Bleach OtherWorld PBF
Chile, Cerro El Plomo - Wersja do druku

+- Bleach OtherWorld PBF (http://www.bleachow.eu)
+-- Dział: Świat Żywych (/forum-6.html)
+--- Dział: Reszta Świata (/forum-39.html)
+---- Dział: Ameryka Płd. (/forum-63.html)
+---- Wątek: Chile, Cerro El Plomo (/thread-1296.html)

Strony: 1 2 3 4 5 6


Chile, Cerro El Plomo - Roy Mustang - 29-12-2017 02:25

Jeden z najwyższych szczytów górskich zawierających się w paśmie Andów - liczy on sobie 5,434 m. n.p.m. Ulokowany jest w centralnej części Chile, blisko granicy z Argentyną niedaleko stolicy kraju, Santiago i w słoneczne dni zarys wzgórza można wyraźnie dostrzec nawet z jego ulic. Zarazem jest to najbliższe El Plomo jakiekolwiek miasto.
Od wschodu i zachodu góry znajdują się parki, nader regularnie odwiedzane przez turystów decydujących się na wycieczki po Chile. Okolica jednak jest pełna mniejszych oraz większych wzniesień, przez co ewentualna wędrówka nie należy do najprostszych.

Niestety po wydarzeniach, jakie miały tutaj miejsce w roku 2017, po masywnym szczycie pozostał jedynie masywny płaskowyż, który sięga około czterech tysięcy metrów wysokości nad poziomem morze. Doszło tutaj do wielkiej batalii, która pozostawiła znacząco przemodelowany krajobraz.


[Obrazek: 1200px-Cerro_del_Plomo_from_the_south-west.jpeg]



RE: Cerro El Plomo - Skye - 04-01-2018 20:48

Nieopodal jednego z niemal pionowych zboczy szczytu El Plomo powietrze zawirowało w nienaturalny sposób. Czarna krawędź, która utworzyła się w pustej przestrzeni, nagle rozszerzyła się, otwierając mroczny portal z innego świata.
Z progu natomiast wytoczyła się postać, która - prócz demonicznej aparycji - nie zwykła wzbudzać niestety zbyt wielkiego respektu oraz grozy. Wręcz przeciwnie, zachowanie tego Hollowa często było odbierane jako komediowe, niekiedy nawet jako zwyczajnie psychiczne.
Yare tutaj jednak nie znali. Jeszcze. To była w sumie jakaś jego przewaga.
Gdy rozejrzał się, spostrzegł, że stoi na niemal zapomnianym przez cywilizację pustkowiu. Znajdował się wysoko ponad poziomem morze, dało się to odczuć przez rozrzedzone powietrze. Przed nim natomiast rozpościerał się obszerny krater, prawdopodobnie dzieło Matki Natury, aniżeli czynników zewnętrznych. Chociaż, jeśli spojrzeć przez pryzmat ostatnich lat, to nigdy nic nie wiadomo.
Tak czy inaczej, zdawało się, że trafił w dobre miejsce. Za plecami miał gigantyczne wzgórze, a gdyby zastosował jeden ze swoich astralnych trików, których nikt o zdrowym rozsądku nie rozumie, zorientowałby się, jest to wschodnie zbocze masywu górskiego. Wystarczyło co prawda spojrzeć na horyzont, zza którego wynurzało się stopniowo słońce, lecz z pewnością Yare miał swoje metody. Bardziej niezawodne, niż głupia gwiazda na niebie.
Hollow w pierwszej chwili stwierdził, że w okolicy nie ma żywej duszy, ale było to stwierdzenie błędne. Nawet pomimo tak wczesnej pory dnia, w odległości kilkudziesięciu metrów od swojej aktualnej pozycji ujrzał mężczyznę. Krótko ostrzyżonego Latynosa, który z wytrzeszczem wpatrywał się w sylwetkę potwora wychodzącego z Garganty. Dłońmi trzymał słuchawki, które przed chwilą jeszcze znajdowały się w jego uszach.
Poza tym jednym tubylcem, Yare nie dostrzegł niczego specjalnego. Pusto od północy, wzgórza od południa, ściana na zachodzie i dziura na wschodzie. Od czego zacząć?

---

U zachodnich podnóży masywu górskiego, oddalonego od faktycznego szczytu El Plomo o ładnych kilka kilometrów, znajdowała się ostatnia niewielka osada zamieszkana raptem przez kilkudziesięciu Chilijczyków. Głównie utrzymywała się z turystyki co bardziej wybrednych urlopowiczów, dla których szeroko plaża na Hawajach lub weekend w Paryżu zwyczajnie były zbyt mainstreamowe. Większość, jeśli nie wszyscy, tutejsi mieszkańcy posiadali zatem swoje domy dalej, najczęściej w Santiago, jednakże rozkręcenie małego biznesu w tej wiosce generowało im całkiem sporo zysków.
Oczywiście dało się tutaj znaleźć ze trzy knajpy, każda specjalizująca się w innej kuchni. Tradycyjnej chilijskiej, uniwersalne fast-foody oraz pizzeria. Poza tym kilka sklepów z pamiątkami, mały oddział banku, jakieś dwa motele. Do tego oczywiście prywatne zabudowania.
To tutaj odbywało się jedno z obecnych zadań osoby nader wysoko postawionej w szeregach Yawaty. Elizaveta Oshiro, dowódca oddziału do zadań specjalnych. Przydział został zlecony od samego dowódcy, Roya Mustanga, więc z pewnością nie mogła to być pierdoła, aby tylko czymś zająć lekko nadpobudliwą kobietę.
- Eliza - odezwał się komunikator będący na podstawowym wyposażeniu większości członków Yawaty.
Roy zwracał się do niej w podobny sposób, co pozostali. Nie lubił budować sztucznego dystansu. Gdy miał pewność, że Oshiro już go słucha i przerwała inne zajęcia, kontynuował wypowiedź.
- Dzisiaj będziemy musieli się obyć bez oficjalnej odprawy. Mam nadzieję, że nikt niepożądany cię nie podsłuchuje - dla bezpieczeństwa zrobił chwilową pauzę. - Szczegóły misji podaję ci dopiero teraz i w taki sposób z dwóch przyczyn. Ta wyprawa nie widnieje w oficjalnych rekordach Yawaty. Nie może być po niej śladów w naszym systemie, nawet fragmentów naszych rozmów na monitoringach. Jesteś tam czystym przypadkiem, poza moją wiedzą. Ponadto... jeszcze przed kilkunastoma minutami nie wiedziałem tego, co wiem teraz, ale o tym zaraz powiem. Ogółem więc będę potrzebować twoich zdolności do improwizacji oraz możliwości konkretnej interwencji siłowej, bądź, w lepszym wypadku, zabezpieczenia terenu i ewakuacji ludności. Okoliczny masyw górski jest prawdopodobnie kryjówką dla jednego z najbardziej poszukiwanych przez nas ludzi. To renegat jeszcze z czasów starej Yawaty, wiernej Madarze Uchiha - dodał, czekając na jakąkolwiek reakcję ze strony kobiety o doprawdy wdzięcznym stylu bycia.



RE: Cerro El Plomo - Eli - 04-01-2018 23:15

              Chille; piękne i słodkie niczym wrzód, który przez noc wyrósł na parchu zostawionym przez komara-krwiopijce. Kolejny z kraików Ameryki Łacińskiej, najpierw splądrowany przez wewnętrzne waśnie, potem konkwistę, później znowu waśnie, a na koniec kartele narkotykowe i mniej lub bardziej zorganizowaną przestępczość. Nie żeby trafiła najgorzej; zawsze był Salwador czy Meksyk, wciąż jednak...
              Oshiro zaklęła soczyście, kiedy po raz któryś tego dnia motocykl na którym przejechała pół kraju od lotniska postanowił odmówić posłuszeństwa i najzwyczajniej w świecie "zdechnąć" na środku drogi, zostawiając ją bez środka transportu. Znaczy pozornie tylko; ostatecznie cały ten dystans mogłaby pokonać w parę godzin korzystając z Bringer Light, jednak niewątpliwie mniejszą sensację wywoływała różowowłosa dziewczyna z kolczykami na motorze, niż ta sama osóbka lecąca na chmurce. Tak była tylko kolejnym chipsterem, poszukującym równowagi zen w meskalinowych wkładach do ogniska, jakimi raczyli tutejsi szamani. Albo innego reggeae gówna. Na moment tylko ściągnęła słuchawki odrywając się od Behemoth - O Father O Satan O Sun!, by zaraz pożałować swojej decyzji, kiedy domorosły akwizytor spostrzegł okazję i zaczął reklamować jej 1987 szczebel z wyśnionej drabiny Archanioła Michała, albo inne gówno znalezione na pobliskim śmietniku. Udając że go nawet nie zauważyła, bez większych problemów poprowadziła maszynę wgłąb miasteczka, rozglądając się dookoła.
              Gdyby nie turyści, lokalski, budynki i ogólnie ludzie mogłaby nawet polubić to miejsce. Rozrzedzone, chłodne powietrze sprawiało że czuła się żywsza; jakby zwykle już nazbyt rozpalona iskra w jej piersi płonęła jasnym płomieniem, sprawiając, że momentami skrawki jej aury przebijały się do otaczającego świata, zniekształcając na ułamek sekundy jej postać. Jakaś starowinka przeżegnała się panicznie, kiedy szkarłatne, gadzie ślipia omiotły ją w pół drogi, uświadamiając, że balkonik z którego korzysta jest jej absolutnie zbędny. Cień rozbawienia rozpalił jej spojrzenie, zanim coś w jej piersi zakłuło nieprzyjemnie. Bogu a prawdą starowinka nie była niczemu winna; nikt tutaj nie był niczego jej winny, a jednak parszywy los sprawił że postukiwała metalowymi buciskami o zapylony deptak stanowiący główną ulicę miasta.
              -Roy Mustang.-Mruknęła cicho pod nosem, postukując palcami w takt "UZA-UZA!" w słuchawkach, przystanąwszy nieco poza zasięgiem okolicznej ludności. Nawet jej nie często zdarzały się rozkazy z góry, nie mówiąc już o kontakcie z samym liderem. Zresztą komu jak komu, ale jej nie przyszło na myśl by choćby jęknąć w takiej sytuacji. Osławiony Roy Mustang; bohater w oczach jednych, najgorsza szumowina dla drugich potrzebował czegoś na tak zapchlonym wypizdówku.
              -Oby to nie był koc z lamy.- Westchnęła i ugryzłszy się lekko w język na otrzeźwienie wcisnęła przycisk na komunikatorze.-Witaj szefie.-Krótkie burknięcie przebiło się do jej rozmówcy, kiedy dziewczyna oparła się plecami o bok motocykla, nim pro forma rozejrzała się dookoła z ciężkim westchnieniem, na całe szczęście stłumionym przez wiatr.-Jakby ktoś na tym zadupiu choćby wiedział z kim rozmawiam.-Mruknęła z przekąsem znów wciskając przycisk.
              -Nikogo nie widać, nie słychać...-Ciut ostentacyjnie pociągnęła nosem.-Za to czuć całą ferajnę Gomezów.-Gdyby nie mówiła tego ona mogłoby to ujść jako słaby żart, tak jednak... cóż... Super-top-incognito-Agent 666, Dark Eliza melduje się na rozkaz! Prawie nie parsknęła pod nosem, słuchając wstępnej formułki, chociaż z drugiej (mniej buńczucznej) strony jej głowy trybiki już ruszyły z miejsca. Po co komu taki stopień tajności? I to przed własnymi ludźmi? Czyżby miała zrobić coś, co nie było do końca legalne, nawet jak na ich standardy? Na to się nie pisała! Zanim jednak zdążyła cokolwiek z tego wyartykułować z jej ust uszło ciche:
              -Kurwa.-Słodki głosik aż nieprzyjemnie skontrastował ze szpetnym słowem, kiedy fullbringerka zagryzła nerwowo dolną wargę, zaciskając bezwiednie palce na blasze motocykla. Nie zauważyła nawet jak ta zaczęła wgniatać się pod ich naciskiem. I mam to zrobić samemu? Co ja; dżinem jestem? Przez chwilę powstrzymywała się przed wybuchem, co jak na nią już świadczyło o sporej dozie szacunku, kiedy osobista duma walczyła ze zdrowym rozsądkiem. Ostatecznie z jej ust uszło tylko poirytowane westchnięcie, gdy potrząsnęła nerwowo głową, przymykając na moment oczy.
              -Jak starej gwardii ambicja przeszła na podbój stadka lam to be my guest.-Rzuciła ciut ironicznie, choć po jej głosie dało się wyczuć już wyraźne napięcie. Mogła zgrywać chojraka, ale tylko głupiec nie poczułby iskry strachu na myśl o bohaterze tamtych czasów. Przynajmniej co do jednego Roy mógł mieć pewność: miał w tej chwili całą uwagę diablątka i jeszcze więcej. -I nie chce nic mówić, ale to ciut gówniana okolica do ewakuacji. Chyba że rozpatrujemy plan wszyscy biegną w swoją stronę, licząc że przeciwnik zaczeka aż się z jakiegoś klifu sp...otkną.-Zagryzła lekko język, w duchu zastanawiając się tylko kiedy tak jej sparszywiał?


RE: Cerro El Plomo - Yare - 06-01-2018 17:50

Grzmotnął smoczym stópskiem o ląd, na którym dane będzie mu wojować o harmonię bębnów pralek i wyzbytą z prukania klarowność zlewania keczupu na strawę (bądź jeśli kto woli, wprost do ust lub na kaukaskie dzieci je**nych ku**a quetzalcoatlów). Okolica przywiodła mu swawolnie na myśl pierwszą dziecięca wyprawę na ośnieżoną górkę, kiedy to nikt nie raczył mu oznajmić, że po zjeździe należy sunąć sankami, nie fizjonomią, utrzymując te na grzbiecie i podśpiewując: „Idę na plażę”.
– ...na plaaaażę idę, uuuuuuuuuhuu.
Nie dał porwać się zimowemu szaleństwu i mocną wolą wstrzymał żywiołowych ruch ku wyrosłemu szczytowi; byłby to zwykły bezsens, wszakże jak bez sanek urobić właściwy poślizg płozom nosowym i żuchwowym?
– Uuuuuuuuuhuu.
Zamarł w pozie łyżwiarza figurowego, który w trakcie piruetu pomiarkował rzeczywistą ostrość tureckiego kebaba z zeszłego wieczoru. Dostrzegł, że nie cieszy się zimą samotnie. Przeskanował trzecim pośladkiem – rzecz jasna dyskretnie – egzotycznego nieznajomka. Jeden z tutejszych hodowców ananasów? A może handlarz suszarkami na azbestodiesel? – stropił się Yare. Czego się tak astralnie lampi? Nadmiar białka z oczodołu najlepiej wygrzebywać łyżką, tak nic nie zdziała.
– Howgh! – Złożył ręce i ukłonił się po tajsku. – Czy stąd można zadzwonić na miasto? – Później spyta o toaletę, na razie to wbrew cyklizacji zdarzeniowości.



RE: Cerro El Plomo - Skye - 07-01-2018 16:37

Dziwna i niezręczna cisza zapanowała między Yare, a tutejszym jegomościem. Hollow przez pierwszych parę chwil nie mógł zrozumieć, dlaczego stał się centrum uwagi tego człowieka. W końcu Latynos zaczął wzbudzać podejrzenia u asasyna, który przecież w żaden sposób mu na razie nie wadził. Musiał się zatem dokładniej przyjrzeć, przeanalizować jego jestestwo w kategoriach astralnych.
Z rozczarowaniem stwierdził, że choć nieznajomy wykazywał minimalną łaskę Astralnych Pomidorów, to pochodziła ona pewnie jeszcze z czasów sprzed rozwarstwienia się planów transazbestowych. Mniej-więcej wtedy, gdy Ścierwosucz postawiła swoją zgrzybiałą stopę w Świecie Żywych. Potencjał owej łaski prawdopodobnie nie został wykorzystany. Zaprzepaścił go prawdopodobnie wytwarzaniem nielegalnych pokładów betonowych bakłażanów o smaku keczupu ziołowego.
Bardzo dziwna analiza Yare jednak została zatrzymana. Jego zwoje mózgowe odmówiły posłuszeństwa, gdy ze słuchawek usłyszał to. Zdążył jednakowoż wyrazić swój umiarkowany szacunek oraz zadać pytanie.
- Co - wypluł wręcz półszeptem jedno słowo, które mogło być tak pytaniem, jak po prostu onomatopeją ukazującą szok. - Nie wiem. Potrzebujesz kontaktu z kimś? Pomogę, tylko nie rób mi krzywdy.
Latynos starał się oprzytomnieć i uznał, że najlepszym wyjściem z sytuacji będzie współpraca. Jakaś. Nawet ukłonił się w podobny sposób, co Yare, choć wyglądało to nieco gorzej w jego wykonaniu. Wyjął telefon z kieszeni, odłączając słuchawki, co poskutkowało puszczeniem tutejszego hiciora na głos przez trzy sekund, zanim mężczyzna wyłączył odtwarzacz.

---

- Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to będę wymagać tylko zabezpieczenia samej okolicy szczytu El Plomo, aby nikt się tam nie zbliżał. Domyślam się, że potencjalna ewakuacja tych terenów jest cholernie upierdliwa - zgodził się Mustang, po czym zrobił chwilową przerwę.
Ze słuchawki w tym momencie Eli usłyszała uruchamiany silnik samochodu. Nie był zbyt cichy, ale na szczęście głośniejszy ryk miał miejsce tylko przy ruszeniu. Roy musiał później albo wytłumić odpowiednio dźwięki dochodzące z zewnątrz kokpitu albo po prostu jechać spokojniej.
- Po kolei zatem. Jin Ishizuma. Nazwijmy go byłą prawą ręką Madary. Ostatnio, gdy go widzieliśmy, przeszkadzał nam w reformacji Yawaty trzy lata temu. Nawiązał wówczas współpracę z siłami z Pustki, innego wymiaru, a konkretniej pewnej istoty, kobiety, o imieniu Elise. Pechowa zbieżność, co? Tak, czy inaczej, ingerują w Świat Żywych od kilku lat, a my jedyne, co robimy na razie, to walczymy z objawami. Teraz może się to zmienić. Namierzyliśmy Jina w tych górach, ale nie możemy otwarcie rzucić główny sił, ponieważ to przykułoby uwagę opinii publicznej oraz dało Jinowi czas na reakcję. Spodziewałby się tego. Zatem, ja sięgnąłem po inne metody. Hollow o imieniu Yare. To twój nieoficjalny sojusznik na czas tej misji, współpracowałem z nim, gdy powstrzymywaliśmy zombie w Japonii oraz Egipcie. Można mu zaufać. Nie działa z ramienia Yawaty, ale zgodził się nam pomóc, aby wyeliminować Ishizumę oraz odkryć, co jeszcze przed nami chował w tych górach - kolejna krótka pauza, tym razem raczej na poukładanie myśli. - Jeśli Yare zrobi dym, przejmiesz kontrolę nad sytuacją. Wówczas dostaniesz powód, aby zabezpieczyć teren z ramienia Yawaty. Jin spodziewa się mnie albo Arcadiusa, ale na razie nas nie dostanie. Jeśli natomiast będzie spokojnie, kontroluj sytuację. Zbadaj najbliższą okolicę. Ostatnim razem, jak Kazuma Kuwabara odszukał tajny obiekt podległy Elise, z dymem poszło małe miasteczko, a ona przejęła kontrolę nad całą ludnością i wszędzie rozsiała swoje czujki. Tutaj symptomy nie są aż tak fatalne, ale kto wie, czym nas mogą zaskoczyć. W razie potrzeby, kontaktuj się ze mną lub właśnie Arcadiusem Landegre. Prócz mnie, tylko on wie o tej misji.
Pomimo słów, Mustang wcale nie kończył połączenia. Wręcz przeciwnie. Oczekiwał, że mogą paść pytania ze strony Eli, więc nadal pozostawał na linii.



RE: Cerro El Plomo - Eli - 08-01-2018 10:06

Fullbringerka westchnęła cicho, wbijając spojrzenie w niebo nad sobą. Upierdliwe. Te słowo nawet w jednej dziesiątej nie oddawało aktualnej sytuacji. Masyw górski, wąskie, cholera wie dokąd prowadzące ścieżki, jaskinie, wąwozy... Kobieta potrząsnęła nerwowo głową, nie chcąc o tym nawet teraz myśleć. Będzie miała na to jeszcze nazbyt wiele czasu. Było przysłać cholerną armie... Sarknęła cicho w myślach, kreśląc paznokciem ósemki na blasze motocykla.
Jin Ishizuma; czy o nim słyszała, czy nie nikt kto mógł się nazywać prawą ręką Madary nie był wart zlekceważenia. Relikt nie tak dawnych, ale znacznie mroczniejszych czasów, który powinien być pogrzebany wieki temu. Nigdy nie łączyły jej wybitne sentymenty ze starą gwardią, sądząc jednak po tym jak długo udało się mu uciekać... Nie będzie łatwo. Skrzywiła się lekko, grzebiąc po kieszeniach za paczką Linków. Po chwili biała pałeczka tkwiła pomiędzy jej wargami, snując ospale-miętowy dymek. Wybrała sobie dobrą chwilę, żeby zapalić, bo historia dopiero się rozkręcała.
Pustka: nawet w oddziale specjalnym słyszała o niej tylko plotki i jakkolwiek można byłoby posądzać ją o brak piątej klepki, tak jakoś nie spieszyło się jej do kontaktu z nią. Życie mogło być paskudne, okrutne i ogólnie be, jednak to co ponoć potrafiło wygrzebać się z tamtego wymiaru... Jakby King z Lovecraftem postanowili mieć dziecko z nienawiści i od małego trzymali w piwnicy. Znając jej parszywe szczęście mogła liczyć na to, że przekona się na własnej skórze o uprzejmości "gości" ściągniętych na ziemię. A mogło być tak pięknie...kocyk z lamy... Uśmiechnęła się krzywo, zaciągając się mocniej. Wciąż przydałoby się coś lepszego niż...
-To jakiś żart?!-Wypaliła nagle, nawet nie zastanawiając się do kogo mówi.-Czy kogoś pojebało?-Spróbowała odetchnąć głębiej, ale nie wyszło jej to najlepiej, kiedy serce zaczęło łomotać w jej piersi, jakby zaraz miało się z niej wyrwać.-Już kurwa prościej byłoby samemu zabić tych ludzi. A na pewno humanitarniej! Cholera...!-Kopnęła puszkę przed sobą, tak że ta pomknęła z głośnym świstem, niknąc w oddali.-Rozumiem że to tajna misja, że ciężko u nas z ludźmi, ale... Na miłość boską Hollow?!-Komunikator zatrzeszczał niebezpiecznie, kiedy zacisnęła dłoń.-To musi być jakiś żart; Pan nie mówi poważnie?-Zapytała z wyraźnym niedowierzaniem w swoim głosie, zakrawającym o furię, jeśli nie histerię.-To jakby wepchać łeb w ogień. To do cholery gorsze niż ogień! Skąd mam wiedzieć, że... a zresztą!-Aż walnęła pięścią w bok motocykla, na co ten zaprotestował żałosnym jękiem, nim zagryzła nerwowo usta próbując się uspokoić.-Jak rozumiem co? Liczymy że pozabijają się nawzajem czy jak? I jak mam...-Przymknęła oczy, starając się uspokoić spłycony oddech. W tej chwili czuła się niemal zdradzona; jakby ktoś wbił szpilę wprost w jej pierś i obracał z rozmysłem.-Jak rozumiem to rozkaz by mu pomóc?-Wymamrotała przez zaciśnięte zęby. Nie chciała już nawet wspominać o tym jak wielka przepaść dzieliła ją od Arcadiusa Landegre, czy samego Roya. Całe miasteczko... Zaśmiała się upiornie pod nosem.
-Teraz to na pewno kurwa pójdzie z dymem.- Sarknęła cicho, oczekując tyrady czy czegokolwiek co miało nastąpić. Szczerze miała to w nosie. Zajmowała się polowaniem na Hollowy; mordowaniem ich a nie...Pierdolona niańka.
-Czego mogę się spodziewać? Jak wyglądają te czujki? Mam przygotować się na outbreak z tamtej strony? Jakie są... Były możliwości celu i gdzie...-Zacisnęła usta w wąską kreskę, nim niemal warknęła.-Jak znajdę tego Yare? I jak rozumiem nie ma co liczyć na inne wsparcie?-Niewesoły uśmieszek zatańczył na jej ustach, kiedy zastukała palcami o powgniataną blachę, zostawiając na niej kolejne ślady.


RE: Cerro El Plomo - Yare - 11-01-2018 22:43

Psiawalonamaćkeczupuzandrzejkowymrabatemniesprzedającazdupyd​omordybukakkesmokozord.
Stanowiło to drugą po ogórkowej świńskiej nonszalancji rzecz, która mąciła od rana do nocy każde fantomowe włókno w jego trzecim półdupku. Odrzucona - niczym jodłujący gazami odbytniczymi pan Marian Astralny Sklepikarz w kaukaskim Mam Talent - bezgraniczna łaska Astralnych Pomidorów. Niefortunnie, nawet owa bezgraniczność nie będzie w stanie zdziałać cudów pokroju armagedonizacji ostatków kamienia bez wyśpiewania wszem i wobec: "Dłuższe życie każdej pralki to Calgon!"; nie gdy ni krzta czerwieni nie myśli nawet zawisnąć na eterochłonce, spakowawszy walizy i upewniwszy się, iż wszystkie kurki pozakręcane, a babka ma wystarczający zapas butli z tlenem przy foteliku na biegunach.
Yare bezpardonowo wyszarpnął urządzenie z ręki... człowieka?... Raczej czegoś znacznie bliższego parodii egzystencji, wyzbytej z łaski i rzeczywistej wewnątrzpośladkowej siły. Z wysiłkiem otrząsnął się po przyjęciu wprost na klatę, plecy, rejony intymne - w istocie rzeczy na całoskładowość swojego bytu - wibracyjnej sekwencji kota(komando)ngensoidalnej, przywodzącej na myśl akustyczny odzew: zrodzony na skutek ostatecznej ofiary defekacyjnej w trakcie polowej amputacji odbytu.
Niezbyt zręcznie operując szponiastym paluchem (i niezgorzej spluwając naówczas ordynarną retoryką o dostatecznym pułapie astralności), próbował dogrzebać się do kontaktów. Następnie, zawierzywszy wybór trzeciemu pośladkowi, przewijał listę w dół i w górę, aż ten nie nakazał mu przestać. Wierny mądrości Pomidorów, zainicjował połączenie.



RE: Cerro El Plomo - Skye - 14-01-2018 12:59

Mężczyzna nawet nie protestował, gdy groteskowe monstrum z innego świata zabrało mu telefon. W świecie, w którym Fullbringerzy oraz zjawiska z nimi powiązane wyszły na jaw, ciężko było coś naprawdę odbiegającego norm, aczkolwiek ten widok miał pełne prawo dziwić. Mimo wszystko, Latynos wolał odwrócić wzrok, niż wlepiać swoje spojrzenie prosto w sylwetę Hollowa.
W tym czasie Yare dał jakoś radę posłużyć się delikatnym dotykowym wyświetlaczem. Przypadkiem pozostawił jedną wyraźną rysę biegnącą niemal w idealnym pionie przez ekran, lecz w końcu osiągnął swoje. Zadzwonił. Kontakt, jaki się wyświetlił, został nazwany w telefonie "Rosita".
- Na chuj do mnie wydzwaniasz?! - rozdarła się kobieta po drugiej stronie na powitanie i nie dała już później dojść Yare do słowa. - Złodzieju, oszuście pierdolony! Zdrajco! Zabiorą ci niedługo ten telefon i cały dom, zobaczysz, zadbam o to! Alimentów od dwóch zasranych lat nie płacisz! Umrzesz! Słyszysz? Umrzesz! Zobaczysz, jakie znajomości ma Raul! Zrobią ci z dupy wielki kanion!
W słuchawce Yare słyszał jeszcze parę głosów w tle, głównie męskich, choć gdzieś przemknęło kilka słów wypowiedzianych przez dziecko. Po wysłuchaniu całej litanii mógł się odezwać, ale dosłownie miał na to ze dwie, trzy sekundy. Po takim okresie ciszy Rosita rozłączyłaby się.
Natomiast stojący nieopodal Latynos z obawą i szokiem wpatrywał się w Yare. Już nie dlatego, że był Hollowem, który go skroił z telefonu. Zastanawiało go, dlaczego ten Hollow dzwoni do jego byłej.

---

Reakcja ze strony Eli nawet aż tak bardzo nie zaskoczyła Mustanga, czego ona mogła się domyślić po jednym prostym fakcie, a mianowicie spokojnym wysłuchaniu jej ataku historii wymieszanej ze złością. Po prostu spodziewał się podobnych reakcji.
- Uwierz mi, jeśli ja idę z jakąś sprawą do Hollowa, to on musi być godny zaufania. Jest specyficzny, to fakt, ale znałem go jeszcze jak był człowiekiem. Jakimś cudem zachował swoje zmysły oraz świadomość. Wszystkie jego przemiany widziałem na własne oczy. Jeśli go spotkasz i powołasz się na mnie, nie będzie problemu.
Roy spróbował przynajmniej odrobinę załagodzić sytuację. Całe szczęście, miał do czynienia z profesjonalistką, która nie działała w swoim zawodzie od wczoraj. Niejednokrotnie musiał wypełniać rozkazy nie do końca zgodne z jej oczekiwaniami oraz sumieniem, a przynajmniej tak sądził Mustang, również mający za sobą olbrzymie doświadczenie.
- Yare jest tak po to, aby sprzątnąć Jina. To jego podstawowy cel. Jak zabije przy tym kilku jego pomocników, to tym lepiej dla nas. I wolałbym, aby wyszedł z tego żywy, ale sądzę, że poradzi sobie z tym - wyjaśnił kolejną z wątpliwości. Akurat niańczenia Hollowa od Eli nie wymagał. - Elise ostatnio szpiegowała miasto pająkami. Ale wówczas cała ludność znajdowała się w czymś na wzór transu. Tam, gdzie jesteś, nic takiego nie wykryliśmy. Mimo wszystko, gdy zobaczysz małe czarne pająki z czerwonymi symbolami na odwłokach, zabijaj z miejsca. Nie bądź ostrożna, po prostu zabijaj. Natomiast inne wsparcie będę mógł zapewnić dopiero, gdy dostaniemy powód. O ile Yare zrobi dym, o ile będzie konieczne, o ile ty je wezwiesz i tak dalej. Jeśli załatwicie Jina, jego popleczników oraz zabezpieczycie tą kryjówkę bez robienia hałasu, tym lepiej dla wszystkich. Na razie postaraj się trzymać głowę nisko, rozeznaj się w terenie, bądź gotowa do akcji.



RE: Cerro El Plomo - Yare - 15-01-2018 21:11

Drapnął się dwakroć po rogu krawędzią Krzykospluwy, drugim łapskiem utrzymując na poziomie pępka komórkę trzeszczącą opętańczymi wrzaskami niezidentyfikowanej bliżej astralnie samicy. Jakie wtenczas refleksje mogły kołtunić się w czaszce Pomidorowego Wojownika? Oczywistość to, iż traktujące o technikach chirurgii fantomowej, a mianowicie o zajmujących go swego czasu filmikach i kolorowankach instruktażowych, opisujących operację zwojów tranzytowych śródręcza dokonywaną na otwartym sercu, której to skutkiem miała być zdolność końcowego odprowadzenia treści pokarmowej przez nozdrza, jeżeli przypadkiem na pewnej subpłaszczyźnie zakazywano pod groźbą powieszenia obrotu trzywarstwowym papierem (miękkim jak aksamit, z łączem Bluetooth, spuszczalność normatywna).
Gdy ze słuchawki padły (wyk***iły z hukiem) ostatnie słowa, do przysadki trójpośladkowej Pustego na powrót dotarły wtem obrazy, których nigdy już nie zamierzał przywoływać. Ukazały mu się znów, jak na jawie, makabryczne skutki źle sprawionej chirurgii, jakie ze zgrzytaniem kłów i uczuciem świdrowania w odwłoku musiał kolorować – nie wychodząc za linię! – wysłużonymi już tedy kredkami. Nieszczęśliwym ofiarom takich zabiegów ostawało się bytowanie na lichej rencie, z koniecznością zatańczenia Kankana na suficie przy każdorazowej próbie defekacji: tym żwawszego, im więcej nabyli przedtem paprykarza marki "Zdupyżaremdomordybukakkesmokozord" w sklepie pana Astralnego Mariana.
Chyba mam dość. Macie tu swoje dragi, ale ja odpuszczam karierę medyczną.
– MAAR FAS ZUL!!!* – wykrzyknął do Rosity, zwieńczając tym samym rozmowę.
Rozerwawszy następnie skórę w okolicach pępka i zasklepiwszy ranę zaraz po bezpiecznym umieszczeniu smartfona w jamie brzusznej, Yare postąpił z hardym zdecydowaniem naprzód. Czas w końcu zabrać się za naprawę tych pralek!
Wystartował. Płynąc nisko nad ziemią, raz żabką, raz kraulem, raz na grzbiecie, zmierzał tam, gdzie wiodła go pozornie względna trajektoria kontekstowej zdarzeniowości.

*Blank Mode



RE: Cerro El Plomo - Eli - 15-01-2018 23:26

              Ząbki Elizy zazgrzytały ostrzegawczo, kiedy kobieta zacisnęła kurczowo szczęki, starając się zapanować nad kolejną falą, która właśnie wzbierała w jej piersi. Godny zaufania... Tak jak wybuchowi wulkanu mogę zaufać, że zabije całe miasto? Czy że kiedyś skosi nas jakiś zbłąkany odłamek skały? A może... Prychnęła cicho i na moment wyłączyła dźwięk ze swojej strony by przywalić w ścianę za sobą. Trochę jednak się przeliczyła, kiedy jej dłoń przebiła się na wylot i zaklęła tylko nieprzyjemnie, otrzepując przedramię z kurzu. Jasne że nie będzie; jak urwie mi głowę i wymorduje całą okolicę nikt już nie będzie miał kurwa problemu. Odetchnęła głębiej i ktoś obok mógłby wręcz przysiąc że z jej uszu uszło trochę pary, gdy znów włączyła dźwięk.
-Rozumiem Roy-san. Jeśli wy mu ufacie...-Zgrzytnęła lekko zębami biorąc wdech.-Ja też to zrobię. Szczególnie, jeśli zależy od tego powodzenie misji.-Skinęła lekko głową, mówiąc to takim tonem, że trudno było stwierdzić czy zgadza się ze swoim przełożonym, czy jeszcze stara przekonać samą siebie.
-Oczywiście; będę miała to na uwadze.-Jej głos stał się nieco matowy i chłodny, ale przez to spokojniejszy, choć w środku dziewczyna wręcz się gotowała, na razie jednak trzymając nerwy na wodzy. Mimowolnie zerknęła za siebie i odnotowała w pamięci to, o czym mówił Roy. Na razie nie zanosiło się na podobne przygody, ale diabli jedni wiedzieli co przyniesie dzień. Lepiej być gotowym na wszystko, niż potem żałować.-Postaram się... utrzymać zamieszanie w rozsądnych granicach. I zasięgu.-Mruknęła niezbyt entuzjastycznie, po raz enty zastanawiając się za jakie grzechy akurat jej trafiła się taka misja? -Jakieś wskazówki gdzie powinnam zacząć poszukiwania, szefie? Bo... gór to ci u nas dostatek.-Zauważyła ciut sarkastycznie, przechylając przy tym głowę. Przez chwilę rozważała czy nie ponowić swojego pytania o Yare, jednak koniec końców doszła do wniosku, że sprawa rozwiąże się sama. W końcu kto jak kto, ale hollow zdolny zabić samego Jina raczej nie będzie trudny do zauważenia, prawda?


RE: Cerro El Plomo - Skye - 17-01-2018 11:47

Hollowowi z trudem udało się przekrzyczeć gorącokrwistą babkę, ale jego głos podziałał na tyle, aby na krótką chwilę zapanowała błoga cisza. Tylko na chwilę. Bowiem Yare, jeszcze zanim zrobił to, co zamierzał, usłyszał ze słuchawki odpowiedź Rosity.
- No chyba twoja stara!
To były ostatnie słowa, które dotarły do jego uszu, zanim smartfon został zapieczętowany w odmętach jamy brzusznej Hollowa. Ciało zaczęło się powoli zasklepiać, aczkolwiek nawet rasowej przyspieszonej regeneracji u Pustych nie był to proces natychmiastowy.
Yare opuścił miejsce zdarzenia, pozostawiając natomiast nieszczęśnika wiele metrów za sobą, pośród kurzu, który został wzbity w trakcie startu Vasto Lorde. Mężczyzna, mimo iż właśnie jakiś szalony smoczy potwór skroił mu telefon, wyglądał, jakby się tym zupełnie nie przejmował. Oczy miał jakby zamglone, myślami znajdował się zupełnie gdzie indziej. Widział, słyszał, odczuwał rzeczy inaczej, niż zwykle.
Nagle zaczął krzyczeć. Nie z bólu, a z wściekłości. Ryczał na cały regulator w wyraźnym przypływie adrenaliny. Zacisnął mocno pięści, po czym odwrócił się i sprintem pobiegł do jednego z miast po prostej linii, nie bacząc na nic.
Tymczasem Yare powoli zbliżał się do wschodniego zbocza góry El Plomo. Z tej strony wspinaczka dla przeciętnego człowieka byłaby niezwykle utrudniona ze względu na bliską pionu ścianę, aczkolwiek dla istoty obdarzonej energią duchową oraz wyposażoną w skrzydła, coś takiego nie stanowiło problemu.
Ów problem jednak pojawił się gdzie indziej i w postaci innej, niż sądził. Musiał gwałtownie wyhamować, gdy wyostrzone zmysły, a w szczególności ten odpowiadający za wykrywanie energii duchowej, dały mu wyraźnie znać o zagrożeniu. Tuż przed jego nosem rozpościerała się bariera. Mało tego, dało się ją nawet dostrzec gołym okiem z takiej odległości. Widział przemykające w powietrzu pomarańczowe ogniki, tańczące po bliżej nieokreślonej powierzchni.
Aktywność reiatsu natomiast była minimalna. Prócz tych drobnych świetlików nie wyczuwał nic więcej. Z perspektywy zmysłu duchowego istniały tylko one.
Mógłby się rozejrzeć nieco dalej, kierując w lewo lub w prawo, lecz sytuacja nie ulegałaby zmianie. Bariera po prostej linii separowała masyw górski od reszty okolicy.

---

- O ile w samym mieście jest bezpiecznie i nie ma nic podejrzanego, to będzie to szczyt El Plomo albo jego najbliższa okolica. To tam prawdopodobnie przesiaduje Ishizuma.
Jedna z najwyższych wzniesień należących do pasma górskiego Andów nie mogło umknąć uwadze samej Eli. Wystarczyło nawet przejść się po dowolnej ulicy tej turystycznej wioski, aby dostrzec mnóstwo pocztówek oraz pamiątek powiązanych właśnie z tą konkretną lokacją, która zresztą wybiła się na horyzoncie na tle innych gór. Mało tego, gdzieniegdzie nawet znajdowały się drogowskazy ukazujące łatwiejsze i trudniejsze szlaki prowadzące w tym kierunku.
Z takiej odległości jednakże nie było mowy, aby dostrzegła cokolwiek. Nawet wyczuła. Góra stała sobie spokojnie, nie widziała żadnych symptomów wskazujących na odbywające się tam walki, a reiatsu pozostawało niewyczuwalne. Czy to Jina, czy Yare, czy kogokolwiek lub czegokolwiek innego.
- Eli, pozostańmy w kontakcie, ale postaraj się nie zdradzić nikomu w żaden sposób, choćby przypadkiem, że rozmawiasz z przywódcą Yawaty. Niebawem dojadę na miejsce, skąd na spokojnie będę mógł nadzorować całą sytuację.
Mustang nie miał już wiele do przekazania. Praktycznie powiedział jej wszystko, co powinna wiedzieć. Misja jednakowoż była dość niewdzięczna, jako że wymagała ciągłej improwizacji. Teoretycznie mogło się zdarzyć się wszystko. A zgodnie ze znanymi Prawami Murphy'ego, była to tylko kwestia czasu, aż wszystko się spieprzy.



RE: Cerro El Plomo - Eli - 17-01-2018 23:47

-Oczywiście.-Bo mam czas zaglądać do każdej chatki i pytać przechodniów: Dzień dobry! Czy nie widział Pan może wielkich pająków z czaszkami, albo nie planuje przejąć władzy nad światem? Parsknęła w myślach, dziękując w duchu temu, że komunikator nie przekazywał. Oczywiście nie miała zamiaru nie zrobić niczego, ale lepiej żeby nikt nie oczekiwał od niej cudów, bo mogła ugryźć.
Tak czy tak czekała ją wspinaczka, czy to się jej podobało, czy nie. Górski szczyt, o którym mówił Mustang majaczył na horyzoncie i bynajmniej nie należał do najniższych w okolicy, w związku z tym, jak to ujął poeta pierdolę nie idę; poleci sobie na sam szczyt, szczególnie że tez nie było sensu pakować się tam zupełnie nieprzygotowanym. Zawsze musi się skomplikować, prawda? Zawsze... to nigdy nie może być kocyk z lamy. Warknęła cicho, wypluwszy już i tak wypalonego peta, o którym zupełnie zapomniała w trakcie rozmowy. Silić wzroku nie było co, a i innymi zmysłami teraz i tak tam nie sięgnie. Trzeba było zebrać się do roboty.
-Jasne szefie; będziemy w kontakcie i dam znać... jakby wycieczka się zgubiła.-Uśmiechnęła się krzywo i poderwawszy się przeciągnęła się wyłamując przy tym stawy.
-Ughhh!!! To będzie kurewsko ciekawe popołudnie.-Wsunąwszy urządzonko do kieszonki spodni, zanim poprowadziła motocykl do pobliskiego motelu.
Kwadrans formalności później (i solidnie posmarowaną dłoń) siedziała już po turecku w swoim pokoju, przymykając oczy. Wyciszała się, mrucząc cicho w takt starej, buddyjskiej mantry, której nauczyła ją jeszcze jej stara nauczycielka. Pewnie zmyśliłaś to, żebym się zamknęła na chwilę i nie widziała jak pociągasz z piersiówki. Blady uśmiech rozjaśnił jej usta, nim wzięła głębszy wdech i szepnęła:
-Reiraku.-Odczekała chwilę, nim otworzyła oczy, skupiając się na energii dookoła. Lepiej było zmarnować chwilę niż później żałować.


RE: Cerro El Plomo - Yare - 21-01-2018 23:25

Gwałtownie wstrzymawszy pęd, zabezpieczył się naraz – tak na wszelkie wypadki – generyczną postawą obronną. Przystanął na czubku wyprężonego jak struna ogona, ustawiając się na opak do umownej płaszczyzny zdarzeniowości – głową w dół. Suryzordokatka bojowa, standard IM63cyl. Postępując dalej wedle procedur, przez kolejne osiem i pół jednostki zordomorfacji nie wprawił w drganie choćby jednego włókna mięśniowego. Rozejrzał się. Na prawo, wprost i na prawo. Pośladek skanował lewe skrzydło, ogórki były zbyt tępe, aby się tego domyślić.
Jeżeli dwakroć stwierdzono brak niebezpieczeństwa na poziomie większym niż herbaciana torebka zwieszona nad wrzątkiem, Yare raptownym zrywem wykonał półtora salta i z donośnym plaskiem klapnął na tylny zderzak. Wgapiał się przez moment z niemą konsternacją w duchową zaporę. Rozdzielnia subpłaszczyznowa? Nieee no, co ja, toć najbliższa znajduje się w kiblu pana Zbigniewosława. To musi być dziwne, swoją drogą, podnosić klapę zgodnie z jednym subcertyfikatem, a podcierać się podług innego.
Pieczołowicie obwąchał tajemne zjawisko trzecim pośladkiem. Poświęcił na to dość wiele czasu, by odbytniczy nos fantomowy nie przeoczył niczego wartego uwagi. Jeśli niemniej nie wyłapał żadnych frapujących smrodów, Vasto Lorde oddalił się nieco i nie dysponując za sprawą debilizmu klinicznego żadnym bardziej finezyjnym zamysłem, wypalił w barierę próbną serię z karabinu maszynowego.



RE: Cerro El Plomo - Skye - 25-01-2018 18:00

Opierając się na niezrozumiałych zmysłach Yare, okolica raczej była wolna od wszelkich zagrożeń. Przynajmniej nie licząc tej specyficznej duchowej bariery, lecz tę Hollow na razie najwyraźniej rozpatrywał w nieco innych kategoriach.
A jednak mimo to, podniósł karabin maszynowy, będący w rzeczywistości jego lewym ramieniem i oddał krótką salwę. Pociski przebiły się bez problemu przez powierzchnię bariery, a nawet więcej - po prostu jej nie naruszyły, wlatując do środka, jakby nigdy nie było tutaj żadnej przeszkody. Pociski pomknęły dalej, rozbijając się na skałach oraz ziemi, zależnie od tego, pod jakim kątem akurat celował Yare.
Co więc się stało z perspektywy pomidorowego skrytobójcy? Niewiele. Bariera nadal miała się całkiem dobrze, w okolicy nie pojawiły się żadne nowe dusze, nic nie wybuchło, a także powietrze było czyste, to i też trzeci pośladek, zwany potocznie wśród plebsu (choć niewłaściwie) facjatą, mógł swobodnie czerpać kolejne oddechy. Mimo wszystko, Yare mógł mieć nieodparte wrażenie, że coś jednak uległo zmianie. Niewidocznej, subtelnej, a zarazem istotnej. Skoro nie tutaj, to prawdopodobnie po drugiej stronie.

---

Eli wzięła się do roboty po odebraniu wszystkich wytycznych od samego dowódcy Yawaty. Wiedząc, że tym razem musi polegać tylko i wyłącznie na sobie, nie mając do dyspozycji podległego jej oddziału, powróciła niejako do podstaw. Pierwszy krok, gdy szukasz odstępstw od normy? Skan duchowy szóstym zmysłem. A jeśli umiesz Reiraku, to tym lepiej. Wykonaj.
Efekt? Dużo białych nici symbolizujących mieszkańców miasteczka. W ciasnawym pokoju praktycznie każdy kąt został wypełniony wstęgami imitującymi realny materiał. Fullbringerka miała więc nieco utrudnione zadanie ze znalezieniem odstępstw od normy, choć wystarczyło jedynie wytężyć swoje zmysły wzroku oraz wykrywania energii duchowej.
Źrenice kobiety nagle spoczęły na ścianie po prawej stronie, przy której swobodnie unosiła się jedna wstęga o charakterystycznie czerwonej barwie. Bóg Śmierci, bez wątpienia. Eli wędrując za wstęgą mogłaby dotrzeć do niego, a wyglądało na to, że ów jedyny osobnik nie pasujący do otoczenia znajduje się kilka budynków dalej, w niewielkim barku, sprzedającym tak zimne napoje, jak również pączki i pamiątki.
Niewielki lokal był jednym z ostatnich zabudowań, gdyby kierować się na północny-wschód miasta, ale wyróżniał się swoją wielobranżowością oraz faktem, iż dookoła niego roztaczał się niewielki ogródek piwny. Przy stołach dało się uświadczyć kilkunastu mieszkańców, czy turystów. Ten przybytek nawet cieszył się zainteresowaniem, bowiem wewnątrz również korzystało z jego usług niecały tuzin ludzi.



RE: Cerro El Plomo - Eli - 29-01-2018 15:57

              Ciche westchnienie wyrwało się z karminowych ust, kiedy powieki kobiety rozchyliły się na tyle, by mogła dostrzec otaczający świat. Biel. Wszędzie. Cholernie. Dużo. BIELI. Eli potrząsnęła głową, niemal nie tracąc resztek koncentracji, kiedy przesłoniła oczy dłonią, starając się nie oślepnąć na chwilę. Zdecydowanie mogłam pomyśleć, zanim wynajęłam taką klitkę. Zagryzła nerwowo dolną wargę, próbując nie gryźć się w język, kiedy przekleństwa same cisnęły się jej na skraj ust. Trzeba było brać się do roboty, czy to się jej podobało czy nie.
              Skrupulatnie i dość systematycznie zaczęła rozglądać się dookoła, starając nie przesuwać zbytnio, by nie stracić orientacji w całym galimatiasie. Przypominało to trochę szukanie igły w stogu oślepiającego siania i...
-Jest!- Niemal nie podskoczyła, tracąc z oczu swoje znalezisko, kiedy jej źrenice rozszerzyły się lekko, nachodząc na szkarłatne tęczówki.-Cholera jasna... -Skrzywiła się, rozmasowując łokieć, kiedy utkwiła wzrokiem w ciemnej nici. Tylko tego jej tutaj brakowało...
-Jak ćma w ogień.-Mruknęła, rozpraszając nici dookoła.
Głuchy świst wypełnił pomieszczenie, kiedy powoli wypuściła powietrze ze swojej piersi. To tylko Shinigami. Pewnie zwykły szeregowy... Kogo ona oszukiwała? Na takim zadupiu? Prędzej na gwiazdkę pojawi się Święty Mikołaj i stwierdzi że była grzeczną dziewczynką.
-No nic; jakoś trzeba będzie z tym żyć.-Skrzywiła się lekko zatrzaskując za sobą drzwi do pokoju.
-----
              Nie musiała nawet daleko szukać, jakby instynktownie do siebie ciągnęli. Niewielki barek z chłodnymi napojami mieścił się dosłownie rzut kamieniem od miejsca, gdzie zatrzymała się kobieta. Ot budka jak każda inna w podobnych kurortach, choć widać właściciel przykładał się do interesu bo gości nie brakowało.
-Tsk.-Bringerka skrzywiła się brzydko, przechylając przy tym głowę. Nie chciała robić sceny, jednak czego się spodziewała w takim miejscu? Nie mogłeś siedzieć... nie wiem, w jakiejś jaskini? Westchnęła cicho i na razie nie chcąc już bardziej alarmować „przybysza” swoją obecnością weszła do środka.
              Stukot metalowych buciorów i tak pewnie przyciągnął uwagę paru osób, kiedy przystanęła przy barze i cichym burknięciem zamówiła sobie shake’a truskawkowego. Czekając na zamówienie zapatrzyła się w menu, na razie starając się nie robić zbytniego zamieszania, kiedy jej szósty zmysł naprężył się do granic możliwości, wraz z delikatnym muśnięciem jej aury. No pokaż się... Kącik jej ust drgnął lekko, kiedy zacisnęła zęby, skupiając się na duchowym świecie.


RE: Cerro El Plomo - Yare - 30-01-2018 00:07

Nie żywił ufności wobec bezimiennej rozdzielni, bezsprzecznie chcącej uchodzić za subpłaszczyznową. Stroiła się identycznie, zachowywała także jednako, lecz nadto ewidentna jawność jej wegetacji rozwiewała nakoło woń mocniejszą niż swąd palonych starczych jelit, acz dalece mniej przyjemną.
Wiem, astralnamać. Plan rozbłysł pomidorowym (nie innym!) światłem w rogatej łepetynie. Hollow wydobył z siebie samochodowy warkot. Cofnął stopę, gotów do jazdy, jednakże wszystko się posypało, gdy spróbował zadymić niczym Volkswagen. Nie, k***a. Bez tego się nie uda. Przeszedł do planu C (w przeświadczeniu, iż za plan B strzeliłby sobie w pysk – zgodnie z hipotezą cykliczności debilizmu klinicznego). Osiemnaście głębokich oddechów. Łapska złożone w sakralny znak zordokaliptusu. Paznokieć fantomowy odpływa miarowo w catharsis.
Odpalił samego siebie niby kulę z armaty zapełnionej azbestem bezdymnym. Lewą nogę wyprężył, drugą podwinął do zagłębia międzypółdupkowego. Tak usposobiony do przemierzania subpłaszczyzny, żywo przekroczył barierę i rozpoczął nadziemną podróż. Delikatnie łukowatą trajektorią, pod niejakim kątem do kierunku domyślnego, utrzymując stały nieduży pułap nad umowną osią astralnej gładzi. Jeśliby istotom z odseparowanych szczelnie nadpłaszczyzn było dane uświadczyć akustycznej ostentacji zdarzającej się właśnie sceny, w taki oto sposób jawiłoby się jej brzmienie. Raz za razem odpychał się naprzód skrzydłami, by nie wytracić prędkości.



RE: Cerro El Plomo - Skye - 30-01-2018 23:50

Yare bez dłuższego zastanowienia przekroczył barierę, która nadal w pełni utrzymała swoją stabilną formę. Jednakże Hollow poczuł niekomfortowe, dziwne mrowienie na całym swoim ciele, jak tylko pokonywał tę ledwie dostrzegalną przeszkodę. Gdy znalazł się po drugiej stronie, mimowolnie wyhamował, choć tylko na krótką chwilę. Zaraz potem mógł dalej wznowić swój nietypowy lot, mknąc tuż ponad ziemią w dziwnej pozycji karateki ze szkoły podstawowej.
Jednakże jego zmysłom nie mogła umknąć pewna zmiana w otoczeniu. Po tej stronie bariery wyczuwał już bardzo wyraźnie czyjąś aurę duchową. Niestety, nawet skupiając się na niej wyraziście, nie potrafił określić gdzie jest jej źródło, ani jaką ma konkretnie siłę. Ba, nie był pewien tego, czy to reiatsu pochodzi z ciała istoty żywej, czy też jest generowane w zupełnie inny sposób. Ta energia po prostu była. Dookoła, praktycznie o równym nasileniu.
Za sobą z kolei widział przestrzeń o przytłumionych barwach. Jeszcze przed momentem przechodził tym pustkowiem, a teraz wydawało się, że panuje tam półmrok niczym w najciemniejszym lesie. O czymkolwiek by teraz nie myślał, Hollow wiedział, że coś się dzieje.
Wypiętrzająca się natomiast na wprost skalna ściana nie zachęcała do wspinaczki. Niemal pionowa powierzchnia na największej części, ośnieżone szczyty, niewielkie ilości półek, na których można byłoby się oprzeć po drodze na szczyt oraz zupełny brak szlaków od tej strony. Pozostawał więc tradycyjny lot ku górze, bądź też okrężna ścieżka biegnąca po łagodniejszych zboczach, o ile Yare chciałby się dopisać do listy zdobywców El Plomo. Alternatywnie, nawet z tej odległości Pusty był w stanie dostrzec również sporo dość nienaturalnych wgłębień szczególnie na najniższych oraz najwyższych pułapach głównego wzniesienia tej okolicy. Znajdowały się one zazwyczaj w najtrudniej dostępnych miejscach, a dodatkowo przykrywała je warstwa nietypowo wiszącego śniegu.

---

Chcąc nie chcąc, w tych okolicach Eli zwracała na siebie nader uwagę, lecz trudno było się dziwić lokalnym mieszkańcom. Kobieta wyróżniała się niemal w każdym elemencie, w jakim to było możliwe. To nieco utrudniało jej zadanie wymagające konspiracji, lecz nie uniemożliwiało. Po prostu musiała nauczyć się ignorować spojrzenia wielu osób, często osobników płci męskiej i tych zawistnych, bądź godnych pożałowania ze strony ich piękniejszych połówek.
Z tym wiązało się jednak pojawienie w bardziej tłocznej części miasteczka, ale nie każdy w ten sposób reagował na Eli. Wśród tej garstki niezbyt zainteresowanych tajemniczą nieznajomą był też wysoki mężczyzna o czarnych prostych włosach sięgających do łopatek. Przydługa grzywka delikatnie zachodziła mu na oczy o charakterystycznej lawendowej barwie. Jego twarz cechowały delikatne rysy, można rzec nawet lekko kobiece, ale nie dało się go określić jako zniewieściałego. Wyróżniał go też nieco ubiór. Ciemny szal owinięty wokół szyi, czarne luźne spodnie oraz koszula, również jakby o rozmiar za duża, zdawały się jednoznacznie kojarzyć z szatami Bogów Śmierci.
Zdradzała go również aura. Eli wiedziała, że to jest ten Shinigami, którego znalazła poprzez Reiraku.
Mężczyzna siedział spokojnie niemal w samym kącie lokalu. Trzymał jedną z tutejszych gazet, kartkując ją, raczej oglądając obrazki i czytając nagłówki albo wstępniaki do artykułów. Sprawiał wrażenie nieco znużonego, a nawet rozleniwionego. Raz na jakiś czas popijał małymi łykami herbatę z filiżanki, z której wciąż unosiła się para.



RE: Cerro El Plomo - Madara - 31-01-2018 17:41

Na skraju jednego z pagórków pojawił się portal z którego wyłonił się ciemnowłosy shinigami. Cechą wyglądu wyróżniającą go od każdego innego boga śmierci był biały turban na jego głowie oraz biały płaszcz. Owym shinigami był trzeci oficer Korpusu Kidou Madara Uchiha.
Ciemnowłosy shinigami w końcu został doceniony przez Aikrę i stosunkowo szybko dostał nowy przydział po walce z tajemniczą fullbringerką. Widocznie kapitan Kuchiki docenił nie tyle sam wkład Uchihy w całą walkę, lecz to jak sobie poradził z II dywizją. W dodatku został wysłany sam co dodatkowo świadczyło o wypracowanym zaufaniu.
Wkroczywszy do świata żywych ciemnowłosy oficer rozejrzał się wokół oraz uruchomił swoje zmysły w poszukiwaniu jak to określały raporty "podejrzanych aktywności" pustych.


RE: Cerro El Plomo - Eli - 31-01-2018 23:04

              Najciemniej jest zawsze pod latarnią. Stare przysłowie starało się przebić pośród myśli Eli, kiedy jej palce postukiwały lekko o blat kontuaru. Szkarłatne oczy obojętnie przesuwały się po otaczających ją ludziach, jakby żadnego z nich nie dostrzegała. Byli jej zupełnie i kompletnie obojętni. Czy raczej byliby... Ciche westchnienie wypełniło jej pierś, kiedy któryś z rzędu mężczyzna został szarpnięty lekko za ramię przez swoją partnerkę, gdy ta przyłapała go na gapieniu się w jej stronę. Nie żeby jej to nie schlebiało, wciąż jednak... Banda creepów.
              Mimo to kącik jej ust uniósł się nieznacznie ku górze, kiedy siorbnęła shake'a zerkając przelotnie na siedzącego w rogu mężczyznę. Niby niepozorny, nie rzucający się w oczy; siedział kompletnie na uboczu, z dala od wszystkich z nosem w gazecie, popijając herbatkę. A jednak z całej tej bandy najbardziej kłuł teraz po oczach: choćby dlatego, że ani razu nie zerknął w jej stronę.
              Zostawiwszy na ladzie nieco ponad kwotę, która starczyła do pokrycia rachunku, zgrabnym krokiem podeszła do jego stolika i nawet nie pytając o zgodę przystawiła sobie krzesło, oparciem w jego stronę, siadając na nim okrakiem.
-Szukasz tutaj czegoś, czy po prostu zabłądziłeś?- Jej głos na razie zdawał się niemal rozbawiony, kiedy trącając palcem słomkę utkwiła w mężczyźnie parę szkarłatnych ślipiów. Nie miała czasu na słowne gierki i podchody, szczególnie że nigdy nie była w nich za dobra. Przeważnie od gadania miała... kogoś. Po cichu liczyła, ze shinigami nie zrobi sceny przy ludziach.-I nie udawaj, że nie wiesz o czym mówię. Oboje nie przyjechaliśmy tutaj na wakacje.-Uśmiechnęła się słodko, siorbnąwszy truskawkową paćkę, kiedy jej oczy zabłysły nieprzyjemnie. Na razie mówiła też na tyle cicho, by nikt kto nie siedział tuż obok nie dosłyszał za wiele.


RE: Cerro El Plomo - Yare - 04-02-2018 15:00

Jaktóż to? Nie może być! – zatrwożył się Yare, choć najsampierw musiał stoczyć wewnętrzną batalię z debilizmem klinicznym (szermierczy pojedynek na kabanosy), aby wiedzieć, o co tak w istocie rzeczy mu chodziło. Wlepił z podejrzeniem ślepia pierwej w półki skalne, dalej w śnieg kichający zupełnie na certyfikaty dobrej praktyki akumulacyjnej, na ostatek w niedaleki fragment skały lżący jego matkę. Pusty pokiwał z aprobatą, acz zniesmaczył się trochę niedopowiedzeniem, iż: „Nie otworzy nawet musztardy bez ścierki.” Raz otwarła, i zbiła, podastralna smażąca kotlety ścierwosucz.
Jak nakazywał kodeks Pomidorowego Wojownika Rangi A, Yare ani myślał o łamaniu choćby jednego punktu certyfikatu. Przyzwał zatem czerwoną światłość na oblicze trzeciego pośladka (Cero Stance) i bez cienia skazy na godności subpłaszczyznowej wrył się w górski masyw. Posłużywszy się następnie Czwartą Pieśnią Chińskiego Inżyniera z Kopalni Czipsów – znamienitą techniką, którą opanował swego czasu na studenckich praktykach zawodowych, jął drążyć niestrudzenie w kamieniu, posuwając się ku górze pod kątem ostrym.