Bleach OtherWorld PBF
Sahara, Tasili Wan Ahdżar - Wersja do druku

+- Bleach OtherWorld PBF (http://www.bleachow.eu)
+-- Dział: Świat Żywych (/forum-6.html)
+--- Dział: Reszta Świata (/forum-39.html)
+---- Dział: Afryka (/forum-60.html)
+---- Wątek: Sahara, Tasili Wan Ahdżar (/thread-1332.html)

Strony: 1 2 3 4 5


Sahara, Tasili Wan Ahdżar - Skye - 02-03-2018 11:40

[Obrazek: 1200px-Tassili_rocks.jpg]

Pasmo górskie na Saharze w południowo-wschodniej Algierii o długości około 500 km, z najwyższym szczytem Adrar Afao 2158 m n.p.m. w masywie Adrar. Najbliższym miastem jest Dżanat położony około 10 kilometrów na południowy zachód od gór.

W obszarze pasma odkryto prehistoryczne malowidła naskalne i inne stanowiska archeologiczne z okresu neolitu, kiedy panował tu jeszcze wilgotniejszy klimat i góry znajdowały się na terenie sawanny, a nie pustyni. Malowidła przedstawiają stada bydła, duże dzikie zwierzęta (m. in. krokodyle) i ludzi przy polowaniu i w tańcu.

~źródło: pl.wikipedia.org



RE: Sahara, Tasili Wan Ahdżar - Ryuichi Kagawa - 03-03-2018 13:53

Kiedy tylko brama Senkaimon została otwarta, Kagawa przeszedł przez nią jako pierwszy. Miał na sobie standardowy mundur, który zdążył poprawić w trakcie przemierzania Dangai, stale poszarpane włosy, nad którymi dopiero zaczął pracować, a także jakąś pelerynkę, którą wręczył mu kapitan piątego oddziału. I choć kompletnie nie rozumiał historii tej peleryny, ani celu, dla którego została rozdana tuż przed misją, nie wtrącał nosa w nie swoje sprawy.
Chociaż przez chwilę mógł udawać kogoś ważnego. W tej pelerynce wyglądał jak jakiś super bohater.
Wiedziałem! — rzucił na samym początku, kompletnie nie przejmując się tym, że w kanionie przebywał tylko on sam. To nawet lepiej. — To były bajki wyssane z piersi ich matek! To nie mogła być prawda, że na pustyni jest aż tak gorąco i duszno jednocześnie. Rzekłbym, że jest nawet przyjemnie!
Zaczął rozglądać się po kanionie. Było ciemno, ale nie na tyle, by miał stracić wzrok. Kanion był szeroki na około dziesięć metrów, a wysoki na kilkadziesiąt.
Zmarszczył brwi, przypominając sobie słowa Asagi'ego.
„Po przejściu przez portal maskujemy swoją energię duchową.” — powiedział.
Choć jego aura nie była wzburzona, skupił się na tym, by trzymać ją na wodzy. Tak na wszelki wypadek, gdyby z niewyjaśnionych przyczyn ta aura miała się aktywować. Następnie raz jeszcze przyjrzał się kanionowi. Spojrzał na kamienne ściany. Spojrzeniem wodził po pęknięciach i żłobieniach. Szukał półek, na których mógłby się zatrzymać.
W końcu wziął głęboki oddech i ugiął nogi w kolanach.
Nie dowiem się, jeśli nie spróbuję.
Wybił się w powietrze. Jeśli udało mu się wyskoczyć w ten sposób z kanionu, rozgląda się po okolicy. Gdyby było mu za gorąco, naciąga kaptur na głowę, by ochronić ją przed szkodliwymi promieniami słonecznymi. Gdyby wybicie nie starczyło, starał się odbić od jednej ściany, a następnie od drugiej i w taki sposób wydostać się z kanionu. Gdyby jednak w kanionie znajdowały się skalne półki, na które mógł się dostać, wykorzystał je, aby wydostać się z potrzasku.
Za wszelką cenę nie chciał do tego celu wykorzystywać Shunpo.


RE: Sahara, Tasili Wan Ahdżar - Sayamaka Asagi - 03-03-2018 22:09

Niedługo po przybyciu Ryuichi'ego w otwartej bramie pojawiła się sylwetka kapitana V Dywizji, który z zadowoleniem stwierdził, że miast nieprzyjemnego opału i atakującego światła mają do czynienia z przyjemnym wręcz chłodem oraz cieniem. Poziom nasłonecznienie ponad kanionem sugerował, że względem Soul Society mają "przesunięcie" czasowe, zaczęli wczesnym porankiem, a teraz jest coś po południu. Dobra to informacja, jeśli bowiem ktoś tutaj czegoś szukał, to spędził cały dzień w skwarze, oni natomiast będą wypoczęci. Zanim jednak podejmiemy jakieś kroki, należy zamaskować swoją energię i nie siedzieć tutaj za długo - liczyć na to, że nikt ich pojawienia się nie zauważy jest mocno naiwne.
- Ishin-dono, proszę o raport gdy będzie pan gotowy. - rzekł niebieskooki w stronę oficera z Onmitsukidou, po czym przełączył komunikator, dokonując jego testu.
- Potwierdzić komunikację. - kolejne taktyczne polecenie, ale lepiej teraz sprawdzić czy są się ze sobą w stanie komunikować, czy oto zaczną się pierwsze problemy. Misja, przed jaką stanął kapitan Sayamaka nie należała do najprostszych, ale z drugiej strony, nie była też w jakiś sposób szczególnie skomplikowana. Pewne było, że ich przeciwnicy będą spodziewać się obecności Shinigami, a w każdym razie należy zakładać, że liczą się z taką możliwością. Będą więc działać możliwie najszybciej, nie bawiąc się w subtelności - to powinno dać szansę ich szybkiego zlokalizowania. Z drugiej strony, wcale nie musiało być tak pięknie, ale wiele zależy od tego, co zauważą.
- Proszę zameldować co pan widzi, poruczniku Kagawa. - przekazał do wspinającego się shinigami Asagi, w głowę zachodząc, dlaczego młodszy kolega nie zdecydował się skorzystać z technik swobodnego "łażenia" po powietrzu. W zasadzie, kto co woli...
Tak, zanim podejmiemy decyzję o zmianie lokacji, wysłuchać należy pierwszych raportów, a potem ubrany w swój nowy "płaszczyk" Asagi dołączy do Kagawy, celem rozejrzenia się podobnie jak on - oczywiście, w sposób możliwie niewzbudzający niczyjej uwagi, czy też dekonspirujący ich, trzeba uważać.


RE: Sahara, Tasili Wan Ahdżar - Vidar - 04-03-2018 10:12

Gdy znalazłem się wreszcie w świecie żywych czekała mnie dość miła niespodzianka. Znaleźliśmy się w jakiegoś rodzaju kanionie, gdzie powietrze nie było tak gorące, a nawet rzekłbym, że przyjemnie chłodne. Nie wiedziałem, że potrafią otwierać portale z taką precyzją. Do tej pory wychodziłem gdzieś w niebiosach, a nie szczelinach górskich. Ten klimat zdecydowanie bardziej mi odpowiadał i nie kwapiło mi się wyskakiwać na tę samą wysokość, na której znajdował się już porucznik. Całkowicie zamaskowałem swoją sygnaturę duchową, podobnie jak reszta mojego oddziału, aczkolwiek jeśli tak dalej pójdzie nasi przeciwnicy po prostu nas dojrzą. Rozejrzałem się po skalnych półkach z czystej ciekawości. Nie miałem wcześniej sposobności odwiedzić tego rejonu.
- Oczywiście, przystępuję do działania. - skinąłem kapitanowi na jego pierwszy rozkaz.
Skupię się na prawidłowym użyciu Reiraku, chociaż nie wiedziałem dokładnie jaki promień ta umiejętność osiąga. Nauczyłem się jej stosunkowo niedawno podczas moich szkoleń, a raczej doszkoleń w dziedzinie kido. Używając tego w Seireitei zawsze otrzymuje się tak dużo wyników, że dokładnie określenie jak daleko można tym sięgnąć, przynajmniej według mnie było niemożliwe. Byłem ciekaw, czego dowiem się tym razem. Miałem nadzieję odkryć przynajmniej kilka sygnatur by być w stanie określić ogólny kierunek, w którym powinniśmy się poruszać. O wszystkim, co zobaczę poinformuję resztę oddziału o moich znaleziskach.
Z niechęcią zrównam się z nimi ponad bezpiecznymi ścianami kanionu, który chroni nas od tego przeklętego słońca. Skoro już tutaj będę by uzyskać z tego jak najwięcej, aktywuję dar Heimdalla i postaram się wyjrzeć najdalej jak to będzie potrzebne w poszukiwaniu ciekawych obiektów, a może nawet osobników. Jeśli teren nie będzie zbyt pofałdowany powinienem wiedzieć na dziesiątki kilometrów. Jeszcze lepiej byłoby wysoko nad ziemią, aczkolwiek nie chciałem tam wystawać jako taka kropka na horyzoncie. Będę spoglądać szczególnie w stronę, z której Reiraku wykazało czyjąś obecność. Nie zaszkodzi również zapamiętać, jak wygląda to wszystko z tego punktu. Mapy mogą być nieaktualne, a ja chciałem poruszać się wewnątrz kanionu. W cieniu, gdzie najlepiej się sprawdzam.


RE: Sahara, Tasili Wan Ahdżar - Skye - 05-03-2018 13:38

Shinigami wyszli z portalu w jednym z mniejszych kanionów i praktycznie z miejsca przystąpili do akcji. Na położone wysoko skalne półki wyskoczyli najpierw porucznik Kagawa, a w ślad za nim oficer Kouseki, skąd przyglądali się okolicy. A ta nie napawała optymizmem.
Gdzie nie spojrzeć, krajobraz prezentował dokładnie identycznie. Wokoło piętrzyły się mniejsze oraz większe skalne wzniesienia pokryte pyłem i piachem, kryjące wewnątrz mnóstwo podobnych kanionów do tego, w którym nadal znajdował się kapitan Sayamaka. Ponadto już z tego miejsca dało się ujrzeć jedną z naturalnie wydrążonych jaskiń, co pozwalało spekulować z dużą dozą prawdopodobieństwa, że takich kryjówek znajduje się na tym terenie o wiele więcej. Praktycznie wszędzie podłoże pokryte było ostrymi kamykami, utrudniającymi wędrówkę. Jedynie w niektórych miejscach w drodze wyjątku skały zaskakiwały nader gładką, choć wtedy najczęściej były nachylone pod różnymi kątami do ziemi. Słowem, uciążliwe warunki do przemierzania terenu na piechotę, choć z pewnością możliwe do zaakceptowania.
Za skałami w oddali natomiast rysował się nieregularny złocisty horyzont, zakrzywiany dodatkowo przez lejący się z nieba żar. Bez najmniejszej wątpliwości największa pustynia w Świecie Żywych, Sahara. Od rażącego ostro słońca piach wydawał się wręcz miejscami świecić, dodatkowo utrudniając widoczność na dalekie dystanse. Również sama powierzchnia Sahary była usiana licznymi wydmami oraz wzniesieniami. A dalej za nią, kompletna pustka. We wszystkich kierunkach Shinigami widzieli jedynie skały i piach. Nawet Vidar, korzystając z daru Heimdalla znacznie poszerzającym jego zasięg wzroku, nie dostrzegał niczego wybijającego się ponadto. Najbliższe miasto musiało znajdować się minimum kilkanaście kilometrów od ich obecnej lokalizacji. Na pustyni dostrzegł tylko kilka grupek ludzi, jedni akurat odpoczywali, inni przemierzali Saharę terenowym samochodem lub na tutejszych wierzchowcach, pozostając wierni tradycji.
Należało się zatem uciec do innych metod badania okolicy. W tym celu Vidar wykorzystał Reiraku. W pierwszej kolejności pojawiły się trzy czerwone wstęgi symbolizujące ich samych. Oficer spróbował maksymalnie rozciągnąć zasięg umiejętności, która ostatecznie odszukał jeszcze kilka innych dusz. Dokładnie dziewięć białych nici falujących na nikłym wietrze. Cztery na południowy-wschód, dwie na południowy-zachód i trzy w kierunku północnego-wschodu. Dokładny dystans był niemożliwy do ocenienia, ale wydawało się, że pierwszy dostrzeżony kwartet znajduje się najbliżej, podczas gdy najdalej trzy duszyczki na wschodzie. Wszyscy prawdopodobnie w obrębie Tasili Wan Ahdżar lub u wejść.
Na mapie, jaką otrzymali od Sanosuke Shihoina, natomiast znajdował się oznaczony dokładnie punkt, w jakim miała otworzyć się Brama Senkai. Znajdowali się blisko centralnej części gór, przy lekkim wychyleniu na północny-wschód.



RE: Sahara, Tasili Wan Ahdżar - Ryuichi Kagawa - 05-03-2018 15:58

Ryuichi rozejrzał się, jednak nie widział niczego nadzwyczajnego. Ot, zwykła pustynia. Nie, żeby kiedykolwiek widział jakąkolwiek. Nie odnalazł w niej nic nadzwyczajnego. Nie widział niczego poza wydmami, jakimiś górami i odbijającymi się promieniami słonecznymi. Było cieplej, niż mógł się tego spodziewać, jednak w tej chwili nie przeszkadzało mu to.
Miało dopiero zacząć.
Przeszedł się po okolicy. Zrobił kilka kroków w jedną stronę, kilka w drugą. W dalszym ciągu nie widział niczego, co powinno przykuć jego uwagę.
Przyjrzał się temu, co w międzyczasie wyczyniał Ishin. Reiraku wykazało, że w okolicy znajdowały się jeszcze inne dusze. Było ich dokładnie dziewięć.
Wrócił do kapitana, jednak nie miał zamiaru zeskakiwać w dół kanionu. Nie zamierzam również korzystać z komunikatora, gdyż nie widział takiej potrzeby.
- Nic tu nie widać, jednak Reiraku Ishin-san wykazało, że poza nami w okolicy znajduje się również dziewięć innych dusz - zakomunikował. - Proponuję, abyśmy wykorzystali mapę wręczoną nam przez Shihoin-san i zbadali te skupiska. Nie sugeruję jednak, abyśmy się rozdzielali.


RE: Sahara, Tasili Wan Ahdżar - Vidar - 05-03-2018 16:56

Wykorzystanie Reiraku przyniosło zamierzone skutki. Objawiło nam się dziewięć białych nici. W dodatku porozrzucani byli we wszystkich kierunkach świata. My znajdowaliśmy się gdzieś w centrum tego trójkąta, aczkolwiek nie byłem w stanie określić dokładnych odległości pomiędzy wszystkimi punktami. To, że ich wykryłem świadczyło tylko o tym, że najprawdopodobniej znajdowali się gdzieś w obrębie tych wzgórz. Wiele naturalnych formacji skalnych oraz jaskiń stanowiło dla nich doskonałe kryjówki. Będziemy musieli być cholernie ostrożni.
Próbowałem dostrzec coś więcej, wznosząc się około metra ponad skały otaczające kanion, jednak niestety na te warunki nie pomagał nawet dar Heimdalla. Powietrze tworzyło charakterystyczne załamania światła w związku z panującą tutaj wysoką temperaturą, której szczerze już nie mogłem znieść. Zobaczyłem zaledwie kilka małych grupek osób podróżujących różnymi środkami transportu. To na pewno nie byli ci, których tutaj szukaliśmy. Będę zmuszony polegać na starej, dobrej szkole czarnej dywizji. Moje moce mogą się jeszcze na wiele przydać. Wyostrzony słuch może często ostrzec nas o niebezpieczeństwie na długo przed tym, jak wykryję energię duchową. Z tego właśnie powodu postanowiłem zatrzymać tę część, rezygnując z ulepszonego wzroku.
W między czasie porucznik podreptał to w jedną, to w drugą, nie osiągając właściwie niczego. Zanim zdążyłem się odezwać by zakomunikować kapitanowi moje znaleziska ubiegł mnie. Na domiar złego chyba ta temperatura źle na mnie działała. Lekko się poirytowałem, co do mnie niepodobne. Był jak dla mnie zbyt nadpobudliwy i miałem szczerą nadzieję, że przez to nie będzie trzeba go ratować w jakiejś sytuacji. Bezszelestnie zeskoczyłem z powrotem do kanionu, by ukoić nerwy w chłodnym cieniu. Od razu zrobiło mi się lepiej.
- Jak wspomniał Kagawa-san, mamy trzy skupiska dusz, a my zdajemy się być gdzieś w centrum. Nie mogę dokładnie określić odległości. Najbliżej zdawały się być grupy na południu. Jeśli zmierzają w swoją stronę będą na kursie kolizyjnym. – zwróciłem się w końcu do kapitana, spoglądając w jego stronę – Mamy bardzo dużo terenu do pokrycia. Zabierając się za zbadanie któregokolwiek kierunku narażamy się na atak zza pleców i to potencjalnie dwóch mniejszych, lub większych grup. Nie wiemy, jak dobrze są w stanie maskować swoją obecność. Jeśli wierzyć słowom Shihoin-san, nikt tutaj nie powinien być powyżej poziomu Espady. To istoty od których powinniśmy być w stanie uciec w razie zagrożenia życia. – pokazałem im w między czasie kierunki oraz trójkąt, jaki tworzyły na mapach.
Szczerze nie chciałem zbyt długo przebywać w ich obecności. To nie była misja, jak ostatnia. Tym razem mam wyeliminować jak najwięcej celów oraz zdobyć wszystkie możliwe informacje. Było to coś, co zdecydowanie robiłem najlepiej w pojedynkę, ewentualnie z zaufanym zespołem. Cały oddział bogów śmierci łatwo zauważyć. Zwłaszcza tę dwójkę. Płaszcze pomagały, aczkolwiek nadal byli bardzo mocno średnio przygotowani do tego przydziału. Ja natomiast, będę dość ciężki do wypatrzenia. To moja praca.
- Chciałbym udać się na zwiad do północnej grupki osób. Jeśli będę sam swobodnie przekradnę się przez kanion oraz dalsze formacje skalne. To coś, w czym jestem dobry. Wróciłbym do was jak tylko się czegoś dowiem. Akceptuję pan tę decyzję, kapitanie? – spojrzałem na Sayamakę opierając się o chłodną, kamienną półkę.


RE: Sahara, Tasili Wan Ahdżar - Sayamaka Asagi - 05-03-2018 19:04

Kiedy "jego ludzie" zabrali się za zbieranie informacje, kapitan spojrzał na otrzymaną mapę, z której wynikało, że znajdują się dokładnie w środku obszaru, a ów obszar... Jest dość monotonny. Generalnie, miejsce to wyglądało dokładnie tak, jak Hueco Mudno, z tą różnicą, że tutaj stale doskwierał upał. W sumie, mogli dostać jakieś okulary przeciwsłoneczne, albo inny pustynny ekwipunek, ale cóż...
Wysłuchawszy raportów, niebieskooki zamyślił się, rozważając różne opcje. Zdecydowanie po ich stronie był fakt, że nikt nie wie o ich obecności, ale oni również sami nie wiedzieli, z jakimi duszami mają do czynienia, ale czy na pewno? Dokonajmy krótkiej analizy otoczenia, znajdujemy się gdzieś na bezkresnym morzu piasku, więc raczej trudno się spodziewać tego, że mają do czynienia z sojusznikami. Fakt, że ów dusze pogrupowane były w trze zespoły nasuwał wniosek, że są to oddziały dokonujące rekonesansu.
Kapitan nie mógł jednak pozostawać stale w milczeniu i własnych rozważaniach, jego podkomendni wymagali od niego podejmowania decyzji, a fakt, że przejawiali dokładnie przeciwne postawy zmuszał do opowiedzenia się za którąś z nich, albo wybraniu czegoś jeszcze innego.
- Kagawa-fukutaichou, podzielam pańską niechęć do rozdzielania się, aczkolwiek w obecnej sytuacji, jestem skłonny zaryzykować i zaufać w umiejętności Ishin-dono. - rzekł w końcu kapitan, po czym kontynuował.
- Na razie skupiamy się na obserwacji. Razem z porucznikiem Kagawa, udamy się w stronę grupy południowo-wschodniej. Na chwilę obecną, musimy założyć, że są to grupy patrolujące, składające się z oficera kierującego i podwładnych. Utrzymywać stały kontakt i nie wchodzić w bezpośrednią walkę. To zadanie rozpoznawcze - najważniejsze, by wróg nie odkrył ilu nas jest. - padły proste rozkazy, które w zasadzie dały członkowi oddziałów specjalnych sporo wolnej ręki, ale jednocześnie zabroniły działania w sposób nierozważny, chociaż akurat o takie działania Asagi "Ishin'a" nie podejrzewał.
- Spróbujemy wykorzystać zaklęcie Bakudou no. 26 - Kyakko, ukryje nas ono od oczu wroga, a skoro i tak maskujemy energię nie będzie stanowiło problemu. - wydał kolejne polecenie, już tylko Ryuichi'emu, po czym wykona zaklęcie. Jeśli Ryuichi nie zna tego zaklęcia, to w zasadzie nie jest to problem - kapitan pozostanie niejako "w jego cieniu" stanowiąc "tajną broń". Oczywiście, nie jest to technika doskonała, ale lepsze to niż nic, a skoro o tym mowa...
- Sayamaka Asagi do Shihoin-seki. Dotarliśmy na miejsce desantu. Rozpoczynamy zwiad. Zarejestrowaliśmy obecność 9 dusz, proszę o przeskanowanie terenu przez 2 Dywizję i specyfikację dusz. - zawsze warto zameldować, że się dotarło, ale również spróbować sprawdzić czy "trzecie oko" czegoś nie wypatrzy...


RE: Sahara, Tasili Wan Ahdżar - Skye - 06-03-2018 19:42

Reiraku pozwoliło Bogom Śmierci na wykrycie pobliskich dusz, choć na dobrą sprawę, utrudniło nieco zadanie. Wyglądało na to, że w okolicy znajdują się łącznie trzy grupy bliżej nieokreślonych osobników. Na ten czas mogli stwierdzić jedynie z całą pewnością, że nie mają do czynienia z Shinigami. Asagi jednakże zechciał spróbować doprecyzować tą kwestię dokładnie. W tym celu skontaktował się z oficerem nadzorującym misję z Seireitei.
- Taka technologia jeszcze nie powstała, kapitanie Sayamaka - usłyszał dość rzeczowy ton rozmówcy. - Drugi oddział jest w stanie namierzyć jedynie wyróżniającą się sygnaturę duchową.
Odpowiedź prawdopodobnie niezbyt usatysfakcjonowała arystokratę, więc tak na dobrą sprawę powrócili do punktu wyjścia. Koniec końców, Asagi zadecydował o rozdzieleniu się.
Vidar skierował się w kierunku północnym samotnie. Przemykał między kanionami oraz przy większych skałach, pozostając w cieniu tak długo, jak było to możliwe. Niestety niejednokrotnie musiał wychylić się na promienie słońca, które w tym miejscu na świecie grzało niemiłosiernie. Aż ciężko było uwierzyć, że ktokolwiek mógłby normalnie funkcjonować w takiej temperaturze, nie mówiąc już o życiu na co dzień. Cała ta okolica zresztą sprawiała wrażenie porzuconego pustkowia niosącego jedynie ślady antycznych cywilizacji, które zamieszkiwały te tereny na długo przed jakimś apokaliptycznym zdarzeniem anihilującym niemal całe życie.
Tak. Mogłoby tak być. Jednakże w pewnej chwili do uszu oficera Onmitsukido dotarł dość dziwny odgłos. Niczym człowiek udający szczekanie psa. Dopiero po kilku sekundach Shinigami zorientował się, że to byli rozmawiający ludzie w jednym z tutejszych języków. Echo lekko deformowało dochodzący do Vidara dźwięk, gdy znajdował się jeszcze za jedną formacją skalną. Oficer zatem podszedł nieco bliżej, ale wtedy arabski nadal nie brzmiał lepiej. Co gorsza jednak, jego samotna wyprawa na północny-wschód okazała się nie wnosić zbyt wiele do misji.
Troje mężczyzn szło akurat jedną z wytycznych ścieżek przez góry, taszcząc ze sobą dość sporo tobołów w plecakach i żywiołowo ze sobą rozmawiając. Dokładniej, to kłócąc, albowiem dwoje z nich wyżywało się na trzecim, oskarżając go o to, że poprowadził ich złą drogą. Należało mieć nadzieję, że kapitan oraz porucznik będą mieli więcej szczęścia.
Ryuichi i Asagi, okryci zaklęciem Kyakko, ruszyli na południe, kierując się do czworga dusz, które ponoć miały znajdowały się najbliżej ich startowej pozycji. Dwoje Shinigami prawdopodobnie odczuło wielką ulgę, gdy okazało się po minięciu kilku większych wzniesień oraz skalnych ścian, że okolica staje się coraz bardziej nizinna. Liczba potencjalnych kryjówek dla Arrancarów, Quincy, tudzież ich zagubionych świątyń malała z każdą minutą i każdym pokonanym metrem. W końcu obaj przystanęli nawet na jednej z ostatnich formacji, rozglądając się po rozpościerającym się dalej pustkowiu pełnym żwiru, kamieniu i piachu. A przy okazji pozbawionym cienia. Na sam widok żar zdawał się nawet jeszcze mocniej doskwierać. Jedynie na horyzoncie dało się dostrzec zarys kolejnych gór, znajdujących się wiele kilometrów dalej.
Natomiast na bliższym planie Shinigami ujrzeli jeepa. Naprawdę rozpędzonego jeepa. Ktoś doprawdy piłował silnik do granic możliwości, a turkot rozchodził się echem po całej okolicy. Za kołami pozostawiał wielką chmurę kurzu. Pędził on wyraźnie w kierunku wschodnim, trzymając się blisko linii wzniesień, wśród których znajdowali się Asagi z Ryuichi'm. Kierowca starał się ewidentnie odbijać na północ na ile tylko pozwalało mu ukształtowanie terenu. Przed czym jednak tak uciekał?
Dopiero po dokładniejszym przypatrzeniu się, Bogowie Śmierci ujrzeli dalej dwie jednostki, przemieszczające się po pustkowiu lekko w kierunku zachodu. Nie dość jednak, że żar deformował postrzeganie obiektów na dalekie dystanse, to w dodatku samochód pozostawiał po sobie równie utrudniającą widoczność zasłonę pyłów i kurzu. Dotychczas ci ludzie, bowiem obaj wyglądali dość humanoidalnie, najwyraźniej zachowywali się spokojnie. Prawdopodobniej jednak dopiero niedawno się spotkali; z niekorzyścią dla jednego z nich.
Po upływie kilku następnych sekund tuż nad pustynią wystrzelone zostało Cero. Szkarłatna ściana energii wzbiła w powietrze tumany piachu, przy których chmurka po jeepie wyglądała dość mizernie. Wówczas, już z tego dystansu, energia Arrancara się stała dość jasno wyczuwalna. Natomiast Shinigami teraz już kompletnie nic nie widzieli, stali daleko, ale przynajmniej odszukali jakiś punkt zaczepienia. Ciężko powiedzieć, czy osoba, na którą polował ów Arrancar przetrwała Cero, czy też nie. Aura bowiem przygasła minimalnie, choć miało to głównie związek z faktem, iż teraz nie wykorzystywał żadnej skomplikowanej zdolności, najwyżej Sonido.



RE: Sahara, Tasili Wan Ahdżar - Sayamaka Asagi - 07-03-2018 19:10

- Przyjąłem. - odpowiedział lakonicznie kapitan na słowa oficera, w duchu dodając, że II-ga dywizja powinna się tym zagadnienie zajmować od rana do świtu. Na polu walki podstawą była informacja i rozpoznanie, kto wiedział, ten wygrywał...
Skoro o rozpoznaniu mowa, kapitan Sayamaka z niejaką ulgą odnotował, że wykryta sygnatura reiatsu należała do człowieka, co sugerował poruszający się ze zdecydowanie zbyt dużą jak na te warunki prędkością samochód. Co prawda, nie posuwało to dochodzenia do przodu, ale przynajmniej nie mieli do czynienia z wrogiem, a przynajmniej przez chwilę na to wyglądało, ale oczywiście, rzeczywistość postanowiła być dużo bardziej kreatywna i nie skora do skazywania bogów śmierci na nudę.
Kapitan V Dywizji widział w czasie swojej służby niejedno cero, ale obraz skupionej wiązki czerwonego reiatsu i towarzyszący temu dźwięk zawsze powodował u niego delikatny skręt żołądka - bowiem zawsze zwiastowało to kłopoty. Jak się miało okazać, nie musieli długo szukać arrancarnów, ci nawet nie starali się pozostać w ukryciu, czy więc zatem nie należało przejść do faktycznej części misji? Ich zadaniem było wyeliminować nieprzyjaciół i przejąć wszystko, co znajdą. Dodatkowo, fakt, że "polowali" na ludzi nie mógł pozostać bez reakcji ze strony Shinigami - ich podstawową funkcją było przecież dbać o równowagę dusz i zapewniać bezpieczeństwo. Eliminowanie Pustych i Arrancarnów wliczało się w te obowiązki, w przeciwieństwie do przyglądania się sytuacji.
- Ishin-dono, zlokalizowaliśmy dwóch arrancarnów. Kieruj się w naszą stronę, pozostań w cieniu, wróg nie może poznać naszej liczebności. - przekazał przez komunikator członkowi Onmnitsukido, po czym przeniósł spojrzenie na porucznika VII dywizji, który raczej nie będzie chciał się długo przyglądać rozgrywającej się w oddali scenie. Jak już wspomniano, ich zadaniem nie było obserwować z ukrycia, tylko wyeliminować arrancarnów, a więc:
- Ryuichi-san, zapolujemy z wabikiem... - zaczął niebieskooki, nie bez powodu pomijając oficjalne tytuły. Nie robił tego często, ale w tym przypadku było to uzasadnione, będą walczyć ramie w ramie i to raczej nie do końca w sposób honorowy, a raczej pojedynkowy - tutaj liczy się skuteczność.
- Ruszę w ich stronę i opuszczę kryjąca mnie technikę. Nie powinni się tego spodziewać, przez co otrzymasz wolną rękę do wyprowadzenia ataku. Efekt zaskoczenia będzie krótki, więc liczę, że dobrze wybierzesz swój cel. Plan ostatecznie zakłada możliwie najszybsze wyeliminowanie obu arrancarnów, przy czym przynajmniej jeden musi przeżyć. - zadecydował kapitan, po czym pozostało już tylko wprowadzić decyzję w życie. W zasadzie, podchody nigdy mu nie wychodziły za dobrze, miejmy nadzieję, że to była dobra decyzja...
Niebieskooki ruszy w stronę toczącego się starcia, korzystając z techniki przemieszczania się shinigami. Zamierza jak najszybciej dostać się do arrancarnów, a przy tym skutecznie wybrać cel dla swojego ostrza, kto nim zostanie? Biorąc pod uwagę to, że nie wie z kim ma do czynienia, to cóż, zobaczymy. Pierwszy arrancarn, jaki się napatoczy w zasięg ataku zostanie zaatakowany za pomocą battojutsu i wybór pada na technikę Senka. Jeśli będzie to możliwe i niejako w przeciwieństwie do swojej typowej taktyki, nie będzie się długo skupiał na jednym celu i szybko zaatakuje drugiego arrancarna, tak by walczyć... z dwoma jednocześnie. Szalone i głupie? Cóż, lawirując między nimi utrudni im korzystanie z technik dystansowych, a na pewno skupi ich uwagę na nim, a to otworzy "okienko" dla Ryuichi'ego...
Wplątawszy obu arrancarnów w starcie, kapitan uwolni swoje zanpakutou do formy Shikai, nie by wzywać burze, w tych warunkach to niekorzystne, ale dodatkowy impuls reiatsu powinien jeszcze bardziej zwiększyć szansy Kagawy, a Ishin'owi ułatwić trafienie do miejsca starcia. Co mogłoby pójść nie tak?


RE: Sahara, Tasili Wan Ahdżar - Vidar - 08-03-2018 13:57

To słońce mnie zabijało. Jestem Skandynawem, zupełnie nie przyzwyczajonym do takich temperatur. Na dworze dusz również klimat jest umiarkowany, też za ciepło, ale znośnie, a tutaj istne piekło. W połowie drogi pozwoliłem sobie ściągnąć tę szmatę z twarzy, bo zapocić się w niej szło. Musiałem chronić swoją tożsamość przede wszystkim przed moimi towarzyszami. Gdyby zobaczył mnie jakiś przypadkowy Quincy lub Arrancar mógłbym go wyeliminować pozorując winę tej drugiej grupy. Nic nowego.
Zanim na dobre zacząłem wyczuwać moje obiekty zainteresowania już ich słyszałem. Język arabski. Jak dla mnie zawsze brzmiał jakby ktoś miał kłak włosów w gardle i próbował się go wyzbyć naturalnymi metodami, a po kilku minutach się na to zdenerwował, zaczynając drzeć papę. Chyba żadnego innego języka nienawidziłem tak bardzo, jak tego. W sumie podobnie miałem z żydowskim, ale one są chyba spokrewnione. Na moje nieszczęście ta grupka nie wydawała się niczym specjalnym. Ot, kilku podróżników wędrujących wydeptanym szlakiem. Nie wyczuwałem w nich wyraźnej energii Quincy ani Fulbringera, a już na pewno nie byli arrancarami. Moja wyprawa zdawała się być na marne. Już wyciągnąłem komunikator by o tym zameldować, kiedy ubiegł mnie głos Sayamaki.
- Przyjąłem. Wrócę tak szybko, jak będzie to możliwe. – odpowiedziałem – Uważajcie na siebie. – dodałem po chwili zrywając kontakt.
Wychodziło na to, że zabawa zacznie się beze mnie, a szkoda. Jak brzmiało stanowiło hasło ukryte między wierszami otrzymanych przeze mnie dokumentów. „”Czarni zawsze patrzą”. Nadeszła pora bym przyjrzał się technikom bojowym tej dwójki oraz ich sile bojowej. Na wszelki wypadek zapamiętałem jeszcze położenie ścieżki, którą poruszała się ta trójka. Kto wie, może to jacyś poszukiwacze, którzy znajdą tę bazę łuczników. Nie tracąc więcej czasu owinąłem wokół twarzy ten nieznośny materiał, po czym udałem się z powrotem w stronę z której tutaj przyszedłem. W miarę możliwości poruszałem się w przyjemnym oraz chłodnym cieniu pobliskich formacji skalnych. Z oddali dawało się wyczuć znacząco zwiększoną siłę kapitana, dlatego postanowiłem przyśpieszyć, używając shunpo. Nikt raczej nie zauważy tych subtelnych zmian. Aktywuję również dar Heimdalla by widzieć wiele kilometrów w przód, chcąc zebrać jak najwięcej danych w tym starciu.
Nie będę się nawet starał wejść w sam środek. Będąc dostatecznie blisko by ich obserwować postaram znaleźć sobie jakiś przytulny cień, z którego obejrzę sobie cały spektakl. Postaram się wejść na ich teren w miarę niewykryty. Powinni być zajęci sobą nawzajem, by żadna ze stron nie odnotowała mojej obecności. Gdyby mieli tam zginąć, pewnie im pomogę, aczkolwiek w tym momencie po prostu sobie pooglądam wyciszając swoją energię duchową.


RE: Sahara, Tasili Wan Ahdżar - Ryuichi Kagawa - 09-03-2018 01:49

„Cero”.
Wzdrygnął się. Po jego ciele przeszły przyjemne ciarki, ciągnąc wzdłuż pleców, rozchodząc się na wysokości karku po ramionach i kończąc swój bieg przy nadgarstkach. Cero mogło zwiastować nic innego, jak pojawienie się wysłanników z Hueco Mundo.
„Arrancarzy”.
Drżał z wściekłości i podniecenia jednocześnie. Zdał sobie sprawę, że mimowolnie zaciska pięści i napina mięśnie całego ciała. Zupełnie tak, jakby szykował się do skoku.
„Tylko spokojnie...”. — uspokajał siebie.
Wziął głęboki wdech, a następnie wypuścił powietrze ze świstem. Od poziomu temperatury spierzchły mu usta, a ślinianki nie nadążały z produkcją śliny, by zapobiec nieprzyjemnemu drapaniu w przełyku. Powoli rozluźnił napięte mięśnie i rozprostował palce. Rozmasował obolałe knykcie, a następnie wsparł dłonie na biodrach. Później opuścił je, pozwalając im zwisać wzdłuż tułowia. Ponownie zacisnął pięści.
Na słowa Asagi'ego coś w nim pękło. Spojrzał na kapitana.
Zdał sobie sprawę, że żuchwa zaczyna go boleć od ciągłego zaciskania szczęki.
Da się zrobić — odparł po kilku sekundach.
Jego ciało gotowe było do skoku. Mięśnie naprężyły się, a prawa dłoń mimowolnie sięgnęła po rękojeść Zanpakutō.
Czekał.
A kiedy kapitan wystrzelił w ich kierunku, ruszył za nim.
Starał się trzymać na dystans, jednak nie za daleko. Tak, żeby w razie potrzeby mógł doskoczyć do jednego z odsłoniętych przeciwników i jednym ruchem skrócić go o głowę. Wszystko miało potoczyć się niezwykle szybko. Przeciwnik odsłania się na atak. Wybicie z pomocą Shunpo, błyskawiczne dobycie i wykonanie cięcia w momencie, w którym przeciwnik zrozumie, co się wydarzyło. Hitotsume: Nadegiri. Klinga zatapia się w jego szyję, a następnie przechodzi gładko przez tętnice i grdykę, odrąbując łeb tej dwugłowej hydrze.
Na drugim zależało mu bardziej. Kapitan chciał go żywego. Nie przerywał ataku.
Gdyby drugi Arrancar był do niego zwrócony plecami, obróciłby się i wykonał szybkie cięcie na wysokości ścięgien pod kolanami. Uszkodzenie ich powaliłoby przeciwnika, a w najlepszym przypadku uniemożliwiło chodzenie. Nie obraziłby się, gdyby przypadkiem odrąbał przeciwnikowi nogę. Wierzył w swoje umiejętności. Byłby w stanie zatamować krwotok i utrzymać go przy życiu.
Gdyby Arrancar był zwrócony bokiem, zdecydowanie stara się odrąbać nogę na wysokości kolana, tuż pod udem.
Gdyby Arrancar był zwrócony przodem, wymierzyłby silne cięcie w przedramię, w którym przeciwnik dzierżył Zanpakutō. Albo odetnie mu kończynę, albo go rozbroi. W najgorszym przypadku Arrancar uchyli się przed atakiem lub odbije go.
Niezależnie od tego, co się wydarzy, Ryuichi błyskawicznie podnosi gardę i próbuje wycofać się, odbijając nadchodzące cięcia i unikając kolejnych cięć.
Jeżeli żaden z Arrancarów nie odsłoni się w trakcie walki z Asagi'm, Ryuichi nie zaatakuje. Zamiast tego zacznie okrążać przeciwników, starając się zajść ich od tyłu. Przyglądał się pojedynkowi, czekając na dogodny moment.


RE: Sahara, Tasili Wan Ahdżar - Skye - 09-03-2018 17:45

Kapitan piątej dywizji po szybkim wydaniu kilku komend zarządził ofensywę. Cero użyte przez jednego z dwóch potencjalnych oponentów co prawda wzniosło ścianę pyłów, która uniemożliwiała widoczność na większe dystanse, lecz nie stanowiła ona żadnej przeszkody dla Boga Śmierci. Asagi porzucił więc Kyakko, pędząc przed siebie na spotkanie z przeciwnikiem kryjącym się gdzieś pośród bardzo powolnie opadającej chmury. Porucznik siódmego oddziału natomiast pozostał z tyłu, czekając na dogodną okazję do ataku, której jednak ciężko byłoby mu się doszukać z powodu niekorzystnych warunków. Tak czy inaczej, również zaczął stopniowo zamykać dystans, ale zdecydowanie wolniej od Sayamaki.
Asagi przemykał pośród pyłów, mrużąc powieki i odruchowo je zamykając, gdy drażniący żwir dostawał mu się do oczu. Również czuł pył, jaki osadzał mu się na ustach. Nawet głębsze oddechy były w tej chwili dla niewskazane. Mimo wszystko, ten stan rzeczy miał nie trwać za długo. W końcu zaczął widzieć sylwetkę Arrancara, który prawdopodobnie był odpowiedzialny za Cero sprzed chwili.
Mężczyzna prezentował się wręcz nader zwyczajnie. W porównaniu do wielu swoich pobratymców, eksponujących swoją osobowość poprzez charakterystyczny styl bycia lub ekstrawagancki ubiór, ten tutaj wyglądał po prostu nudno. Stosunkowo wysoki o poprawnej sylwetce i nienagannie ułożonych włosach w długie szatynowe dredy. Jedynym, co mogło go wyróżnić na tle innych Arrancarów, była nietypowa maska. Ostała się ona w formie ozdoby na twarzy zawieszonej między uszami oraz opierającej się na nosie.
Arrancar ujrzał nadciągające zagrożenie najwyraźniej praktycznie w tej samej chwili, w której sam został dostrzeżony. Kapitan dobywał właśnie swojego zanpakutou, pędząc z pełną prędkością, gdy jego rywal zdążył podnieść ramię. Tuż przed dłonią Pustego utworzona była szkarłatna sfera energii. Skojarzenia z Cero nie dało się uniknąć, lecz nie zapowiadało się, aby kula nagle miała wystrzelić w formie fali.
Sayamaka zamknął dystans w okamgnieniu, wyprowadzając pierwsze pchnięcie Senki. Sztych nagle został zatrzymany przez półkulistą formę energetyczną o czerwonym zabarwieniu. Bariera zdecydowanie wyróżniała się tym samym rodzajem reiatsu, co klasyczne Cero. Miecz kapitana zdołał nawet spenetrować defensywę, doprowadzając do wyrwy, ale przewaga, jaką posiadał nad przeciwnikiem okazała się w tym wypadku zdradliwa. Całym ciałem nie zdołał przejść przez barierę, a Senka została spowolniona. Cenne ułamku sekundy wystarczyły, aby skoncentrowana szkarłatna energia eksplodowała. Silny podmuch głównie skoncentrowany został na Arrancarze, jako że aura Boga Śmierci zwyczajnie przeważała do tego stopnia.
Szatyn został rzucony z dużą siłą w tył, gdzie ostatecznie zarył o ziemię po kilkudziesięciu metrach. Po upływie kolejnych trzech lub czterech sekund natomiast ten sam Arrancar rozwiał wezbrany wokół niego kurz, ukazując swoje Resurección. Wyłonił się w nowej postaci. Sylwetka stała się nieco smuklejsza, przez co górna część kimona nawet sama się zsunęła z jego barków. Skóra na całym ciele przybrała czarny matowy kolor, gdzieniegdzie przeplatany ciemnoczerwonymi refleksami. Natomiast dookoła płonęło wręcz reiatsu o krwistej barwie, utrzymując efekt istnego inferno utworzonego z czystej energii duchowej. Ów nietypowy ogień miał zasięg sferyczny o promieniu niecałych dziesięciu metrów. Siła stale pobudzonej w tej chwili aury Arrancara oscylowała w granicach naprawdę potężnego porucznika lub w porywach słabszego kapitana dywizji. Ryuichi odniósł wrażenie, że mógłby mieć z nim problemy, szczególnie bez użycia Shi-kai.
Sytuacja na polu walki natomiast po poprzedniej kolizji oraz następnym odpieczętowaniu Resureccioń znacząco się poprawiła. Po masach pyłu unoszących się w powietrzu pozostały już tylko malutkie chmury z dala od dwójki walczących. Stojący nieco dalej Ryuichi Kagawa miał również doskonały pogląd na sytuację i przed zdradzeniem swojej pozycji chroniło go już tylko Kyakko.
Co ciekawe jednak, okazało się również, iż ten Arrancar był tutaj sam. Drugi osobnik, ten w którego wystrzelił Cero, gdzieś uciekł, bowiem wątpliwe było, aby promień spopielił go do cna. Porucznik siódmej dywizji ze swojej perspektywy mógł rozejrzeć się nieco skuteczniej od starszego stopniem sensei, który musiał skupić uwagę na oponencie. Kagawa dostrzegł w końcu czyjąś sylwetkę. Ten człowiek, kimkolwiek był, wykorzystał całe zamieszanie, aby minąć się w chmurze z Asagim i pomknął w kierunku gór. Sam porucznik też go wcześniej nie tylko nie dostrzegł, ale również nie dał rady go wyczuć. Nawet obecnie nie był w stanie wykryć aury duchowej nieznajomego, przez co nie miał także pojęcia, jakiej jest rasy. Kierował się między dwie formacje skalne, splatające się na kształt łuku, rzucającego ogromny cień, w miejscu oddalonym o kilkaset metrów na zachód od tego, skąd przybyli Shinigami. Lada moment zniknąłby z oczu.
W tym czasie Vidar pokonywał sprawnie dystans, trzymając się z grubsza tej samej ścieżki, którą podążał wcześniej. Ślepy los zadecydował, że on znalazł troje błąkających się muzułmanów, a oficerowie z Gotei trafili akurat na Arrancarów. W dodatku dwóch. Po krótkiej chwili dotarł do jego uszu niesiony echem odgłos eksplozji, a chwilę później zdołał wyczuć także energię duchową jednego z oponentów, o których mówił kapitan. Wydawało się, że dowódca oddziału Gotei powinien dać sobie z nim radę, nie musząc martwić się o limit nałożony na potencjał duchowy. Niekorzystne ukształtowanie terenu jednakże utrudniało mu stwierdzenie, jak daleko pozostało mu do miejsca faktycznej batalii. Spieszył się, ale miał dużą stratę. W końcu ruszył do najbardziej oddalonych dusz, jakie wyczuli.

[Kolejka: Asagi / Ryuichi → Vidar (swoje działania uwzględnij tuż po ostatnich czynnościach z postów Asagiego i Ryuichiego.]



RE: Sahara, Tasili Wan Ahdżar - Sayamaka Asagi - 10-03-2018 12:39

Szybki atak okazał się nie być wystarczający i przeciwnik kapitana zdołał się ochronić za jakąś bliżej nie określoną, cero-podobną barierą. Asagi pierwszy raz widział takie zastosowanie tej techniki, a raczej taką jej formę, odrzucony w tył zanotował w pamięci, że musi uważać. Efekt zaskoczenia został zmarnowany, ale przynajmniej udało się ustalić siłę rywala, jego poziom reiatsu w uwolnionej formie wyglądał dosyć imponująco, nie był to raczej espada (a jeśli tak, to jakiś niski stopniem), ale wymagał od naszego bohatera skupienia się i ostrożności, zwłaszcza ta dziwna aura która go otaczała niepokoiła ciemnowłosego, ale nic to…
Jako, że pierwsze uderzenie nie wyszło, nie należało dawać przeciwnikowi szansy na uzyskanie jakiejś przewagi, czy też rozeznanie się w sytuacji. Z powodu dzielącego ich dystansu, Sayamaka zdecydował się na uwolnienie pierwszej formy swojego miecza, głównie z powodu Hierro, jakim najpewniej władał jego przeciwnik. Stalowa skora arrancar’ów zawsze stanowiło wyzwanie, więc zwiększenie siły własnego ostrza zawsze się przyda, głupio by było, gdyby tego zabrakło. Oczywiście, cały czas kapitan obserwuje poczynania swojego przeciwnika, będąc gotowym do uniku, swoją droga, ciekawe, czy jego płomienne reiatsu blokuje techniki dystansowe przybysza z Las Noches, czy też może przeciwnie, będzie stanowiło podstawę do kolejnych ciosów. Trzeba będzie to sprawdzić w otwartym starciu, ale pierw małe rozeznanie w sytuacji. Gdzie drugi przeciwnik? Chyba nie zamierzał brać udziału w „zabawie” i chyba wszystko źle zinterpretował nasz kapitan, będzie trzeba obu wziąć żywcem i wypytać, no cóż, pozostawało liczyć na Kagawe, a samemu robić swoje.

Pora na wyciągnięcie ze swojej uwagi całego skupienia - starcie należy rozwiązać szybko i zdecydowanie. Sayamaka skupi całą swą wolę na zbliżającym się starciu.
"Kayou, ruszamy!" - wróci się w duchu do swojej zanpakutou, równie gotowej jak on - zawsze walczyli razem i tym razem nie będzie wyjątku.
Kapitan rozpocznie, od zmiany pozycji na taką, w której miecz jest skierowany ostrzem w stronę przeciwnika, ale sztychem pod kątem w górę. Jednocześnie będzie trzymał rękojeść prawą dłonią, lewą natomiast oprze o tępą stronę swojego zanpakutou, stając w pozycji dość defensywnej, zacznie składać inkantację do zaklęcia niszczącego Ōkasen. Zanim jednak ją dokończy, skorzysta z shunpo by „pojawić” się około 15 metrów od swojego przeciwnika, po jego lewej flance. Wtedy też wystrzeli kidou, ciekaw jak zareaguje jego bariera.
Jeśli zostanie ona zniszczona, plan zakłada chwycenie miecza oburącz i rzucenie się na niego z zamiarem wyprowadzenia dwóch szybkich cięć na ręce przeciwnika, z zamiarem przecięcia ścięgien mięśni ramion, tak by uczynić dłonie wroga nieprzydatnymi do walki.
Jeżeli jednak bariera będzie się trzymać, kapitan nie tracąc cennych chwil, przejdzie do kolejnego zaklęcia niszczącego, również związanego z szermierkę - Hadou no. 78 – Zangerin – to powinno już roznieść aurę energii jaką otoczył się przeciwnik i otworzy drogę do bezpośredniego ataku, którego celem ma być unieszkodliwienie rąk przeciwnika.
Niezależnie od powodzenia ataku na ramiona, kapitan i tak spróbuje jeszcze wykonać cięcie na chociaż jedną z nóg arrancara, z zamiarem przecięcia ścięgna Achillesa, zdecydowanie ryzykowne zagranie, jeśli poskutkuje, pozbawić powinien nieprzyjaciela możliwości poruszania się. Dalej powinno być już łatwo, ale nikt nie obiecuje, że tak się wszystko potoczy – trzeba uważać...


RE: Sahara, Tasili Wan Ahdżar - Ryuichi Kagawa - 10-03-2018 13:56

„Miało być ich dwóch...”.
Rozejrzał się po okolicy. W powietrzu wciąż unosił się pył, który zasadniczo utrudniał rozeznanie w okolicy. Starał się nie wchodzić w paradę kapitanowi, pozwalając mu na rozprawienie się z Arrancarem.
„Gdzie jest ten drugi?”.
Wyprostował się. Raz jeszcze rozejrzał się po okolicy, przechadzając się to z jednej strony na drugą, to truchtając w chmurce, a nawet wychodząc poza nią, by poprawić widoczność. Nie pomagało to w niczym, a drugiego Arrancara jak nie widział, tak dalej go nie było.
„Zapadł się pod ziemię, czy co?”.
Kiedy kurz zaczął opadać, dostrzegł jakiś ruch. Była to na pewno jakaś postać. Minęła pole walki i zaczęła uciekać na zachód.
Zmarszczył brwi.
„A to spryciarz!”. — Ruszył biegiem za uciekającym człowiekiem. — Tak łatwo mi nie uciekniesz!
Biegnąc za nieznajomym wyprostował rękę w jego kierunku. Poczekał na dogodny moment, aż postać przestanie znikać mu za wydmami i kamieniami, a gdy ten nastał, zaczął recytować inkantację zaklęcia. Kiedy formułka została zakończona, wykorzystał zaklęcie do zatrzymania przeciwnika.
Bakudō no. 61 Rikujōkōrō!
Momentalnie po wykorzystaniu zaklęcia, wolną dłonią aktywowałby komunikator.
Gonię cel, do którego strzelał ten Arrancar. Na polu walki znajduje się tylko jeden Arrancar. Sayamaka-san związał się walką z przeciwnikiem. Uciekający człowiek kieruje się na zachód, w kierunku gór. Ishin-san, wspomóż Sayamaka-san. Będę informować was na bieżąco o pościgu!


RE: Sahara, Tasili Wan Ahdżar - Vidar - 10-03-2018 18:30

Niestety nie było dla mnie zbyt wiele do zrobienia, jak tylko pospieszyć na pomoc reszcie mojego oddziału. Dwoje Arrancarów mogło stanowić dla nich problem, aczkolwiek chciałem wierzyć, że członkowie Gotei VII będą potrafili sobie poradzić, nawet jeśli byłaby to Espada. Im bardziej się zbliżałem, tym więcej słyszałem oraz widziałem, chociaż pierwsze dotarły do mnie sygnały wzburzonej energii duchowej członków bitwy. Żałowałem, że wybrałem najbardziej oddalony punkt, a zarazem straciłem możliwość obserwowania walki od początku, jednak na misjach czasami się tak zdarza. Głupi los decyduje za nas, więc nie zamierzałem winić ani siebie ani nikogo innego za to niepowodzenie.
Pierwszym, co zobaczyłem dzięki moim darze to wielka chmura kurzu, a potem jakieś wybuchy, które skutecznie rozwiały to zanieczyszczenie. Kapitan mierzył się z pustym w swoim uwolnieniu. Muszę powiedzieć, że w porównaniu do Espady wyglądał trochę miernie, chociaż otaczająca go aura zaczynała mnie bardzo ciekawić. Zastanawiałem się tylko gdzie jest ten drugi, o którym wspominał kapitan. Czyżby im uciekł? Rozumiem, że tutejszy klimat nie sprzyja oczom, ale chyba im się nie dwoiło przed nimi, prawda?
Mniej więcej w tym samym czasie odezwał się mój komunikator. Zauważyłem, jak porucznik umyka na bok rzucając się w pogoń za jakimś nieznanym osobnikiem. Mogłem tylko sądzić, że to właśnie ten Arrancar, którego teraz nie mogłem dojrzeć. To zabawne, że chciał mi rozkazywać. Teoretycznie przewyższałem go stopniem patrząc na naszego głównego zwierzchnika.
- Jestem jeszcze trochę w tyle, ale wierzę w umiejętności naszego dowódcy. - odpowiedziałem mu zamykając linię pomiędzy nami.
Wszyscy mieliśmy jakieś zadanie do wykonania, a ja uznałem, że moim aktualnym będzie obserwacja. W tym momencie nie miałem już zamiaru biegać, a po prostu poruszać się przy pomocy shunpo by jak najszybciej znaleźć zacienioną kryjówkę, z której będę mógł oglądać starcie pozostając możliwie niewykrytym. Postaram się ją wybrać wprost ze strony od której przychodzę na wypadek, gdybym musiał wkroczyć do akcji. Powinno to wtedy wyglądać jakbym właśnie się pojawił. Używanie migoczących kroków powinno znacznie ułatwić mi zadanie, a do momentu przybycia na miejsce oczywiście przyglądałem się poczynaniom szlachcica badając jego potencjał bojowy.


RE: Sahara, Tasili Wan Ahdżar - Skye - 11-03-2018 16:36

Shinigami szybko podzielili się obowiązkami. Kapitan piątej dywizji skoncentrował się w pełni na walce z nieznanym Arrancarem, Kagawa podążył za uciekinierem, a ledwie przybyły na miejsce oficer Onmitsukido przystanął w bezpiecznej odległości, gotowy do wszelakiej interwencji.
Asagi w pierwszej kolejności wykorzystał Magię Demoniczną do sprawdzenia natury zdolności swojego oponenta. Po szybkim przemieszczeniu się w pobliże granicy płomienistej aury okalającej Pustego, wypalił ze swojego ostrza Okasen. Złota wiązka energii po przebyciu kilku metrów napotkała na solidny opór w postaci formującej się w mgnieniu oka karmazynowej litej ściany reiatsu. Sayamaka tego dokładnie nie widział z powodu jaskrawego błysku własnego Hadou, które zderzyło się z defensywą wroga stosunkowo blisko niego, lecz część płomieni składającej się na aurę została poświęcona na poczet bariery. Nie był w stanie stwierdzić zatem, jak duża część okazała się niezbędna do zatrzymania Okasen.
Tak czy inaczej, po zderzeniu energia z powrotem zaczęła wracać do wyjściowej pozycji. Czyniła to nieco wolniej, niż wtedy, gdy zbierała się do faktycznego działania, lecz wystarczająco szybko, aby kapitan zrezygnował z pomysłu natychmiastowego zamknięcia dystansu. Musiał uciec się do następnego zaklęcia, tym razem znacznie silniejszego. W tym czasie jednak Arrancar również nie próżnował. Z facjaty skrytej czarnym matem nie dało się wyczytać zbytnich emocji, toteż ciężko powiedzieć, czy był pewny siebie, czy raczej zakłopotany perspektywą walki.
Odskoczył w przeciwnym kierunku, wystawiając obie dłonie w kierunku Asagiego, łącząc je ze sobą palcami wskazującymi oraz kciukami. Wygenerował przed nimi dwie powiększające się przy kolejnych biciach kule ciemnej szkarłatnej energii.
- La Mirada – rzekł, uwalniając z nich kolosalną falę reiatsu stanowiącą nie tyle połączenie dwóch Cero, lecz nawet uzyskując jeszcze większą moc destrukcyjną.
Użyty przez kapitana piątego oddziału Zangerin zderzył się z wielką ścianą czerwonej energii, delikatnie wcinając się w jej powierzchnię. Asagi jednakże nie mógł mieć złudzeń. Wiedział, że w ten sposób nie ma szans przebić się na drugą stronę tego ataku, a w najgorszym wypadku doprowadzi do niemałej eksplozji w swoim pobliżu. Wątpliwe, aby fala uderzeniowa ponownie pomknęła w kierunku oponenta. Po uwolnieniu Resurección aura Arrancara znacznie się wzmocniła, a techniki oparte na Cero w jego wykonaniu były szczególnie niebezpieczne. Wręcz specjalizował się w nich. La Mirada w rękach potencjalnie słabszego ogólnie wojownika przewyższała więc potencjałem siłowym Zangerin użyty przez Boga Śmierci, który nie specjalizuje się w kido.
Sayamaka musiał dość szybko znaleźć rozwiązanie z tej kłopotliwej sytuacji. Wiedział, że Ryuichi raczej tak szybko nie zrezygnuje z podjętej decyzji i nie rzuci się na pomoc, a nawet jeśli – nie zdążyłby. Podobnie zresztą, jak i Isshin obserwujący starcie z okolicy najbliższych formacji skalnych, nadal oddalonych o minimum kilka sekund intensywnego tempa.
Z kolei Kagawa wykorzystał Rikujokourou w celu zatrzymania uciekającego nieznajomego. Odszukał raptem jedną krótką chwilę, w trakcie której mógłby wykorzystać to zaklęcie i skupił się na ofierze. Wymierzył palcami w potencjalnie odsłoniętego człowieka, a następnie przywołał sześć złocistych snopów energii. Te w mig zamknęły się na ciele uciekiniera, zatrzymując go w bezruchu w dość dziwnej pozie.
Ryuichi już nadbiegał, aby zidentyfikować tożsamość świeżo pochwyconego w Bakudou jeńca, lecz już po kilku krokach ujrzał, jak jego sylwetka zaczyna się rozmazywać. Utsusemi? Gamelos Sonido? W żadnym wypadku. Ten miraż zanikał przy efektownym rozpadzie na świetlisty pył imitujący reishi, zarazem najpierw uzyskując przezroczystość. Tak czy inaczej, w końcu porucznik mógł na podstawie powidoku oraz użytej energii duchowej sklasyfikować, z kim ma do czynienia. Quincy, płci męskiej. Również to samo wyczuł znajdujący się wówczas około pół kilometra dalej Vidar.
Porucznikowi pozostawało ruszyć w dalszą pogoń i musiał niestety przyznać, że jego rywal należy do niezwykle szybkich oraz zwinnych przedstawicieli swojej rasy. Zresztą, ze świeżą szukać wolnego, statycznego Quincy, choć niekiedy się zdarzali, o ile dysponowali odpowiednimi zdolnościami, które wymuszały na nich taki styl walki. Kagawa szybko zorientował się, którędy podążył nieznajomy. Między skałami ujrzał niewielką wnękę prowadzącą do wąskiego przesmyku pomiędzy pochylonymi ku siebie półkami. Dróżka ta dość szybko zdawała się zwężać na tyle, aby uniemożliwić komukolwiek przejście dalej, lecz to było jedynie mylne wrażenie. Kątem oka Shinigami wyłapał bowiem, jak jego cel zeskakuje gdzieś niżej, pod ziemię, jak tylko dotarł do ślepego zaułka. Należało podejść do samego skraju ścieżki, aby ujrzeć wolną przestrzeń po prawej stronie, która to umożliwiała. Na dole panował półmrok, a już do tego przesmyku słońce z trudem dochodziło. Zarazem nie wyglądało na to, aby było tam zbyt wysoko. Mało tego, o skraj otworu w ziemi opierała się stara drewniana drabina. Wątpliwe, aby należała do kogoś, kto potrafi poruszać się tak sprawnie.
Z kolei z środka Ryuichi, jak tylko zajrzał do wnętrza jamy, wyczuł aktywną energię Quincy. Nieco stłumioną, lecz wyraźną na tyle, aby mieć pewność, że piętro niżej, ten mężczyzna coś szykował. Potwierdzał to fakt, iż rozpoczął inkantację w tradycyjnym dla swej rasy języku, która echem niosła się po całej grocie.
- Vier Himmelsrichtungen! Der Bund des letzten Liedes...



RE: Sahara, Tasili Wan Ahdżar - Sayamaka Asagi - 11-03-2018 20:44

Arrancar okazał się zdecydowanie poważniejszym przeciwnikiem, niż kapitan początkowo przypuszczał i nie chodzi tutaj o jakieś niedocenianie wroga, czy coś - po prostu jeśli ktoś potrafi swą techniką powstrzymać wysokopoziomowe kidou kapitana shinigami walczącego bez limitu i to w uwolnionym shikai, to zdecydowanie zasługuje na pochwałę...
Niebieskooki zmarszczył brwi, ponownie zaciskając dłonie na rękojeści swojego zanpakutou. Miał jeszcze kilka asów w rękawie, nie pokazał wszystkich swoich technik, miał jeszcze jedno uwolnienie zanpakutou by móc zaprezentować swą pełną moc, ale z drugiej strony nadmierne świecenie własnym reiatsu na tym pustkowiu było dokładnie tym, czego chciał uniknąć, a już i tak zdecydowanie więcej niż zamierzał go użył. Podobnie jak w przypadku ostatniego starcia, trafił mu się przeciwnik wyspecjalizowany w walce na dystans - jakaś złośliwość losu. Ważne było "wyliczyć" ile czasu potrzebuje na wykonanie swojej techniki - to pozwoli zrozumieć, jakim "oknem" dysponuje kapitan...

Ponowne ustawienie swojego miecza w pozycje bojową i kilka przemieszczeń się za pomocą shunpo, mniej więcej po planie trójkąta (czyli zygzakiem) by zmniejszyć dystans. Przy każdym "wyjściu" rozeznanie się w sytuacji, przed kolejnym "skokiem" - a nóż-widelec będzie potrzebny jakiś unik. Między kolejnymi "skokami" przerwy również nieregularne (o ile na to sytuacja pozwali, raz po sekundzie, raz po 3 i znów po 1 itp), tak by nieprzyjaciel nie wyczytał z nich rytmu, który by mu pozwolił celować. Tak czy inaczej, po zbliżeniu się na około 20-30 metrów, ostatni "skok" zostanie zatrzymany jakieś 15 metrów nad ziemią.
- Hadou no. 46 - Gaki Rekkō! - zakrzyknie kapitan mierząc w arrancara swój miecz, z zamiarem posłania całej masy świetlistych pocisków, którymi chce zasypać przeciwnika i zmusić do jakiegoś kroku - stworzenia techniki ochronnej, albo uniku, to nie ważne. Po wykonaniu kidou, uniesie miecz nad głowę i chwytając go oburącz zanurkuje w stronę wroga z zamiarem posłania techniki Ryuodan - co jak co, ale to przejdzie przez (w mniemaniu/wierze) kapitana przez wszystko, co jego przeciwnik będzie mógł przed nim ustawić - przełamawszy obronę (czy też kolejny atak), plan jak pierwotnie - unieszkodliwić ręce i chociaż jedną z nóg, po której miecz pod szyje i mamy jeńca do przesłuchania. Nie ma co w tym ryodanie oszczędzać aury, kto wie, czy nie będzie "siłowania duchowych mieśni" - ale uważamy z "duchowym cięciem" by nie sprzątnąć arrancara z powierzchni ziemi.
W każdym razie, tak by było najpomyślniej, a co wyjdzie, zobaczymy...


RE: Sahara, Tasili Wan Ahdżar - Vidar - 12-03-2018 13:30

Po dłuższej przebierzce w końcu udało mi się dotrzeć na miejsce potyczki. Wydaje mi się, że nawet wkroczyłem tutaj niezauważony. Porucznika już nie było, chyba ruszył za zbiegiem, a kapitan oraz jego przeciwnik byli zajęci sobą. Tym lepiej dla mnie. Zgodnie z rozkazami mojego tymczasowego przełożonego miałem się nie wtrącać, a nawet nie przeszło mi to przez myśl. Znalazłem sobie dogodny punkt widokowy gdzieś w cieniu oglądając ten mały spektakl. Starałem się utrzymać swoją aurę duchową na poziomie mojego minimum, tak by zupełnie się tutaj nie wyróżniać.
Na razie energia, jaką dysponował Sayamaka nie była zbyt imponująca. Myślałem, że kapitanowie są o wiele silniejsi od dowódców Onmitsukido, aczkolwiek ten prezentował sobą poziom bardzo zbliżony do mojego. Może to kwestia tego, że wchłonąłem energię Tenvisa, przez co znacznie wyskoczyłem naprzód. Szlachcic prawdopodobnie testował możliwości tej dziwnej bariery. Nie widziałem wcześniej takiego zachowania energii cero-podobnej, aczkolwiek z drugiej strony nigdy nie miałem zbyt wielu przyjemności by walczyć z arrancarami, a jedynie pustymi niższej klasy. Ten był interesujący. Potrafił nawet użyć La Mirady o imponującej mocy. Już teraz widziałem, że będzie preferować walkę na odległość. Nic dziwnego. Ma potężną technikę defensywną. Najgorszy typ przeciwnika dla mnie, chociaż bardzo ciekawiło mnie, czy to cienka warstwa tej płomienistej energii, czy tam w środku jest więcej warstw, przez które trzeba by się przebić by zadać jakiś poważny cios. Zauważyłem, że ta sfera ma ograniczone pole działania. Gdy blokowała kido kapitana, zbierała się w jednym miejscu, potencjalnie odsłaniając ciało na ataki. Gdybyśmy połączyli siły moglibyśmy dość szybko doprowadzić do jego upadku.
Mimo tego moja ingerencja nie nastąpi, przynajmniej do czasu kiedy nasz dowódca porządnie nie oberwie. Nie mogę pozwolić by wrócił bez ręki albo nogi z mojego przydziału. Zaogniło by to jeszcze bardziej konflikt pomiędzy radą a Gotei. Z resztą, ma do dyspozycji jeszcze swoje drugie uwolnienie. Pewnie nie chciał migotać jak latarnia reiatsu na tej pustyni. Skoro już o tej mowa postanowiłem spojrzeć w stronę, którą wskazał wcześniej Kagawa. Miałem nadzieję zobaczyć z darem Heimdalla jego poczynania oraz możliwe, że kogoś, kto mu umykał. Okazało się, że musi to być Quincy. Wyczułem jego energię i zupełnie nie przypominała pustego. Zatem znaleźliśmy już obydwie frakcje. To zadanie rozwijało się niezwykle szybko.
Wróciłem wzrokiem do wyczynów Sayamaki. Tym razem przestawał się oszczędzać. Wyczułem energię zbierającą się do Ryodana i postanowiłem, że lekko mu pomogę. Jeśli znajdę się w zasięgu, wypowiem cicho, pod nosem inkantację dla zaklęcia wiążącego numer dziewięć. Postaram się użyć Geki z ukrycia w taki sposób by oszołomić trochę przeciwnika, a jednocześnie sprawić, że jego defensywa trochę się rozproszy. Może ta chwilowa immobilizacja da kapitanowi kilka cennych sekund przewagi by zakończyć tę potyczkę przed czasem. Na wszelki wypadek po tej akcji postaram się przy pomocy shunpo zmienić swoją kryjówkę by nie zwracać zbyt dużej uwagi arrancara. Lepiej, jak pomyśli, że jego przeciwnik jest nad wyraz uzdolniony w zaklęciach.
W przeciwnym wypadku, cóż… Nadal będę obserwował. W tym momencie nie mam innego zadania.


RE: Sahara, Tasili Wan Ahdżar - Ryuichi Kagawa - 13-03-2018 20:55

Niewiele jest takich osób na Świecie, którzy doprowadzają Ryuichi’ego do szewskiej pasji. Temu pieprzonemu Quincy’emu udało się to w ciągu mniej niż kilku, może kilkunastu minut pościgu. Wszystko dlatego, że był umiejętnie wyszkolonym uciekinierem. Był szybki, umiejętnie wykorzystywał Hoho, a także był dobrze wyspecjalizowany w kontroli własnego Reiatsu.
Bez problemu uniknął Rikujokoro, którego nie powinien się spodziewać. Wyprzedzał Ryuichi’ego lub dorównywał mu prędkością – nie był tego pewien. Jakby tego było mało, to mężczyzna zdawał się wiedzieć, dokąd biegnie.
Tak, zdecydowanie zaczynał go irytować.
Ryuichi nie byłby w stanie uniknąć takiego Rikujōkōrō. Nie był w stanie dogonić Quincy’ego lub nawet zbliżyć się do niego na wyciągnięcie ręki. No i nie znał terenu tak dobrze, jak mężczyzna.
Kiedy tylko Quincy wbiegł do przesmyku, a później zeskoczył gdzieś w przestrzeń po prawej stronie, Ryuichi zwolnił. Podszedł na krawędź wąskiej ścieżki, gdzie ujrzał drabinę. Usłyszał recytowane słowa w języku Niemieckim.
„Nie, kurwa. Nie dogadamy się.”.
Momentalnie skoncentrował energię duchową w swojej dłoni. Wychylił się tak, by ujrzeć to, co znajdowało się w dole. Pomimo panującego tam półmroku, miał zamiar wystrzelić Hadō no. 46 - Gaki Rekkō, nie wspomagając go żadną inkantacją.
Gdy tylko wystrzeliłby wszystkie pociski, natychmiast schowałby się w przesmyku, nasłuchując kolejnych odgłosów. Skontaktowałby się z Asagi’m i Ishinem, nadając krótki komunikat o swojej aktualnej pozycji. Nic szczególnego.
Wolną dłoń ułożył wygodnie na rękojeści swojego Zanpakutō.