Bleach OtherWorld PBF
USA, Burnsville, Apex (zniszczone) - Wersja do druku

+- Bleach OtherWorld PBF (http://www.bleachow.eu)
+-- Dział: Świat Żywych (/forum-6.html)
+--- Dział: Reszta Świata (/forum-39.html)
+---- Dział: Ameryka Pn. (/forum-62.html)
+---- Wątek: USA, Burnsville, Apex (zniszczone) (/thread-1382.html)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10


USA, Burnsville, Apex (zniszczone) - Vaya Vesper - 31-07-2018 10:00

[Obrazek: XRsPUKY.jpg]

"Burnsville to niewielka miejscowość parę mil na wschód od Apex. Swego czasu nie wyróżniała się właściwie niczym pośród pomniejszych miejscowości w tych okolicach, na tych kilkadziesiąt domów funkcjonował jeden sklep spożywczy, jeden tartak połączony ze składem materiałów budowlanych, dawno temu funkcjonowała tu również dość żywa sprzedaż lawendy, której pole rozciągało się parę mil na północ od ostatniego domu w okolicy. Po śmierci właściciela, bezdzietnego seniora, nikt nie przejął interesu, a kwiaty zdziczały mimo wszystko dodając walorów estetycznych okolicy. Ludzie wiedli tutaj spokojny, sielankowy żywot do czasu przejścia przez miasteczko tornada kilkanaście lat temu. Burnsville zostało całkowicie opuszczone, zniszczonych domostw nigdy nie odbudowano, nie posprzątano nawet właściwie po krwiożerczym żywiole niszczącym wszystko na swojej drodze. Mieszkańcy Burnsville, dość przesądni ludzie, nie wrócili już do miejsca zniszczonego przez domniemane tornado, ponieważ tylko oni jedni wiedzieli, że to, co zniszczyło ich domy nie było dziełem matki natury."


Pomimo że każde z nich ruszyło do tego miejsca w zupełnie innym celu, kierując się odmiennymi wartościami, to finalnie w dość dużej grupie znaleźli się we wnętrzu samolotu zmierzając do miejsca wybranego przez nich jako potencjalnego pobytu Marie. Czy mieli rację? Przez całą drogę samolotem, trwającą zaledwie około piętnastu minut, wydawało im się, że mają rację. Mieli czas na rozmowę między sobą, napicie się drinka, jeśli ktoś miał ochotę. Josh, Alex i Chloe usiedli blisko siebie i choć nie rozmawiali, można było odnieść wrażenie, że sama ich wzajemna obecność wpływa na nich kojąco. Wcześniejsze słowa Ieyasu wywołały delikatny uśmiech na bladej twarzy czarnowłosego, skinął mu tylko głową, ale nie odezwał się. Josh siedzący najbliżej czerwonowłosego Fullbringera poprosił po drodze o streszczenie planu ich działania, jeśli taki był. Alex odpowiadał na pytania, jeśli takie zostały mu po drodze zadane, wskazał również cel ich wyprawy, jednak wydawało się, że nie jest pewien tego miejsca. Im byli bliżej, zdawał się być coraz bardziej blady, jeśli to było w ogóle możliwe. Przed samym lądowaniem wyglądając przez niewielkie okienka można było dostrzec zbliżającą się wioskę, całkowicie opuszczoną, trochę zarośniętą zupełnie tak, jakby po katastrofie nikt się tutaj nie zbliżał. Sarny czmychały w popłochu, kiedy samolot zniżył lot osiadając gładko na większej połaci zieleni tuż przed samymi zabudowaniami. Z lotu ptaka widzieli doskonale, którędy przeszło tornado, choć wiedzieli doskonale, że tornado to nie było dziełem natury.
Jako pierwszy z samolotu wyłonił się Alex, zawahał się zaledwie chwilę na szczycie schodków, dopiero po chwili stawiając każdy kolejny krok, jakby wkraczał wprost do paszczy lwa. Tuż za nim ruszyli Chloe i Josh, trójka zaś zatrzymała się parę metrów od metalowego ptaszyska, któremu zawdzięczali szybką podróż do tego miejsca. Nikt się nie odzywał, spojrzenia mimowolnie umykały do pozostawionych w nieładzie zniszczeń, nawet z tej perspektywy widać było ślad tornada prowadzący przez miejscowość niczym namalowana destrukcyjnym pędzlem ścieżka. Dopiero kiedy na zewnątrz pojawiła się reszta, Alex zwrócił się do nich.
- Nie jestem pewien, czy to był dobry pomysł. Ludzie nigdy tutaj nie wrócili, uważali i pewnie wciąż uważają, że to, co się tutaj stało, to była kara boska. Zawsze byli przesądni, nikt tutaj nie wrócił, nawet nie wysilili się, żeby posprzątać... - dodał cicho spoglądając na znajdujące się nieopodal budynki. Wokół było cicho, ale nie była to śmiertelna cisza, brak ludzkich głosów, warkotu porzuconych samochodów sprawiał, że do ich uszu docierał śpiew ptaków, brzęczenie owadów, szum wiatru w wysokiej trawie, pośród której stali. Domy zaczęły zarastać, pozostawione samopas przydomowe ogródki przypominały bardziej busz lub wnętrze Tajemniczego Ogrodu, gdy ktoś im zostawił uchyloną furtkę. Mimo walorów estetycznych tego miejsca, czarnowłosy wydawał się spoglądać na nie niczym na jeden z najgorszych koszmarów, skoro jednak przyleciał tutaj z nimi, a oni ofiarowali się pomóc, kim byłby, gdyby teraz dał się ponieść emocjom i stchórzył? Uśmiechnął się blado - Dziękuję wam za waszą pomoc, jeśli nie chcemy...jeśli nie chcecie niczego ustalić teraz, proponuję się trochę rozejrzeć. Nie wiem dokładnie czego szukać, ale na waszym miejscu, jeśli Marie tutaj jest, miałbym się na baczności... Możemy się podzielić na grupy, w ten sposób zbadamy większy obszar?
Mimo ostrzeżenia w jego głosie, wydawało się, że prócz nich, nikogo tutaj nie ma. I nie było przynajmniej od kilkunastu lat. Czarnowłosy zaczekał chwilę na nich chcąc ustalić jakiś plan działania, bo jeśli Marie nie wyskoczy na nich, gdy tylko ich zobaczy, poszukiwania będą przypominały szukanie igły w stogu siana. Nic nie wskazywało na czyjeś mordercze intencje wiszące gdzieś w powietrzu, próżno było również szukać pobliskiej energii duchowej, bo prócz tej niewielkiej grupy i fauny tego miejsca, nie było tutaj nikogo żywego.


Ukryta informacja dla Lena hawkLena tuż po lądowaniu nagle poczuła, jak jej telefon wibruje oznajmiając, że dostała kolejną porcję informacji. Wysłany wcześniej SMS sprawił, że urządzenie umilkło na całą podróż, teraz jednak mogła się przekonać, że cierpliwość naprawdę jest złotem.
"Lilly Menuit i Fibonacci Monatro nigdy nie wzięli ślubu, a przynajmniej nie zostały po tym żadne wpisy. Ostatnim jakimkolwiek wpisem jest akt zgonu ze szpitala we Francji. Zamieścili tam datę i godzinę śmierci, ale żadnej przyczyny. Każdemu może zdarzyć się pomyłka, ale pogrzebałem trochę w połączeniach Fibonacci'ego i zgadnij, gdzie dzwonił jeszcze przed dwoma laty? Do Francji. Do niejakiej Lillianne Lacroix, zbieg okoliczności? Oczywiście od tamtej pory nie było żadnych połączeń, właściwie oba numery zniknęły z sieci, ale znalazłem coś ciekawego. Lilly Menuit była poszukiwana we Francji kilkoma listami gończymi, chodziło o kradzież biżuterii, drogiej biżuterii. Poszperam jeszcze trochę, ale myślisz o tym samym, co ja? Wysyłam ci zdjęcie sprzed dwóch lat panny Lacroix aka Menuit. To naprawdę porąbane."

Cleo, Elizabeth, Fibonacci, Lilly


//P.S. Ogłoszenie parafialne:
Nie ma kolejki, możecie opisać co się działo w samolocie, jeśli macie chęć

Deadline: 03.08 do końca dnia

Alex, Chloe, Josh

Ichinose - 1 akcja bonusowa
Ieyasu - 1 akcja bonusowa
Herman - czyste konto
Lena - 1 akcja bonusowa
Reisa - 1 akcja bonusowa + 1 akcja karna
Sachi - 1 akcja bonusowa
Tora - 1 akcja bonusowa + 2 ostrzeżenia = 1 akcja karna



RE: Burnsville, Apex (zniszczone) - Lena Hawk - 31-07-2018 20:21

Ojej... Sam nie dałbyś rady mnie zaspokoić, że potrzebowałbyś osobę do pomocy? Wybacz, ale w kwestiach łóżkowych nie umiem podzielać uwagi i nie lubię dzielić się partnerem.
              Odpowiedziała do Zaruby, chociaż patrzyła się gdzieś w dal. Dziwnie by się czuła, gdyby patrzyła na Hermana. Następnie odezwała się Reisa i tak jak Lena przewidziała - Ichinose odpowiedział na jej słowa w swój sposób. Parsknęła cicho pod nosem, nie odzywając się. Tak samo nic nie powiedziała na temat tajemniczego mężczyzny, który ponoć przełączał kanały w TV Ren’a. Wytłumaczenie co miał na myśli nie było do jej szczęścia potrzebne. Puściła go, by ruszyć do samolotu, gdzie usiadła na wygodnej kanapie.
              Gdy jej proponowano szkocką, Lena odmówiła, prosząc o szklankę wody, jeśli byłaby taka możliwość. Wypiłaby ją niemalże od razu, bo poczuła jak jej się robi sucho w gardle. Obok niej siedział Ichinose a po drugiej stronie przysiadła się Reisa. Jej słowa nieco zaskoczyły Lenę, bo miała wrażenie, jakby już na starcie została obdarzona zaufaniem. Dostała pytania, na które choć znała odpowiedzi, to bardziej by pasowało je zadać Alex’owi... Przyglądała się kobiecie dłuższą chwilę, nic nie mówiąc.
Mogę ci nawet oddać, mam całą kolekcję szpilek. – Odpowiedziała z lekkim uśmiechem, wzruszając ramionami. – Odnośnie tego, co się stało...
              Tu już spoważniała, patrząc po zebranych ludziach. Jedynie Sachi i Herman siedzieli sami. Chociaż ciężko powiedzieć, żeby Herman siedział sam, skoro miał towarzystwo Zaruby... Z kolei grupa Alex’a siedziała cicho, to jednak Lena wiedziała, że gdyby zobaczyła ich w tłumie, od razu by wiedziała, że trzymają się razem. Widać było między nimi jakąś więź. Wróciła spojrzeniem na czerwonowłosą rozmówczynię.
Dwa lata temu pojawiła się Zjawa, istota z Pustki. Jej zdolnością było przejęcie kontroli nad czyimś ciałem. Fibonacci, przyjaciel Alex’a i reszty, padł ofiarą, ale udało im się ją pokonać. Niestety, kontakt z nim się urwał i nie wiadomo, gdzie teraz się znajduje. Dwa lata później, czyli teraz, Zjawa znów się zjawiła a ofiarą padła Cleo, siostra Alex’a... Później Marie, bliska osoba. Właśnie jej szukamy teraz. Fibonacci i Lilly są rodzicami Elizabeth. Wszyscy trzej zniknęli dwa lata temu. Teraz lecimy do Apex, tam, gdzie być może znajduje się Marie, bo to tam wszystko się zaczęło.
              Wytłumaczyła spokojnie i powoli, aby Reisa mogła swobodnie przyjąć i przeanalizować informacje. Starała się, aby wszystko jasno i jak najprościej wytłumaczyć, nie pomijając ważnych rzeczy. Na kolejne słowa rozmówczyni uśmiechnęła się szeroko, ukazując rząd prostych i białych zębów.
Moja droga jest pełna wzniesień, niezapomnianych wrażeń i pobudzająca zmysły.
              Wkrótce wylądowali i cała grupa wyszła na zewnątrz. Oczom Leny ukazał się przykry obraz – zdemolowane domy i zniszczone pola. Słowem, destrukcja. Alex wyjaśnił, że nikt tu nie wrócił, bowiem wierzyli, że to była „kara boska". Zasugerował, aby się rozdzielić na grupy i przeszukać okolice. Spojrzała najpierw na Reisę, ale podejrzewała, że najprawdopodobniej pójdzie z Sachi’m. Wzrok powędrował na Ichinose i miała nadzieję, że on zrozumie jej spojrzenie bez zbędnych słów. Ruszyła, licząc, że i on podąży za nią. Pojęcia nie miała, gdzie ma iść, ale z jakiegoś powodu w jej głowie utkwiło zdanie Alex’a o lawendzie... Więc chciała pójść na pole lawendy, może Marie tam poszła, wiedziona silnymi wspomnieniami z zapachem. Oczywiście jeśli Ren miał inną wizję lub pomysł, to bez słowa zgodziła się na to. W międzyczasie odpisała na kolejną porcję informacji od Nick’a, o których na razie nie mówiła Alex’owi. Uznała, że dopiero, gdy zbierze więcej informacji, wtedy przekaże.
Ukryta informacja dla administratora/moderatoraKiedy został wystawiony ten akt zgonu? Czyżby wtedy, kiedy i Fibanacci z córką zniknęli, czyli sytuacja w Rowie Mariańskim? Może w sekcji zwłok będzie wspomniane, co było przyczyną jej śmierci... O ile w ogóle było ciało. Myślę, że wlazłam w ogromne bagno. Lilly to Lilliane, ale... Dlaczego zmieniła tożsamość? Skoro była tak nieuważna, że po zmianie tożsamości utrzymywała kontakt z kimś z „poprzedniego życia”, to na pewno znajdziesz coś więcej.



RE: Burnsville, Apex (zniszczone) - Ichinose Ren - 31-07-2018 21:10

Na pokładzie samolotu dobry humor nie opuszczał Rena. Zaśmiał się wyraźnie szczególnie po tym, jak Lena postanowiła zbyć w ten niepozostawiający wiele pola do interpretacji sposób... no właśnie, kogo? Pierścień? Bo raczej miał swoją wolę. Nie wyglądał na jakieś alter-ego Fullbringera, który go nosił. Dość losowa myśl zagościła w umyśle Ichinose, a mianowicie, jak wyglądają rozmowy tego nowobogackiego gościa z błyskotką cringu, gdy akurat się odlewa. Używa do przytrzymania ręki, na której nosi pierścień? Czy tej drugiej? A może wykorzystuje to jako szantaż i groźby?
Ja pierdolę.
Upomniał się Ren w niezwykle wyszukany sposób. Ale podziałało. Uznał, że nie musi tego wiedzieć. Tym bardziej, że miał znacznie więcej ciekawszych tematów do rozmów, jak również osób, na których mógłby się skupić w czasie krótkiego lotu.
– No popatrz, Reisa. Mamy ze sobą coś wspólnego – oznajmił w odpowiedzi wielce odkrywczym tonem, jakby na przekór pierwszemu wrażeniu, jakie na nim zrobiła. - Na drodze Leny mamy szansę się zobaczyć prędzej, czy później.
Dodał, przywdziewając na twarz swój charakterystyczny uśmieszek, który skierował wpierw na Boginię Śmierci, a później już na Lenę. Nawet nieco dłużej zatrzymał na niej wzrok. – A i tak, szpilki to zawsze dobry pomysł. – uzupełnił, nawiązując do rozmowy obu kobiet, po czym dopił whisky drugim łykiem.
Rdzawy trunek zostawiał za sobą lekko piekący ślad wzdłuż całego przełyku, który z jakiegoś powodu wyczuł dopiero mocniej za drugim podejściem. Prawdopodobnie przez krótki odstęp czasowy. Wyraz twarzy Ichinose dopiero po opróżnieniu szklanki wyraził pewnego rodzaju uznanie wobec walorów smakowych. Absolutnie nie znał się na żadnego rodzaju alkoholach, choć musiał przyznać, że akurat ten najzwyczajniej w świecie mu smakował. Tym bardziej, że różnorakie łyskacze lub burbony po prostu wpasowywały się w jego gust.
Po wylądowaniu wyszedł z samolotu za Leną, lecz kątem oka obserwował również Alexa. Zaloty zalotami i podryw podrywem, ale dopisał się na tą wycieczkę, by nakopać do dupie zjawie. Tak więc chyba nadszedł najwyższy czas zwrócić uwagę na to, co może okazać się istotne w kontekście całego zadania. A wszystko, co robił i mówił ten Fullbringer do tego się zaliczało. Przez chwilę miał nawet wrażenie, że Arcygoth przebije granicę bladości i stanie się jeszcze bledszy, niż jest. Wpisałby się do księgi rekordów Guinnessa, zdecydowanie. Przynajmniej zyskał na pewności, że raczej go nie okłamywał. To miejsce było dla niego szczególne w choćby minimalnym stopniu.
– Pewnie, rozejrzyjmy się. Miasto nie wygląda na zamieszkałe – wydał profesjonalna ekspertyzę, gdy akurat spoglądał na zrujnowane i porośnięte mchem budynki. Kiwnął głową na znak przekonania o własnej racji. - Zobaczmy, kto tutaj się jednak może kryje...
Ichinose przymknął oczy, koncentrując reiatsu. Po upływie jakiejś sekundy, przywołał wokoło wstęgi reiatsu, z których przynajmniej dwie powinny być czerwone, a kilka pozostałych białe, symbolizując odpowiednio Shinigami oraz ludzi. Wystarczyło policzyć członków całej grupy, a także przyzwane nicie, aby zorientować się, czy na miejscu zastali kogoś jeszcze. Reiraku miało całkiem imponujący zasięg, choć raczej całego terenu Apex nie miało szansy okryć...
Niezależnie jednak od tego, jaki byłby wynik, ile otrzymałby w ten sposób punktów zaczepienia do zbadania, pozostałby przy pomyśle rozdzielenia się. Niewykluczone nawet, że wstęgi prowadziłyby ich w przeciwnych kierunkach. Spojrzał wpierw na Lenę, chcąc poznać z grubsza jej opinię w tej kwestii. Być może miała już jakiś plan, wedle którego chciała działać, a jak się okazało – kierując się urywkami z opowieści Alexa, uznała za stosowne zacząć od miejsc, gdzie mogła rosnąć lawenda. Kiedyś. Jeśli mieliby szczęście, ostałby się jeszcze przynajmniej ślad po tych dość charakterystycznych fioletowych kwiatach. Przy okazji również dość intensywnie pachnących, więc teoretycznie łatwiej byłoby je odnaleźć.
– Prócz lawendy, to chyba był jeszcze jakiś sklep i łąka, nie? – zastanowił się na głos Ichinose, drapiąc po karku. - Łatwiej będzie spojrzeć na sprawy z góry.
Quincy spojrzał na Lenę, z którą zamierzał rozpocząć rekonesans. Jeśli przystałaby na tą propozycję, tym razem zwyczajnie wziąłby ją bez pytania na ręce, po czym wzbił w powietrze z użyciem Hirenkyaku. Oczywiście nie osiągnąłby zbyt wysokiego pułapu, aby jednak mogli dojrzeć kilka detali na ziemi i przynajmniej z grubsza odszukać miejsce podobne do tego, o którym wspominała Marie.


RE: Burnsville, Apex (zniszczone) - Reisa - 01-08-2018 21:29

Odnotowywała wszystkie fakty w myślach, starannie je ze sobą łącząc. Dwa lata temu pojawiła się dziwna istota z Pustki...Zjawa. Przerażające, samotne otchłanie tego nieznanego większości świata wzywały i odpychały od siebie zarazem, a Shinigami najczęściej nie ulegali ich dziwnemu zewowi - zbierali na ten temat informacje, choć raczej...Czy ta dziwna istota mogła być Elise? Ona akurat miała najmniejsze możliwości, by to zweryfikować, porównać ze swoją wiedzą.
Istoty z Pustki polowały na Fullbringerów...Czy to był element ich gry? Te celowe porwania - a przynajmniej na takowe jej wyglądały. Ta sprawa Cleo, Fibonacciego, Elisabeth, Marie...

- Wygląda mi to na porwania. Ta istota może polować na Fullbringerów i wykorzystywać ciała ofiar do tego, by upolować samego Alexa. Te osoby mogły być tylko przynętami...- mruknęła. - Wabić Alexa za pomocą bliskich osób, żeby pochłonąć także i jego...Przynajmniej taką hipotezę, jak na razie, sobie utworzyłam. A co do szpilek, Lena-san, to po tym wszystkim będę zaszczycona, mogąc je odebrać z twoich rąk w ramach nagrody za podążanie twoją Drogą. Nigdy nie nosiłam na sobie ziemskiego obuwia.

Skłoniła głowę z uśmiechem przed blondynką, bardzo zadowolona z rysującego się przed nią dealu. Taki układ niezwykle jej odpowiadał, powinna zaoferować coś w zamian, żeby blondynka nie czuła się na tym stratna. Mimo to nie zdążyła się nad tym bliżej zastanowić, gdyż do jej świadomości dotarły kolejne fakty. Zmarszczyła brwi. Chyba lądowali.
Jak płomień na ziemi, której nie strawił w pierwszym pędzie.

Wysiadła z samolotu zaraz za nimi, posyłając Sachiemu kolejne z tych swoich nie wiadomo co znaczących spojrzeń. Miała Hana no Namidę w zasięgu dłoni, tak na wszelki wypadek, choć nie dobywała jej w obliczu obcych. Jeszcze nie.
Biedne miasto! Najpierw zniszczyły je jakieś dziwne siły, teraz zrujnują je całkowicie oni - o ile dojdzie tu do jakiejś walki. A takiej ewentualności nie mogła nie dopuścić. Dlatego lepiej będzie, jeśli zostanie przy Sachim i dopilnuje, by nie zdarzyły się żadne uchybienia w planach zarówno ich, jak i Fullbringerów. Musieli współpracować; istota z Pustki mogła chcieć ich poróżnić, skłócić ze sobą, używając ciał któregoś z nich. Z całej tej zbieraniny to ona była - ona i Sachi byli najsłabszymi ogniwami. Ze względu na jej przeszłość Reisa nie była pewna, jak się zachowa, czy zdoła się oprzeć zgubnemu wpływowi istoty z Pustki...i czy zdoła poprawnie ją rozpoznać, zwłaszcza że sama słyszała o nich jedynie w raportach i przyciszonych opowieściach starszych Shihoin.

- Imamura-san... - przekazała wszystko, czego się dowiedziała, przez komunikator, po czym zakończyła swój raport krótką informacją: - Idę na zwiad.

Zaczekała na potencjalne instrukcje bądź rozkazy, po czym zwróciła się do Leny i Ichinose Rena, marszcząc brwi. Z jednej strony bardzo chciała z nimi zostać, trzymać się tej dwójki (wydawali się konkretni), z drugiej jednak...Cztery osoby to byłoby za wiele. Spojrzała więc na pozostałych i o ile nie dobrali się inaczej, to podeszła do mężczyzny o czerwonych włosach.

- Czy możemy się do ciebie przyłączyć? - spytała łagodnie. Jeśli Ieyasu się zgodził, to Reisa zaproponowała kierunek do wyboru - a było nim najpierw samo miasto, potem zaś łąka, o której wspomniał Ren. Jeżeli nie, to wówczas Reisa zwróciła się do Sachiego spokojnym tonem:

- Omaeda-san, jestem za ciebie odpowiedzialna. Więc proszę, abyś wypełniał moje polecenia - tu zaakcentowała słowo "proszę". - Trzymaj się mnie, miej oczy dookoła głowy i w razie potrzeby natychmiast atakuj bez rozkazu, bylebyś nie trafił w kogoś z naszych sojuszników. Przynajmniej tymczasowym. Jak słyszałeś, ta istota potrafi...przejmować ciała, więc jeżeli zacznę zachowywać się w jakikolwiek sposób podejrzanie, natychmiast melduj do Seiretei i postaraj się mnie obezwładnić, rozumiesz? A w razie potrzeby rób to, co konieczne.

Zakomunikowała reszcie grupy, że idzie rozejrzeć się najpierw po mieście, a potem po łące, o ile nikt nie ma nic przeciwko, że jeśli ktoś chce do nich dołączyć, to może bez problemu. Jeżeli Ieyasu się zgodził, to grupa w składzie Ieyasu - Reisa - Sachi (o ile ten nie zemdlał z przerażenia ani nie zwiał na Kamczatkę, ani nie zrobił nic niespodziewanego) wyruszyła na łowy. Jeżeli zaś Ieyasu się nie zgodził, a ich grupa nijak się nie powiększyła, to tak czy inaczej po prostu...szukali. I sprawdzali.
Wszystko, co było do sprawdzenia.



RE: Burnsville, Apex (zniszczone) - Ieyasu - 03-08-2018 17:54

Zdawało się, że podróż trwała krócej, niż samo czekanie na odrzutowiec. Powaga sytuacji była wyczuwalna w powietrzu, a większość osób zachowała milczenie. W końcu Josh zapytał o plan działania. Co mógł mu odpowiedzieć?
- Przeszukamy okolice i spróbujemy odnaleźć Marie. Jeśli jej tu nie będzie...
Nie skończył zdania, spoglądając na Alexa. Jeśli jego teoria okaże się błędna, ciężar winy spadnie właśnie na niego. I tak już miał wystarczająco trudny dzień, nie potrzebował kolejnych zmartwień. Czerwonowłosy nawet nie chciał myśleć co się stanie, jeśli nie odnajdą tu Marie. Część osób postanowiła się zrelaksować alkoholem. Z punktu widzenia Ieyasu nie był to najlepszy pomysł. Byli w trakcie wykonywania misji ratunkowej, więc picie whiskey było błędem. Powinni zachować trzeźwość umysłu i skoncentrować się na powierzonym im zadaniu. On miał jedynie ochotę zapalić papierosa, ale powstrzymywał się. Zrobi to dopiero po dotarciu na miejsce.
Po około piętnastu minutach dotarli na miejsce. Miasto wciąż było opuszczone, a dawni mieszkańcy ani myśleli wracać w stare strony. Ruiny budynków we władanie przejęła matka natura. Wszyscy powoli zaczęli opuszczać odrzutowiec, wychodząc na świeże powietrze. Ieyasu zatrzymał się wychodząc i podparł się jedną ręką o metal. Zmierzył wzrokiem okolice, starając się wyczuć cokolwiek. Jeśli zjawa znajdowała się w mieście powinien poczuć jakiś impuls, chyba że celowo ukrywał swoje reiatsu. Jeśli nie zlokalizuje jej w ten sposób, to jeszcze nie będzie powód do rezygnacji. Wciąż pozostają tradycyjne sposoby szukania, które zdecydowanie trudniej oszukać. No chyba, że mówimy o Joshu, to może być różnie. Następnie kontynuował zejście z rampy, po drodze odpalając fajka. Alex zdarzył już rozpocząć swoją przemowe. Podzielenie się na grupy było sensownym pomysłem, ale jednocześnie niebezpiecznym. Ich potencjał bojowy zostanie zmniejszony, ale każdy z tu obecnych powinien wytrzymać ze zjawą dostatecznie długo, aż zjawi się kolejna grupa.
- Alex, zapewne pamiętasz jeszcze gdzie doszło do wybuchu mocy Marie? Zbadanie tego miejsca powinno mieć priorytet. Podzielenie się na grupy do dobry pomysł.
Chciał już ruszyć za znajomymi, ale niespodziewanie podeszła do niego shinigami. Reisa, bodajże. Nie przywiązywał wcześniej większej wartości do obecności bogów śmierci. Przyłożył papierosa do ust i wypuścił z nich kłąb dymu.
- Jeśli potrzebujecie ochroniarza to spoko. Możemy podkręcić się razem. - kolejne zdanie skierował do Alexa i jego paczki. - Zobaczymy się później i oby którejś z grup udało się coś odnaleźć


RE: Burnsville, Apex (zniszczone) - Herman Crowley - 03-08-2018 23:25

Herman wziął swoją szklankę i powoli sączył trunek. Zaruba zabawiał kobiety swojego życia w tym momencie, więc rozmowa jakoś tam brnęła. Herman natomiast nie był najwidoczniej zadowolony z takiego obrotu spraw. Może wynikało to z tego, że na pokładzie swojego najnowszego odrzutowca gościł zgraję obcych sobie osób, które stanowiły swego rodzaju DREAM TEAM ludzkości? Pokręcił głową z niedowierzaniem, że wszyscy tutaj zebrani tworzyli komiksową grupę superherosów, którzy mieli zażegnać jakieś tam niebezpieczeństwo dla świata. Co prawda nie był to komiksowy Thanos, ale raczej ktoś albo coś, co wszyscy tu obecni stawiali na równi z nim. Prychnął nagle ironicznie, jednak zaraz potem napił się swojego drinka i zamilkł.
W końcu dotarli na miejsce. Herman wyszedł na samym końcu dając polecenia swojemu pilotowi, aby ten był gdzieś w pobliżu, ponieważ nie wiadomo co może się stać.
"Domina, uwielbiam takie!" - odezwał się Zaruba zaraz po słowach Reisy. Najwidoczniej postanowił dać sobie spokój z Leną...przynajmniej na razie.
Herman natomiast milczał. Rozglądał się uważnie po okolicy ignorując obecność pozostałych, jednak nadal uważnie słuchając ich słów. No nie oszukujmy się...trafił tutaj pomimo tego, że nie chciał się ponownie wpakować w nic poważnego...życie....


RE: Burnsville, Apex (zniszczone) - Sachi Ōmaeda - 06-08-2018 23:59

W trakcie podróży samolotem ze zrujnowanej dzielnicy w Queens do zrujnowanej przez siły Matki Natury miejscowości Burnsville położonej na wschód od Apex Sachi najpierw myślał nad stalowym Smokiem, którym mieli odbyć tą niezapomnianą podróż, później przysłuchiwał się rozmowom osób, z którymi przyszło lub też przyjdzie mu współpracować, a dopiero później skupił się na analizowaniu faktów, które znali do tej pory.
Dzięki temu udało mu się ustalić, że „samolat”, a raczej „samolot”, bo tak właśnie nazywało się to urządzenie, to nie mechaniczne zwierzę, a skrawek ludzkiej technologii, którą miał okazję bliżej poznać. Pojazd, który umożliwiał przemierzanie przestworzy. Ciekawy wynalazek, o którym nigdy nie zapomni.
Poznał również bliżej pasażerów tego lotu, choć przez całą podróż słowem nie odezwał się do żadnego z nich. W dalszym ciągu miał jednak problem ze spamiętaniem wszystkich imion, nazwisk i pozycji. Jedyną rzeczą, która zapadła mu w pamięci, była pozycja Quincy’ego. Nie wiedział, kim są oddziały „Renów”, ale rozumiał, że to wysoko postawiona poprzeczka.
Zadanie, w którym mieli pomóc Fullbringerom, również zostało im lepiej przedstawione. Sachi wiedział już, na czym będzie ono polegało, czego powinien się wystrzegać i na co zwracać szczególną uwagę.
Kiedy samolot wylądował, a pasażerowie zaczęli opuszczać pokład, Sachi jeszcze przez krótką chwilę siedział na swoim miejscu. Nie spieszyło mu się do wyjścia i nie chciał wpaść do kolejki, w której staliby ludzie pragnący tego samego, czego on – wyjścia ze skrzydlatej machiny. Poczekał na swoją kolei, a kiedy nikogo nie było już na pokładzie, ostrożnie i powoli wyściubił nosa na zewnątrz, schodząc po stopniach wprost na płaski grunt.
Otoczenie przyprawiało go o dreszcze. Wprost ze zrujnowanej dzielnicy trafili do zrujnowanej miejscowości. Nie było żywych, nie było też martwych. Zastali zgliszcza i zaniedbaną, pozostawioną samopas okolicę, którą Matka Natura postanowiła wziąć pod swoją opiekę i zatroszczyć się o nią.
Sachi przyglądał się okolicy jednocześnie słuchając tego, co do powiedzenia miał Alex, kiedy niespodziewanie Reisa postanowiła zwrócić się bezpośrednio do niego. W pierwszej chwili niemalże podskoczył w miejscu, z pewnością zwracając tym samym na siebie uwagę innych. Kobieta przerażała go bardziej, niż można było się tego spodziewać.
O-oczywiście! Tak... rozumiem! — odpowiedział, jednak na tą reakcję potrzebował przynajmniej kilku sekund.
Chwilę później dreptał sobie zarośniętą drużką, trzymając się tyłów. Szedł zdecydowanie wolniej od Reisy i Ieyasu, rozglądając się po bokach, jakby czegoś szukał. Jeśli nie dostrzegł niczego interesującego, wykorzystałby swoje zmysły w celu odkrycia znajdujących się w pobliżu skupisk Reiatsu lub unoszących się w pobliżu Reishi. Gdyby również ten sposób zawiódł, wróciłby do obserwacji okolicy, jednocześnie starając się nadążyć za kobietą i rudowłosym mężczyzną.


RE: Burnsville, Apex (zniszczone) - Vaya Vesper - 12-08-2018 22:15


Grupa kierując się słowami Alexa postanowiła się podzielić, jednak nim to nastąpiło, większość z nich postanowiła na swój własny sposób przeszukać okolicę dostępnymi sobie zmysłami. Wykorzystane przez Rena reiraku wskazało mu jednoznacznie dokładnie tyle wstęg, ile osób znajdowało się w okolicy.. Przeliczając wszystkich nie odkrył żadnej nadprogramowej osoby. Alex nawiązał do jego słów dłonią wskazując mniej więcej kierunek, w którym powinni się udać.
- Sklep był tam, mniej więcej.... - wskazał znajdujące się nieopodal nich miejsce, w którym najprawdopodobniej niszczycielski żywioł rozpoczął swą wędrówkę - Pola lawendy znajdowały się za miastem, dalej na północ stąd.
Z lotu ptaka łatwiej było dostrzec niektóre elementy krajobrazu, jednak z tej odległości Ren i Lena dostrzegli jedynie miejsce, w którym był kiedyś sklep, pole lawendy musiało się znajdować natomiast nieco dalej, za kolejnymi wzniesieniami wskazanymi przez czarnowłosego.
Reisa postanowiła przekazać zdobyte informacje znajdującej się po drugiej stronie słuchawki Rice. Kobieta milczała przez zaledwie chwilę.
"Shihoin-san, bądźcie ostrożni. Z naszych badań wynika, że każda ze Zjaw różniła się od siebie, nie wiem z czym przyjdzie wam się zmierzyć tym razem. Meldujcie, nie zajmuję wam więcej czasu."
Ieyasu zupełnie jak pozostali, nie wyczuwał w okolicy kompletnie nikogo, prócz ich własnych towarzyszy. Wszystko wyglądało tak, jakby nikogo tutaj nie było od lat, co poniekąd było prawdą. Stojący nieopodal Alex przyglądał się opuszczonym domom, Chloe zmarszczyła nieco brwi, Josh natomiast wyglądał jak zwykle. Jego beznamiętny wyraz twarzy zdawał się jasno dawać do zrozumienia, że prawdopodobnie nic nie jest w stanie zrobić na nim większego wrażenie. I choć to Alex zawsze był tym opanowanym, to w sprawach, które dotyczyły go bezpośrednio, zdawał się być całkowicie bezbronny.
Po krótkiej wymianie zdań, podzielili się na mniejsze grupy zamierzając przeszukać okolicę. Alex, Josh i Chloe wyruszyli jako pierwsi kierując się do najbliższego miejsca, czyli niezbyt głębokiego wgłębienia, który w czasach swej świetności był sklepem. Każde z nich wyglądało na nieco zdezorientowane, bo niby jak przeszukiwanie gruzów miałoby im w jakikolwiek sposób pomóc? Żadne z nich nie było pewne, jednak tylko Alex zdawał się widzieć przez ten zniszczony obraz coś więcej. Zatrzymał się przy jakimś spróchniałym kawałku deski, przymocowana do niego metalowa tabliczka pokryta była rdzą i kurzem, jednak wciąż dało się odczytać napis - "U Denny'ego". Uśmiechnął się lekko.
Grupa w składzie Reisa, Sachi i Ieyasu ruszyła na podbój miasta, jednak oprócz tego, co zauważyli na początku, nic więcej nie rzuciło im się w oczy. Gdzieś przed nimi czmychnęła mysz, przeleciał trzmiel, jednak żadnego życia, ludzkiego czy pochodzącego z Pustki, nie dostrzegali, ani nie wyczuwali.
Herman, Ren i Lena zostali nieco w tyle, ale zdawało się, że nie tracą zbyt wiele. Z miejsca, w którym przebywali niewiele dało się dostrzec oprócz zniszczeń i porastającej upadłe budynki roślinności. Nie był to przyjemny widok, choć w pewien sposób swoim spokojem i ciszą, kojący. Widzieli doskonale jak Alex, Josh i Chloe zmierzają na północ w tyle zostawiając sklep i zniszczone miasto, podróżowali spokojnym krokiem, na pieszo nie korzystając z energii duchowej, zupełnie jakby byli na wycieczce krajoznawczej. Prawdopodobnie mieli na celu sprawdzenie pola lawendy, o którym wspomniano wcześniej, o ile takie pole w ogóle wciąż istniało i było tam cokolwiek wartego uwagi. Chwilowo od przybycia na miejsce jedynie utwierdzili się w przekonaniu, że w mieście nie ma nikogo, a w okolicy nie dzieje się kompletnie nic wartego uwagi.




Ukryta informacja dla Lena hawk"Akt zgonu wystawiono nieco ponad dwa lata temu, czyli termin by się zgadzał. Nie napisano kompletnie nic, albo ja tego nie potrafię znaleźć. Ciała nie było, napisali tylko, że zostało poddane kremacji, ale podczas pożaru wszystko zostało zniszczone. Na cmentarzu w Paryżu postawiono grób, jednak podejrzewam, że na sto procent jest on pusty. Poszukam, daj mi chwilę"

Cleo, Elizabeth, Fibonacci, Lilly


//P.S. Ogłoszenie parafialne:

Nie ma kolejki

Deadline: 15.08 do końca dnia

Alex, Chloe, Josh

Ichinose - 1 akcja bonusowa
Ieyasu - 1 akcja bonusowa
Herman - czyste konto
Lena - 1 akcja bonusowa
Reisa - 1 akcja bonusowa + 1 akcja karna
Sachi - 1 akcja bonusowa
Tora - 1 akcja bonusowa + 2 ostrzeżenia = 1 akcja karna



RE: Burnsville, Apex (zniszczone) - Sachi Ōmaeda - 13-08-2018 06:55

Nic tu nie ma... — pomyślał, podążając za Ieyasu i Reisą. — Nikt nie przeżył, a jeśli tak, opuścili miasto i nigdy nie wrócili. Zniszczone, porzucone... martwe...
Sachi zatrzymał się, przyglądając się przelatującemu trzmielowi. Gdzieś w wysokiej trawie kryła się mysz polna, spłoszona ich obecnością. Krótką chwilę przysłuchiwał się otaczającej go przyrodzie.
To miejsce nie umarło... — przyznał w końcu. — Ludzie mogli opuścić miasto, ale natura tego nie zrobiła. Nie mogła, nie miała wyboru. Fauna i flora są żywe.
Pokręcił przecząco głową, wracając z powrotem na Ziemię. Do rzeczywistości.
Spojrzał przed siebie, zdając sobie sprawę, jak bardzo został w tyle. Ieyasu i Reisa wyprzedzali go o przynajmniej kilkanaście metrów. Postanowił nadrobić stracony dystans, pozwalając sobie na trucht.
Jego zmysłom nie udało się wykryć żadnego skupiska Reiatsu ponad ich własne. Zmartwił go ten fakt, ponieważ byli zmuszeni do szukania igły w stogu siana. Bez poszlak, żadnych śladów. Los bawił się z nimi, prowadząc ich do tego miejsca.
Czemu tu jesteśmy? Co mamy odnaleźć? Czy to w ogóle możliwe? Czy...
Myśli zalewały umysł młodego Shinigami, nie pozwalając mu na skupienie się na dalszym wypatrywaniu czegokolwiek, co naprowadziłoby ich na trop Marie lub Zjawy.
Nie udało mi się niczego wykryć, Shihōin-san... Wydaje mi się, że nie ma tu nikogo poza nami i pozostałymi poszukiwaczami.
Skoro nie pozostało im nic innego, jak tylko iść przed siebie, trwając w przekonaniu, że w końcu trafią na jakiś ślad, Sachi postanowił przełamać pierwsze lody i zaczepić towarzyszącego im rudzielca.
P-przepraszam... mogę o coś zapytać? Długo znasz Alex-san? Albo dziewczynę, której szukamy, Marie-san? Mógłbyś powiedzieć nam o nich coś więcej? Przy okazji, nazywam się Ōmaeda Sachi i jestem dwudziestym oficerem siódmego oddziału.


RE: Burnsville, Apex (zniszczone) - Ichinose Ren - 13-08-2018 12:12

Ren mruknął coś pod nosem, gdy po przeliczeniu nici reiatsu okazało się, że nie ma nadprogramowych dusz pośród nich. Uśmiech nie schodził z jego twarzy, lecz chyba łudził się jednak, że w ten sposób lekko uprości zadanie sobie oraz innym. Niestety, należało zatem przejść do konwencjonalnych metod poszukiwania poszlak i śladów.
A pierwszym oczywistym punktem zaczepienia były słowa Marie o sklepie, polan lawendy i łąkach. Alex wskazał nawet poprawny kierunek, słysząc propozycję Ichinose, na co Quincy w odpowiedzi skinął głową, aby zaraz potem wraz z Leną wznieść się na niedużą wysokość. Inna perspektywa, aniżeli ta z ziemi, którą podążała reszta grupy, mogła się przydać. Na pierwszy rzut oka wyglądało co prawda, że nie przyniesie i to jakichś spodziewanych korzyści, ale może... może dalej? może pod innym kątem? A nawet jeśli nie, warto było spróbować. Starzec raz po raz przekręcał głowę w prawo i w lewo, żeby nie pominąć czegokolwiek, co mogłoby mu się wydać podejrzane z punktu widzenia ich misji.
Pojedynczymi susami pokonywał dystans znacznie szybciej, niż pieszo, zbliżając się do łąk pokrytych jasnofioletowymi kwiatami. Wówczas powoli też obniżał pułap, choć jeszcze nie zamierzał stawiać stóp na ziemi.
- Nie powiem, mało okazała okolica. Dwudziesty pierwszy wiek, Fullbringerzy, Shinigami i Puści na porządku dziennym, a ludzie zostawili kawał terenu naturze, uznając za przeklęty - westchnął z niedowierzaniem i minimalnie zaśmiał się pod nosem. - Na ten moment jednak wygląda to tak, że się pomyliłem albo Alex wywnioskował złe miejsce.
Dodał bezwiednie, najwyraźniej nie przykuwając zbytniej wagi ani do jednej, ani drugiej opcji. Sprawa nie dotyczyła go personalnie. Musiałby się więc zdarzyć cud, aby przejął się nawet własnym błędem. Natomiast jeśli to Arcygoth podał niepoprawną lokację, wówczas... Ren miałby to w tak samo głębokim poważaniu.
Gdy Ichinose wraz z Leną byli już naprawdę blisko dziko rosnących pól lawendy, nagle przystanął. Wzdrygnął się najpierw, a później odchylił lekko głowę, zbierając do kichnięcia, które z trudem powstrzymał. Nie miał chwilowo wolnej ręki, aby choćby spróbować przysłonić usta. Przymknął mocno powieki i zaraz potem mrugnął odruchowo kilkukrotnie.
- No kurwa... - skomentował wymownie.


RE: Burnsville, Apex (zniszczone) - Lena Hawk - 13-08-2018 19:01

              Ichinose wspomniał o sklepie i łące, na co Lena potaknęła, przyznając mu rację. Na propozycję zerknięcia na wszystko z góry zgodziła się, chowając telefon do kurtki i już miała iść dalej. Zupełnie tak, jak poprzednim razem – on będzie na górze, ona będzie szukała wskazówek na dole. Wyglądało na to, że Quincy miał zupełnie inne plany i bez jej pytania wziął ją na ręce, by wzbić się w górę. Lena instynktownie wbiła paznokcie w jego kark a ramię pozostało uchronione przez płaszcz. Mimo to, nie bała się w żadnym stopniu.
              Jej policzki oblały rumieniec, bo jednak nieco się zawstydziła. Nie z powodu śmiałego zachowania Ren’a, a z tego, że ona nie umie lewitować w powietrzu i ktoś musiał ją wznieść na górę. Czyżby Quincy się domyślił czy po prostu wykorzystał okazję? Pochyliła głowę tak, by mężczyzna nie widział jej twarzy – za wszelką cenę chciała ukryć to, jaką reakcję wywołał Ichinose u niej. Udała, że chciała po prostu rozejrzeć się po okolicy za jego plecami, co zresztą było prawdą.
              Niestety, niewiele było stąd widać. Nic nie przykuło uwagi kobiety. Ren zaczął obniżać swój pułap, lecz nie stawał na podłożu. Ruszył w stronę łąki, gdzie zaraz się zatrzymał. To było takie nagłe, że Lena odwróciła głowę, by spojrzeć na mężczyznę. Zobaczyła, że wzięło go na kichnięcie, więc była gotowa wylądować bez zaliczenia upadku. Ku jej zdziwieniu, Quincy ani myślał jej upuszczać a kichnięcie powstrzymał. Nadal ją trzymając. To wszystko mogło wywołać tylko jedną reakcję u Leny... Zaczęła się głośno śmiać.
Zejdźmy na dół już, co?
              Odezwała się w końcu, gdy nieco uspokoiła swój śmiech. Wierzchem dłoni wytarła łzy ze śmiechu. Wylądowanie na ziemi mogło nie wydawać się być najlepszym pomysłem, biorąc pod uwagę to, że im niżej, tym wyraźniejsza woń lawendy będzie... Co z kolei przekłada się na potencjalne zwiększenie częstotliwości kichania u Ichinose. Gdyby stanęli już na ziemi, wyjęła paczkę chusteczek, podając ją mężczyźnie, by miał na wszelki wypadek. Ona na razie nie czuła, aby jej drapało w nosie. Gdyby Quincy w końcu ją postawił, rozejrzałaby się po okolicy, zerkając przy okazji na Alex’a. Użyła również swoich zmysłów do wyczuwania wszelkich obecności reiatsu, mimo, że niektórzy już to zrobili.
Wiesz, mam wrażenie, że gdyby Alex wyzwolił swoją aurę duchową, to zwabiłby Zjawę...


RE: Burnsville, Apex (zniszczone) - Reisa - 14-08-2018 15:40

Reisa nie zwykła trwonić słów i czasu. Szła więc jako pierwsza, mając za sobą Ieyasu i Sachiego, który chyba jakimś cudem nie tylko nie zrozumiał jej subtelnej gry słów z Leną, ale też nie zemdlał na samą świadomość, że przecież była tak perwersyjna,by rozmawiać na takie tematy z całkowicie nieznaną jej kobietą. Ona sama nie była pewna, pod jaki rodzaj wariactwa to zakwalifikować, bo przecież nie mogła to być ani schizofrenia, ani psychoza maniakalno-depresyjna, ani żadne inne mądre naukowe nazwy, którymi szafowali śmiertelnicy w swoich dziełach czy uczeni medycy. Może po prostu po tylu latach coś jej się poprzestawiało w głowie i dowództwo popełniało straszliwy błąd, ufając takiej jak ona? Zwłaszcza, że na myśl przychodziła jej jeszcze wierna, kochana Ayano. Zarumieniła się na myśl o swojej Pinku-chan, odwróciła wzrok, nie chcąc, by Sachi albo ten mężczyzna to dostrzegli. Nie mogli ujrzeć momentu, kiedy Shihoin Reisa okazywała uczucia, gdyż to nie wróżyłoby najlepiej. Nie przyniosłoby też nic dobrego.

Zaczekała, aż Sachi się przedstawi i wypowie, co ma na myśli; ona sama się już przedstawiała wcześniej w czasie rozmowy, a nie sądziła, by jej rozmówca miał zaawansowaną demencję starczą i nie skojarzył nazwiska z twarzą. Nawet jeśli tak było, to zapewne sam by zapytał o nie, chcąc uzupełnić swoje luki w wiedzy. Nie wtrącała się, przynajmniej na razie, do rozmowy, wolała pilnie obserwować teren i mieć na wszystko baczenie. Świat wydawał się pusty, martwy, nie wyczuwała niczego poza Sachim, sobą, ich towarzyszem oraz pozostałymi Fullbringerami. Tak, jakby wszystko utonęło w naturze, w nierzeczywistej ciszy. Było tu tak cicho, że aż nienaturalnie, nawet biorąc poprawkę na to, że to miejsce stało pustkami zapewne już od lat. Nie podobało się jej to. Wolała czekać. I być ostrożna.

- To nie znaczy, że nie powinniśmy być ostrożni, Omaeda-san - zauważyła spokojnie. - I że moje poprzednie rozkazy nie są aktualne.

Spojrzała na czerwonowłosego, intrygującego mężczyznę. Ciekawił ją, i to bardzo. Nie mogli ulegać przesadzie i widzieć w nim i w jego towarzyszach wrogów, ale nie była pewna, czy Fullbringerzy w pewnym momencie nie postanowią usunąć Shinigami, by zasługi uprzątnięcia Zjawy i tej sytuacji przypisać sobie. Dlatego mimo wszystko uważała, była czujna i baczna, zwłaszcza że wiedziała, że jeśli teraz zginie, to wszystko się zmieni - do tego stopnia, że pewnych rzeczy już nigdy nie da się naprawić.

- Jak się nazywasz? - zagadnęła go cicho, gdy tylko Sachi skończył mówić. Było w niej jednak coś stanowczego, solidnego, co odróżniało ją od Sachiego; zadawniona duma szlachecka, przekuta wreszcie w wewnętrzną siłę, czyniły ją jeśli nie godną rozmowy, to przynajmniej zauważenia.
A przynajmniej na to cicho, nieśmiało liczyła.

Szła wolnym krokiem, rozglądając się na wszystkie strony i nie zdejmując dłoni z rękojeści katany. Była gotowa na to, że w każdej chwili może dojść do niespodziewanego ataku albo że odbiorą jakieś wezwanie o pomoc, że stanie się coś, czego nie przewidzieli. Wątpiła, by Zjawa była na tyle uprzejma, by się przenieść do Pustki i pozostawić bieg rzeczy samemu sobie. Takie istoty jak one musiały wpływać na wszystko. A co, jeśli była to wysublimowana, prosta pułapka w celu zwabienia ich i Alexa? Nie bez przyczyny posłużono się wszak duszami, które były mu bliskie.



RE: Burnsville, Apex (zniszczone) - Ieyasu - 16-08-2018 10:48

Tak jak można się było tego spodziewać, nic nie udało mu się wyczuć, poza przybyłą drużyną. Gdyby na wejściu zlokalizowali zjawe, byłoby zbyt prosto, a życie nigdy nie było proste. Jak okiem sięgnąć również nie było widać nic konkretnego. Postać której szukali rzucała się w oczy i nie trudno było ją przeoczyć. To był jeden plus, chociaż wcale nie mieli pewności, że natrafia na coś w tym zniszczonym miasteczku. Im dłużej będą szukać, tym bardziej spadnie ich morale, a Alex załamie się jeszcze bardziej. Za wcześnie było jeszcze na takie wnioski. Dopiero tu przybyli, więc brak życia w okolicy jeszcze o niczym nie świadczył. Dziwnym mu się wydawało, że ludzie nie powrócili do swoich domów, pozostawiając miasto w rękach natury. Jedna tragedia mogła doprowadziła do takiej traumy? Na nim nie robiło to większego wrażenia. Mieli misję do wypełnienia i tego powinni się trzymać. Nie miał nic przeciwko towarzystwu bogów śmierci, przynajmniej będzie miał lepszą okazję ich poznać. Na swoje szczęście nie doświadczył żadnej tragedii z ich strony, więc byli mu całkowicie neutralni. Ruszyli więc razem, by badać okolice, a już przy najbliższej okazji wywiązała się rozmowa. On już poznał imiona swoich towarzyszy, więc nie omieszkał przedstawić się samemu, by potem zwrócić się do Sachiego.
- Ieyasu Tokugawa. Czy długo ich znam? Będzie ponad tydzień, od czasu poprzedniego incydentu ze zjawą. Poprosili mnie wtedy o pomoc, a ja zgodziłem się w zamian za odpowiednie wynagrodzenie. Towarzyszył nam również jeden z bogów śmierci, ale nie zapamiętałem jego imienia. Zresztą, co za różnica jak został zabity niedługo po tym incydencie.
Trochę za bardzo się rozgadał. Ale nie były to żadne informacje, które należało trzymać w tajemnicy, a o śmierci kolegi z pewnością zostali poinformowani. Nie pozwalał jednak rozmowie, by ta go dekoncentrowała i co jakiś czas sprawdzał, czy nie jest w stanie nic wyczuć. Od razu można było zauważy, że to kobieta tutaj dowodziła. Trudno było się dziwić. W końcu chłopak był tak przestraszony i nieśmiały, że trudno byłoby przydzielić do takiego zadania. Właśnie dlatego wolał rozmawiać z Reisa, niż z nim.
- Wszystkie boginie śmierci są takie ładne, czy to tylko ty?
Nie wiadomo było jak potoczą się kolejne wydarzenia, więc warto było zaskarbić sobie przyjaźń shinigami. Jak nie dziś, to w przyszłości zaowocuje.


RE: Burnsville, Apex (zniszczone) - Herman Crowley - 16-08-2018 20:38

A więc wylądowali i wszystko dobrze się skończyło. Fajnie. Pięknie i brakowało fajerwerków. Ale te były już jakiś czas temu. Gdyby nie one, pewnikiem miasto nadal byłoby żywe. Przynajmniej w przeświadczeniu Hermana. Zagryzł dolną wargę i rozglądał się dokoła. Starał się zrozumieć co tu się stało. Alex co prawda mówił, jednak nie wiedzieć czemu, dla Crowleya były to tylko i wyłącznie suche fakty. Nic więcej. Potrzebował od niego czegoś więcej niż tylko opowieści o wydarzeniach, jakie miały tutaj miejsce. Z każdym kolejnym słowem Herman odbudowywał " życie " w tej wiosce...złapał za telefon i wybrał numer.
- Masz krążyć nad całym obszarem tak długo na ile Ci starczy paliwa. Jeśli zauważysz cokolwiek - melduj.- powiedział spokojnie i się rozłączył.
A więc tu utknął..wraz z dwiema laskami, na które leciał Zaruba oraz całym tym Renem, który był niczym innym jak tylko kawał zadry w f**cie. Spojrzał na to co wyprawiają inni i westchnął jedynie. Każdy miał swój własny plan i chęć działania. Szkoda, ponieważ w grupie mogliby zdziałać o wiele więcej. Włożył dłonie do kieszeni spodni i podszedł do Alexa.
- Możesz mnie oprowadzić?- zapytał uprzejmie, jednak Alex mógł wyczuć o wiele więcej w jego tonie głosu. Herman potrzebował informacji. Był naukowcem, więc chyba zaczynał układać w głowie pewien plan, albo schemat....


RE: Burnsville, Apex (zniszczone) - Vaya Vesper - 22-08-2018 20:02


Samolot, którym przylecieli na miejsce uniósł się w powietrze, natomiast sam Herman usłyszał w słuchawce głos pilota.
- Tak jest, panie Crowley.
By tak po prostu podejść do Alexa, Herman musiał nieźle nadrobić drogi, ponieważ czarnowłosy razem z Joshem i Chloe, niczym święta trójca zmierzali właśnie w kierunku domniemanych pól lawendy. Korzystając z Bringer Light trwało to zaledwie mgnienie oka, kiedy natomiast zrównał się z nimi, Alex spojrzał na niego jedynie kątem oka.
- Oprowadzić? - zdumiał się nieco przemierzając wysoką trawę. Kiedyś była tu ścieżka, jednak w chwili obecnej całkowicie zarosła dziką trawą i jakimś zielskiem, które niemiłosiernie przyczepiało się do ubrań i drapało odkryte miejsca. Chloe zaczęła się niemiłosiernie drapać, a drapane miejsce na ręce powoli robiło się coraz bardziej czerwone.
- Chyba mam uczulenie... - zauważyła odkrywczo starając się nie dotykać czegokolwiek, co znajdowało się na ziemi dopiero po chwili orientując się, że przecież był prostszy sposób. Westchnęła ciężko, jakby samą siebie uznała za ciężki przypadek debila, po czym zwyczajnie uniosła się nieco do góry dalej już korzystając z nieco bezpieczniejszej metody podróżowania. Josh nie odezwał się nawet słowem.
Sachi, Reisa i Ieyasu podróżowali wspólnie oddając się zwykłej rozmowie. Żadne z nich nie wykryło, ani nie zauważyło niczego podejrzanego, została im więc rozmowa, chyba że ktoś z innej grupy coś znajdzie i ich po prostu zawoła. Zmierzając przed siebie widzieli tylko zniszczone budynki, porzucone na pastwę losu i oddane naturze we władanie. Przypominało to jedną z wizji z filmów science-fiction o odległej przyszłości, w której planeta z każdą kolejną chwilą jest coraz mniej zaludniona, a porzucone miasta zarastają niknąc pod warstwą mchu, pośród gęstwin paproci.
Lena wraz z Ichinose z lotu ptaka nie dostrzegli właściwie nic, oprócz wzgórza, za którym prawdopodobnie kryły się domniemane pola. Zbliżając się w tamto miejsce, zniżając swój pułap Ren jako pierwszy poczuł charakterystyczną, dość silną woń sprawiającą, że niejednemu potrafiło zakręcić w nosie. Lena póki co zdawała się opierać kręcącemu uczuciu, zdążyła przekazać Ichinose jakiś zalążek planu, nim Alex, Josh, Herman i Chloe, która postanowiła postąpić podobnie do nich przemierzając całą drogę górą, dotarli na miejsce. Wszyscy zatrzymali się na wzniesieniu, z którego doskonale było widać znajdujące się dalej połacie fioletu. Jak wzrokiem sięgnąć aż po horyzont ciągnęło się morze fioletowych, pachnących kwiatów, poruszanych na delikatnym wietrze, który niósł wraz z sobą ich zapach.

[Obrazek: campo-lavanda-cor-roxa.jpg]



Widok zapierał dech w piersi, jednak to, co rzuciło im się w pierwszej kolejności, to niezwykła staranność, w jakim rozplanowane były kolejne rzędy tych pachnących kwiatów. Wszystko wyglądało zupełnie tak, jakby nic się tutaj nie wydarzyło, jakby to miejsce nie było do końca opuszczone, a ktoś cały czas o nie dbał. Ścieżki były odchwaszczone, zadbane, kwiaty fioletowo-różowe, zupełnie zdrowe. Niepokój narastał w nich z każdą kolejną chwilą, bo to było oczywiste, że coś w tym miejscu było nie tak, jak trzeba. Kilkadziesiąt metrów wcześniej opuszczone, porośnięte miasteczko, zniszczone przez tornado, a to miejsce wyglądało zupełnie tak, jakby zatrzymało się w czasie, co oczywiście było niemożliwe.
Alex milczał, Chloe zeszła na ziemię zatrzymując się obok niego, Josh...był Joshem, którego nikt nie zauważał, jeśli nie było takiej potrzeby. Czarnowłosy Fullbringer podszedł nieco bliżej zatrzymany przez kobietę o niebieskich włosach, która złapała go za rękę.
- Mam złe przeczucia... - powiedziała cicho, ale dostrzegając jego spojrzenie, puściła jego dłoń nie zatrzymując więcej.
Alex podszedł do najbliższego z porastających pole krzaczków lawendy i wyciągnął ku niemu dłoń dotykając ich delikatnie, jakby bał się je zniszczyć. Czarne jak dwa węgle oczy wyrażały tak wiele uczuć, jednak już po chwili przebijało się przez nie przede wszystkim zdumienie. Kiedy cofnął dłoń, pozostały na niej fioletowe plamy niczym po malarskiej farbie. Przetarł substancję między palcami spoglądając na resztę, jednak czasu na cokolwiek było zdecydowanie mniej, niż im się wydawało.
- To na pewno Marie, musimy...
Przez okolicę przemknął potężny podmuch wiatru, który szarpnął kwiatami i sprawił, że mało ich nie zwaliło z nóg. Alex zachwiał się, ale nie upadł, Chloe postawiła kilka kroków w tył, Josh kucnął zasłaniając oczy dłonią. Nie potrzeba było więcej słów, wszystko stało się zupełnie jasne, kiedy wokół nich rozległ się dźwięk przypominający darcie materiału, a okoliczne pola lawendy, piękne i zadbane, niczym za sprawą niewidzialnej dłoni zaczęły zmieniać się w to, co powinni zobaczyć od razu. Dzikie krzewy zarosły, gdzieniegdzie tylko przebijał się fiolet, drzewo rosnące w oddali całkowicie uschło, a tuż przed nimi, dosłownie z metr, znajdowała się ta, której szukali. Jednak czy na pewno?
- Znalazłam cię... - uśmiechnęła się postać utkana niczym z dymu wyciągając dłoń zwieńczoną czarnymi pazurami w kierunku Alexa. Jak w zwolnionym tempie widzieli cofającego się czarnowłosego mężczyznę, powoli również docierała do nich energia Zjawy, której paradoksalnie nie było wcale tak wiele, zdawała się być przytłumiona, nieco odległa, niczym resztki wspomnienia ze snu po nagłym przebudzeniu. Zaledwie ułamki sekund dzieliły ich od tragedii, ciężko było w tej chwili wywnioskować co należało zrobić, ale jednego mogli być pewni. Zjawa na nich czekała, to nie oni jej szukali, to była najzwyklejsza w świecie pułapka.
Josh zerwał się na równe nogi, Chloe wyciągnęła rękę chcąc złapać Alexa za koszulę i odciągnąć dalej. Każde z nich wiedziało, że Zjawa nie może dorwać nikogo, żadnego z nich, a tym bardziej Alexa.
Sachi, Ieyasu i Reisa mogli poczuć nagły wzrost energii z miejsca, w którym znajdowała się reszta, choć nie był on zbyt wyrazisty. Mogli odnieść wrażenie, jakby coś właśnie budziło się ze snu.



Ukryta informacja dla Lena hawk

Cleo, Elizabeth, Fibonacci, Lilly


//P.S. Ogłoszenie parafialne:

Nie ma kolejki, dla ścisłości Ieyasu, Reisa i Sachi są nieco dalej, reszta zdecydowanie zbyt blisko

Deadline: 25.08 do końca dnia

Alex, Chloe, Josh, Marie

Ichinose - 1 akcja bonusowa
Ieyasu - 1 akcja bonusowa
Herman - czyste konto
Lena - 1 akcja bonusowa
Reisa - 1 akcja bonusowa + 1 akcja karna
Sachi - 1 akcja bonusowa
Tora - 1 akcja bonusowa + 2 ostrzeżenia = 1 akcja karna



RE: Burnsville, Apex (zniszczone) - Ichinose Ren - 22-08-2018 23:46

Ren z dziwnym grymasem twarzy, wymieszaniem złości i bezradności, ledwie opanował pokusę do kichnięcia. W życiu nie pomyślał nawet, że ma alergię na to fioletowe cholerstwo. Lekko pokręcił ustami po bokach, również mrugnął kilkukrotnie. Pociągnął cicho nosem, po czym zaśmiał się, gdy ujrzał, jaką radochę ta cała gama dziwnych min wywołała u Leny. Mógł tylko sobie wyobrażać, jak zabawnie wyglądał sędziwy samuraj, odgrywający dzielnie rolę cynicznego sukinkota, pokonany przez najprostszy odruch alergiczny.
– Jasne, już lądujemy. Przy odrobinie szczęścia się nie uduszę – oznajmił, po czym opadł niemalże pionowo w dół i przystanął na samym skraju pagórka. Delikatnie odstawił Lenę na ziemię, choć minimalnym dłoni, które jeszcze zaczepiły o dowolną część odzienia kobiety oraz wymownym spojrzeniem dał znać, że chętnie jeszcze dłużej by tak sobie z nią polatał.
Przynajmniej dopóki wiatr nie zaatakował go bezlitośnie fioletowym pyłkiem w twarz, co wywołało u Rena dwa kichnięcia jeden po drugim. Jeśli ktokolwiek czekał tu na nich, krył się pośród lawendy lub za tym osieroconym drzewkiem nieopodal, właśnie został poinformowany o dokładnym położeniu Quincy. Starzec westchnął cicho i przeklął kilkukrotnie w swoim ojczystym języku.
Chwilę później na miejsce dotarło kilka pozostałych osób z wycieczki. Emo adeptka, która również obrała drogę powietrzną i lada moment także właściciel pierścieniu cringu, arcygoth oraz blondi cosplayer, fan lat osiemdziesiątych. Lub jakiegoś podobnego okresu. Ren niezbyt rozumiał modę i raczej średnio szło mu przyporządkowywanie poszczególnych elementów garderoby do danego stylu.
– Może i racja... – odpowiedział Lenie, a Alex w tym czasie uznał, że Marie musi znajdować się w okolicy. Ichinose zmarszczył brwi na tą informację, lecz nie wyglądał w żadnym razie na przejętego. Świadczyły o tym uniesione kąciki ust, które jednocześnie utworzyły wyzywający uśmieszek na jego twarzy. Zatem istniała szansa, że węszyli w dobrym kierunku.
Nagle zerwał się także potwornie silny wiatr, mogący swobodnie zrywać dachy co mniej wytrzymałych budowli i niszczyć całe zagajniki. Skoro wszyscy wokoło mieli problemy z ustaniem w pionie, a korzystali z energii duchowej, to mógł sobie wyobrazić, że przeciętni ludzie lataliby niczym płatki mlecza. Dłoń Quincy odruchowo spoczęła na pochwie z kataną, stosunkowo blisko jelca samego miecza. Ten prosty uchwyt pozwalający na jeszcze szybsze dobycie swojego orężu stało się dla niego naturalne w każdej potencjalnie niebezpiecznej sytuacji. Gdy natomiast bogata oraz gęsta korona samotnego drzewa zwiędła w ciągu chwili, Ren potraktował to zjawisko, jako odpowiedź. Zaproszenie. Wyzwanie. Wszystko w jednym. Oplótł palce drugiej dłoni na rękojeści katany, a lewą stopą zakreślił lekki łuk po ziemi, stając w pozycji stabilniejszej oraz zapewniającej znacznie lepszy punkt wyjścia do ataku.
Czekał, gotowy.
Moment, w którym cienista forma życia zaczęła kształtować się w powietrzu, dosłownie poprzez materializację na wyciągnięcie ręki przed Alexem, Ichinose zebrał energię duchową w klindze wyciąganego z pochwy miecza. Cała długość ostrza wręcz nabrzmiała od błękitnego reiatsu, a starzec zadbał, aby cięcie zostało wyprowadzone pod odpowiednim kątem, by nie ugodzić trójcy Fullbringerów stojących w felernej pozycji.
Tsugiri! – ryknął przy jednoczesnym przecięciu powietrza kataną, które uwolniło zarazem wąski łuk lazurowej energii mknący wprost na bliżej nieokreśloną istotę. Atak ten przypominał kształtem nieco powiększoną głownię japońskiego miecza, nachyloną pod podobnym kątem, pod jakim atakowałby Ren, gdyby miał w zasięgu oponenta.
Uwolnienie aury duchowej było tak impulsywne, że włosy starca uniosły się od impetu, a gdzieniegdzie przez jego siwą kitę przebiło wyraźnie kontrastujących kilka pasm o kruczoczarnym kolorze.


RE: Burnsville, Apex (zniszczone) - Sachi Ōmaeda - 23-08-2018 00:47

Sachi przytaknął.
O-oczywiście!
Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że choć okolica wydawała się spokojna i chwilowo nic im nie zagrażało, nie mogli tracić czujności.
Sachi wciąż dreptał za Ieyasu i Reisą, trzymając się kilka metrów za nimi. Przysłuchiwał się ich rozmowie, odgadując, że Fullbringer nie był zainteresowany jego osobą.
Może to i lepiej? — pomyślał, spuszczając ich na chwilę z oczu, kiedy wbił wzrok w grunt pod swoimi stopami.
Spokój nie mógł jednak trwać wiecznie.
Niespodziewany wzrost Reiatsu, dobiegający ze strony, gdzie znajdowali się pozostali członkowie drużyny, wyrwał młodzieńca z zamyślenia. Spodziewał się, że prędzej czy później trafią na jakieś znalezisko, toteż nie był tym faktem wielce zaskoczony.
Reiatsu... Znaleźli tą dziewczynę, czy coś zdecydowanie gorszego? — pomyślał, spoglądając w kierunku, z którego wyczuł energię.
Nie dowiemy się tego, jeśli będziecie stać w miejscu — odpowiedział duch jego Zanpakuto. — Powinniście im pomóc.
Wiem, ale... — zawahał się, ściskając pięści.
Podniósł wzrok na towarzyszących mu Ieyasu i Reisę, ze szczególną uwagą spoglądając na kobietę.
To ona tutaj dowodzi...
Sachi nie wykonywał niepotrzebnych ruchów, cierpliwie czekając na rozkazy Reisy. Nie oznaczało to jednak, że nie denerwował się; dłonie zaczęły mu się pocić, zaczął szybciej oddychać i częściej mrużył powieki.


RE: Burnsville, Apex (zniszczone) - Reisa - 23-08-2018 20:53

Wzrost reiatsu był niewątpliwie wyczuwalny, na tyle, by zauważyła go też Reisa. Zmarszczyła brwi. Coś zaczęło się dziać, ale co...? Było to tak, jakby coś uśpionego, coś groźnego przebudzało się powoli z wiekuistego letargu, pozbywało się mgieł sprzed swoich oczu, próbowało powstać na nowo. Czy mogła to być ta Marie, której wszyscy szukali? Albo owa Zjawa, której nazwa...imię...gatunek...padły w rozmowie?
Odpowiedzialność ciążyła na jej barkach jak płaszcz - zbyt długi, źle dobrany, nie skrojony na miarę.

To nie czas, by o tym myśleć. Możemy tylko stać się silnymi.

Skupiła się na okolicy, skanując ją szczegółowo i dokładnie jeszcze raz. Jeśli nie wyczuła niczego więcej poza znanymi sobie aurami oraz tą...obecnością, czymkolwiek ona była, wówczas gwałtownie odwróciła się do Ieyasu i Sachiego. Miała przy tym nadal zmarszczone brwi, bardzo poważny wyraz twarzy, pozbawiony uśmiechu, a w jej oczach płonął jakiś blask trudny do określenia. Czy to była radość? Żądza krwi? Pragnienie walki? Obawa? Trudno było powiedzieć, zwłaszcza że twarz szlachcianki stała się kamiennie profesjonalna, taka, jaka powinna być podczas decydowania. Była kapitanem, do cholery, nie urodziła się wczoraj i wiedziała, z czym wiąże się dowodzenie. Jeśli mieli cokolwiek robić, to teraz; później Zjawa mogła im na to nie pozwolić. Skoro wysłano ich jako sojuszników Fullbringerów - albo raczej skoro udało im się wypracować ten niepewny, dziwny pokój, w który niewielu zdolnych byłoby uwierzyć - to nie powinna teraz pozostawać na uboczu.

- Panowie, idziemy - skomenderowała twardo. - Sachi, zwracaj uwagę na wszystkie nowe...eee...obecności, melduj, gdybyś coś zauważył, i na razie ubezpieczaj tyły. W czasie walki, jak już powiedziałam, zachowaj wszelką ostrożność, a mój poprzedni rozkaz nadal jest w mocy. Wolę być pewna, że nic się nie stanie. Mimo wszystko...

Zawahała się, nie dokończyła. Spojrzała na Ieyasu, w jej wciąż płonących tym dziwnym uczuciem oczach pojawiło się ciepłe rozbawienie. Uśmiechnęła się zaczepnie, szturchnęła delikatnie Fullbringera w bok. Z jakiegoś powodu do obu mężczyzn stosowała odmienną taktykę - wobec nieśmiałego Sachiego wolała być jak kameleon, raz twarda, raz opiekuńcza; z Ieyasu pozwalała sobie na odrobinę więcej, ale nadal nie zmieniała swojego nastawienia. Nieprzywykła do stabilności (a przynajmniej nie do tego, że jest ona normą w relacjach międzyludzkich), nauczona, że świat zmienia się prędzej, niż zdążysz pomyśleć Reisa nie potrafiła jeszcze zaofiarować nikomu poza Ayano...i poza pewnymi osobami.

- Ieyasu, miej na wszystko oko- poleciła. - W razie czego pamiętaj, że Zjawa jest dobra w przejmowaniu innych ciał...a przynajmniej tak zrozumiałam Lenę. Jeśli uda się jej przejąć jednego z nas albo Alexa, co nie byłoby niemożliwe, będzie to trochę skomplikowana sprawa. Co zaś do kwestii Shinigami, to wszystko zależy od indywidualnych gustów. Na pewno nie ma tam zbyt wielu przystojnych mężczyzn, ale nie mi o tym wyrokować, która spędziłam wiele lat w...odosobnieniu. To jak, biegniemy?

Posłała im obu długie, zachęcające spojrzenie, a potem puściła się biegiem w kierunku owej obecności. Przyjemny bieg, shunpou...Niemal zapomniała już, jak to jest być błyskawicą, porywistym nurtem mknącym albo ku swojej zagładzie, albo ku zagładzie innych. Nie znaczyło to jednak, że zapomniała o powinności Shinigami wobec Dworu Czystych Dusz, i dlatego w biegu meldowała Imamurze-san:

- Doszło do bardzo nietypowej aktywności, coś starego zaczyna się budzić. Podejrzewamy, że może to być Zjawa, Imamura-san, będziemy w razie czego w kontakcie. Nie wiem, czy nasze siły plus Fullbringerzy wystarczą, jeśli to ona. Fullbringerzy twierdzą, że może być zdolna do przejmowania ciał i zależy jej na tym ich Alexie, znajomym powiązanym z Marie, dziewczyną, której szukali. Na razie biegniemy do nich i w razie potrzeby włączymy się do walki.


Przecież i tak nie mieli innego wyboru.

DON'T GO, IT'S A MIGHTY LONG FALL
TIME TO MAKE AMENDS...



RE: Burnsville, Apex (zniszczone) - Ieyasu - 23-08-2018 21:35

Poszukiwania nie przynosiły żadnego efektu, a przed nimi wciąż roztaczał się ten sam widok zniszczonego miasteczka. Jeśli nie mogli wyczuć energii zaginionej, musieli zaufać innym zmysłom, ale znalezienie kogokolwiek wśród tych ruin było piekielnie trudne. Podczas marszu, czerwonowłosy wciąż zachowywał czujność, ale pozwolił sobie na wyciagnięcie jednego z papierosów i odpalenie go. Zaciągnął się długo wyczekiwanym fajkiem i pozwolił dymowi rozejść się po płucach. Przez chwilę tak trzymał, by ostatecznie wypuścić szarą chmurkę w powietrze. Nie dostał jednak dostatecznie dużo czasu, żeby nacieszyć się tytoniem i w spokoju skończyć papierosa. Jego zmysły otrzymały sygnał i to bardzo niepokojący. Od razu można było zauważyć, że reszta poczuła to samo. Jakaś nieznana energia, ciężko było określić do kogo należała, ale na pewno nie była przyjazna. Najbliżej znajdowała się grupa Alexa, co potwierdzało jedynie, że to on jest właśnie celem. A może to tylko zwykły przypadek? Tak czy inaczej, nie mogli tego zignorować, musieli działać. Jednak powinni zrobić to ostrożnie i przemyślanie. Przyglądał się Reisie, zaciągając się po raz ostatni. Szybko przejęła kontrolę nad sytuacją, wydając jasne rozkazy nieśmiałemu podwładnemu. Ieyasu rzucił niedopalonego papierosa na ziemię i przydeptał go. To prawda, musieli ruszyć na miejsce zdarzenia, ale nic pochopnie.
-Lepiej zachowajmy ostrożność. Jest ich tam dostatecznie wielu, by podjąć walkę ze zjawą. Nie zdradzajmy swojej pozycji tak długo, jak będzie to konieczne i zaatakujmy z ukrycia. Tak tylko proponuje.
Nie mieli obowiązku go słuchać, mogli ruszyć przodem i totalnie go olać. Ale on również nie musiał przyjmować rozkazów od innych. Ruszył za kobietą, zmniejszając swoją energię do minimum. Chciał zbliżyć się do miejsca zajścia na tyle, na ile mógł to zrobić pozostając niewykrytym. Na dobrą sprawę nie mieli pojęcia co się tam działo. Dobrze było z góry założyć najgorsze, ale przed wysuwaniem pochopnych wniosków warto było się upewnić.


RE: Burnsville, Apex (zniszczone) - Lena Hawk - 24-08-2018 20:22

              Rozejrzenie się z góry nie przyniosło żadnych rezultatów. Ren wylądował na ziemi i delikatnie postawił Lenę. Gdy wymownym gestem dał znać, że chętnie by jeszcze polatała, uśmiechnęła się jedynie do niego. Ruszyli w stronę wzniesienia i stamtąd już mogli zobaczyć widok zapierający dech w piersiach. Jednak Lenie coś nie pasowało... Ten krajobraz zdecydowanie nie pasował do całej scenerii, jaką tu zastała. Spróbowała raz jeszcze wyczuć obecność reiatsu. Podejrzewała, że to wszystko jest iluzją... Bo jak uwierzyć, że ktoś tu przyjeżdżał i dbał o pola tak, że wszystko wyglądało perfekcyjnie?
              Zerwał się silny podmuch wiatru, przez co Lena cofnęła się o kilka kroków, by utrzymać równowagę. Gdyby nie miała mocy duchowej, prawdopodobnie by albo pofrunęła, albo wykorzystałaby Rena i by się go złapała. A cały krajobraz szlag trafił, był tylko iluzją. Kątem oka widziała, jak Ichinose szykował się do obrony... Bądź ataku. Blondynka nie chciała mu przeszkadzać a i sama wolała sobie dać przestrzeni, to też odskoczyła z pomocą mocy duchowej.
              Naprzeciwko Alexa pojawiła się postać, prawdopodobnie Zjawa, bo na taką wyglądała. Tylko gdzie Marie? Wszyscy chcieli wycofać, coby nie dać się złapać tej osobie. Jedynie Ichinose miał jak zwykle inne plany – rzucił się na nią z atakiem. Miała złe przeczucia co do tego, ale nic nie robiła. Czarna osoba wyglądała jakby nie była fizyczną materią, przez co wszelkie ataki prawdopodobnie przez nią przenikną. Lena nawet nie miała zamiaru się zbliżać, mimo, że jej umiejętność Weakening mogła tu pomóc. Jeśli atak nie przejdzie przez Zjawę a normalnie ją zrani, to prawdopodobnie zacznie myśleć nad planem wykorzystania swojej mocy... Na razie się odsunęła, by nie być za blisko. Skupiła się, aby być gotowym na każdą ewentualność i przy okazji stale badała otoczenie, by nie być zaskoczonym kimś nowym.