Bleach OtherWorld PBF
Dom rodzinny Araki - Wersja do druku

+- Bleach OtherWorld PBF (http://www.bleachow.eu)
+-- Dział: Soul Society (/forum-5.html)
+--- Dział: Siedziby rodów szlacheckich (/forum-37.html)
+---- Dział: Pomiejsze rody (/forum-120.html)
+----- Dział: Araki (/forum-171.html)
+----- Wątek: Dom rodzinny Araki (/thread-1361.html)

Strony: 1 2


Dom rodzinny Araki - Mina Araki - 17-06-2018 23:00

[Obrazek: kimon-nhatban-phongthuy.jpg]

Na szczycie wzniesienia wprost z uliczki widać charakterystyczny, zbudowany z czerwonej cegły mur otaczający jej domostwo. Ładna, zdobiona, czarna brama o ozdobnych prętach, okalające ją filary otulone są zimozielonym bluszczem, który na jesieni przybiera bordową barwę. Brama przeważnie jest otwarta, Mina nie boi się złodziei, za to bardzo lubi gości. Mijając bramę wkracza się na dość wąską, jednoosobową ścieżkę wyłożoną gładkimi, jasnymi kamieniami. Wokół dużo jest zieleni, jednak takiej, która nie wymaga zbyt wielkiej pielęgnacji. Pod oknami rosną róże, dokładnie takie, do których nie trzeba za często zaglądać, kawałek dalej po prawej widać dwa rozłożyste, kwitnące wiosną na różowo drzewa wiśni, pod nimi zaś rozległy, sztuczny staw, na jego brzegu zaś stoi stara, wysłużona ławka. Po lewej zaś widać kilka drzewek typowo owocowych, jedna czereśnia, może gruszka, jabłoń? Zdecydowanie nazwanie tego miejsca sadem byłoby ujmą na honorze dla sadu, jednak na świeże owoce narzekać nie można. Pod płotem, dalej za drzewami, rosną krzewy malin i jeżyn, z perspektywy ścieżki jednak nie widać tego, co jest za domem. Całość wzniesiona na wzgórzu, kryje za sobą widok, za który niektórzy zapłaciliby miliony. Pola. Rozległe, szumiące spokojnie pola, które wydzierżawione innym rodom co roku przyciągają spojrzenie złotymi kłosami pszenicy. Miejsce to nie nadaje się na plantację ryżu, ale od kiedy chleb stał się popularniejszy w Seireitei, a i rodowi brakowało czasu i chęci na zajęcie się hektarami miejsca, dobrym pomysłem było wydzierżawić je i niech ktoś się tym zajmie. Miejsce nie będzie stało puste, pieniądze same wpłyną, a ten widok. Ta cisza, spokój i delikatny szum pszenicy, pobliskich drzew. Bajka.

Samo domostwo nie jest zbyt wielkie, choć dla jednej zamieszkującej je osoby, zdecydowanie zbyt duże. Po wejściu zaraz na lewo znajduje się pokój gościnny, drewniane łóżko, zawsze świeża pościel, dwa stoliki nocne, sekretarzyk, na którym stoi dzban z wodą, kilka szklanek. Na ścianach wiszą malowane obrazy bez podpisu autora. Na przestrzał znajduje się łazienka, właściwie toaleta, umywalka, niewielkie lustro, prysznic. Idąc korytarzem dalej dociera się do głównej części domu, na prawo znajduje się kuchnia utrzymana w czystości i jadalnia, do której prowadzi łukowe, otoczone drewnem przejście. W jadalni zaś stół na dziesięć osób, krzesła, kredens kryjący trunki, zastawę. Już nie pamięta, kiedy ostatni raz korzystała z jadalni, jej ojciec wolał europejskie obiady, niż japońskie przesiadywanie na podłodze.
Idąc zaś na lewo, korytarz zakręca rozwidlając się. Na prawo znajduje się kolejny korytarz, który prowadzi do jednej z głównych sypialni, która ma własną łazienkę, po drodze zaś znajdują się drzwi prowadzące do głównej łazienki. W tej zamiast prysznica znajduje się wanna. W lewym rozwidleniu zaś tuż po prawej są drewniane schody prowadzące na piętro, na dole zaś obszerny pokój o dużych oknach prowadzących do ogrodu. Widok wychodzi akurat na dwie wiśnie i staw. Salon jest dość duży, na środku stoi rozległa kanapa rodem z europejskich domów, dwa fotele, przed nimi zaś ława i poduszki dla gości, którzy preferują typowo japońskie spędzanie czasu przy stole. W prawym rogu salonu stoi fortepian utrzymywany w dobrym stanie. Choć ma wytarte klawisze, wydaje się, że dawno nikt na nim nie grał. Na piętrze znajdują się cztery pokoje gościnne, biblioteczka, która równie dobrze może spełniać rolę gabinetu, jedna łazienka. Znajdują się tam również kolejne drewniane schody prowadzące na ostatnie piętro domostwa, gdzie znajduje się sypialnia Miny, niewielka łazienka i taras wychodzący na tyły domu.
Całość utrzymana jest w stonowanych barwach beżu uzupełniana brązowymi akcentami drewnianych drzwi, futryn, ozdobnych przejść. W domostwie panuje cisza, spokój i jest czysto. Jak na jedną osobą przestrzeń ta wydaje się być zbyt wielka, schody na górę już dawno nie widziały innych stóp niż jasnowłosej.
Przy samych drzwiach znajduje się wieszak na płaszcze i stojak na obuwie.



RE: Dom rodzinny Araki - Lena Hawk - 21-06-2018 20:29

              U bram posiadłości stanął mężczyzna. Wysoki i średnio zbudowany, jednak urodę miał chłopięcą. Niezbyt to dobrze się zgrywało ze sobą. W ręce trzymał kopertę, starannie zapieczętowaną woskiem, na której widniał symbol, wskazujący na to, że list pochodzi z Rodu Kuchiki. Posłaniec rozejrzał się i ruszył eleganckim krokiem naprzód. Dotarłszy do drzwi, uniósł dłoń by zapukać. Rozległo się pukanie a mężczyzna nasłuchiwał się kroków po drugiej stronie ściań, bądź zawołania "Sekundka, już idę!" czy też "Otwarte!". Nic takiego nie nastąpiło. Ponowił pukanie, tym razem nieco mocniej i głośniej. Prawdopodobnie miał chęć zerknąć przez okno czy przytknąć ucho do drzwi, ale kultura mu tego zakazywała. Będąc pewien, że w domu nikogo nie ma, włożył kopertę do skrzynki na listy obok wejścia i odwrócił się, by stąd odejść.
              W kopercie znajdował się list. Treść była napisana piękną czcionką, ewidentnie pisząca osoba pobierała lekcje kaligrafii. Mimo to, słowa były idealnie czytelne.

Droga Mina Araki,

              Piszę z dość nietypową i niecodzienną prośbą. Córka mojej bliskiej kuzynki została przyjęta w szeregi Gotei 7 i potrzebuje prywatnego nauczyciela w dziedzinie kidou. Wierzę, że idealnie sprawdziłabyś się na to stanowisko. Liczę, że zaakceptujesz moją prośbę i podejmiesz się zadania. Ufam ci. Ja sam, mimo szczerych chęci, nie mam niestety tyle wolnego czasu, by móc go poświęcić mojej rodzinie.
              Jutro poślę mojego sługę po panią. Spotkamy się w moim gabinecie, by omówić szczegóły, oczywiście, jeśli wyrazisz zgodę.

Z poważaniem,
Akira Kuchiki.



RE: Dom rodzinny Araki - Mina Araki - 29-06-2018 13:09

Posłaniec nikogo nie zastał w domostwie choćby dlatego, że jasnowłosa mieszkała tu sama. Nie było krzątającej się służby, wielkiej rodziny zamieszkującej posiadłość, jedna, drobna Shinigami, która akurat była w kompletnie innym miejscu. Laboratorium było jej drugim domem, zdarzało się niejednokrotnie, że nocowała właśnie tam, na terenach II. Dywizji, o tej godzinie jednak po prostu pracowała czekając wybicia godziny, w której będzie mogła wrócić do domu. Kolejny dzień zapowiadał się tak samo, jak poprzednie - miała mieć wolne, zatem nie pozostawało jej nic innego, jak z niego skorzystać i może poczytać jakąś książkę na tarasie? Pogoda dopisywała, okolica była cicha i spokojna, woda przed domem szumiała bystro, sama Araki zaś miała niebywale dobry humor od momentu, w którym wróciła z ostatniej misji. Czy to pokonanie przeciwnika, czy opanowanie słabości, suma wszystkich zdarzeń sprawiła, że Mina nabrała nieco pewności siebie, a każdy mijający dzień zdawał się być jaśniejszy od poprzedniego. Była z siebie dumna, naprawdę dumna i chyba właśnie ta duma sprawiała, że z taką ochotą wyczekiwała dnia wolnego. To miała być nagroda za to, że dała radę.

Docierając do drzwi minąwszy otwartą bramę, z pewnej odległości już widziała wystający skrawek koperty w skrzynce na listy. Mało kto posługiwał się tą drogą komunikacji, zdecydowanie powszechniejsze były piekielne motyle, dlatego momentalnie poczuła ucisk w gardle, jakby miały to być jakieś złe wieści. Może chodziło o ojca? Albo ktokolwiek z jej rodziny nagle stwierdził, że im bardziej należy się ten dom, a ona będzie musiała go opuścić? Zamieszkać gdzieś indziej? Zbladła. Pokonanie tych paru metrów trwało tak długo, że zdawało się, że przed jej oczami przemykają kolejne pory roku, nim drobna dłoń uchyliła wieko skrzynki wyciągając list. Ładna koperta, ładne pismo, pieczątka Rodu Kuchiki... otwierając kopertę znalazła się w korytarzu, dopiero w kuchni zrzuciła z ramienia torbę kładąc ją na stole, a podchodząc do okna, na którym kwitły storczyki rozłożyła list wczytując się w jego treść. Początek nie sugerował niczego nadzwyczajnego, ładne pismo, po którym od razu rozpoznała przedstawiciela szlachty, prośba o pomoc w kidou, co było dość dziwaczne choćby dlatego, że sama siebie za specjalistkę nie uznawała. Ale który Kuchiki chciałby jej pomocy? Czyżby Satoshi komuś coś podszepnął? Nasunęło jej się na myśl, że to właśnie jasnowłosy ją w to wrobił, że być może ktoś z jego bliskich krewnych potrzebował pomocy. W końcu nie był aż takim burakiem, za jakiego go uważała. I wtedy jej spojrzenie zatrzymało się na podpisie, a jej serce dosłownie zamarło przestając bić. Kto to napisał?
"Akira Kuchiki..." - podsunęła jej Mizu uradowana, w jej głosie jasno dało się wyczuć rozbawienie, ale i swego rodzaju dumę. W końcu to, co powtarzała tej dziewusze odkąd się znały, zostało zauważone - "Mina, poprosił cię sam Akira-dono, chyba nie odmówisz? Mina?"
Ale Mina jej nie słuchała. List upadł na podłogę wypuszczony z dłoni, a całe ciało jasnowłosej runęło tuż obok. Nie zemdlała, straciła czucie w całym swoim ciele, ale nie zemdlała. To było jak paraliż, jak strach, który nie pozwala jej się ruszyć, ale umysł wciąż miała sprawny.
"Mina, nie żartuj sobie ze mnie, o co chodzi? Boisz się?"
"Tak" - padła cicha odpowiedź, Mizu zaś westchnęła przeciągle.
"Bardziej niż krwi?"
"Nie."
"No to problem z głowy. Wstawaj, masz mnóstwo rzeczy do zrobienia przed jutrem, wypadałoby, żebyś rano wzięła prysznic, wiesz, w końcu to nie pierwszy lepszy Kuchiki, którego nokautujesz gdzieś na misji" - zaśmiał się duch jej zanpakutou.
"Spadaj..." - mruknęła jasnowłosa zbierając się z podłogi. Nie mogła odmówić, bała się odmówić, bała się tam pójść, ale tak właściwie...to chciała tam iść.
Dlatego kolejnego dnia od samego rana była przygotowana do drogi, idąc za radą Mizu odświeżyła się rano, żeby nie wyjść na brudasa z II. Dywizji, którego domem jest laboratorium, co tak do końca nieprawdziwe nie było, nie wiedząc jednak o której spodziewać się miała gościa, usiadła na zewnątrz, w ogrodzie po prawej na wysłużonej już ławce pod dwoma rozłożystymi drzewami wiśni. Czytała książkę, może nawet trochę przysnęła czując przemykające między liśćmi promienie ciepłego słoneczka, obok miała torbę z kilkoma podręcznikami, z których korzystała kiedyś - oczywiście opatrzonymi własnymi notatkami. Nie wiedziała, czy już dzisiaj będzie musiała wziąć się za szkolenie, czy tylko porozmawiają? Wolała być przygotowana. Zapadając w pół sen śnił jej się właśnie Akira, ale w tym śnie nie czuła przed nim strachu. Zupełnie inaczej, niż w rzeczywistości. A gdyby spotkać się z nim śniąc? Liczyłoby się?


RE: Dom rodzinny Araki - Lena Hawk - 01-07-2018 17:10

              Niecodziennie się dostaje listy od samego Akiry Kuchiki i niecodziennie dostaje się tak nietypowe prośby, to też Mina, gdy dotarło do niej, co się znajduje w tym liście i od kogo dostała, runęła niczym kłoda na podłogę. Zupełnie, jakby krew odpłynęła z wszystkich kończyn. Szok ją wyłączył, ale o dziwo, jej umysł pozostał świadomy. Musiało to wyglądać dziwnie a zarazem zabawnie.
              Gdy dotarła do siebie, zebrała się z podłogi by zaplanować poranek na kolejny dzień. Następnego dnia przyszykowała się i nie wiedząc, o której ma się spodziewać posłańca, usiadła przed domem z książką. Wkrótce jednak literki na stronie powoli zaczęły się rozmywać, wszystkie słowa łączyły się w jedną plątaninę liter a powieki robiły się coraz cięższe. Była wyspana, walczyła z tym, ale jednak sen wygrał.
              Przed jej oczami pojawił się Akira Kuchiki. Patrzył na nią i wnikliwie się jej przyglądał. Stwarzał wrażenie, jakby aż zaglądał wgłąb w umysłu swoim przenikliwym spojrzeniem. Na jego twarzy wpełzł delikatny, uprzejmy uśmiech i podszedł do niej, wyciągając dłoń.
- Pani Araki.
              Ze snu wyrwał ją spokojny, niski głos. Przed nią stał wysoki, zbudowany mężczyzna o chłopięcej urodzie. Jego brązowe włosy starannie zaczesane do tyłu odsłaniały jego twarz o delikatnych rysach, ale spojrzenie miał nieco surowe.
- Jest pani gotowa na spotkanie z Kapitanem Akirą Kuchiki?
              Zapytał, czekając na jej odpowiedź. Gdy uzyskał potwierdzenie, skinął głową bez słowa i ruszył naprzód, aby zaprowadzić Minę do umówionego miejsca.



RE: Dom rodzinny Araki - Mina Araki - 02-07-2018 11:24

Sen był taki cudowny, albo raczej, spokojny. Nie bała się, bo przecież nie miała czego, prawda? Trzymana w dłoniach książka już dawno opadła na kolana pozostawiając dłonie wolne, jasne włosy rozwiewał ciepły wiatr. Było jej tak cudownie, nie czuć strachu przed nadchodzącym zadaniem, nie bać się tego, który zawsze budził w niej respekt. Nawet kiedy o nim pomyślała, przechodziły ją ciarki zupełnie tak, jakby ją obserwował. Oczywiście nie była to prawda, kiedy jednak jego senne wyobrażenie wyciągnęło ku niej dłoń, ona zrobiła to samo. Dokładnie w momencie, w którym jej umysł zaczął się budzić, a świadomość podpowiedziała jej, że stojący naprzeciw mężczyzna nie jest Akirą i na pewno zastanawia się, dlaczego Mina wyciąga do niego rękę. Momentalnie cofnęła dłoń nieco przestraszona, leżąca na kolanach książka spadła na ziemię, kiedy w gwałtownym ruchu jasnowłosa postanowiła wstać i skłonić się lekko mężczyźnie.
- Tak, tak, jak najbardziej, proszę wybaczyć... - nie wiedziała jak uargumentować swoją drzemkę, dlatego po prostu uśmiechnęła się przepraszająco, sięgnęła po książkę chowając ją do torby, tę zaś przerzuciła przez ramię poprawiając tak, by nie plątała się z włosami i skinęła lekko brązowowłosemu. To spojrzenie...przyprawiało ją o ciarki, owszem, Torokatto też potrafił być surowy, ale jego znała. Tego tutaj nie. Aż zbladła na samą myśl co się może wydarzyć na miejscu! Przez myśl przemknęło jej, żeby teraz zemdleć, udać chorobę i może wtedy da jej spokój?
"Nawet mi się nie waż Mina..." - usłyszała wewnętrzny, ostrzegawczy głos Mizu, a nogi Shinigami same powędrowały za młodzieńcem we wskazanym kierunku. Z każdym kolejnym krokiem nabierała jednak pewności, a w umyśle zaświtała iskierka, że skoro sam Kapitan Korpusu Kidou chciał, żeby kogoś uczyła, musiało być coś na rzeczy, prawda? Na jej policzkach pojawiły się delikatne rumieńce, które zaraz zniknęły jakby w obawie, że je ktoś zobaczy. Owszem, odebrała stosowne wychowanie i potrafiła się zachować w obecności arystokracji, ale czym były pomniejsze Rody, takie jak jej, w porównaniu z Kuchiki? Z duszą na ramieniu ruszyła za swoim tymczasowym towarzyszem podróży nie rozmawiając z nim, jeśli nie została o nic zapytana. Zbierała siły na później, to po pierwsze, a po drugie, nigdy nie była aż tak śmiała, żeby zaczepiać obcych ludzi i pytać ich jak im mija dzień.

[z/t?]


RE: Dom rodzinny Araki - Mina Araki - 22-11-2018 23:03

Sytuacja na sali treningowej zaczęła się...komplikować. Jasnowłosa Shinigami nigdy by nie przypuszczała, że takie stężenie Shinigami na metr kwadratowy wywoła u niej dyskomfort. Bzdura. Mina przed większą publiką robiła się wiotka jak wierzbowa witka, dlatego gdy tylko dostrzegła zbliżającą się kobietę, w przeciągu zaledwie kilku chwil i drogi dedukcji zrozumiała, z kim przyszło jej się mierzyć. Nie, że w ogóle chciała, ograniczyła się jednak całkowicie do niewerbalnych gestów, przede wszystkim skinień głową i uśmiechów. Ayako była...naprawdę miła. Mina jednak postanowiła nie wpierdzielać się między wódkę, a zakąskę, dlatego w przeciągu zaledwie chwili zapragnęła znaleźć się jak najdalej. Oczywiście gdy usłyszała wersję z obiadem w roli głównej, próbowała podziękować, zaprzeczyć. Ale jeśli nadal nalegali, co stało na drodze, by zjedli razem posiłek? Co prawda rękawicy jeszcze nie zrobiła, Mizu jednak podpowiadała jej w duchu, że jeśli ktoś oferował jedzenie, należało z tego skorzystać. Ta wiecznie nienażarta Mizu.

***

Minęło kilka dni, które nie różniły się właściwie od poprzednich. Mina poza podstawowymi obowiązkami i spotkaniami z Kiyomi, sporadycznymi stanami przedzawałowymi po spotkaniu z Akirą, czy innymi rzeczami, które nie działy się normalnie, wszystko było w jak najlepszym porządku.
Korzystała z wolnego czasu, czytała książkę na ławce przed domem, wiatr delikatnie poruszał wodą w stawie tworząc na nim zmarszczki. Wierzba nad jej głową szumiała cicho, nikt jej nie przeszkadzał. Książka co prawda zdążyła już wylądować na kolanach, głowa odchylona lekko do tyłu, zamknięte oczy, miarowe uniesienie klatki piersiowej...spała w najlepsze. Nie chrapała, po prostu spała czując ciepłe promienie słońca na policzkach, obudziłaby się prawdopodobnie dopiero, gdyby ktoś ją szturchnął w ramię. Nigdy nie należała do tych bardziej czujnych, zawsze pokładała ufność w ludzkość, czy też towarzyszy Shinigami, więc czego mogła się obawiać w tej chwili? Napaści? Dlatego kimała w najlepsze całkowicie nie przejmując się otoczeniem. Fakt, gdyby zaczęło padać, obudziłaby się w dość zabawny sposób, ale pogoda zdawała się jej dopisywać jakąś godzinę temu, gdy jeszcze była świadoma trzymanej w dłoni książki i torebki szyszek ryżowych obok.


RE: Dom rodzinny Araki - Chester - 25-11-2018 14:29

Mina korzystała ze swojego wolnego czasu w najlepsze. Próbując skupić się na książce, zwyczajnie w świecie usnęła. Zapewne pospałaby jeszcze dłużej w tej niewygodnej, siedzącej pozycji, ale pod jej dom przybył niespodziewany gość i była to raczej ostatnia z osób, których mogłaby się spodziewać wizyty. Z pozoru zwykły dywizjonista, ale wykonywał niezwykle ważną misję. Został tu przysłany przez członka rodu Kuchiki z ważną wiadomością. Sam nie miał pojęcia co w niej jest, a list ściskał kurczowo w dłoni. Nie zauważył nawet, jak bardzo zdążył go zgnieść. Przez kilka dobry minut stał przed domem, wpatrują się jedynie w dziewczynę, odchrząkując jedynie cicho. To jednak nie było w stanie zbudzić Miny. Wiedział, że to niegrzecznie przeszkadzać komuś w odpoczynku, a sam należał do osób dość nieśmiałych, dlatego nie potrafił zebrać w sobie dostatecznie dużo odwagi, by się odezwać. Ale ile czasu mógł poświęcić na bezczynne stanie w miejscu? Było coś co w końcu popchnęło go do działania, a mianowicie strach przed niewykonaniem polecenia. Ród Kuchiki znany był ze swojej surowości, a niesubordynację karał srogo. Powoli zbliżył się do dziewczyny i położył zgniecioną kopertę obok niej na ławce. Zleceniodawca chciał jedynie, by dostarczyć list, nic nie mówił o wręczaniu go osobiście. Gdy tylko puścił przesyłkę szybko obrócił się na pięcie i ruszył biegiem z powrotem. Po drodze jedynie odetchnął z ulgą.
Mina po przebudzeniu mogła dostrzec leżącą obok zgniecioną kopertę, ale po jej otwarciu z łatwością mogła odczytać zawartość, napisaną bardzo ładnym pismem.
Witaj Mino,
Z tej strony Satoshi. Mam nadzieję, że u ciebie wszystko w porządku. Nie wiem, czy pamiętasz ale uratowałaś mi życie w lesie w Rukongai. Nie należę do ludzi, którzy łatwo zapominają i chciałbym się odwdzięczyć. Mam nadzieję, że dasz się zaprosić na wspólny posiłek. Jeśli tak, to zapraszam wieczorem pod siedzibę rodu Kuchiki.
PS. Wybacz, że nie zapraszam osobiście, ale jestem zajętym człowiekiem.
PS2. Wysłannik otrzymał już ode mnie wynagrodzenie, więc nie musisz się martwić.



RE: Dom rodzinny Araki - Mina Araki - 26-11-2018 21:41

Mina nie robiła sobie nic z cichych pochrząkiwań, musiałby obok przejechać na słoniu, albo wystrzelić kidou jakiegoś wyższego stopnia, żeby się obudziła. Okulary cudem trzymały się na jej twarzy mając oparcie jedynie na płatkach uszu, choć i stamtąd powoli zaczynały się uwalniać. Przechylona na bok głowa, opierająca się trochę o ławkę, trochę o własne ramię zaczynała zmieniać położenie na bardziej frontalne. A to sugerowało całkiem bliską pobudkę.
-...jeszcze trochę... - mamrotała pod nosem -...jeszcze pięć minut...
Posłaniec nie miał łatwego zadania, choć wybrnął z niego wzorcowo. Skoro nikt nie kazał mu dostarczać listu bezpośrednio, to po co stać i się martwić, aż blondynka się obudzi? I kiedy to nastąpi?
Dywizjonista już dawno opuścił tereny jej posiadłości nie zostawiając po sobie nawet wspomnienia, tylko list. Fiołkowe oczy spojrzały uważnie na kopertę, zmrużyły się nieco kryjąc się przed słońcem. Pogoda dopisywała i nic nie wskazywało na jej rychłą zmianę. Wpierw pojawiło się zaciekawienie. Kto przyniósł list? Od kogo? Dlaczego nikogo nie widziała?
"Może dlatego, że spałaś jak zabita?" - z pomocą natychmiast ruszyła Mizu - "Czytaj szybko, ciekawa jestem."[
Ładna koperta, ładne pismo, już po samym wstępie na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech, gdy we własnych wspomnieniach przywoływała ich wspólną misję.
- To nie tak... - mruknęła jak gdyby miał ją usłyszeć, choć wiedziała doskonale, że tak nie jest. Fiołkowe oczy wodziły dalej po ładnie zapisanych literach, a im dłużej czytała, tym większy rumieniec pojawiał się na jej twarzy.
"Czekaj, czekaj, nie podniecaj się tak, to może być twój brat..." - usłyszała głos Mizu, a jasnowłosa poczuła, że zaraz zemdleje. No tak. Kiedy uczucia brały górę, to nie rozum przywoływał je do porządku, to była dusza jej zanpakutou.
W pierwszej chwili o czym mogło pomyśleć to nieśmiałe dziewczę o romantycznej duszy? No właśnie. A teraz? Chciał się odwdzięczyć, choć to ona powinna mu dziękować za to, że jej nie zgłosił. Chciał być miły, prawda? Do tego wątpiła, żeby to był jej autentyczny brat, ale skoro matka zostawiła jej list, że ktoś z Kuchiki jest jej ojcem, to kto mógł to wiedzieć? Nie napisała, czy on wiedział, czy komuś poza Miną powiedziała, a teraz się tego nie dowie. Po co jej to pisała? Miała wyrzuty sumienia? Mogła żyć w nieświadomości i udawać przed samą sobą, że idzie na randkę, choć była to wierutna bujda. Ale mogłaby. W tej chwili zamiast zastanawiać się nad czymś sensownym, jak choćby tym, w co powinna się ubrać, zastanawiała się, czy ewentualny związek z Satoshim byłby kazirodztwem...
"MINA!"
Zeszła na ziemię. No tak, przecież musi się w coś ubrać. Ale w co? Mało jej do oczu łzy nie naszły. Jeśli pójdzie w mundurze, może się wygłupić, że zbyt służbowo. Jeśli ubierze się za elegancko, Satoshi pomyśli, że ona sobie coś pomyślała i wtedy dopiero sobie coś pomyśli! Zakryła dłońmi oczy. Po co się w to w ogóle pakowała? Polubiła go, choć na początku był dupkiem, to naprawdę go polubiła. Dlaczego jej to robił? Czym sobie na to zasłużyła? Przecież mu pomogła, prawda? I co to znaczyło "wieczorem"? I gdzie był posłaniec?
Ruszyła smętnie do domu ciągnąc nad głową ciemną chmurę, zaraz się rozpada. Musiała coś postanowić zanim padnie na łóżko chowając głowę pod poduszkę.
Wieczór był pojęciem względnym, wieczór następował wtedy, kiedy zachodziło słońce, a powoli nastawała noc. Taką też porę na wymarsz obrała Mina. Jeśli się spóźni, nie będzie to uzasadnione, zamierzała znaleźć się na miejscu jakieś pięć minut po zachodzie słońca. Jeśli zaś chodziło o ubiór, tu był większy problem. Nie wiedziała gdzie idą, jak ma się ubrać, miała bardzo mało informacji. Ale musiała przyznać, że wybrnęła. Na sobie miała nieco przypominający shikakusho komplet, jednak już na pierwszy rzut oka można było zauważyć, że jest nieco bardziej...eleganckie. Materiał nieco bardziej błyszczący, gdzieniegdzie przeplatany delikatnym, kwiatowym motywem. Tak naprawdę sam ubiór nie był aż tak ważny, pasował gdziekolwiek by nie poszli, więc był adekwatny. Tak naprawdę, to po prostu się uczesała. Włosy zawsze rozpuszczone, w wiecznym nieładzie, czasem warkocze. Upięła zgrabnie, wpięła kwiatek, okulary schowała do niewielkiej torebki, którą przewiesiła przez ramię. Parasolkę postanowiła zostawić w domu, to już lekka przesada. Ubiór jednocześnie będący i nie będący shikakusho pozwalał na zwykły krok i nie krępował ruchów, wyglądał też na tyle ładnie, na ile miał wyglądać.

[z/t]


RE: Dom rodzinny Araki - Chester - 02-03-2020 22:29

Dziewczyna zdążyła dopiero wrócić z misji, ale nie miała jeszcze dostatecznie dużo czasu na odpoczynek. Większość dnia spędziła w laboratorium i akurat dzisiaj postanowiła wrócić na noc do pracy. Nocy jeszcze nie było, ale za oknem szybko się ściemniało. Nic nie wskazywało na to, że będzie miała dzisiaj niecodziennego gościa. Najpierw usłyszała za drzwiami jakieś szmery, a jakby się dobrze przyjrzała to w oknie zobaczyła by niewyraźny zarys twarzy. U niej mogło to wywołać tylko jedną reakcję. Nieznajomy natomiast ucieszył się, że w pomieszczeniu jeszcze świeciło się światło, a to znaczyło, że udało mu się trafić na domownika. Ile to już dni to planował? Przeprowadzić poważną rozmowę z kobietą, ale tej nigdy nie było w domu. Stanął przed drzwiami, przetarł jeszcze pot z czoła i zapukał. Bardzo mocna zapukał. Chciał to załatwić bardzo szybko, tak szybko jak załatwiało się wszystkie szemrane interesy. Szybko tracił cierpliwość i uderzył po raz drugi, a gdy Mina wreszcie mu otworzyła, jej oczom ukazała się zarośnięta twarz. Nie wydawało jej się, że kiedykolwiek go widziała. Oto stanął przed nią całkiem obcy mężczyzna w podeszłym wieku o późnawej porze z nieznanymi zamiarami. Okulary na twarzy przesłaniały mu oczy z pozycji w której stała dziewczyna.
-Mina Araki, jak mniemam? Musimy porozmawiać, nie zaprosisz mnie do środka?
Jak na swoja aparycje, miał dość łagodny głos, wręcz kojący. Oczywistym było, że ją znał. Nawet jeśli nie z wyglądu to na pewno z imienia i nazwiska, a skoro znał jej adres zamieszkania, to musiał co nieco o niej wiedzieć. Czy to z czystego rozsądku, czy zaspokojenia własnej ciekawości musiała jakoś zareagować.



RE: Dom rodzinny Araki - Mina Araki - 04-03-2020 20:20

Miała nadzieję na spokojny wieczór, ciepłą kąpiel, może książkę do poduszki, albo może po prostu szybki sen? Miała tyle planów, tyle nadziei, która jednak rychło została rozwiana przez dziwne odgłosy za oknem. Podskoczyła widząc w oknie jakąś twarz, zadrżała słysząc pukanie. Czego właściwie się bała? Czuła się dość pewnie na swoim stanowisku, ze swoim aktualnym pułapem siły duchowej, dlaczego więc pociły jej się ręce? Dlaczego serce biło jak oszalałe, gdy podchodziła do drzwi? Otwierając je właściwie wstrzymała oddech, a jej spojrzenie padło na starszego jegomościa, którego jej fiołkowe oczy widziały po raz pierwszy.
- Porozmawiać? O czym? - zapytała od razu, a jej czujność wzrosła. Nieznajomy. W jej domu. O tej porze. Gdzieś w tle słyszała głos Mizu, że przesadza, że to przecież starszy człowiek, co mógł jej zrobić? - Proszę wybaczyć moje maniery, zaskoczyła mnie pańska wizyta panie...? Tak, tak, Araki Mina...właściwie Minako... - zrobiła stosowną pauzę czekając, aż się przedstawi.
Zrobiła mu miejsce w drzwiach wpuszczając go do środka, zamknęła za nim drzwi, wskazała miejsce, gdzie mógł zostawić obuwie i zaprowadziła do salonu na przestrzał domostwa. Był to obszerny pokój o dużych oknach prowadzących do ogrodu. Widok wychodzi akurat na dwie wiśnie i staw. Salon jest dość duży, na środku stoi rozległa kanapa rodem z europejskich domów, dwa fotele, przed nimi zaś ława i poduszki dla gości, którzy preferują typowo japońskie spędzanie czasu przy stole. W prawym rogu salonu stoi fortepian utrzymywany w dobrym stanie. Choć ma wytarte klawisze, wydaje się, że dawno nikt na nim nie grał. Jemu zostawiła wybór siedziska, sama zaś splotła dłonie przed sobą wyglądając na poddenerwowaną.
- Czy mogę zaproponować coś do picia? - zapytała czekając na odpowiedź i jeśli taką otrzymała, zniknęła na parę chwil przynosząc to, o co prosił - Proszę wybaczyć, ale wydaje mi się, że mnie pan zna? Ja natomiast nie mam pojęcia... - widać było, że włączyła jej się typowo szlachecka gadka, mówiła inaczej, używała innych słów, nawet Mizu, która już dawno nie słyszała jej takiej po prostu milczała jakby przyglądając się kolejnym wydarzeniom.


RE: Dom rodzinny Araki - Chester - 05-03-2020 20:35

Nie od dziś wiadomo, że jak się coś planuje, to zazwyczaj to nigdy nie wychodzi. Nie inaczej było w przypadku Miny, która już wymyśliła kilkanaście przyjemnych sposobów na spędzenie wieczoru. Oczywiście taki mól książkowy nie mógłby się obejść bez dobrej lektury przed snem. Nim jednak zdążyła przejść do pierwszego podpunktu na swojej liście obejmującej udany wieczór, została zaskoczona przez pukanie do drzwi. Było nachalne i natarczywe, choć stojący za nimi mężczyzna wcale nie sprawiał wrażenia niecierpliwego. Sędziwy wiek pozwalał stwierdzić, że w swoim życiu niejedno już przeżył i z należytą cierpliwością podchodził do kwestii egzystencjalnych. Nieznajomy był anomalią dzisiejszego wieczoru, ale przecież Mina nie mogła zapomnieć o dobrych manierach, tym bardziej że staruszek zdawał się ją znać. A skoro tak, i miał do niej jeszcze interes, to wypadało dowiedzieć się chociaż o co chodzi. I co mogło być taką naglącą sprawą, że nie mogło zaczekać do następnego dnia? Jednak kobieta nie mogła zdawać sobie sprawy, że to nie była pierwsza wizyta nieznajomego, po prostu nigdy nie miał na tyle szczęścia, by kobietę zastać w domu. Pech lub szczęśliwy trwa chciał, że w końcu na siebie trafili.
-Wolałbym, żeby moje imię pozostało tajemnicą, a przynajmniej w tej chwili.
Uśmiechnął się, a jego uśmiech mógł oznaczać tysiąc rzeczy. Ciężko było wyczytać cokolwiek z twarzy osoby, której oczy były przesłonięte okularami. Palcem wskazującym poprawił okulary na nosie i podziękował za zaproszenie. Wchodząc do środka, a następnie przechodząc do kolejnego pomieszczenia, uważnie się rozglądał. Może czegoś szukał, albo zwyczajnie kierowała nim ciekawość? Bo raczej nie oceniał wartości znajdujących się tu przedmiotów, by następnie okraść naukowca? Cały czas milczał podążając za kobietą, aż wreszcie zaproponowała coś do picia.
-Poproszę herbatę. Gorzką jeśli można.
Nieznajomy zajął miejsce na kanapie i cierpliwie poczekał na swój trunek. Gdy Mina wróciła, podziękował jej i wziął od niej kubek. Dmuchnąwszy parę razy, upił łyk.
-Panienka mnie nie zna, ale ja panienkę już bardzo dobrze. Zastanawiałaś się kiedyś nad pochodzeniem swoich rodziców? Nie zawsze wszystko wydaje się takie jakie naprawdę jest na pierwszy rzut oka.



RE: Dom rodzinny Araki - Mina Araki - 08-03-2020 19:35

Jasnowłosa z uwagą obserwowała dziwnego osobnika tym bardziej, że nie chciał się przedstawić. Gdy ją mijał na jej twarzy pojawiła się mina przypominająca naburmuszonego chomika, całe szczęście, że jej nie widział. Wystarczyło, by Mizu skarciła ją za to w duchu, dlatego prowadziła go już dalej uśmiechając się delikatnie, jednak z wciąż zaskoczeniem w spojrzeniu.
Mina skinęła mu lekko głową znikając na parę chwil, przyniosła mu zgodnie z życzeniem dobrą, czarną herbatę, gorzką, parę słodkich, karmelowych ciastek na talerzyku, drugą filiżankę herbaty oraz dzbanek, gdyby zażyczył sobie dolewki. Z duszą na ramieniu zostawiała go samego, jednak wracając nie zauważyła, by staruszek ruszył się ze swojego miejsca, podświadomie też chyba oceniała, czy niczego nie zwędził pod jej nieobecność. Na szczęście nie posiadała zbyt wielu cennych rzeczy, najcenniejsze dla niej były książki i wiszące na ścianach ręcznie malowane obrazy, które oprócz wartości sentymentalnej, raczej nie miały innej.
Siadając na fotelu spojrzała na niego pytająco, a na jej twarzy wymalowało się szczere zdumienie, gdy zadał pytanie dotyczące jej pochodzenia. Poczuła, że jej dłonie zaczynają się pocić.
- Pan wybaczy, ale nie mam zielonego pojęcia, o czym pan mówi... - zaczęła nieco niepewnie, po chwili upiła łyk herbaty unosząc ją z gracją do ust, mało co nie poparzyła sobie języka zachowując jednak zimną krew, odstawiła filiżankę ze spodeczkiem na stolik kawowy i spojrzała fiołkowymi oczami na jegomościa mając nadzieję, że wyglądała na spokojną i opanowaną. Cały jej umysł krzyczał, bił na alarm i nawet bez podpowiedzi Mizu wiedziała, że ten człowiek COŚ wie! Tylko skąd?! - Nie znam pana, nie wiem skąd mnie pan zna i nie wiem też, dlaczego miałabym się zastanawiać nad pochodzeniem moich rodziców?
Może była nieuważna? Starała się szukać tak, żeby nie zwrócić na siebie niczyjej uwagi. Tu gdzieś list, tam zapytała psim swędem, może ostatnio trochę przedobrzyła, ale aż tak? Kwestią czasu chyba było, nim ktoś się zorientuje, że Mina kogoś szuka, ale dlaczego akurat ten mężczyzna? I czego chciał? Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi. Znów upiła herbaty, tym razem ostrożniej czekając na jego wyjaśnienie, jakiekolwiek by nie było.


RE: Dom rodzinny Araki - Chester - 09-03-2020 20:33

Na pierwszy rzut oka staruszek nie sprawiał osoby godnej zaufania, więc oczywistym było, że jego słowa wydadzą się kobiecie podejrzane. Nigdy wcześniej go nie widziała, a teraz jak gdyby nigdy nic składa jej wizytę i zaczyna rozmowę na temat rodziców. Czy mogło mieć to jakikolwiek związek z niewielkim śledztwem prowadzonym przez nią? Odpowiedzi mogła uzyskać tylko zadając pytania, a mężczyzna zdawał się skóry do rozmowy. W końcu to on rozpoczął ten temat, a teraz spokojnie popijał sobie herbatę. Oczywiście małymi łyczkami, poprzedzonymi kilkunastoma dmuchnięciami. Z pewnością nie chciał skończyć jak Mina, która sprawnie ukryła oznaki oparzenia. W końcu uśmiechał się delikatnie odstawiając kubeczek na stoliczek.
- Oczywiście, że mnie nie znasz. Żyjemy w dwóch różnych światach, ty należysz do szlacheckiej rodziny, ja jedynie służę jednej z nich. Ale dzięki temu byłem dopuszczany do wielu ważnych spraw, wiele usłyszałem i wiele się dowiedziałem. A uściślając moje pytanie, to czy panienka jest pewna swoich korzeni? Czy rzeczywiście rodzice powiedzieli Ci całą prawdę? A może ja ukryli starając się ciebie chronić, albol chronić kogoś innego?
Mężczyzna mówił zawiłym językiem, ale w jej sytuacji mogła się domyślić prawdziwego znaczenia jego słów i tego, że wiedział o jej przeszłości znacznie więcej.



RE: Dom rodzinny Araki - Mina Araki - 09-03-2020 22:11

Czując jak pocą jej się dłonie, a po skroni spływa pojedyncza kropla potu, upiła kolejny łyk herbaty.
"CHOLERA!" - krzyczała w myślach słysząc słowa jegomościa, słysząc każde kolejne czuła, że zapada się pod ziemię. On. Wiedział. ALE SKĄD?!
Próbując dalej grać w jego grę udawała niewiniątko, w końcu to jej zawsze przychodziło najłatwiej. Była naukowcem, miała analityczny umysł, czy jednak potrafiła udawać głupka? No nie do końca. Uśmiechnęła się lekko, machnęła dłonią nieznacznie, jakby chciała mu dać do zrozumienia, że nie powinien się przejmować jej nerwowym chichotem. Co to w ogóle był za chichot? Dlaczego nie brzmiał jak ona? Mizu w jej umyśle podniosła alarm, błagała o spokój i opanowanie, bezskutecznie. Mina drżącą dłonią odstawiła na stolik filiżankę przechylając ją nieco na bok, nieco herbaty wylało się na spodek, na szczęście nie na stolik.
- Rozumiem, służy pan jednej z nich, jednak dalej nie rozumiem, dlaczego miałyby pana interesować, jak pan powiedział, moje korzenie? - poczuła, że zaschło jej w gardle. A może to tylko zbieg okoliczności? A może jakaś złośliwość losu? Miała ochotę się rozpłakać, jednak w obliczu kogoś nieznajomego, kogoś, kto paradoksalnie był jej niższy rangą, poczuła, że odzyskuje rezon - Dlaczego rodzice mieliby nie powiedzieć mi całej prawdy? Naprawdę przepraszam, jednak nie do końca rozumiem cel pańskiej wizyty, nie wiem kim pan jest i po co miałby tu przychodzić próbując zasiać ziarno niepewności?
"JAKIE ZIARNO? ON WIE! ON WIE! ALE JA DALEJ NIE!"


RE: Dom rodzinny Araki - Chester - 10-03-2020 15:32

Mina nie była idiotką, domyślała się o co może chodzić staruszkowi, a sama myśl o tym przerażała ją. Czy jednak były powody do obaw, skoro sama prowadziła własne śledztwo w tej kwestii? W jej domu siedział nieznajomy, który mógł dać odpowiedzi na wszystkie dręczące ją pytania. Niecodzienne zachowanie pani oficer nie umknęło mężczyźnie, który uśmiechnął się zwycięsko. Szaleńczy chichot, czy drżenie rąk zdradzały tylko jak bardzo się denerwuje. Mogło to jedynie oznaczać, że kobieta domyślała się prawdy, a obawiała się usłyszeć ją od kogoś nieznajomego.
-Służę zaszczytnemu rodowi Kuchiki, a moja wizyta tutaj jest dla nich tajemnicą. Nie ma panienka powodów do obaw, czy strachu. Jestem tu, by panience pomóc.
A być może później pomóc i sobie, ale tego już nie zmierzał powiedzieć na głos. Miał do czynienia z bystrą osobą, do tej pory powinna była się domyślić w posiadaniu jakiej wiedzy znajduje się staruszek. Wziął kubek do ręki i przeciągając chwilę niepewności począł delektować się ciemnym trunkiem.
-Powinnaś wiedzieć jakie konsekwencje czekają członków wielkich rodzin za spłodzenie bękartów. Twoje prawdziwe pochodzenie musiało pozostać tajemnicą. Wiem tylko dlatego, że często pomagałem organizować spotkania twojego…ojca z matką.
Mężczyzna powiedział w końcu wprost jaki był cel jego wizyty. Nie zdradził jednak tożsamości prawdziwego ojca Miny, ale z pewnością ją znał, skoro osobiście pomagał mu w tym procederze. Tylko dlaczego postanowił jej o tym wszystkim powiedzieć?



RE: Dom rodzinny Araki - Mina Araki - 10-03-2020 20:01

Zaśmiała się nerwowo, zacisnęła palce na własnej hakamie, ale nie oderwała od niego wzroku. Zaschło jej w gardle, choć Mizu wołała o spokój ducha, o zachowanie zimnej krwi, to mogła sobie prosić do krańca świata. Mina nie słuchała. Fiołkowe oczy spoglądały na mężczyznę z mieszaniną ciekawości, ale i przerażenia. Czego tak właściwie się bała? Przecież nie jego. Bała się samej informacji, czegoś, co już zdążyła wydedukować, ale nie chciała tego usłyszeć od kogoś. Bała się, że jej domysły się potwierdzą. Z drugiej jednak strony, dlaczego miała mu wierzyć? Skąd mogła mieć pewność, że powie prawdę?
Już sam fakt, że wspomniał Kuchiki sprawił, że jej serce zamarło na chwilę.
- Pomóc mnie? - spojrzała na niego niepewnie - W czym konkretnie?
Słuchała go dalej całkowicie wyciszając Mizu, która gdzieś w odmętach jej umysłu snuła teorie o tym, że ten tutaj chce tylko wyciągnąć przysługę, że jest naiwna, że jest...
- Wiem doskonale, jakie wiążą się z tym konsekwencje... - powiedziała cicho nagle zdając sobie sprawę bardziej niż zwykle z faktu, że faktycznie jest bękartem. Przez całe życie wydawało jej się, że miała rodzinę, rodziców, brata... Teraz już poniekąd rozumiała, dlaczego ojciec odciął się od niej, nie utrzymywał kontaktu. Czy też znał prawdę? A może coś po prostu przeczuwał? - Zatem wie pan, kim jest mój ojciec, tak? Co... - głos jej zadrżał, przez chwilę nie mogła wydusić z siebie nawet słowa. Sięgnęła po herbatę, upiła z niej łyk odstawiając naczynie na stolik - Co chciałby pan w zamian za tą informację?
Wątpiła w jego dobroć serca, widział to w jej spojrzeniu. Choć nie znała go praktycznie w ogóle, rozumiała całą sytuację na tyle, by wiedzieć, że nie przyszedł tutaj sprzedać imienia za darmo. Nazwisko znała już długo, bardzo długo, jednak to imię wciąż pozostawało tajemnicą. Kim był? Czy żył w ogóle? Może szukała tak naprawdę ducha, którego już od dawna tutaj nie ma? Czy powinna mu w ogóle wierzyć?


RE: Dom rodzinny Araki - Chester - 13-03-2020 21:12

Mężczyzna zdecydowanie zaciekawił Minę, choć wciąż bała się to przyznać. Jednak poza strachem zaczęła również odczuwać podekscytowanie, w końcu mogła poznać odpowiedź na długo dręczące ja pytanie. Taka okazja nie trafiała się codziennie, a mogła zaoszczędzić jej kłopotów związanych z prowadzeniem śledztwa na własną rękę. Detektywem to ona nie była, to i efektów dużych nie uzyskała. To na czym się znała było siedzenie w laboratorium i wymyślanie urządzeń ułatwiających życie. Niestety swojego problemu nie mogła rozwiązać w sposób naukowy.
- Każdy ma prawo znać swoich prawdziwych rodzicieli. Zadałaś sobie sporo trudu szukając poszlak na własną rękę, to było oczywiste, że w końcu zaczniesz.
Sekret przeszłości miała na wyciągnięcie dłoni, wystarczyło tylko odpowiednio daleko sięgnąć. Jednak ta wiedza była niebezpieczna. Choć kierowała nią ciekawość i chęć poznania prawdy dla własnej satysfakcji, to jednak sami zainteresowani, nie byliby zadowoleni z faktu, że sekret skrywany od lat wyszedł na jaw.
- To smutne w jaki sposób powiązania rodzinne krzyżują nam plany, tak samo przyszłość twoich rodziców została przesądzona bez ich udziału. Pytasz czego chcę w zamian? Obecnie nic, ale liczę że w przyszłości będziesz mogła mi się odwdzięczyć za tę przysługę.
Patrzył na nią zaa szkieł okularów, robiąc kolejnego łyka herbaty. Jaką podejmie decyzję i jakie będą jej konsekwencje? Czy rzeczywiście była gotowa poznać prawdę?



RE: Dom rodzinny Araki - Mina Araki - 13-03-2020 21:45

Milczała przez dłuższą chwilę, zdecydowanie dłuższą, niż wymagała od tego sytuacja. Nie uniosła ponownie herbaty do ust, bała się, że znowu dłoń jej zadrży. Już i tak była wystarczająco zdenerwowana, widział to na pewno w sposobie, w jaki siedziała, widział w jej spojrzeniu, każdym geście. O ile Mina otrzymała szlacheckie wychowanie, to nigdy nie nauczyła się grać jak inni. Jak jej ojciec, jak jej matka, nawet jej świętej pamięci brat. Uśmiechnęła się w duchu do własnych myśli, zmartwiła nieco. A jeśli prawda jej się nie spodoba? A jeśli...
- Prawda, jakakolwiek by nie była, zawsze lepsza jest od kłamstwa... - powiedziała cicho bardziej do siebie, niż do niego, skinęła lekko głową - Jakiego rodzaju wdzięczności pan oczekuje? Przysługi? Materialnych korzyści? Podejmowanie decyzji w ciemno nie jest zbyt...pochopne?
Uśmiechnęła się lekko, delikatnie i prze zaledwie ułamek sekundy wydawała się być zupełnie inną osobą. Dumną, świadomą faktu, że nie zawsze będzie popychadłem, że ma własne zdanie wypracowane przez te wszystkie lata służąc w Gotei. Ta wiedza była jej potrzebna jedynie z jej własnych, egoistycznych pobudek, po nic więcej. Nie chciała tytułów, nie chciała przywilejów, chciała po prostu wiedzieć. Nie interesowało jej, czy prawda wyjdzie kiedyś na jaw, czy jej ojciec kiedyś się o tym dowie, dlatego po prostu uśmiechnęła się delikatnie, sięgnęła dłonią po filiżankę z herbatą, uniosła ją powoli do ust, nawet jej dłoń nie drgnęła.
- Więc...To kim jest mój ojciec? Ten biologiczny oczywiście.
Mizu piała z zachwytu przesyłając jej mentalny okrzyk radości.
"W KOŃCU!"


RE: Dom rodzinny Araki - Chester - 16-03-2020 10:19

Decyzja w końcu zapadła. Mina była na tyle zdeterminowana, że była gotowa przystać na propozycję nieznajomego, byle tylko poznać prawdę. Prawdę, której tak długo poszukiwała. Czy zapłacona cena będzie adekwatna do wartości uzyskanych informacji? Nie mogła mieć tej pewności, ale przez jakiś czas nie będzie musiała przejmować się skutkami swojej decyzji. Mężczyzna mówił o przysłudze, gdy nadejdzie odpowiednia pora, równie dobrze mogła nigdy nie nastąpić, w końcu nieznajomy był już sędziwego wieku.
-Nie musisz się obawiać, nie będzie to nic, co by miało zadziałać na twoją niekorzyść. Jestem rozsądnym człowiekiem i widzę, że ty również.
Mężczyzna odstawił pusty kubek na stolik i uśmiechnął się zawadiacko. Na to konkretne pytanie czekał od samego początku swojej wizyty. Nie mógł jej powiedzieć, dopóki sama by nie zapytała.
-Twoim prawdziwym ojcem jest…Akira Kuchiki.



RE: Dom rodzinny Araki - Mina Araki - 16-03-2020 22:11

Zaciskając dłonie mocniej na kolanach, praktycznie przestała oddychać. Chciała wiedzieć...nie, ona musiała wiedzieć. Przed nią siedziało źródło informacji, źródło, które kiedyś przyjdzie z wyciągniętą dłonią domagając się zapłaty. To nie było istotne. Jasnowłosa wlepiała w niego fiołkowe oczy niczym w obrazek. Czekała. Nie odpowiedziała na jego wcześniejsze słowa, jedynie skinęła głową dają mu do zrozumienia, że nie widzi przeciwwskazań, że całkowicie się z nim zgadza. A gdy nadeszła odpowiedź, której tak długo wyczekiwała, była przekonana, że zemdlała.
Czas się zatrzymał, Mina zbladła i dałaby sobie rękę uciąć, że jej serce na chwilę przestało bić. Mężczyzna nie ruszał się, a ona miała wrażenie, że cała drży, dygocze z zimna, strachu, nie była pewna. Że kto? Dobrze usłyszała? Mizu zdawała się być poza jakimkolwiek zasięgiem, ale nie dlatego, że się nie odzywała. Mina jej nie pozwoliła. Całkowicie odcięta od świata, od rzeczywistości, czuła, że uginają się pod nią nogi, choć siedziała. Nagle nadeszła wątpliwość. A może kłamał? Miał powody?
Dopiero z kolejnym oddechem czas ruszył, a Mina poczuła, jak jej się kręci w głowie. Z ledwością opanowała się przed położeniem się na podłodze, mężczyzna z całą pewnością widział szok, zmieszanie, cokolwiek tylko chciał. Jasnowłosa pokręciła nieco głową na boki odzywając się z niedowierzaniem.
- To...to na pewno pomyłka. Jest pan pewny? - Kogo ona pytała? Przecież powiedział, że sam pomagał aranżować... "NA KRÓLA DUSZ!" - krzyczała w rozpaczy, choć żadne słowo nie wydobyło się z jej ust - Dlaczego mówi mi pan to teraz? Dlaczego dopiero teraz? Nie wcześniej? Po co? - lawina pytań, która nastąpiła już po chwili sugerowała, że ta informacja poważnie nią wstrząsnęła. Wierzyła mu. Gdzieś podświadomie wierzyła zwłaszcza, że jej wcześniejsze śledztwo pięło się coraz wyżej po drabince hierarchii rodu. Była bękartem, wiedziała już wcześniej, ale dlaczego to tak bardzo bolało? Poczuła, że zbiera jej się na płacz,
- Jeśli to wszystko... - zaczęła cicho czując, że mimowolnie łzy spływają po jej policzkach. Głos jednak pozostawał spokojny, opanowany - Jest już późno, proszę wybaczyć, ale muszę...muszę przemyśleć pewne kwestie.
Nie dbała w tej chwili o to, czy chciał dopić herbatę, czy nie, sama wstała kłaniając mu się delikatnie, czekając, aż zrozumie aluzję i ruszy w kierunku wyjścia, by mogła go odprowadzić. Nie chciała z nim więcej rozmawiać, nie teraz, o nic pytać, po prostu wygonić go z domu w możliwie najszybszy sposób. Przechodząc obok lustra spojrzała w nie mimowolnie i to, co dostrzegła najpierw, to oczy. Te do nikogo nie pasujące spojrzenie, tak łudząco podobne do cienia, który nagle pojawił się za jej plecami.
"To nie może być prawda...Nie może..."