Bleach OtherWorld PBF
USA, Mountainaire, Dom Cassandry - Wersja do druku

+- Bleach OtherWorld PBF (http://www.bleachow.eu)
+-- Dział: Świat Żywych (/forum-6.html)
+--- Dział: Reszta Świata (/forum-39.html)
+---- Dział: Ameryka Pn. (/forum-62.html)
+---- Wątek: USA, Mountainaire, Dom Cassandry (/thread-1613.html)

Strony: 1 2 3


USA, Mountainaire, Dom Cassandry - Cassandra De La Fuente - 02-03-2020 22:28



Dom Cassandry w praktyce jest wspólnym domem jej i jej przyjaciółki, Cassidy. Znajduje się on w bardzo malutkiej wsi, liczącej sobie niecałe 1200 mieszkańców, w spokojnym miejscu, do którego praktycznie nikt nie zagląda. Dom wybudowany jest w nowocześniejszym stylu, ze strefą relaksu na tyłach. Obok domu stoi garaż mieszczący jeden samochód, a na podjeździe z boku, na otwartym powietrzu stoi camper, którym dziewczyny nieraz wyjeżdżają na rozmaite wycieczki po kraju i nie tylko.



RE: USA, Mountainaire, Dom Cassandry - Vaya Vesper - 04-03-2020 21:52



Dzień zapowiadał się słonecznie, wokół domostwa panowała cisza przerywana jedynie nieco silniejszym podmuchem wiatru wprawiającym w ruch stojącą na parapetach roślinność, ćwierkaniem ptaków przesiadujących na gałęziach drzew za oknem. Od ulicy kawałek dalej nie słychać zbyt wielu samochodów, o ile jakikolwiek tamtędy przejeżdża o tej porze, być może gdzieś przechodził sąsiad z psem, jednak nawet to poczciwe zwierzę wiedziało, że nie powinno zakłócać panującej wokół harmonii.
W samym domu nie panowała już taka totalna cisza. O ile na górze, gdzie znajdowały się sypialnie wciąż trwał typowo senny, sypialniany nastrój, to na dole, w nowocześnie urządzonej kuchni, skakała w kuchennym szaleństwie różowowłosa odziana w gustowny fartuszek w stokrotki tańcząc w rytm płynącej z radia piosenki gotowała. W powietrzu unosił się zapach przynajmniej jednej, przypalonej rączki od garnka, woda w czajniku bulgotała radośnie, z dziubka wydobywały się kłęby pary, jednak bez nałożonego gwizdka biedny czajnik mógł tylko błagać o to, by wyłączyła spod niego palnik. W zlewie leżało najmniej kilka garnków i patelnia, chyba nawet jakiś talerz lub miska, kilka sztućców. Miały zmywarkę, owszem, ale to diabelstwo trzeba było zapełnić, kiedy skończyło się gotować, prawda?
Gdy Cassandra zeszła na dół, prawdopodobnie już z połowy schodów czuła swąd palonego plastiku, nim na nie wstąpiła usłyszała muzykę, jednak dopiero wchodząc do kuchni dostrzegła pobojowisko. Różowowłosa w pierwszej chwili nie dostrzegła jej w szaleństwie stawiając talerze na przedłużeniu blatu, który robił za swego rodzaju stolik, przy którym ustawione były stołki barowe. Tu postawiła kubek, tam gdzieś poleciał widelec, wyłączyła w końcu biedny czajnik zalewając dwa kubki, do których w baletowym ruchu wrzuciła torebki z herbatą dopiero wtedy zauważając przyjaciółkę.
- CASS! - zakrzyknęła z radością w głosie, machnęła dłonią - Siadaj, siadaj, zrobiłam śniadanie! - zaświergotała wracając do swojej orkiestry garnków i patelni.
Już po chwili na talerzu wylądowały pięknie wyglądające, cudownie pachnące i zgrabne...parówki!
- Popatrz! - odezwała się z dumą - Parówki! Uwaaaaagaaaaaaa! - zaczęła uderzać dwoma widelcami w blat na kształt werbli - Z musztardą! - wyskoczyła nawet w górę, jakby było to dla niej nie lada osiągnięcie. Dumna z siebie niczym paw wsparła dłonie na biodrach czekając na werdykt Gordona Ramsaya. Gdzieś w tle chyba nadal paliła się rączka garnka po nieszczęsnych parówkach...







RE: USA, Mountainaire, Dom Cassandry - Cassandra De La Fuente - 05-03-2020 09:26

Było wcześnie. Za wcześnie. Cassandra wstała z łóżka niczym zombie i słysząc jakieś odgłosy dochodzące z dołu, zaczęła kroczyć w stronę schodów na dół. Już na schodach wyczuła woń palonego plastiku. Godzina była jeszcze za młoda, a emocje nadal nie zdążyły się włączyć. W końcu zeszła na dół i spojrzała na wszystko zaspanymi oczyma. Część niej chciała się obudzić.

- Cass... Znowu zapomniałaś ściągnąć "koszulki" z parówki, czy tym razem to coś innego? - zapytała perfekcyjnie spokojnym, zaspanym głosem, leniwie zmieniając punkt, w który patrzyła, by zerknąć na "parówki z musztardą" - Chyba muszę ograniczyć ci dostęp do garnków i płyty indukcyjnej. Albo do całej kuchni. Zrobić ci coś do jedzenia? - zapytała, twierdząc, że te dwie smutne parówki z musztardą raczej nie zaspokoją głodu żadnej z nich.

Dopiero w tej chwili rzeczywistość zaczęła powoli do niej wracać, gdy zbliżała się coraz bardziej do kuchni i widziała czysty chaos spowodowany poczynaniami jej przyjaciółki.

- Cassidy... Gdzie jest rączka od tego garnka...? - zapytała stosunkowo ostrożnie, powoli wycofując się ze strefy zagrożenia, bojąc się nawet odwrócić w tej kuchni. Nawet najdrobniejszy ruch powietrza zdawał się być kuszeniem losu.


RE: USA, Mountainaire, Dom Cassandry - Vaya Vesper - 08-03-2020 21:48




Dumna z siebie i swojego dzieła, z dłońmi wspartymi na bokach czekała na opinię, która...nie spełniła jej oczekiwań. Na twarzy różowowłosej pojawił się trudny do sprecyzowania grymas mieszaniny zawodu, potocznie zwanego żalem, odrobina załamania, bo przecież się starała, kończąc na pospolitym i jakże donośnym prychnięciu, które w normalnych okolicznościach sugerowałoby pospolitego focha. Nic z tych rzeczy. Cassidy skrzyżowała ręce na piersi, pokręciła głową nieznacznie i spojrzała wymownie w sufit.
- Nie, dziękuję, zjem to, co sama przygotowałam.
Prędziutko sięgnęła po talerz, jakąś bułkę, którą naszykowała na tą jakże cudowną okazję i w fartuchu w stokrotki zaczęła się po prostu oddalać nieruchomiejąc w momencie, w którym Cassandra zadała kluczowe pytanie. Odwróciła delikatnie spojrzenie w jej kierunku uśmiechając się przepraszająco, jednak jej słowa wyrażały zdecydowanie coś innego.
- Rączka? To on miał rączkę? - bez względu na odpowiedź ciemnowłosej Cassidy prędkim krokiem zaczęła się oddalać poza zasięg rażenia czegokolwiek, poza zasięg głosu, zasięg wszystkiego, co mogło jej przyjść do głowy. Niczym pies z podkulonym ogonem schowałaby się z tymi dwiema parówkami nawet w szafie...co paradoksalnie zrobiła. Nim Cassandra zdążyłaby się w ogóle zorientować, różowowołosa przemknęłaby korytarzem i tak cicho, jak tylko byłaby w stanie, otworzyła drzwi garderoby nawet nie zapalając w niej światła. Dwie parówki na całą wieczność, którą miała tu spędzić, to zdecydowanie zbyt mało, w poradnikach survivalowych mówili coś o suszonym mięsie i suchym prowiancie. Ciekawe, czy dało się ususzyć parówki, czy smakowałyby jak kabanosy? Chyba powinna o tym pomyśleć wcześniej, albo już teraz zacząć racjonować jedzenie, w końcu miało jej na długo wystarczyć. I nie, żeby Cassidy brała pod uwagę, że ciemnowłosa ją znajdzie, bo przecież po co miałaby iść do garderoby? Tej na dole? Gdzie są kurtki i bluzy? Phi, przecież na zewnątrz było ciepło, miała czas najmniej do zimy, albo chociaż jak się zrobi trochę chłodniej...Chyba tu umrze z głodu, już słyszała, jak jej żołądek śpiewa pieśń swojego ludu tym samym zdradzając jej pozycję.








RE: USA, Mountainaire, Dom Cassandry - Cassandra De La Fuente - 09-03-2020 22:29

Cassandra spojrzała z politowaniem na swoją przyjaciółkę. Wiedziała, że jest raczej dumna, ale wiedziała, a przynajmniej liczyła, że przy tym nie jest totalnie głupia. Sytuacje takie jak ta nieco podważały tą tezę, ale i tak nie wymieniłaby Cassidy na nikogo innego. Spojrzała jeszcze raz na kuchnię będącą śmiertelną pułapką... Ostrożnie podeszła do lodówki i kilku szafek, które były na samych obrzeżach, zabierając z nich kilka rzeczy, układając je sobie na rękach, a następnie... udała się w piżamie do campera, zgarniając jedynie kluczyki gdzieś z boku. Tam też była "Kuchnia", a raczej jej smutny zamiennik, ale przynajmniej tam nic człowiekowi nie spadnie na głowę, gdy będzie próbował wykonywać najprostsze czynności. Przed wyjściem jedynie krzyknęła:

- Jak zgłodniejesz to przyjdź, ale nie przed tym, jak doprowadzisz kuchnię do stanu użyteczności! Będę robiła Quedasille!

Cały plan był spoko... gdyby nie to, że wszędzie poza domem było jednak kurewsko zimno jak na piżamkę. Arizona nie Arizona, o tej porze roku temperatura dupy nie urywała. W Camperze nie było lepiej, ale gdy tylko Cassandra zabrała się za rozgrzewanie patelni i gotowanie, zrobiło się NIECO lepiej.


RE: USA, Mountainaire, Dom Cassandry - Vaya Vesper - 13-03-2020 19:59




Siedząca w śmiertelnej pułapce Cassidy przy akompaniamencie burczącego żołądka i dwóch parówek z musztardą, nasłuchiwała. Nie jak drapieżnik, który gotów był rzucić się na swoją ofiarę w odpowiedniej chwili. To ona była ofiarą. Niczym ta mysz, na którą poluje jastrząb nawet nie drgnęła, musztarda ociekająca z parówki spłynęła jej po palcach, ale różowowłosa nawet nie odetchnęła głębiej. Nasłuchiwała.
Drgnęła, gdy tylko jej uszy wychwyciły magiczne słowa. Quesadilla. Aż jej ślinka pociekła, żołądek zaśpiewał głośniej, dwie, smętne parówki wydawały się nawet przez chwilę zazdrosne, jednak spływająca po palcach musztarda nawet jej nie wzruszyła. Poczekała tylko, aż przyjaciółka się oddali, po czym uchyliła lekko drzwi garderoby. Nie było jej. Odetchnąwszy z ulgą czym prędzej na palcach czmychnęła do kuchni krzywiąc się. No dobra, był trochę bałagan, łolaboga, tragedia narodowa. Wywróciła oczami spoglądając na swoją dłoń całą w musztardzie, na dwie smętne parówki i bułkę. Przecież nie mogło się zmarnować, nie? A że żołądek Cass nie miał sobie równych...
Podkręcając radio głośniej w rytm kolejnej piosenki, w tempie błyskawicznym, sprzątała. Co prawda garnka bez rączki już nie udało się uratować, ale od biedy mógł uchodzić za patelnię przecież. Dumna ze swojego odkrycia tak samo szybko jak robiła bałagan, ogarnęła wszystko wokół zostawiając kuchnię w idealnym porządku. No, mogła nie zauważyć, bo wzrost jej na to nie pozwalał, że na okapie jest ślad po musztardzie, ale kto by się tam przejmował takimi pierdołami?
Prędziutko wyskoczyła na zewnątrz chuchając dwa razy w zimne dłonie, pobiegła do campera i wskoczyła do środka szczerząc się od ucha do ucha. Wyskoczywszy nieco w górę zasalutowała Cassandrze.
- Melduję, że zadanie zostało wykonane!- Nie czekając na jej reakcję podpełzła ruchem posuwistym jednostajnie przyspieszonym do kuchenki, głośno w nozdrza wciągając powietrze wraz z zapachem śniadania - Zamiast ograniczać mi dostęp do kuchni, mogłabyś mnie kiedyś nauczyć gotować... - mruknęła z przekąsem patrząc na to, co zastały jej piękne, ciemne oczy. I nie, żeby była głodna. Jej żołądek ponownie dał o sobie znać, a na twarzy różowowłosej pojawił się rozbrajający uśmiech.







RE: USA, Mountainaire, Dom Cassandry - Cassandra De La Fuente - 13-03-2020 22:32

- I ja, i ty wiemy że już próbowałam. - odpowiedziała Cassandra drugiej Cass. Śniadanie było już gotowe, a na niewielkim stoliku w camperze ułożone trzy talerze, po jednym dla każdej z nich i jeden z Quesadillami na środku, by każda z nich mogła sobie nabrać ile chce. Podczas, gdy Cassidy zaślepiona była widokiem jedzenia, Cassandra przesunęła się w stronę drzwi, szybkim i zgrabnym ruchem zamykając je (pewnie niepostrzeżenie, jako iż różowowłosa nie widzi świata poza jedzeniem) "na klucz" i stanęła opierając się o nie. Narobiła się nad tym jedzeniem, w warunkach "polowych" nic nie było ani tak proste, ani tak komfortowe jak mogłaby to zrobić w domu, gdyby w tym domu znajdowała się niezdezelowana kuchnia.

- Teraz moja droga... Powiedz mi, co stało się z garnkiem i czy coś jeszcze ucierpiało. - ton jej głosu był wręcz przesadnie miły, lecz w tym wszystkim kryła się nuta zagłady i terroru, jakby ktoś w nadzwyczajny sposób miał zacząć tracić palce w przypadku braku kooperacji. Złote oczy wpatrzone były w jej przyjaciółkę. Jedna z jej dłoni powoli, niby od niechcenia powędrowała do jej twarzy, wskazując dwoma palcami najpierw na swoje oczy, a następnie na jej, po czym delikatnie się uśmiechnęła, lecz na krótko.


RE: USA, Mountainaire, Dom Cassandry - Max Herriot - 13-03-2020 23:37

              Ostatnie dni… Tygodnie albo i miesiące, były fatalne. Okropnie, przeokropnie fatalnie. Max nie była w stanie tego wyrazić jak bardzo chciałaby zapomnieć o nich. Punkt kulminacyjny nastąpił wtedy, kiedy się obudziła i zauważyła ciepły laptop obok siebie. Ostatni raz używała go poprzedniego dnia i to po południu. Wyłączyła go i odkładała na swoje miejsce, pod łóżko. Co on robił na łóżku? Spojrzała na okno i znieruchomiała. Jej rośliny stały inaczej niż ona zwykła je ustawiać. Firanka była uchylona, a ona nigdy ich nie uchylała.
              Pomyślała, że może te ostatnie dni ją tak zestresowały, że zapomniała o tym wszystkim. Jednakże faktu, że w kuchni pachniało naleśnikami i nutellą, nie potrafiła już wyjaśnić. Przecież ona nie smażyła nic dzisiaj. Ba, nawet nie umiała smażyć naleśników! W łazience była mokra wanna. Nie pamiętała, żeby brała prysznic? W salonie z kolei gitara leżała na kanapie zamiast na stojaku. Jej ulubiona katana leżała na ścianie na odwrót… Max miała tendencję do odkładania wszystkiego na swoje miejsce. Tu nic nie było na swoim miejscu. Pobiegła do pokoju i szybko otworzyła plik z nagraniami z monitoringu. Krew jej odpłynęła z twarzy, gdy ujrzała, że nie było żadnych z tego dnia. Sprawdziła historię i…
              Obudziła się. Z bólem głowy. Leżała na podłodze, przed sobą miała laptopa. Pamiętała, że chciała sprawdzić monitoring, gdyż absolutnie nic nie pamiętała. Sprawdziła historię, gdzie zobaczyła, że nagrania zostały skasowane dwie godziny temu. Wtedy zemdlała. Ogarniała ją panika, strach, przerażenie. Mieszkanie, jej jedyne miejsce, gdzie czuła się bezpiecznie… Czuła się, jakby odarto ją z prywatności i bezpieczeństwa. Zabrano jej jedyne miejsce, gdzie czuła się bezpieczna. A teraz… Nie czuła się dobrze nawet w własnym mieszkaniu.

Kap… Kap… Kap...

              Drżała. Usta bolały od zaciskania ich w wąskę kreskę. Oczy piekły. Policzki łaskotały, gdy łzy spadały jedna po drugiej na panele. Obejmowała się, wbijając paznokcie w ramiona do krwi. Nie miała żadnego miejsca, gdzie mogłaby się schować. Chciała zniknąć.

              Później potoczyło się bardzo szybko. Max nie do końca orientowała się co się dzieje. Ogarnęła ją panika, że nie kontaktowała się z otoczeniem. Jej rodzice zadzwonili do niej na Skype. Zapomniała, że się z nimi umawiała na rozmowę. Odebrała, mając nadzieję, że chociaż widok rodziców da jej mała namiastkę bezpieczeństwa, której tak jej brakowało. Ci na widok zapłakanej córki zmartwili się, pytali co jest. Co miała do stracenia? Opowiedziała im wszystko. Mogli ją uznać za wariatkę, nie obchodziło jej to już.
              Godzinę później miała spakowaną walizkę i czekała na taksówkę. Rodzice w ekspresowym tempie kupili jej bilet i zorganizowali transport. Z tego wszystkiego wyłapała tylko tyle, że leci do Ameryki. Do ich bliskiej przyjaciółki. W normalnej sytuacji by się zapierała nogami i rękoma, ale w tym przypadku? Nie miała wyboru ani nic do stracenia. Spojrzała na puste miejsce na ścianie. Nie wiedziała czemu, ale poprosiła rodziców o przetransportowanie jej katany do miejsca, gdzie miałaby zamieszkać na czas nieokreślony. Miała przeczucie, że będzie tego potrzebować. O dziwo, nie oponowali. Zgodzili się.

              Taksówka podjechała pod mały, nowoczesny dom. To tu miała mieszkać ta przyjaciółka rodziców… Psychoterapeuta. Tylko jak się nazywała? Nie potrafiła sobie przypomnieć, czy w ogóle jej mówili imię. Z drżącą dłonią pociągnęła za klamkę i wysiadła. Taksówkarz wyjął jej walizkę i pożegnał, odjeżdżając. Została tu… Sama. W obcym kraju. Obce miejsce. Obcy ludzie... Powinna pójść do drzwi… Zapukać. ta kobieta powinna tam na nią czekać.
              Nie ruszyła się. Kurczowo trzymała rączkę walizki a po policzkach znów popłynęły łzy.


RE: USA, Mountainaire, Dom Cassandry - Vaya Vesper - 17-03-2020 17:52



Cassidy wzruszyła ramionami.
- Próbowałaś, ale czy to powód, żeby się poddać? - rzuciła jednym mądrym tekstem i już czuła się lepsza. Nie można było powiedzieć, że nie chciała się nauczyć. Owszem, chciała. Tylko jej po prostu nie szło. Instrukcja napisana w punktach była zbyt skomplikowana, poradniki na YouTube już w ogóle były abstrakcją, a przecież Cass nie była głupia. Potrafiła wiele innych, równie ważnych rzeczy, których teraz konkretnie nie potrafiłaby wymienić, ale nie o to przecież chodziło! Całkowicie zajęta pochłanianiem śniadania, oblizująca palce od spływającego gdzieniegdzie sera, zadowolona jak jeszcze nigdy. Pałaszowanie szło jej całkiem nieźle, nie od dziś ciemnowłosa wiedziała, że żołądek Cassidy ma zdecydowanie większe rozmiary, niż na to wskazywała jej sylwetka.
Dopiero słysząc głos Cassandry, odwróciła ku niej spojrzenie ciemnych oczu gdzieś pomiędzy gryzem quesadilly, a oblizaniem palucha. Wyglądała komicznie, a dołączając do tego uśmiech numer pięć nie sposób było się na nią gniewać. Zaśmiała się krótko, nerwowo.
- Haha... - przełknęła przeżuwany akurat kęs, spojrzała na drzwi, no cóż, nie ucieknie. Spojrzała na okienka, cholera, chyba się nie zmieści, znów na Cass, westchnęła ciężko - Robiłam herbatę... - zaczęła lament potępionych - I oparłam rączkę o czajnik. A że muzyka grała głośno, to nie słyszałam, że gwiżdże, dopiero kiedy zaczęło śmierdzieć... - zakończyła potulnym głosem sugerującym, że naprawdę jej przykro. Bo było. Bardzo przykro. Choć w tej chwili chyba bardziej tego, że nie mogła dokończyć śniadania w ludzki sposób, a kawałek quesadilli stygł jej w rękach. Mimowolnie ciemne spojrzenie powędrowało do drzwi. Nie przejdzie. A może jednak okno?


Tymczasem stojąca na ścieżce prowadzącej do domku Max gdyby tylko spojrzała na drzwi poświęcając im nieco więcej uwagi, dostrzegłaby białą kartkę do nich przyklejoną. Musiała podejść nieco bliżej, by przeczytać zadrukowane tam czarne literki układające się w napis:

Z przyczyn niezależnych ode mnie przez kolejne dwa dni zaczynając od dzisiaj, przebywam na delegacji, wracam pod wieczór. W nagłych wypadkach, proszę o kontakt telefoniczny.

Gdyby spojrzała choć na chwilę na swój telefon, dostrzegłaby, że biedny miał rozładowaną baterię. Nigdzie nie zadzwoni, a gdyby nawet rodzice próbowali się do niej dodzwonić, cóż...od jak dawna był wyłączony? Oczywiście podane były konkretne daty wyjazdu i przyjazdu, tak samo i numer telefonu. Gdyby ktoś "nagle", potrzebował pomoc psychoterapeuty, różne przypadki chodzą po ludziach.
A mówiąc ściślej o przypadkach, jeśli Max nie miała dość dzisiejszego dnia, to za chwilę będzie miała w stu procentach. Zimno. W obcym kraju. Obcym mieście. Mieście, które wyglądało na zamieszkałe, ale może nieco opustoszałe. Mieście, które było spokojne, koiło nerwy cichym szumem wiatru pomiędzy drzewami w zadbanych ogródkach. Ciszą i...
- Hau! Hau! Hau!
Szczekaniem psa? Zdążyła się tylko odwrócić widząc jak wielki, ciemnobrązowy bernardyn wpada na nią z siłą tarana przewracając na ziemię. Max usłyszała czyjś donośny głos z oddali, wołający chyba "HARRY! HARRY! FUJ!". Nim odzyskała całkowicie widoczność wpierw poczuła coś mokrego na twarzy, wielkie cielsko otaczające ją z każdej strony, wołający, męski głos zdawał się zbliżać z każdą kolejną sekundą.


Obie Cass tymczasem mogły usłyszeć gdzieś z zewnątrz ujadanie psa, które zdążyły już poznać przez ten czas.
- Harry chyba kogoś znowu dorwał u Pani Muffin. - zauważyła spoglądając w tamtą stronę przez ściankę campera.
Oczywiście psychoterapeutka tak się nie nazywała, ale zdaniem różowowłosej kobiecina wyglądała po prostu jak babeczka. Czekoladowa. Zaśmiała się do własnych myśli w tej chwili przejawiając nieco większe zainteresowanie Harrym, niż tym, że prawdopodobnie zaraz dostanie opierdziel za garnek.




RE: USA, Mountainaire, Dom Cassandry - Cassandra De La Fuente - 17-03-2020 18:59

Cassandra wysłuchała tłumaczenia Cassidy, po czym złapała się za głowę.

- Cass, wiesz, że cię bardzo lubię, ale...(klik) serio?! Naprawdę?! Nie dałabym rady zrobić tego nawet, jeżeli bym próbowała! Miałaś jedną cholerną rzecz do zrobienia w tej kuchni i zjebałaś garnek innym garnkiem?! - na czole Cass wyskoczyła drobna żyłka, gdy dosłownie wydarła się na swoją współlokatorkę. Dopiero gdy usłyszała szczekanie psa wzięła głębszy oddech, spojrzała na różowowłosą, spojrzała na jedzenie i powiedziała krótko:

- Zostaw coś dla mnie i... potencjalnie kogoś jeszcze. Nie będę kazała nikomu stać na zimnym Bóg wie ile czasu. Idę sprawdzić kto przyjechał. - wzięła kolejny głębszy wdech, żyłka z czoła ustąpiła. Otworzyła drzwi od campera i po prostu wyszła zobaczyć, kogo tym razem przytulił Harry.

Poszła i zobaczyła. Biedactwo. Dziewczyna wyglądała, jakby nikt jej nie karmił. Podbiegła do niej i do Harrego, ściągając z niej psa jeszcze zanim właściciel zdołał się przy nich pojawić.

- No hej. - zaczęła, uśmiechając się do dziewczyny, próbując nieco rozluźnić atmosferę - Jak widzisz... chyba z twoją wizytą miało miejsce drobne nieporozumienie... - jej uwaga została odwrócona, gdy pojawił się przy nich właściciel psa.

- Panie Stevenson, ja wiem, że Harry jest tulaśny, ale może kiedyś komuś zrobić krzywdę... Może Pan chociaż zamykać furtkę? Proszę? Biedna dziewczyna pewnie przestraszyła się na śmierć. - w tonie jej głosu nie było żadnej negatywnej emocji, jedynie grzeczność i prośba. Znała Pana Stevensona nie od wczoraj, wiedziała, że jest całkiem w porządku, ale nieraz trzeba było pomyśleć za niego. Po tym jak już "oddała" piesa właścicielowi, wyciągnęła rękę w stronę leżącej dziewczyny, by pomóc jej wstać.

- Mam na imię Cassandra, masz gdzie zostać? Widzę, że przyjechałaś z walizkami. - ponownie uśmiechnęła się do dziewczyny, przymykając nieco oczy i przechylając sympatycznie głowę, tym razem podając jej rękę na powitanie.


RE: USA, Mountainaire, Dom Cassandry - Max Herriot - 18-03-2020 19:56

              Max, pomimo swojego stanu, miała małą nadzieję, że będzie już lepiej. Tymczasem życie miało dla niej zupełnie inne plany i kiedy myślała, że gorzej już być nie może, przekonała się, jak bardzo się myliła… Pocieszała ją myśl, że na lotnisku czy z dojazdem nie było problemów. Przeczytałą tą kartkę kilka razy i pociągnęła nosem. Musi tylko tam zadzwonić. Zadzwonić potem do rodziców, by dostać się do jakiegoś hotelu na czas nieobecności Pani Brown. Wyjęła telefon i… Nic. Nie reagował. Bateria padła. Nie pomyślała o tym, by naładować go przed wyruszeniem… I tak jak zawsze przy sobie miała powerbank, tak tym razem oczywiście go nie spakowała.
              Oparła czoło o drzwi. Dlaczego to musiało się przydarzyć właśnie jej? Nawet nie miała sił płakać. Czuła się bezsilna. Sama, w obecnym mieście, bez kontaktu z resztą świata i rodziną. Ma położyć się na wycieraczce i tu spać do czasu, aż ona przyjedzie?
              Jej przemyślenia przerwał odgłos szczekania. Włosy się jej zjeżyły i odwróciła się, tylko po to by ujrzeć wielki pysk z równie wielkim językiem tuż przy twarzy. Przewróciła się na plecy, czując ból w nich i ogromny ciężar na sobie. Szczekający niedźwiedź? Nie, one nie miały dużych języków…
              Nie miała możliwości jakkolwiek się bronić, więc po prostu modliła się o to, by właściciel zdjął te bydle z niej lub on sam się znudzi. Na szczęście długo nie musiała czekać. Ujrzała ciemnoskórą dziewczynę. Była bardzo wysportowana i miała całkiem przyjazną, sympatyczną aparycję. Bydlę, które okazało się być bernardynem oraz mężczyznę, prawdopodobnie właściciel psa.
              Przyjęła rękę dziewczyny i wstała z jej pomocą. Wymamrotała pod nosem coś, z czego można było wyłapać tylko “kuję”. Wlepiła spojrzenie w swoje trampki, by nie pokazywać swojej zapłakanej twarzy i czerwonych oczu. Pociągnęła nosem i pokiwała głową, gdy ta się przedstawiła. Na pytanie, czy ma gdzie zostać, zawahała się z pytaniem. Ostatecznie w końcu pokręciła głową, gniotąc skrawek płaszcza. Kątem oka ujrzała dłoń podaną na powitanie - odwzajemniła je, choć jej uścisk był słaby.


RE: USA, Mountainaire, Dom Cassandry - Vaya Vesper - 27-03-2020 20:33



Cassidy zrobiła potulną minę, skurczyła się w sobie, zaprezentowała tak dobrze znany Cass uśmiech numer dwa przepraszam, że żyję i choć wciąż się uśmiechała, to w ciemnym spojrzeniu widać było, że naprawdę jest jej przykro. Powiedziałaby, że jej odkupi ten cholerny garnek, zresztą tyle rabanu robiła, jakby jej kto podprowadził cały zestaw wart tysiące dolarów, a nie jeden, mały garnuszek, który od biedy mógł robić teraz za patelnię. Trzeba było patrzeć na plusy, nie spaliła w końcu domu, nie? Dobrze, że miały indukcję.
Uniosła nieco brew słysząc jej kolejne słowa, ale jedynie skinęła głową odprowadzając przyjaciółkę wzrokiem. Dopiero gdy została sama, poważnie zaczęła rozważać, czy to jest ten moment, w którym daje dyla. Spojrzała na quesadillę...nah. Kończąc trzymany w dłoni kawałek ruszyła do jednego z okienek campera, akurat tego, które wychodziło na stronę domku pani Muffin. Odchylając nieco wiszącą tam zasłonkę przez okienko obserwowała dziejące się tam cuda.

Harry, pies wielkości cielaka, radośnie merdając ogonem na boki, szczekając z uwielbieniem mimo wszystko został odciągnięty, a leżąca na betonie dziewczyna uratowana. Już po chwili pojawił się przy nich zdyszany, zziajany Pan Stevenson. Mężczyzna nie miał co prawda na sobie marynarki, a jego włosy wskazywały na zbyt krótki czas ich układania tego poranka, dobrze, że zdążył wciągnąć na cztery litery spodnie, bo wyglądał co najmniej tak, jakby Harry swoim wybrykiem przerwał mu jakąś bardzo ważną czynność. Kabel od słuchawek zwisał smętnie niepodłączony właściwie do niczego, najwidoczniej reszta została w domu.
- Najmocniej przepraszam... - rzucił już z kilku metrów zatrzymując się obok Cass i łapiąc za obrożę bernardyna odciągnął go nieco dalej - Harry nie zrobiłby krzywdy, bardzo przepraszam...a furtka była zamknięta, skubaniec wyłamał szczebelki w płocie i poszedł na spacer... - Mężczyzna spojrzał raz jeszcze na drugą z dziewczyn i uśmiechnął się nieśmiało, przepraszająco - Mam nadzieję, że nic się nie stało. Jeśli tak, Cassandra wie, gdzie mnie znaleźć, zabieram Harry'ego i zmykam...
Jak szybko się pojawił, tak szybko zniknął ciągnąc za sobą bernardyna. Raz czy dwa odwrócił się ku nim, jakby się bał, że zaraz go zawołają. Już z oddali obie słyszały jego słowa "Co ty sobie myślisz? Zwariowałeś?". I kto tu tak naprawdę zwariował?

Tymczasem wewnątrz campera Cass spoglądała na dziewczyny przez okienko nawet się nie ukrywając, a jeśli na nią spojrzały, pomachała im dłonią, w której wciąż trzymała quesadillę.




RE: USA, Mountainaire, Dom Cassandry - Cassandra De La Fuente - 30-03-2020 19:33

- W takim razie zapraszam Cię do nas. Ja i moja przyjaciółka mieszkamy o tutaj zaraz obok. - Cassandra pokazała ręką na swój dom - Nie będę teraz kazała Ci marznąć, wymyślać jakieś cuda-niewidy lub chodzić od drzwi do drzwi szukając pomocy. Akurat jemy śniadanie, tak więc dobrze się składa. Jak masz na imię? - dziewczyna mówiła wszystkie te słowa pozytywnym tonem, który mógł nawet motywować do ruszenia się z miejsca i zrobienia czegokolwiek. Położyła dłoń swobodnie na rączce rękawiczki, drugą wyciągając w stronę Max po raz kolejny, licząc, że ta za rękę da zaprowadzić się do jej przyszłych sąsiadek.

- Nie martw się Harrym. Raczej nie wychodzi dalej, niż na ulicę, jeżeli wychodzi już samodzielnie na spacer. Kochana klucha, czasami nawet zbyt tulaśna, jak sama byłaś w stanie stwierdzić. Ogólnie okolica tutaj jest BARDZO spokojna. - Co prawda to prawda, ale sama Max powinna była być w stanie stwierdzić, że prócz psa i jego właściciela, którzy już zniknęli z ich oczu, ulice były prawie totalnie martwe, słychać było szum liści i śpiew ptaków.

Jeżeli dziewczyna zdecydowała się zgodzić na ofertę Cass i pójść z nią do domu, Cassandra chwyciłaby mocniej rączkę, a następnie korzystając z kółek walizki pociągnęła ją za sobą, nadal trzymając Max za rękę. Stanęłaby z nią dopiero przed drzwiami, po czym zawołała do drugiej Cass:

- Cass, weź jedzenie i chodź do domu! Mamy gościa, nie będziemy jej kazać siedzieć w camperze! - zanim padły te słowa Cassandra wychyliła się nieznacznie tak, by jej słowa mogły łatwiej paść za róg budynku. Po tych słowach Cassandra spróbowała otworzyć drzwi, po czym pacnęła się w czoło. Przecież obie wyszły z budynku tylnymi, przeszklonymi drzwiami od strony kuchnii. Trzeba było więc trzeba obejść cały dom, zanim można było wejść.


RE: USA, Mountainaire, Dom Cassandry - Max Herriot - 03-04-2020 14:50

              Max słuchała dziewczyny, ale nie odważyła się podnieść głowy, by choć na chwilę spojrzeć. Wstydziła się swoich łez, zarumienionych policzków i czerwonych oczu. I zasmarkanego nosa. Znów nim pociągnęła. Ta osoba była sympatyczna, Max było jakoś... Lżej na duszy, gdy była w jej towarzystwie, chociaż jej nie znała. Wygrzebała z kieszeni paczkę chusteczek i wysmarkała się. Odszukała wzrokiem kosza, ale nigdzie w pobliżu nie było. Wcisnęła zmięty papier do torby. Została zapytana o imię, ale nie była w stanie wydusić z siebie słowa. Miała nadzieję, że Cassandra nie będzie naciskać. Gdy ta podała jej dłoń, Max zawachała się. Czy miała jakiś wybór? Podała jej swoją drobną i wychłodzoną dłoń.
              Bez słowa pozwoliła się dziewczynie prowadzić. Zawołała... Cass? Druga osoba o tym samym imieniu czy może Max nie dosłyszała imienia swojej nowej koleżanki? Nie miała odwagi zapytać, więc po prostu stała w milczeniu ze spuszczoną głową. Snuła się jak cień Cassandry. W domu, gdyby zaoferowano jej usiąść, skinęłaby delikatnie głową i usiadła na wskazanym miejscu. Czuła, że miała gulę w gardle i póki co, wolała na wszelkie pytania odpowiadać kiwaniem bądź kręceniem głowy. Oby tylko nie zasypały jej pytaniami i by nie naciskały... Oddychała głęboko.


RE: USA, Mountainaire, Dom Cassandry - Vaya Vesper - 07-04-2020 10:56



- Iiiiiidęęęęęęę! - wpierw obie usłyszały wołanie z campera, nim w ogóle dostrzegły zbliżającą się postać. Musiały okrążyć dom z jednej strony, by dostać się przez przeszklone drzwi do środka. Uchylone nieco wpuszczały świeże powietrz, choć swąd palonego plastiku, delikatny, wciąż unosił się w wokół niczym kożuch na mleku.
Gdy tylko przeszły przez próg kuchennych drzwi dobiegły ich czyjeś pospieszne kroki. Max ledwo zdążyła usunąć się z toru kolizyjnego, gdy zamykając za sobą szybko drzwi, trzymając w dłoniach talerz z quesadillami, opierając się o szkło pojawiła się Cass. Albo ta pierwsza, jeśli źle zrozumiała imię, albo druga? Już od progu uśmiechała się szeroko szybko podchodząc do kuchennego blatu, na którym postawiła talerz.
- No hej! - różowowłosa dziewczyna wyciągnęła przyjacielsko dłoń w stronę Max - Jestem Cassidy, a ty?
Wydawała się być całkiem miła, trochę postrzelona już na pierwszy rzut oka, a sądząc po kolorze włosów nawet i nie trochę, całkowicie bezpośrednia, nieskrępowana obecnością obcej osoby w domu.
- Hmmm... - spojrzała na talerz ze smutnymi quesadillami - Może to trochę podgrzeję? Na zimno też jest dobre, ale w końcu mamy mikrofalę, nie? - i nie czekając na czyjąkolwiek reakcję ujęła talerz w dłonie maszerując w kąt kuchni, gdzie na szafce stała mikrofala. Najwidoczniej nie widziała w tym niczego dziwnego, choć Cassandra na pewno zaraz ją powstrzyma - Co tu robisz, hm? Przyjechałaś do pani Muffin...em...do pani Brown? - poprawiła się od razu śmiejąc się pod nosem, spoglądając na Cass kątem oka. Przez myśl nawet jej przemknęło, że może nie powinna się dotykać urządzeń kuchennych, ale przecież potrafiła obsługiwać mikrofalę, nie?
Kuchnia była połączona z salonem przechodzącym w poprzek domu korytarzem, przy kuchennej wyspie stało kilka stołków barowych, na których przynajmniej czekając na posiłek można było usiąść. Korytarz przechodził płynnie w część jadalną po prawej, stół z kilkoma krzesłami, parę roślinek na parapecie, po lewej zaś część salonowa, ładna, z całą pewnością wygodna kanapa, telewizor na ścianie, jakaś konsola. Wszystko schludne, nowoczesne i zadbane. Oczywiście gdyby wejść do pokoju Cassidy, można byłoby się zabić już na samym wstępie, jednak w pozostałej części domostwa był utrzymany porządek. Cassandra nie znalazłaby w kuchni nawet jednej plamki świadczącej o tym, że jeszcze jakiś czas temu było tu pobojowisko. Gdyby tylko nie ten zapach, który jeszcze nie zdążył wywietrzeć...






RE: USA, Mountainaire, Dom Cassandry - Cassandra De La Fuente - 07-04-2020 13:44

Gdy tylko różowowłosa wparowała do pomieszczenia z zimnym jedzeniem, Cassandra spoglądała na nią z nutką niepokoju. Nie wiedziała, co właśnie miało się odjebać. Z Cassidy nigdy nic nie było wiadomo. Ona nauczyła się z tym jakoś radzić, ale nowa, przerażona na śmierć dziewczyna? Cassidy przyczyni się do jej śmierci pośrednio lub bezpośrednio prędzej czy później.

- Cassidy, nie dotykaj proszę kuchni. Ja się tym zajmę. Ty z nią zostań. - w życiu były rzeczy ważne i ważniejsze. Po co tracić trzy życia, jak można stracić tylko jedno. Wzięła talerz od swojej przyjaciółki, najpierw wyciągając z niego widelec. Tak, metal nie lubi się z mikrofalówkami. - Usiądźcie przy stole, zaraz rozłożę wam talerze. Lubisz Quedsadille? - ostatnie pytanie było skierowane do nowej dziewczyny, która tak właściwie mogła w ogóle nie lubić jedzenia, które miała jej zaserwować. - Mogę ci zrobić coś innego, jeżeli nie. - w momencie gdy wypowiadała te słowa, właśnie wrzucała jedzenie do mikrofalówki by je odgrzać.

Jeżeli Max nie zdecydowała się na nic innego, wróciła z trzema czystymi talerzami do stołu i oczywiście podgrzanym daniem i usiadła z nimi do stołu. Jeżeli nie, to po położeniu jedzenia zapytałaby, na co miałaby ochotę po czym zabrała do gotowania.


RE: USA, Mountainaire, Dom Cassandry - Max Herriot - 08-04-2020 22:19

              Max się skrzywiła, gdy poczuła swąd plastiku, ale nic nie pytała. Podeszła do niej druga dziewczyna i przedstawiła się jako Cassidy. Stąd Cass... i Cass. Kącik ust Max mimowolnie lekko się uniósł, ale żadna z zebranych osób nie mogla tego dostrzec. Nastolatka odwzajemniła uścisk dłoni i tylko pokiwała głową. Później się przedstawi... Pociągneła znów nosem i starła łzę z policzka. Na pytanie, czy przyjechała do pani Brown, potaknęła głową.
              W brzuchu jej zaburczało, gdy Cass odebrała talerz od Cass. Już jakiś czas nie jadła i była głodna. Gdy Cassandra zapytała ją o Quesadille, energicznie pokiwała głową, jej burza wlosów zatańczyła we wszystkie strony. Nie dość, że była głodna, to akurat bardzo lubiła te danie.
- N..Nie. Nie trzeba. - Chrząknęła w zaciśnietą pięśc i spojrzała na dziewczyny. Była już spokojniejsza, acz jej czerwone oczy zdradzały ją. - Jestem... Max.
              Szybko spuściła głowę i zarumieniła się. Obie były ładne... Tylko ona taki chuderlak ze smutną minę. Jak ona mogła być w tym momencie jakkolwiek ładna, a już w szczególności wśród nich? Gdy dostała talerz z daniem, cicho życzyła "smacznego" i zabrała się za jedzenie.


RE: USA, Mountainaire, Dom Cassandry - Vaya Vesper - 12-04-2020 14:19



Cassidy niekoniecznie z wdzięcznością, ale z grymasem na twarzy sugerującym delikatną frustrację brakiem wiary w jej umiejętności obsługi urządzeń domowych, oddała talerz Cassandrze i wzruszyła ramionami uśmiechając się szeroko.
- Dobra, dobra... - uniosła ręce do góry uznając, że nie pora była na sprzeczki. Zresztą, Cassidy jakoś nigdy nie lgnęła do konfliktów, zawsze starała się wszystko obrócić w żart z lepszym bądź gorszym skutkiem. Machnęła dłonią w kierunku Max wskazując jej stół kawałek dalej, sama zaś usiadła po jego lewej stronie, na skraju zostawiając pozostałe miejsca wolne. Wsparła podbródek na dłoniach, przechyliła głowę lekko na bok - Hej, nie przejmuj się. Pani Brown na pewno niedługo wróci, może powinnaś do niej zadzwonić? Masz telefon, nie?
Cassidy była otwarta, ciepła i całkowicie pozbawiona typowo ludzkiego odruchu, który nakazywał traktować nowopoznaną osobę jako kogoś...nowego. Większość ludzi starała się trzymać dystans, w końcu nigdy nie wiadomo kto siedzi po drugiej stronie stołu, jednak Cass zdawała się mieć to kompletnie gdzieś.
Dostrzegając natomiast quesadille różowowłosa aż klasnęła w dłonie sięgając po kolejny kawałek. Całe szczęście Cassandra wiedziała, ile potrafi wchłonąć przyjaciółka, dlatego taka ilość z całą pewnością wystarczy na nie trzy.
- Smacznego! - zakrzyknęła wgryzając się w ciepły kawałek już po chwili tego żałując. Momentalnie zrobiła głupią minę, zaczęła wachlować dłonią to, co już miała w buzi, w drugiej dłoni wciąż trzymając resztę wstała ze swojego miejsca - Gooohonheeee! - pożaliła się zmierzając do kuchni, przeżuwając to, czego już nie wypadało wyjąć, a kiedy wreszcie udało jej się wygrać tą nierówną walkę, odetchnęła głośno - Uuuuf! Kto ma ochotę na sok?
I właściwie nie czekając na odpowiedź sięgnęła trzy szklanki w jedną dłoń, pod pachę chwyciła butelkę soku pomarańczowego, wróciła z tym wszystkim do stolika w zębach trzymając kawałek quesadilli, rozlała do każdej sok i popijając go usiadła na swoim krześle.
- Pani Brown to twoja rodzina? - rzuciła bez ogródek właściwie chyba dopiero po fakcie orientując się, że przecież pani Muffin była psychologiem, może nie powinna była o to pytać? Dlatego zaraz skrzywiła się, jakby ugryzła się w język i machnęła dłonią żywiołowo - Właściwie bez różnicy, powiedz lepiej czym się zajmujesz, hm? Uczysz się gdzieś? Pracujesz?
Cassidy chyba nie miała zamiaru się zamknąć, godnym uwagi był fakt, że potrafiła jeść i rozmawiać jednocześnie i nie miało się wrażenia, że mówi z pełnymi ustami. Chyba pochłaniała wszystko jak odkurzacz, nie było innej możliwości.





RE: USA, Mountainaire, Dom Cassandry - Max Herriot - 14-04-2020 21:42

              Max już miała wgryźć się, kiedy zobaczyłą, jak Cass wachluje sobie jedzenie w buzi. Bez słowa odłożyła quesadille na talerz. Wzięła szklankę soku od niej, dziękując i wypiła łyk. Z tego wszystkiego nawet nie zwróciła uwagi, że jej zaschło w gardle. Wypiła kolejne łyki, aż opróżniła szklankę w ekspresowym trybie. Czknęła i zakryła usta, rumieniąc się. Za szybko się napiła.
- Przepraszam. - Szepnęła i znowu czknęła. - Mam telefon... Rozładowany.
              Przypomniała sobie, że musi przecież go naładować. Wstała i podeszła do torby, wyciągajac ładowarkę. Następnie, czkając, zapytała czy może skorzystać z gniazdka. Podłączyła smartphone i włączyła go, by sprawdzić sms'y i połączenia. Trafiła na numer podpisany Matt... Przechyliła głowę, nie potrafiąc sobie przypomnieć kim był ten gość i skąd w ogóle miała jego numer. Połączenie od niego dochodziło z okresu czasu, którego Max kompletnie nie pamiętała. Potrząsneła głową i bez wahania skasowała numer. Po co jej w książce telefonicznej, skoro nawet nie wie do kogo on należy? Odczytała sms'y, między innymi ten od rodziców, którzy pisali, że załatwili jej noclej w pobliskim hotelu oraz od Pani Brown. Przepraszała za sytuację. Odpisała im, że wszystko w porządku i pogadają później. Odłożyła telefon na szafkę i wróciła do stołu.
- Ja... - Zaczęła, wstrzymując oddech. Odetchnęła z ulgą, kiedy Cass zmieniła temat. - Studiuję... Automatykę i robotykę. Zawsze kręciły mnie tego typu rzeczy. Technologia jest obecnie... Niecały krok od magii.
              Nie mogła się wyzbyć wrażenia, że już odpowiadała na to pytanie dziś. Przetarła czoło, wzdychając. Co się z nią działo? Sięgnęła po jedzenie, już zdążyło wystygnąć na tyle, by móc wziąć pierwszy kęs. Gdy przeżuła, delikatnie się uśmiechnęła do dziewczyn.
- Dobre. A wy... Czym się zajmujecie? Jesteście... - Przyjrzała się każdej z osobna. Nie były podobne...- Siostrami? - dokończyła niepewnie.


RE: USA, Mountainaire, Dom Cassandry - Cassandra De La Fuente - 16-04-2020 17:30

Cassandra uśmiechnęła się do Max, kiedy ta pochwaliła jej jedzenie, a następnie zaczęła czkać. Brzmiała jak króliczek. W sumie to ciężko było się nie śmiać. Wstała, by pokazać Max gniazdko, a sama podeszła do głośnika bezprzewodowego, by go włączyć, a następnie puścić losowy utwór z playlisty.

- Grubo. Czyli tak bardziej w praktyce, jakieś plany na przyszłość? Chyba jedyne roboty jakie mi się tak naprawdę kojarzą są przy liniach produkcyjnych. - odpowiedziała, słysząc na jakim kierunku studiuje dziewczyna - Ja chyba nie miałabym do tego głowy. - zaśmiała się na końcu wypowiedzi, po czym usiadła z powrotem do śniadania. Nałożyła sobie jedną Quedsadillę, nalała sobie soku, po czym zabrała się do jedzenia. W przerwie między kęsami odpowiedziała Max na jej kolejne pytanie.

- Trochę biegam, trochę pomagam innym biegać, trochę innych rzeczy. - odpowiedziała zgodnie z prawdą, jednak nie mówiąc wszystkiego. Po co miała teraz dostarczać dodatkowego stresu czy spin dziewczynie, która i tak miała dość? Niech się rozluźni, odstresuje. Po kolejnych słowach Max nie wytrzymała i buchnęła śmiechem - A ten pomysł to skąd ci się wziął? Nieee. Jesteśmy przyjaciółkami. Znamy się... prawie od zawsze. - powiedziała, spoglądając na Cassidy.