z nimi na wszelki wypadek i faktycznie, może nie od razu, ale można było zauważyć pod białym kitlem wyprasowane na kant ciemnobrązowe spodnie i jasną koszulę.
Mijały medyczny personel, który przyglądał im się z niekrytym zainteresowaniem. Oczywiście wszyscy wiedzieli kto miał przyjechać do Marianne, jednak nie obyło się bez zerknięć i szeptów.
- Marianne, panna De La Fuente i panna Voelker do ciebie... - uśmiechnął się gestem dłoni zapraszając obie do pokoju. Pokój szpitalny nie odróżniał się niczym szczególnym, typowa aparatura, gdzieś na boku kroplówka na kółkach, a obok niej na krześle inwalidzkim siedziała blada dziewczyna. Uśmiechnęła się wyraźnie na ich widok podjeżdżając bliżej.
- To się naprawdę dzieje... - jej oczy zaszkliły się momentalnie, gdy dostrzegła Cassandrę. Erma dyskretnie stanęła gdzieś na boku, w końcu to nie był jej dzień, dlatego usunęła się w cień. Marianne natomiast uniosła chude, patykowate dłonie do oczu ocierając je prędko - Naprawdę przepraszam, nie wiem...nie wiem co powiedzieć...
Była wręcz przeraźliwie chuda i blada, imię i nazwisko łatwo było dopasować do stereotypu dziewczyny o ciemniejszej karnacji, ta jednak wyglądała jakby powoli, każdego dnia traciła kolor, siły i resztki ciała, które jej zostały. Wypowiadając każde słowo mówiła płynnie, jednak wprawne ucho wychwyciłoby akcent sugerujący, że wychowała się zupełnie gdzieś indziej.


RE: USA, Los Angeles - Cassandra De La Fuente - 03-01-2021 22:23

Cassandra poruszała się po piętrze bardziej jako "osoba towarzysząca" Ermie, niż taka, która faktycznie załatwiałaby wejście do szpitala czy rozmawiała z ludźmi. Erma miała w sobie coś, co imponowało, co sprawiało, że generalnie z przyjemnością oddawało się jej piedestał i centralne miejsce. Aurę, która podpowiadała, że czegokolwiek by nie zrobiła, Erma i tak zrobi to lepiej - i wcale nie była to rzecz zła, arogancka ani przytłaczająca. Działała bardziej na zasadzie autorytetu.

Kiedy weszły do pomieszczenia, Cass, mimo tego, iż wiedziała o dziewczynie dość dużo, a nawet widziała jej zdjęcia, była w delikatnym szoku. Niczego nie dała po sobie poznać, trzymając to tylko dla siebie, ale... Jedyne, co przychodziło jej na myśl to to, że jest wdzięczna losowi za to, że jest w stanie pomagać ludziom takim jak ona, dając im więcej radości i woli do przetrwania.

- Hola señorita... - zaczęła, podchodząc do dziewczyny, a następnie klękając przed wózkiem, żeby ją przytulić - ...es un gran honor a conocer una señorita tan valiente como usted.* - Cassandra tuliła ją tak długo, jak było trzeba, żeby ta ogarnęła ten pierwszy szok, jaki spowodowała jej osoba, uśmiechając się do dziewczyny.

*To wielki zaszczyt poznać tak dzielną dziewczynę jak ty.


RE: USA, Los Angeles - Erma Voelker - 12-01-2021 19:05

Białowłosa trzymała się na uboczu, w pobliżu doktora, na którego ustach malował się ciepły uśmiech. Szepnął coś do Ermy, ta odpowiedziała skinieniem głowy, po czym spojrzała na powrót w kierunku Marianne i Cassandry. Widywała już podobne sceny, jednak za każdym razem była pod wrażeniem ciepła, które takie osoby potrafiły roztaczać wokół siebie oferując po prostu spotkanie.
Dziewczyna zaś przytulona przez Cass znieruchomiała w pierwszej chwili, jednak raczej z szoku, niż faktu, że się jej bała. Dopiero po chwili rozpłakała się na dobre, a Cassandra przytulając ją pod palcami czuła przeraźliwie chude ramiona, na które narzucona została ładna, bladoróżowa sukienka. Marianne była naprawdę ładną dziewczyną, jednak z oczywistych względów pod oknem nie czekał korowód adoratorów.
Erma nawet nie starała się sprawiać wrażenia, że wie, o czym obie rozmawiają, dlatego całkowicie skutecznie wtapiała się w pobliską ścianę.
- Ja naprawdę... - zaczęła Marianne ocierając łzy, po czym płynnie przeszła na hiszpański - Nunca pensé que podría conocerte, era mi sueño...*
- Marianne, panie mają dla ciebie cały dzień, ale chyba nie chcesz go spędzić tutaj, prawda? - odezwał się nagle lekarz spoglądając na zegarek. Erma tylko pokręciła głową nieznacznie, jakby mówiła mu bezgłośnie, że czas nie gra roli. Te słowa jednak otrzeźwiły nieco jasnowłosą dziewczynę, która momentalnie otarła łzy z policzków i klasnęła w dłonie.
- Tak, właśnie! To gdzie idziemy najpierw? - spojrzała uważnie na Cassandrę oczekując odpowiedzi**.


//*Nigdy nie sądziłam, że uda mi się ciebie spotkać, to było moje marzenie
**Tobie zostawiam decyzję odnośnie programu Uśmiech


RE: USA, Los Angeles - Cassandra De La Fuente - 13-01-2021 14:12

Cassandra po prostu cierpliwie tuliła dziewczynę, głaszcząc ją delikatnie po plecach. Jej cała uwaga skupiona była wyłącznie na niej, nikt inny w pomieszczeniu nie miał obecnie dla niej większego znaczenia. Dziewczyna zasługiwała na uwagę a ona przybyła tutaj po to, żeby jej ją dać i wesprzeć ją w ciężkiej walce ze swoim zdrowiem. Żeby dać nadzieję.

- Wszystko jest możliwe. - odpowiedziała dziewczynie cicho, kiedy ta powiedziała, że nie sądziła, że kiedykolwiek do ich spotkania dojdzie - Wystarczy jedynie w to uwierzyć i do tego dążyć. - uśmiechnęła się, a następnie puściła jej oczko. Sama walczyła z tym, żeby się nie rozpłakać na miejscu, kiedy dziewczyna zaczęła płakać.

- Mam kilka pomysłów, jednak wolałabym, żebyś to ty na początku powiedziała mi, na co masz najpierw ochotę. W końcu to jednak twój wymarzony dzień.

//Możemy skipować program, żeby też Ermy tutaj w nieskończoność nie trzymać i móc ruszyć do przodu.


RE: USA, Los Angeles - Erma Voelker - 17-01-2021 18:01

Blade oczy Marianne rozświetliły się słysząc, że to jej pozostaje wybór pierwszej atrakcji. Na policzki wstąpiły delikatne, prawie niezauważalne rumieńce, kiedy nieco cichszym głosem wymamrotała pod nosem coś, czego prawdopodobnie nikt z obecnych się nie spodziewał.
- Może...pójdziemy na lody?
Tak banalna prośba z jednej strony spotkała się z ciepłym uśmiechem ze strony białowłosej kobiety. Erma spojrzała jedynie na lekarza pytająco, który w ciszy skinął głową.
- Zatem chodźmy, niedaleko widziałam Mashti Malones, ponoć smakują obłędnie... - Quincy wciąż się uśmiechając stanęła za wózkiem popychając go w kierunku wyjścia, puściła tylko oczko Cassandrze, a wycieczka właśnie się rozpoczęła. Nikt nie spodziewał się, że czas minie im aż tak szybko, i że potrwa to o wiele dłużej, niż ktokolwiek pomyślał.

Pod wieczór...

Marianne śpiąc już od nadmiaru wrażeń wróciła na swoje miejsce, doktor Knowles przepraszał zarówno Ermę jak i Cassandrę, że tak długo to zajęło, że powinni skończyć szybciej.
- Panie na pewno mają wiele innych zajęć, Marianne... - lekarz bezwiednie spojrzał w kierunku zamkniętych drzwi, na co białowłosa wciąż uśmiechając się, pokręciła lekko głową.
- Henry, rozumiem, że twoja przyzwoitość wręcz błaga, byś nas za to przeprosił, jednak naprawdę nie ma za co. Wydzielanie czasu szczęśliwego człowieka jest okrutne, a ty masz dobre serce. Na pewno to rozumiesz.
Mężczyzna podrapał się nerwowo po głowie, uśmiechnął niepewnie i skinął lekko głową.
- W takim razie pora na nas. Być może kiedyś jeszcze się spotkamy, to była przyjemność... - Erma wyciągnęła dłoń w kierunku lekarza, uścisnęła ją miękko, ale pewnie, po czym skinąwszy lekko Cass zainicjowała koniec spotkania.
Obie wróciły windą na dół, poprawiając płaszcz białowłosa spojrzała na zegarek.
- Mamy jeszcze trochę czasu, nim zrobi się późno, masz ochotę na hot-doga? - srebrne oczy rozbłysły nieco zawadiacką nutą zupełnie tak, jak gdyby oczekiwała zdziwienia swoją postawą. Kobieta o jej statusie, zachowaniu, poglądach i nieskazitelnym zachowaniu, miała zjeść po prostu hot-doga? Z drugiej strony przez cały dzień Cassandra zdążyła się już przekonać, że Quincy z całą pewnością należy do wyższych sfer, jednak posiada zdumiewającą wręcz zdolność wtapiania się w otoczenie i nieszufladkowania nowo poznanych osób. Dlatego przechyliła lekko głowę oczekując odpowiedzi, nim ta jednak nastąpiła uniosła palce do ust wydając z siebie przeciągły gwizd, przywołując tym samym taksówkę - Podrzucę cię później do hotelu, hm?
Było w niej coś tajemniczego, coś, co sprawiało, że ludzie chcieli jej słuchać, chcieli przebywać w jej towarzystwie wabieni jak ćmy do światła. I nie było w tym nic strasznego, jakby podświadomość mówiła im, że w jej towarzystwie nie stanie się nikomu krzywda. Była wzorem opanowania, symbolem pokoju, ale i całkiem zwykłym człowiekiem, jak się okazało. Stanęła po drugiej stronie żółtej taksówki czekając na Cass.


RE: USA, Los Angeles - Cassandra De La Fuente - 17-01-2021 20:19

Dzień Cassandrze minął piekielnie szybko. Fizycznie czuła zmęczenie i fakt, że cały dzień poświęciła dziewczynie na różnego rodzaju zajęcia, w tym bieganie z nią na "barana" i inne fizyczne aktywności. Była zmęczona, ale jednocześnie zadowolona z siebie i z tego, jak przebiegł ten dzień. Marianne również zdawała się szczęśliwa, mimo to, że dzisiejszy dzień kosztował ją jeszcze więcej energii niż ją samą.

Podczas gdy nawiązała się rozmowa między lekarzem a Ermą, tym razem to ona stała cicho, jedynie skinieniem głowy potwierdzając pierwsze słowa białowłosej, która była w stanie wyrazić się o niebo lepiej niż ona sama. Gdy już opuściły budynek szpitalny, gdy Erma zaprosiła ją na hot-doga jej oczy otworzyły się szerzej, jedna z brwi drgnęła ku górze a jej głowa przekrzywiła się lekko. Co przepraszam?

-Uh... E... Tak, bardzo chętnie! - na początku dosłownie ją zamurowało. Że niby ktoś taki jak ona z kimś takim jak... Gdy tylko podjechała taksówka, wsiadła do niej wraz z Ermą. Czemu nie? Raz się żyje.


RE: USA, Los Angeles - Erma Voelker - 17-01-2021 20:48

Białowłosa uśmiechnęła się ciepło wsiadając z drugiej strony. Widziała to spojrzenie, ale w żaden sposób na nie nie zareagowała. Z charakterystyczną dla siebie gracją usiadła na tylnej kanapie składając na kolanach niewielką, elegancką, czarną torebkę. Zdjęła kapelusz, a białe włosy wysypały się na ramiona, gdy wychyliła się delikatnie w kierunku kierowcy.
- Pod Grand Park poprosimy... - uśmiechnęła się lekko widząc zaskoczone spojrzenie mężczyzny, który nie mógł uwierzyć własnym oczom widząc Ermę w swojej taksówce. Momentalnie wyrzucił palonego przez siebie papierosa przez okno, odkaszlnął, a Quincy pokręciła tylko głową - Nie trzeba było, to nie aż tak daleko.
Mężczyzna tylko skinął głową, spojrzał przed siebie i umilkłszy kompletnie poprowadził żółty samochód pośród innych. Erma milczała podczas trasy, która nie zajęła im dłużej jak około pięciu minut, na pieszo byłyby tutaj może w dwadzieścia, jednak najprawdopodobniej był jakiś cel w poruszaniu się takim środkiem transportu.
Uiściwszy opłatę wysiadła ze swojej strony momentalnie zakładając na głowę kapelusz, zaczekała na Cassandrę, by już po chwili skierować kroki ku najbliższej budce z hot-dogami. Nie było tu zbyt wielu ludzi, no, trochę się ich przewijało, jednak nikt nie zwrócił uwagi ani na taksówkę, ani tym bardziej na nie. Nawet sprzedawca zdawał się nie rozpoznać żadnej z nich, a gdy tylko chwyciła w obie dłonie po jednym hot-dogu, nieco szybszym krokiem ruszyła w kierunku parku znajdując ławeczkę otoczoną dookoła kilkoma drzewami i krzewami, które oferowały pod swoimi gałęziami odrobinę prywatności. Po drodze przekazała jednego hot-doga Cassandrze siadając na ławeczce. Dopiero wtedy białowłosa zdjęła kapelusz odkładając go na bok, na kolanach złożyła torebkę, z której wyjęła paczkę chusteczek higienicznych rozkładając jedną na torebce i odetchnęła.
- To był ciężki dzień... - zauważyła już po chwili wgryzając się w przekąskę, wolną dłonią zaś otarła usta od nadmiaru ketchupu i musztardy. Odrobina prażonej cebulki upadła na rozłożoną chusteczkę chroniąc spodnie przed tłuszczem - Może to zbyt osobiste pytanie... - umilkła po chwili wyciągając z kieszeni płaszcza wibrujący telefon. Spojrzała na ekran, kliknęła coś lekko przesuwając połączenie palcem, po czym odłożyła go do kieszeni - Ale powiedz mi, ile wiesz na temat świata duchowego... - srebrne oczy zatrzymały się na sylwetce dziewczyny i przez chwilę, zaledwie ułamek sekundy, Cassandra miała wrażenie bycia obnażoną z wszelkich swoich sekretów. Uczucie to minęło w momencie, w którym Erma wróciła spojrzeniem do hot-doga pochłaniając jego kolejny kęs.


RE: USA, Los Angeles - Cassandra De La Fuente - 17-01-2021 21:00

Gdy zauważyła zachowanie taksówkarza i jego wyraz twarzy powiedziała tylko cicho, w połowie do siebie, w połowie do niego:

- Nie tylko pan...

Trasa była bardzo, bardzo krótka. Cassandra wysiadła z taksówki zaraz za Ermą. Gdy Erma zamawiała, zaoferowała zapłacić za swojego hot-doga, by poczuć się chociaż odrobinę lepiej z całą sytuacją i całym tym wypadem. Widząc to, już chyba nic jej nie zaskoczy. Również wgryzła się w swojego hotdoga. Nigdy nie była wybredna, więc zjadłaby również hot-doga wątpliwej jakości, jednakże ten był wręcz wyborny. Nigdy nie spodziewałaby się czegoś takiego po takim miejscu. Mężczyzna stojący za stoiskiem wiedział co robi. Albo to ona była piekielnie głodna po dniu, w którym niewiele jadła. Przełknęła jedzenie, gdy Erma zadała jej pytanie.

- Wiem, że istnieje i to... na dobrą sprawę tyle. - odpowiedziała. Owszem miała szansę na własnej skórze odczuć działanie takowej mocy i ujrzeć to na własne oczy, lecz nie zmieniało to faktu, że nadal nie wiedziała o tym niczego i nigdy ją to zanadto nie ciekawiło. Była to jedyna rzecz na temat której nigdy bezpośrednio nie rozmawiała z Cassidy. Swoiste taboo, o którym wiedziały obie, mimo, iż nigdy nie powiedziały o tym słowa.

Następne spojrzenie Ermy z kolei sprawiło, że Cassandra poczuła się bardzo, bardzo nieswojo, co znalazło odzwierciedlenie na jej twarzy. Szczerze powiedziawszy nie wiedziała jak ma się zachować ani co powiedzieć, jak zareagować. Odwróciła wzrok na chwilę, wzięła głębszy oddech a następnie kolejnego gryza hot-doga.


RE: USA, Los Angeles - Erma Voelker - 17-01-2021 21:18

Erma albo miała nosa, albo niebywałe szczęście do takich budek z jedzeniem, ponieważ żadna z kobiet nie mogła zarzucić przekąsce kompletnie niczego. Surówki były świeże, bułka chrupiąca, parówka nawet smakowała mięsem! Białowłosa w kolejnym gryzie sięgnęła chusteczką do ust starając się nie zetrzeć z nich zbyt dużej ilości szminki.
- Oglądałaś wydarzenia spod Rockefeller Centre? Prugelburg? Rzym? - rzucała hasłami zupełnie tak, jakby starała się ją wprowadzić na odpowiednie tory. Gdy srebrne spojrzenie wróciło ku niej, było ciepłe i łagodne, jakby chwilę wcześniej nie prześwietlały biednej Cassandry. Erma nawet, jeśli zdawała sobie sprawę z tego, jak to wszystko mogło wyglądać, nie wspomniała o tym nawet słowem - Wybacz, pomimo swoistego obwieszczenia światu swojego istnienia, ciągle łapię się na tym, że nie każdy interesuje się takimi sprawami. Pytam nie bez powodu... - ostatnie dwa kęsy hot-doga wywołały chwilę przerwy w wypowiedzi białowłosej. Pomimo spożywania tak prostego posiłku świeciła przykładem, nie mówiła z pełnymi ustami, a chusteczkę z kolan zwinęła i chwilowo schowała do kieszeni płaszcza. Wyciągnąwszy dłoń w kierunku Cass bezgłośnie zaoferowała jej chusteczki, jeśli miała chęć - Spędziłyśmy ze sobą cały dzień, nie wspomniałam o tym wcześniej...
Zakładając nogę na nogę zwróciła się nieco w kierunku sprinterki i jeśli nawet ta poza i ton głosu nie sprawiły, że Cassandra wyczuła powagę niesionych słów, to z całą pewnością zrobiła to jej podświadomość. Serce zabiło szybciej, zupełnie tak, jakby czuło nadchodzące słowa, nim te w ogóle padły.
- Należę do jednego z Wielkich Rodów Quincy. Quincy od zawsze byli specjalistami w wykrywaniu energii duchowej, można powiedzieć, że mam do tego wrodzony talent - uśmiechnęła się delikatnie - Choć możesz sobie z tego nie zdawać sprawy, czuję przepływającą gdzieś w tobie energię. Może z czasem sama byś to odkryła, może nigdy by się nie przebudziła, tego nie wiem. Wiem natomiast, że jest to dar, który nie każdy posiada i od ciebie zależy, co z nim zrobisz.
Erma umilkła, jakby czekając na jej reakcję. Najwidoczniej zastanawiała się nad tym, jak dalej poprowadzić rozmowę, a będzie zależna od kolejnych słów Cass. Białowłosa mówiła spokojnym, ciepłym głosem, a w jej spojrzeniu próżno było szukać wcześniejszej nuty. Teraz sprinterka mogła pomyśleć, że tym właśnie spojrzeniem Quincy utwierdzała się w swoich spostrzeżeniach i nie było to nic, co byłoby w stanie uczynić jej krzywdę.


RE: USA, Los Angeles - Cassandra De La Fuente - 23-01-2021 16:36

Cassandra pokręciła nieznacznie głową.

- Wiem jedynie o Rzymie, jednak nie zagłębiałam się w to zanadto. - odpowiedziała początkowo, słuchając kobiety. Mowa jej ciała zdradzała, że czuje się obecnie dość niekomfortowo. Dość cholernie niekomfortowo. Każda przerwa w wypowiedzi kobiety była w tym punkcie dla niej jak cisza przed wygłoszeniem wyniku teleturnieju, w którym była uczestnikiem, jedynie zdawała się dłuższa.

W momencie, kiedy kobieta powiedziała, że znajduje się w niej energia, że jest "inna", że ma potencjał do posiadania tych wszystkich mocy i... Bóg wie czego jeszcze innego, jej usta rozchyliły się nieznacznie, a oczy zdradzały mieszaninę niezrozumienia, szoku i strachu, jeżeli nie przerażenia. Czy życie takim jakie je znała właśnie miało dobiec końca? Czy od tego momentu będzie zmuszona do rzucenia wszystkiego i zabawy w superbohatera? Nie wiedziała, co ma ze sobą teraz zrobić, więc siedziała w totalnym bezruchu, nawet nie wypowiadając żadnego słowa. Jeżeli dysponuje jakąś mocą, to czy to wszystko co osiągnęła do tej pory było fair? Czy... teraz będzie się na nią krzywo patrzeć, dlatego, że "oszukiwała", mimo iż nie miała o niczym pojęcia...? Co teraz będzie ze... wszystkim?


RE: USA, Los Angeles - Erma Voelker - 31-01-2021 12:05

Erma widziała dyskomfort swojej rozmówczyni, jednak wychodziła z założenia, że niektóre rzeczy należy przedstawiać takimi, jakie są. Zwłaszcza, że nie była to rozmowa dyplomatyczna na szczycie, gdzie liczyło się każde słowo bez wyjątku. Nie znaczyło to jednak, że uświadamianie Cassandry było dla niej błahą sprawą.
Słysząc, ile tak naprawdę dziewczyna wie, zrozumiała, że siedząca przed nią sprinterka do tej pory nie zdawała sobie sprawy z jakiegokolwiek posiadania energii duchowej. Nie kłamała, tego była pewna, dlatego już po chwili bordowe wargi wygięły się w pokrzepiającym, ciepłym uśmiechu, a srebrne oczy z łatwością wychwyciły spływające z Cass emocje. Wyciągnęła ku niej dłoń kładąc delikatnie na ramieniu, blade palce w lekkim ruchu pogładziły je, a sam gest był niezwykle przyjazny, choć zdecydowanie naruszał przestrzeń osobistą.
- Nie mówię ci tego wszystkiego po to, byś się martwiła na zapas... - zaczęła spokojnie - To, co osiągnęłaś do tej pory jest tylko i wyłącznie twoją zasługą. Skoro wcześniej o niczym nie wiedziałaś nie musisz się martwić, że zostaniesz posądzona o niewłaściwe użycie mocy. Ważne jest jednak, byś nauczyła się ją kontrolować, dla samej siebie mieć pewność, że nie wykorzystasz jej przez przypadek wtedy, kiedy nie będzie ona mile widziana. Odkąd Fullbringerzy ujawnili swoją obecność minęło już sporo czasu, jestem pewna, że gdybyś w jakikolwiek sposób wykorzystała swój dar podczas zawodów, wyłapaliby to. - Skinęła jej lekko głową. Nie musiała jej przecież tłumaczyć tego, co wiedzieć powinna doskonale - doping miał różne postacie, a Olimpiada nie była czymś, co zostałoby całkowicie olane w kwestii bezpieczeństwa i zasady fair play.
- Wiele spośród znanych mi osób wiedząc, że posiadają jakąkolwiek energię duchową, wciąż prowadzi zwykłe życie, takie, jakim chcą, żeby było. Lekarze, policjanci, sprzedawczyni w piekarni, kurier rowerowy... - wyliczała prawdopodobnie dobrze odczytując niezadane pytania - Nie musisz być komiksowym Batmanem, bądź tym, kim chcesz być. Świadomość własnego ciała i własnych umiejętności jest czymś, co nie jest dane każdemu. Ty, spośród wielu innych, najbardziej powinnaś to rozumieć... - wstała z ławeczki delikatnie otrzepując spodnie i płaszcz. Nie sugerowała, że spotkanie dobiegło końca, jednak lekkie skinienie głową i wskazanie jednej z parkowych ścieżek było aż nazbyt sugestywne. Jeśli Cassandra ruszyła za nią, Erma powolnym , spacerowym krokiem ruszyła alejką po drodze wyrzucając do kosza zmiętą chusteczkę.


RE: USA, Los Angeles - Cassandra De La Fuente - 04-02-2021 09:04

Cassandra wysłuchała kobiety i ruszyła za nią, gdy tylko ta zasugerowała jej przechadzkę. Z jednej strony przedstawiała możliwości prowadzenia normalnego życia. Z drugiej strony, Cassandra była przekonana, że gdyby wiedziała, że dysponuje mocami, w momencie gdyby ktoś potrzebował pomocy lub coś się działo, nie mogłaby siedzieć spokojnie. Nie byłaby w stanie udawać, że nic się nie dzieje, że jest "normalna". To właśnie tutaj leżał problem. Nie mogłaby sobie potem spojrzeć w oczy.

- To ma sens, to prawda. - odpowiedziała, kiedy ta wspomniała o świadomości tego, gdzie leżą granice jej ciała i jej możliwości, zarówno o umiejętności kontrolowania własnego ciała. Mimo, że nieco jej ulżyło, stres i generalne napięcie nadal nie znikało, jako iż nie wszystkie niepewności zostały rozwiane, a rozwiać je może jedynie przyszłość, czas i jej własny rozwój. Umiejętność jej adaptacji do sytuacji, która spotkała ją przeciwko własnej woli. Wzięła głęboki oddech - Skąd to się w ogóle bierze? Skąd wiadomo, czy ktoś ma predyspozycje by dysponować mocami czy nie? Czy wiadomo, jaką mocą dysponuję lub... mogę dysponować? - zapytała, chcąc wiedzieć więcej na temat czegoś, z czego wiedziała już doskonale, że nie będzie mogła się wycofać. Nie mogłaby spojrzeć w lustro.


RE: USA, Los Angeles - Erma Voelker - 10-02-2021 18:35

Białowłosa zdawała się doskonale wiedzieć, o czym myśli Cassandra, choć nie poruszała każdej kwestii część z nich zostawiając w eterze. Były sprawy, które musiała przemyśleć sama, decyzje, które musiała podjąć i wnioski, które należało wyciągnąć. Podsuwając jej gotowe rozwiązanie mogłaby więcej zaszkodzić, niż przynieść dobrego i tego Erma była pewna w stu procentach.
Gdy obie ruszyły jedną z parkowych ścieżek otoczone z obu stron kilkoma krzewami, od czasu do czasu drzewem łagodnie pochylającym swe gałęzie nad chodnikiem, Quincy milczała przez pierwszych parę chwil. Srebrne oczy ponownie spojrzały na sprinterkę, jej usta wygięły się w przyjazny, ciepły łuk, a gdy zwróciła głowę przed siebie, wciąż widać było, że się uśmiecha.
- Zależy. Jeśli jesteś Quincy, jak ja, najprawdopodobniej odziedziczyłaś dar po którymś ze swoich przodków. Jeśli jesteś Fullbringerem, sytuacja wygląda podobnie, z tą jednak różnicą, że moc Fullbringerów wywodzi się od Pustych i mogą oni mieć niebagatelny wpływ na rozwijającego się w łonie matki człowieka... - umilkła na chwilę w zadumie - Czasami, gdy kobieta w ciąży natknie się na Pustego, Hollowa, ten swoją mocą może przeniknąć przez jej ciało tym samym nieumyślnie zaszczepiając w dziecku część swojej energii. Tutaj również mogłaś odziedziczyć moc po rodzicach, jeśli jednak nie jesteś pewna, czy posiadają jakikolwiek jej zalążek, obawiam się, że sam sposób, w jaki je nabyłaś może pozostać niewiadomą. Co wiemy natomiast, to fakt, że twoja własna moc nie rozwinęła się jeszcze na tyle, by zakładać z góry twój kierunek. Jeśli miałabym na coś postawić... - tu ponownie na nią spojrzała przechylając głowę lekko na bok - Wydaje mi się, że posiadasz moce charakterystyczne dla Fullbringerów. Oczywiście mogę się mylić, choć mój zmysł wykrywania energii duchowej jest bardzo wyczulony i rzadko się mylę w takich kwestiach, być może gdzieś w tle żarzy się iskierka Quincy, której mogę teraz nie wyczuwać.
Jej ton przyjął nieco bardziej żartobliwy wydźwięk, jakby chciała ją wprawić w dobry nastrój. Wszak jeśli ktoś się śmieje w twoim towarzystwie, ciężko jest zachować pełną powagę, choć Erma robiła to niezwykle subtelnie, drobnymi kroczkami.
- Powiedziałam ci o tym dlatego, ponieważ sądzę, że każdy powinien za siebie podejmować decyzje i być świadom tego, kim się jest. Nie ma cudownej szkoły, w której nauczysz się swoich mocy jak matematyki w szkole, mogę ci za to polecić dwie organizacje, które z chęcią cię przyjmą i nauczą, jak się obchodzić z energią, która gdzieś w tobie tkwi - zaskakujący był fakt, że białowłosa pewnikiem nie zamierzała wspominać jedynie o Yawacie, która była oczywistością w tym wypadku - Bractwo Fullbringerów działa na terenie Nowego Jorku, tam mają swoją główną siedzibę. Jeśli zależy ci na prowadzeniu normalnego życia, powinnaś zgłosić się do nich. Wielu z jej członków wciąż ukrywa swoje moce, wielu wykorzystuje w swojej pracy pomagając choćby lekarzom, czy policjantom. Są najbliżsi tego, by wciąż koegzystować w społeczeństwie wciąż ukrywając swoją tożsamość, a jednocześnie są na tyle zorganizowani, że w przypadku niespodziewanych okoliczności potrafią zaskoczyć wielu, jak choćby pod Rockefeller Centre. Drugą organizacją jest oczywiście Yawata... - ciągnęła dalej kierując kroki powoli ku wyjściu z parku, najwidoczniej zmierzając do meritum sprawy - Jeśli bardziej cię ciągnie do bycia Batmanem, nauczysz się wykorzystywać energię w zupełnie inny sposób, o ile nie zostaniesz przydzielona do takiej sekcji, poniekąd możesz zapomnieć o prowadzeniu wygodnego, spokojnego życia. Bycie agentem Yawaty czasami przypomina o wiele bardziej życie filmowego Bonda, niż może się to na pierwszy rzut oka wydawać - posłała jej rozbawiony uśmiech - Oczywiście wszystko będzie zależeć od predyspozycji i twoich preferencji. Możesz też wybrać trzecią opcję udając, że tej rozmowy nigdy nie było - zatrzymała się przy wyjściu z parku odwracając do niej bokiem - Decyzja należy do ciebie. Pamiętaj, że nikt cię do niczego nie zmusza, ani nie każde podejmować decyzji teraz, to nie jest rozmowa o pracę. Przemyśl to i jestem pewna, że podejmiesz decyzję zgodną z tym, co masz tutaj... - wyciągnęła dłoń kładąc ją po swojej lewej stronie na wysokości serca sugerując, co miała na myśli. Po chwili opuściła dłoń sięgając do torebki, wyciągnęła czarny, skórzany portfel wyjmując z niej dwie wizytówki - Tu masz numer telefonu osoby, do której powinnaś się zwrócić, jeśli chciałabyś się porozumieć z Bractwem. Tutaj masz moją wizytówkę, jeśli zdecydujesz się dołączyć do Yawaty. Tymczasem... - przekazała jej obie wizytówki i spojrzała na wyświetlacz telefonu wyciągniętego z kieszeni. Wokół zdążyło się już zrobić ciemno, a światło latarni rzucało na obie sylwetki pomarańczowe promienie - Na mnie już pora. Obiecałam, że cię odstawię do hotelu, masz lęk wysokości? - uśmiechnęła się absolutnie nie sugerując tego, co zamierzała zrobić. Choć wycieczka rozmowa powoli dobiegała końca, Erma najwidoczniej miała jeszcze jeden punkt, który chciała odhaczyć.


RE: USA, Los Angeles - Cassandra De La Fuente - 11-02-2021 14:04

Cassandra słuchała kobiety uważnie. Był to jej swoisty pierwszy kontakt, wcześniej zanadto się nie interesowała tymi sprawami. Do tej pory z niektórymi rzeczami było łatwiej wypierając je ze świadomości, wiedząc, że coś tam jest, lecz nie przykładając do tego żadnej uwagi.

- Pewnie zabrzmię jak totalna ignorantka, ale... Czym dokładnie przejawiają się moce Fullbringerów, a czym Quincy? Jaka jest różnica, na co powinnam zwrócić szczególną uwagę? - zapytała, biorąc głęboki oddech. Białowłosa się zaśmiała, lecz ona sama nadal była dość mocno zakłopotana i próbowała to sobie wszystko jakkolwiek ułożyć i zebrać co może bezpośrednio ze źródła.

Gdy usłyszała, że nie ma na to wszystko jakiejś jednej konkretnej formuły ani szkoły, była do dla niej dość ciężka wiadomość do przyjęcia, w pewnym stopniu. Wiadomo, tak byłoby prościej. Jednakże zdaje się, iż w tym przypadku rzeczy działają jak w sporcie. Wszystko trzeba dopasować pod osobę, która akurat trenuje. Jedne rzeczy działają lepiej na jedną, inne na drugą. Na całe szczęście były organizacje, które zajmowały się przeprowadzaniem tego typu "treningów" albo chociażby naprowadzaniem ludzi na właściwe tory, jednakże wybór między nimi bynajmniej nie był prosty. Na pewno nie była w stanie podjąć go od razu. Wysłuchała tego co miała do powiedzenia od czasu do czasu wykonując ruch głową, który miał świadczyć, że słucha tego co jest do niej mówione. Po podziękowaniu wzięła wizytówkę oraz numer telefonu od kobiety, wsadzając je sobie do kieszeni wewnątrz kurtki tak, by na pewno tego nie zgubić.

Po ostatnim pytaniu kobiety była nieco zakłopotana.
- Chyba nie ma nikogo, kto na wysokościach, szczególnie bez większych zabezpieczeń nie czuje się przynajmniej nieswojo... - odpowiedziała ostrożnie, spoglądając na Ermę.